Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

mistrzowie produkcji fałszywych dokumentów

jezw

Szukając kiedyś informacji na temat Małej Warszawy (Kis Varsó) natrafiłem na informacje dotyczące żydowskiego ruchu oporu w okresie Drugiej Wojny Światowej na Węgrzech. Zaciekawiony zacząłem szukać dalej i trafiłem na książkę Tépd le a sárga csillagot (Zerwij żółtą gwiazdę), którą niedawno skończyłem czytać. Parę rzeczy mnie tam zaskoczyło.

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że poza powstaniem w getcie warszawskim i może jeszcze tym w obozie w Sosiborze żydzi biernie poddali się swojemu losowi do końca posłusznie wykonując rozkazy Niemców czy też wysługujących się im formacji. Jeśli ocaleli to dlatego, że ktoś (dyplomaci państw neutralnych, Żegota, indywidualni ratujący) im pomógł. Teraz dowiedziałem się, że na Węgrzech działało zorganizowane podziemie żydowskie ratujące ludzi przed wywózką, rozstrzelaniem czy innymi represjami.

Tépd le a sárga csillagot zawiera szereg wywiadów z działaczami lewicującej organizacji syjonistycznej Hasomér Hacájir (Młodzi strażnicy) aktywnymi w podziemiu w roku 1944. W przeciwieństwie do komunistów, którzy planowali organizację powstania (nic z tego nie wyszło) ci działacze za cel postawili sobie ocalenie jak największej ilości ludzi. Dlatego też broni, którą mieli – warto dodać, że było jej niewiele – używali oszczędnie, na niespotykaną natomiast skalę rozwinęli produkcję fałszywych dokumentów. Wytwarzali wszystkie możliwe papiery: akty urodzenia, zaświadczenia o pracy, zwolnienia z wojska, przepustki, rozkazy wojskowe, a także cenne zaświadczenia z ambasad państw neutralnych, na co wydający je ambasady często przymykały oczy, i tym podobne. Produkcja była masowa, było tego dziesiątki tysięcy. To, że większość dokumentów wydawano wówczas bez fotografii ułatwiało tę działalność.

Niejednokrotnie papiery nie były najlepszej jakości ale wielu z rozmówców autorów książki podkreślało, że nawet taki kiepski papier dodawał jego posiadaczowi odwagi do działania, na przykład ucieczki z oddziału pracy, co umożliwiało ocalenie.

Sara Reuvéni, jedna z działaczek, z którą przeprowadzono wywiad, podkreśliła wagę tych działań w następujący sposób

[…] według przyjętych stereotypów bohaterem jest ktoś, kto walczy z bronią w ręku. To, że ktoś zaniesie kawałek papieru na sąsiednią ulicę nie wydaje się być czymś specjalnie bohaterskim nawet wtedy gdy ta sąsiednia ulica w obleganym mieście jest terenem walki, papier może ocalić życie a ten, który go niesie ryzykuje życiem tak samo jak ten, co walczy z bronią w ręku. (str. 224)

Młodzi syjoniście nie zajmowali się wyłącznie produkcją podrabianych dokumentów. Zbudowawszy kanały na Słowację – dużo z nich uciekło na Węgry właśnie stamtąd – i do Rumunii zajmowali się szmuglowaniem ludzi do Rumunii a dalej do Turcji i Palestyny. Wśród osób, które w ten sposób ocalili byli i żydzi z Polski.

W samym Budapeszcie, który po wywiezieniu żydów z prowincji do Oświęcimia stał się główną areną ich działalności działacze Hasomér Hacájir organizowali żywność dla zamkniętych w getcie, utrzymywali sieć sierocińców (współpracując tu z Gáborem Sztehlo, o którym pisałem wcześniej), pomagali w ucieczkach, przechowywali zbiegów  a raz nawet przeprowadzili udaną akcję wyciągnięcia z więzienia kilkudziesięciu aresztowanych korzystając z podrobionego rozkazu. W trakcie swojej działalności często poruszali się w mundurach strzałokrzyżowców a niekiedy nawet i w niemieckich. Ułatwiał im to potęgujący się chaos związany z zacieśniającym się oblężeniem miasta i bombardowaniami.

Po wojnie mimo współpracy z komunistami w podziemiu syjonistów wkrótce dosięgły represje. Większość działaczy opuściła Węgry i przeniosła się do Izraela, ci co nie zrobili tego w porę trafiali do więzienia. Jedna z osób, z którymi przeprowadzoono wywiady dla książki i która nie wyjechała do Izraela rozmawiała zresztą pod pseudonimem ze względu na obawę przed antysemityzmem otoczenia.

Książka ukazała się w 1990 roku, przedtem na ten temat nic się tu nie mówiło. Te wywiady to pierwsza próba przedstawienia tematu, sądzę, że od tej pory więcej na ten temat napisano.

A ciekawostką dla Polaków jest to, że okładkę zaprojektował mieszkający w Budapeszcie Krzysztof Ducki.

Tépd le a sárga csillagot

PS. Artykuł w wikipedii na temat Giorgio Perłasco gotowy Zachęcam do czytania i poprawiania.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci