ball..." />
Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

ballagás

jezw

Ballagás to bardzo węgierski zwyczaj. Słowo oznacza coś w rodzaju procesji z całą należną jej dostojnością. Ballagás tradycyjnie odbywa się na zakończenie szkoły średniej, jeszcze przed maturą. Klasy zamawiają identyczne garnitury dla chłopaków i analogiczne ubiory dla dziewczyn, rodziny wypruwają się na gigantyczne prezenty, a kwiaciarnie mają jeden z najlepszych dni w roku. Elementem centralnym jest kameralny (tylko uczniowie i nauczyciele) przemarsz przez szkołę a potem procesja na zewnątrz. Klasy prowadzą wtedy wychowacy idący pod rękę z najładniejszymi dziewczynami (nie pamiętam z kim chodzą wychowawczyni - pewnie z wysokimi chłopakami), wszyscy idą z wielkimi snopami kwiatów jeden za drugim z ręką na ramieniu poprzednika. Przez ramię uczniowie przewieszoną mają małą torebkę (tarisznya), w której znajdują się symboliczne wyposażenie na dorosłe życie. Rodziny i zaproszeni goście stoją i podziwiają. Znalazłem na flickrze zdjęcia za jakiegoś ballagásu, jak kto jest ciekaw może je sobie zobaczyć tu.

Istotą ballagásu jest mieszanka pożegnania ze szkołą z marszem triumfalnym celebrującym udane zakończenie tego ważnego etapu edukacji. Na mnie robi to zawsze wrażenie bo nie pamiętam, żeby w Polsce ktoś się aż tak przejmował takimi wydarzeniami. Dobrze, że tak się święci naukę. Jednocześnie jednak pewnym niesmakiem napełnia mnie infantylizm tarisnyi, która wygląda jak zabawka na przerośniętych dzieciach, pompa procesji i cała sztucznawa ideologia ballagásu nawiązująca do wyprawiania czeladników w świat.

Jakiś czas temu ballagás pojawił się w szkołach podstawowych. Wszyscy się trochę śmiali ale rzecz jasna włączyli się w obchodzenie nowej tradycji. Później ballagás zstąpił na poziom przedszkola. Wczoraj miał miejsce w przedszkolu Chłopaka.

Uroczystość (wszystko jak należy: duszno, tłum rodziców i dziadków, kamery wideo) była ładna. Najpierw odbyło się przedstawienie dzieci, potem miał miejsce sam ballagás, w ramach którego w stołówce czekała na dzieci niespodzianka w postaci tortu. Na koniec był prezent dla przedszkolanek, na który się wszyscy zrzuciliśmy. Spłakały się jak bobry, część rodziców i dzieci też, choć te ostatnie niekiedy nie ze wzruszenia ale na przykład z powodu balonika, który uciekł w niebo.

Wieczorem część rodziców i przedszkolanki (powinienem dodać, że młode i bardzo fajne kobiety) spotkaliśmy się w restauracji na picie i jedzenie. Mnie picie ominęło, bo byłem szoferem, ale pozostałym oczy szkliły się coraz bardziej w miarę jak wieczór płynął. Dowiedzieliśmy się, że jeszcze tak fajnych rodziców nie było. Oj, dobre to mieliśmy to przedszkole.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • ralph.ellison

    fajny bardzo fajny zwyczaj
    ;-)

  • 999s

    Drogi Jeżu mam prośbę mógłbyś wyjaśnic o co jest mniej więcej kaman na tym plakaciku?

    flickr.com/photos/49358023@N00/13544221/

    Sorki, że nie na temat...

  • bastille

    Kończyłam podstawówkę 20 lat temu - i miałam ballagás. I wszyscy moi rówieśnicy i znajomi - też. Może był czas, kiedy tego nie robiono?

    Pozwolisz Jeżu, że jeszcze coś dodam dla pełnego obrazu? :o)

    Bo gdy tak się chodzi gęsiego po szkole, z klasy do klasy, żegnając resztę - też odświętnie ubranych - uczniów, nauczycieli, to dostaje się i od nich kwiatki, a w międzyczasie śpiewa się piosenki typu "Gaudeamus Igitur". A tarisznya może faktycznie wydawać się infantylne, jak i coś a'la ciupagi, które przeważnie każda klasa ma, ale ja do dzisiaj z przyjemnością wyciągam tarisznya i oglądam zawartość: dziurawe 2 fillér, pogácsa, zdjęcie szkoły i listę uczniów i nas uczących nauczycieli. Mam też i wstęgi obowiązkowo dołączane do bukietów z mądrzejszymi i głupszymi cytatami na dorosłe życie.

    Co jeszcze jest (było?:o)) tego dnia? Ano, druga istotna rzecz - szerenád, ale tylko w szkole średniej. Klasa zbiera się późnym popołudniem i udaje się pod okna uczących dotychczas nauczycieli - by dać serenadę a potem zostać zaproszonym na ciasto i wino. I tak pół nocy, bo nauczycieli sporo, a i u niektórych się siedzi długo ;o)))

    Dla nas istotne było to, że ballagás i szerenád odbywaŁo się w ostatni piątek przed maturami pisemnymi. To jest (był) ostatni dzień, gdy cała klasa i wszyscy nauczyciele się widzą - w pełnym składzie. Potem już zostaje bankiet pomaturalny, gdzie - już siła wyższa - nie może być wszystkich.

    I wiesz co? O ile zawsze zazdrościłam Polakom studniówki (bo węgierska w porównaniu jest porażką), o tyle Polacy mogą zazdrościć tej tradycji ballagás - bo to naprawdę piękne wspomnienie :o) I może dlatego pozwoliłam sobie podzielić się tym :o)

    Przepraszam za uzupełnienie :o)

  • jezw

    999s: "Le az intervenciós háború szervezőivel, a német, lengyel, magyar fasizmussal !" = "precz z organizatorami wojny interwencyjna, niemieckim, polskim i wegierskim faszyzmem!". Nie widzialem nigdy dotad, ciekawa rzecz!

    bastille: dziekuje za uzupelnienie, troszke liczylem na nie! rozumiem czemu wegrzy lubia ballagas, napisalem, co mi sie w tym zwyczaju podoba. serenad nie wspomnialem, bo przedszkolaki tego nie robia, jak chlopak bedzie konczy szkole srednia za jakies 12 lat na pewno cos na temat napisze! dzieki raz jeszcze.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci