Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

piewca węgierskiej krzywdy i bólu

jezw

Albert Wass to fenomen nie tylko literacki. Choć szczyt popularności tego emigracyjnego, przedtem niepublikowanego na Węgrzech, pisarza przypada na lata 90-te, to i dzisiaj jego książki cieszą się ogromną popularnością: raz w księgarni naliczyłem ich 56. Podobną popularnością cieszy się jeszcze Sándor Márai, peleton z pozostałymi pisarzami jest daleko za zakrętem. Wass dzierży także inny rekord, to jemu mianowicie poświęcono najwięcej pomników postawionych na Węgrzech po 1990 roku.

Ta popularność przejawia się raczej wśród czytelników niż literaturoznawców. Wass trafił wprawdzie do programu szkolnego ale tylko jako lektura uzupełniająca, raz znalazł się wśród tematów maturalnych. Stowarzyszenie nauczycieli węgierskiego w oświadczeniu wydanym w okresie dyskusji nad nowym kanonem lektur stwierdziło, że poza kilkoma wczesnymi książkami był raczej autorem lektury rozrywkowej (by nie powiedzieć czytadeł). Poparciem za to cieszy się w kręgach skrajnej prawicy, na przykład posłanka Jobbiku Dóra Dúró stwierdziła, że książki Wassa będą lekturą obowiązkową kiedy tylko jej partia obejmie władzę.

I to tu właśnie, w politycznym aspekcie dzieł tego nacjonalistycznego pisarza z Siedmiogrodu leży sekret jego popularności.

Tak jak skrajna prawica kocha Wassa tak liberalna i lewicowa inteligencja nie uznaje go i totalnie go ignoruje. Postanowiłem więc ruszyć na spotkanie z „innym”, przeczytać sobie jakąś książkę tego pisarza i samemu wyrobić sobie opinię na jego temat. Znajomi kręcili z niedowierzaniem głowami zaskoczeni, że ktoś mu wpaść na taki pomysł.

Padło na Adjátok vissza a hegyeimet! (Oddajcie moje góry!), którą pożyczył mi kolega z pracy, miłośnik Wassa. Ponieważ książka nie jest dostępna po polsku streszczę ją teraz bez ryzyka spoilerowania. (W Polsce ukazała się tylko Czarownica z Funtinel, co do innych języków w katalogu Library of Congress znalazłem jedynie informacje o kilku przekładach na angielski i jednym, akurat obecnie omawianego tytułu, na niemiecki chyba nie dokonałem więc przypadkowego wyboru).

niewysmakowany styl okładek jest typowy dla wydań książek Wassa

Bohaterem książki jest młody, prosty, ubogi Sekler (Seklerzy żyją w część Siedmiogrodu i są stereotypem super-Węgrów, więcej pisałem o tym tu). Akcja książki zaczyna się niedługo 1940 rokiem. Mieszkają w nędznej chałupie w górach, bo jego ojciec po zajęciu Siedmiogrodu przez Rumunię stracił pracę strażnika leśnego i związane z tym prawo do domu we wsi. Na początku książki ginie zraniony przez dzika podczas kłusowniczego polowania. Nasz bohater zostaje sam wraz z młodszymi bratem i siostrą – matka zmarła wcześniej. Osiedlają się w szałasie w górach, chłopaki najmują się do pracy, przy sezonowym wypasie owiec oraz w lesie.

Po powrocie północnego Siedmiogrodu do Węgier na mocy drugiego arbitrażu wiedeńskiego w 1940 roku ich los się poprawia. Nasz bohater dostaje pracę strażnika leśnego i związany z tym dom we wsi, może legalnie nosić broń, dobrze zarabia prowadząc panów na polowania. Żeni się z ukochaną, ma z nią dziecko. Buduje własny dom. Szczęście przerywa powołanie do wojska.

Zostaje wysłany na wschód skąd, wśród ciężkich walk, cofa się cały czas ze swoim oddziałem dochodząc aż do granicy węgierskiej. Tam jego oddział zostaje rozbity a on sam powraca do domu. Okazuje się, że dom mu spalono a rodzinę zamordowano. Panoszące się wojska radzieckie i rumuńskie mordują, gwałcą – ofiarą jest też jego siostra – i aresztują, Nasz bohater ucieka przez granicę by znów przyłączyć się do walczącej armii węgierskiej.

Trwa w niej do końca czyli aż do kapitulacji. Ucieka z niewoli i wraca do Siedmiogrodu. Tam okazuje się, że miejscowym naczelnikiem wsi został jego brat, który dostawszy się do radzieckiej niewoli na samym początku wojny został komunistą i teraz zaprowadza nowe porządki. Mimo zachęty nasz bohater nie zgadza się wstąpić do partii i wraca w góry, gdzie mieszka w szałasie i żyje z wypalania węgla drzewnego. Zajmuje się też kłusownictwem.

Zostaje zaaresztowany „za zbrodnie wojenne” (walczył przeciwko Armii Czerwonej) i trafia do kopalnii soli. Ucieka stamtąd i znów wraca w góry. Coraz więcej ludzi zostaje aresztowanych (jest wśród nich i jego brat), urywają mu się kontakty we wsi. Zaczyna zajmować się rabunkiem, tworzy bandę złożoną z takich jak on wyrzutków zmuszonych do tego beznadziejną sytuacją.

W końcu decyduje się uciec na zachód by opowiedzieć tam o cierpieniach ludzi w Siedmiogrodzie. Ucieczka udaje mu się to ale nikt tam nie chce go słuchać.

Tyle sama historia. Jej treść wydaje się być dużo ważniejsza niż sposób jej opowiedzenia. W trakcie lektury książki co raz miałem poczucie jakbym czytał powieść socrealistyczną, albo może nacrealistyczną (od „realizm nacjonalistyczny”) czy też bajkę ludową. Niekiedy tekst gładko się czyta ale zwykle jest to jednak poziom czytadła.

Bohaterzy w dużej mierze powalają schematycznością: Rumuni są fałszywi, Cygan kradnie a Żyd to komunista. Sympatyczni, uczciwi i dobrzy są Węgrzy (sam bohater przypomina rezolutnego Ábela z książek Árona Tamásiego, na podstawie których powstały popularne filmy tradycyjnie pokazywane w telewizyji w święta) choć przytrafia się ludzki żołnierz radziecki, który pozwala uciec naszemu bohaterowi. Ludzie zachodu zdradzili w Jałcie, nie obchodzi ich krzywda ludzi żyjących pod jarzmem radzieckim, wszystko czego chcą to wzbogacać się.

Myśli i dialogi, stylizowane na styl prostego człowieka, są mieszaniną naiwności i sztuczności. A to właśnie za naszego bohatera, prostego Seklera, skrywa się autor ze swoim przekazem. Przekazem książki jest to, że Węgrzy wiele wycierpieli – niesprawiedliwie cierpieli, że wszystko co się z nimi dzieje dzieje się nad ich głowami, że krzywdzili ich inni: Rumuni, Rosjanie, Żydzi, i że za to wszystko odpowiada zachód ze swoim fałszywym przekazem praw człowieka.

Przekaz jest nader jednostronny: bohater nie może zrozumieć dlaczego Rosjanie przyszli zburzyć jego dom ale nie zadaje sobie pytania co sam robił na wschodzie. Pyta czego chcą od nich bombardujący Węgry Amerykanie, którzy o tym kraju niczego nie wiedzą ale nie przychodzi mu do głowy, że to Węgry wypowiedziały wojnę USA. Wie, że w Rumunii mordują Żydów, ale nie wspomina tego, co robili z nimi Węgrzy na terenach Siedmiogrodu.

Takie infantylne poglądy można głosić zasłoniwszy się postacią prostego siedmiogrodzkiego górala i to właśnie robi Wass. Wydaje mi się, że jego książki (zakładam, że są podobne do Oddajcie mi moje góry!) są tak popularne na Węgrzech bo dla wielu ludzi ten piewca węgierskiej krzywdy i bólu po prostu „mówi prawdę” zaś taka naiwna perspektywa, unikających trudnych faktów i pytań, jest wygodna dla kultywowania popularnego tu cierpiętnictwa.

tytuł niedawnego artykułu w indexie na temat zmian w kształce czekoladek Toblerone głosi Oddajcie nam nasze góry czekoladowe! - najlepszy dowód na popularność Wassa, który trafił do języka obiegowego

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Przemek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Ależ można również odwrotnie powiedzieć, że infantylne myślenie jest takie: Siedmiogród leży w Rumunii więc jest rumuński. Piszemy nową historię. Czyli Węgrzy mieszkający w Siedmiogrodzie pomylili się, oni osiedlili się na terenach Rumunii tylko o tym nie wiedzieli, madziarzy mieszkający w Oradei (populacja dzisiaj to 56.000 tyś w tym mieście) również pomylili się - bo Oradea przecież to rumuńskie miasto. Tych przykładów można by mnożyć jeszcze wiele. Tylko gdzie jest prawda historyczna ? Przecież już się mówi coraz odważniej o polskich obozach śmierci. Do jakich absurdów to nas doprowadzi ?

  • jezw

    Przemku, pisząc o infantylnej wizji historii miałem na myśli selektywne podejście, które przyjmuje do wiadomości tylko niektóre fakty pomijając (te niewygodne) inne. Klasykiem jest tu Trianon, który zawsze zaczyna się 4 czerwca 1920 roku jakby nie było przedtem rozpoczętej i przegranej przez monarchię (w której Węgry były elementem konstytutywnym) wojny. Nikt nie zadaje sobie pytań kto - spośród Węgrów - odpowiada za ciąg zdarzeń do tej tragedii prowadzący. I tak dalej, i tak dalej. W Polsce mówiąc o zaborach zawsze zwraca się uwagę na odpowiedzialność szlachty za osłabienie państwa, na Węgrzech jest tylko narracja krzywdy bez podniesienia kwestii własnej odpowiedzialności. Ta krzywda bezspornie była ale mówić taka selektywna narracja nie prowadzi do niczego dobrego - w pierwszym rzędzie dla Węgrów. Pozdrawiam!

  • Gość: [Przemek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Może dla rozładowania atmosfery, Węgierki jesienią też są ładne...........
    youtu.be/V7nfq5UkNN8
    Zastanawiałem się przy okazji skąd w Polsce stereotyp typowego Węgra: brunet z dużym wąsem o śniadej cerze. Przecież to nieprawda. Węgrzy to rasa ugrofińska (językowa), raczej blada karnacja i niekoniecznie o ciemnych włosach, mają dość charakterystyczne twarze, oczodoły szeroko rozstawione, kości policzkowe uwypuklone dość wyraźnie.
    W Polsce prawdopodobnie jest mylony z cygańską urodą, dlatego ciemna karnacja.

  • jezw

    Widzę mamy węgierski Coldplay:) Niezłe!
    Typowych Węgrów chyba nie ma choć fakt, że na ogół są ciemniejsi niż Polacy. Czasami spotkać można ludzi z okrągłymi twarzami, małymi, niemal skośnymi oczyma - tak właśnie sobie wyobrażam Węgrów przybywających tu przed ponad tysiącem lat ale może to tylko moje wyobrażenie. Pozdrawiam!

  • Gość: [Przemek] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Dzisiaj wybrano Miss Węgier 2016. www.origo.hu/teve/20161120-2016-miss-universe-hungary.html
    Dla potwierdzenia mojej tezy, wszystkie panie miały bardzo jasną karnację !
    Trudno się tutaj doszukać cygańskiej czy mongolskiej a nawet tureckiej urody.
    Trzymam kciuki przy wyborze Miss Świata na Filipinach już w styczniu 2017 !
    Pozdrawiam.

  • jezw

    no - większości to jednak brunetki! takie jak większość Węgierek choć są i inne, jasnowłose. pozdrawiam

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci