moje zdziwienia budapeszteńskie

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
Blog > Komentarze do wpisu

kupili beczki

Niedawno pisałem o zapowiadanej aukcji win tokajskich a teraz spieszę donieść: kupili beczki. Nie wszystkie ale w przypadku imprezy tego rodzaju organizowanej po raz pierwszy sprzedaż ponad połowy oferowanych win to sukces. Tak więc na cześć organizatorów a także całego regionu tokajskiego trzykrotne hip hip hura!

Jak podaje komunikat prasowy wydany przez organizatora czyli Tokaji Borlovagrend [EN HU]– o nich zaraz więcej za chwilę – sprzedano 60%spośród wystawionych na licytację 22 beczek pojemności 136 litrów (gönci). Najwyższą cenę udało się uzyskać za wino sześcioputowe aszú Tokaj Hétszőlő 2010: wystawiono je za 2 800 000 a sprzedano za 4 200 000 forintów. Sprzedano też wina z piwnic Demetervin, Kikelet, Szent Benedek, Royal, Szepsy, Füleky, Szent Tamás, Budaházy, Disznókő, Barta i Samuel Tinon. Pięknym gestem popisał się Samuel Tinon, który ofiarował niesprzedane 27 0,375 litrowych butelek swojej esencji na rzecz Tokaji Borlovagrend. Wśród kupców były restauracje, w tym chlubiąca się jedną gwiazdką Michelina Onyx, sklepy winne, starzy klienci piwnic, grupy kupujących, którzy zorganizowali się specjalnie na aukcję a także licytujący z zagranicy przez telefon. W sumie na aukcji uzyskano ponad 20 milionów forintów. Licytacja ma stać się corocznym głównym wydarzeniem Tokaji Borlovagrend, następna planowana jest za rok.

Parę dni po aukcji, która dla porządku dodajmy odbyła się w poprzednią sobotę 27 kwietnia, spotykam się z Hajnalką Szabó, która na codzień pracuje w piwnicy Füleky ale jako jedna z pięciu sekretarzy Borlovagrend była jedną z głównych organizatorów wydarzenia. Hajni widać, że wciąż jest na podwyższonych obrotach, mimo upływu paru dni nie miała czasu by ochłonąć. Rozmawiamy o aukcji i o Borlovagrend.

Dowiaduję się nieco szczegółów kuchni wydarzenia. Najpierw o cenach: ustalono je na poziomie 30% oszacowanej wartości rynkowej zabutelkowanego wina (choć sprzedawano beczki producenci są zobowiązani wino dostarczyć zabutelkowane). Oznacza to, że gdy wino poszło w cenie wywoławczej, a większość z beczek tak właśnie sprzedano, nabywca kupił je z gigantyczną zniżką! (tabelka podająca ceny wywoławcze i sprzedaży w komunikacie prasowym Borlovagrend) Nie jestem pewien czy sytuacja powtórzy się za rok.

Pytam czy w takim razie winarze, których wino nie zostało sprzedane lub też zostało sprzedane za stosunkowo niską cenę nie są rozczarowani aukcją. Nie! zapewnia mnie Hajnalka, wszyscy rozumieją długofalowe znaczenie imprezy, doceniają osiągnięte rezultaty i gotowi są do współpracy w przyszłości.

Pytam o uczestników aukcji: Hajnalka wyjaśnia, że pojawili się ci, na których liczono, czyli restauracje i sklepy winne, które chciały mieć w ofercie wina nie do dostania gdzie indziej. Ponadto wierni okazali się starzy klienci – i przyjaciele – niektórych piwnic. Znaczenie samoorganizujących się grup indywidualnych kupujących pewnie w przyszłości wzrośnie zwłaszcza jeśli pojawi się infrastruktura wspomagająca się ich tworzenie. W przyszłości można zapewne liczyć na wzrost zainteresowania zzagranicy. Ciekawostką jest, że sukces w aukcji zależał w dużej mierze od indywidualnych zabiegów promocyjnych danego producenta wina, promocja Borlovagrend miała mniejsze znaczenie, potwierdziły to inne moje źródła.

Przychód z aukcji, po odliczeniu VAT-u, bo wszystkie ceny podane były brutto, był podzielony pomiędzy producentów, którzy dostali 60% procent uzyskanej ceny i Borlovagrend, któremu przypadało jej 40%. Pytam Hajnalkę co planują zrobić z tymi pieniędzmi. Cele są trzy. Po pierwsze, działalność Borlovagrendu. Po drugie, ich przyszłoroczne imprezy: poza aukcją planują comiesięczne degustacje win z danej wsi organizowane w tejże wsi przy współudziale miejscowych restauracji i hoteli. Po trzecie, chcą postawić tabliczki z oznaczeniami stoków w całym regionie tokajskim.

Rozmowa przechodzi na Tokaji Borlovagrend. Czas przetłumaczyć tę nazwę: dosłownie chodzi o Tokajski Zakon Rycerzy Winnych. Nazwa brzmi trochę jak z Monty Pythona, w angielskim używana jest raczej nazwa francuska: Confrérie de Tokaj. Hajnalka objaśnia historię organizacji. Powstała w 1987 roku, rok temu została odnowiona, włącznie z rejestracją nowej formy prawnej, obecnie ma około stu członków, którzy w większości choć nie tylko są ludźmi z branży. Celem jest „przywrócenie należnego prestiżu winom tokajskim”.

Równolegle do struktury organizacyjnej (przewodniczący, zastępca, skarbnik, itp.) w Borlovagrend funkcjonuje struktura o nazewnictwie tradycyjnym: wielki mistrz, rada nadworna, itd. Nie wytrzymuję i pytam jak ludzie reagują na tę całą rycersko-dworską terminologię. Uśmieszki? Czy raczej poważne podejście? Okazuje się, że zdecydowanie to drugie. Ludziom podoba się taka wynaleziona tradycja. Hajnalka dodaje, że pojęcie Borlovagrend (zapewne raczej w tłumaczeniu) jest znane międzynarodowo i dlatego korzystanie z tej nazwy ma również korzyści praktyczne bo wszyscy od razu wiedzą o co chodzi.

Hajnalka wprowadza mnie trochę w historię aukcji. Obecna impreza korzenie swoje ma w Hospices de Beaune w Burgundii. Ten szpital, ufundowany jeszcze w 1443, dzięki darowiznom bogatych dobroczyńców w dziewiętnastym wieku dysponował sporymi winnicami. W 1859 po raz pierwszy zorganizowano aukcję beczek wytwarzanych tam win w celach dobroczynnych. Aukcje organizowane są po dziś dzień, zawsze w trzecią niedzielę listopada. Sprzedawane na nich jest około ośmiuset 226-litrowych beczek wina, które rzecz jasna musi dojrzewać przez następny rok zanim będzie się nadawać do konsumpcji. Od 2005 roku licytacje przeprowadza dom aukcyjny Christie, dzięki czemu mają one charakter międzynarodowy. Dochód ze sprzedaży wina przeznaczany jest na utrzymanie szpitala, jedną beczkę sprzedaje się zawsze na cele dobroczynne. Corocznie na aukcji sprzedaje się wino za około 5 milionów euro.

Confrérie to instytucja znana we Francji. Tam członkostwo, płatne rzecz jasna, zobowiązuje do promocji wina danego regionu. Jeśli członek na przykład organizuje przyjęcia dla przyjaciół powinien podać odpowiednie wina. Pomysł genialny: zbieramy grupę ludzi, którzy skłonni są płacić za możliwość marketingu naszego produktu. Coś takiego możliwe jest tylko w przypadku wina.

Zamysł confrérie zakłada odpowiedzialność zamożnych konsumentów wina za rozwój danego regionu. Ciekawa jest tutaj nieobecność państwa i brak oczekiwania na finansowanie z jego strony. Klasa średnia samoorganizuje się do tego zadania. Fascynujące jest obserwować narodziny podobnej inicjatywy na Węgrzech.

Warto dodać, że aukcję zauważono w Polsce. Pisali o niej zarówno Gabriel Kurczewski na blogu Blisko Tokaju (przed aukcją i po aukcji a także na temat niektórych wystawionych win – warto tu przeczytać również specjalistyczny komentarz jednego z czytelników) jak i Wojtek Bońkowski, który poza wpisemi zapowiadającymi aukcję (tu i tu EN) opublikował też swoje notatki z degustacji [EN]. Swoją drogą jest on podobno członkiem Tokaji Borlovagrend i ma zakładać pierwszą zagraniczną filię tego bractwa.

niedziela, 05 maja 2013, jezw
Tagi: Tokaj wino

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/05/06 21:43:31
Ja chcę na degustację. Ja chcę degustować.
-
2013/05/07 20:44:16
Dzięki za szczegółowe omówienie wydarzenia i zastrzyk optymizmu. Hanula - 27 maja będzie w Warszawie degustacja Tokaj Renaissance. Warto zaznaczyć w kalendarzu.