moje zdziwienia budapeszteńskie

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
Blog > Komentarze do wpisu

Langosz w jurcie

Było lato, a Rudabánya dojmujące i dołujące, upadłe i upodlone. Wjeżdzając od strony Szendrő, spodziewałem się zaniedbanego, zapomniajego miasta, ale jednak nie krajobrazu postapokalipsy. Przy wjeździe stały poszarzałe z rozpaczy niskie bloki, wokół nich ciągnęło się pochyłe klepisko i wszystko było w odcieniach szarości, brązu i czerni, nawet suszące się na sznurach pranie, jak ubrania w reklamach proszków do prania, gdy z jednej stron ekranu pokazuje się zszarzałą koszulę, a z drugiej śnieżnobiałą. W Rudabánya żaden proszek nie dałby rady. Pod jednym z bloków obwieszonych praniem i pordzewiałymi antenami stała śmiertelnie wychudzona, szara koza, która napierała na ścianę, nieomał się w nią wciskając, bo w to rozpaczliwie upalne popołudnie tam padał akurat maleńki skrawek cienia. W czymś, co trzeba by było chyba nazwać centrum miasta, odnowione i pomalowane były muzeum historii górnictwa i szkoła podstawowa, reszta wyglądała jak zęby zawziętego palacza. Patrzyłem i myślałem, że żadna wieś, żadna tanya, żadna upadła spółdzielnia rolnicza, żadne najstraszliwsze pusztańskie zadupie nie jest tak upiorne jak upadłe miasteczko poprzemysłowe.

Młodzi chłopcy siedzieli w oknach mieszkań na paterze i majtali nogami przerzuconymi przez parapet. Niektóre z okien pozbawione były nawet szyb, a mieszkańcy wyglądali jak uchodźcy. Gdyby przybyli tu ci prawdziwi, pomyślałem, natychmiast wróciliby do swoich objętych wojnami krajów. Pojechaliśmy kawałek wzdłuż potoku Ormos, a potem zawróciłem i z ulgą opuściliśmy Rudabánya, miasteczko zapomniane przez resztę świata, jakby było kolonią skazańców. Nie dałoby się tu trafić przypadkiem, bez mapy, ale czy choćby z mapą udało się komuś stąd uciec?

To fragment najnowszej książki Krzysztofa Vargi o Węgrzech (po Gulaszu z turula i Czardaszem z mangalicą) zatytułowanej Langosz w jurcie. Zacytowałem go bo zrobił na mnie największe wrażenie. W swoich podróżach po Węgrzech Varga dociera niekiedy do miejsc gdzie nikt inny nie zagląda jak ta właśnie Rudabánya. Nie odwiedzają ich turyści, nie jeżdzą tam dziennikarze tak bardzo niczego tam nie ma i nic się nie dzieje. A Varga te miejsca w dodatku opisuje tworząc ich unikalne, literackie portrety, zapisuje tak ich istnienie, którym nikt inny się nie zainteresuje.

Od ukazania się poprzednich książek z tej serii wiadomo Węgry Vargi różnią się od powszechnego wyobrażenia czy też stereotypów dotyczących tego kraju. Są one zwyczajne, może rozczarowujące ale autentyczne – prawdziwsze niż te z opisów katalogów turystystycznych czy wizji polskich lub węgierskich nacjonalistów.

Lektura książki była dla mnie, i zapewne innych freaków węgierskości, fascynująca. Jednak pewnie nie wszystkich jest w stanie urzec tak samo ze względu na masę nawiązań kulturalnych i historycznych, słów i nazw węgierskich: dla czytelników nieprzyzwyczajonych do tego języka zlewają się pewnie one w jedno wielkie áűúőéöüőíáóüűéíéá. Mam kolegę, który padł w trakcie książki właśnie z powodu braku tej znajomości świata węgierskiego.

Po ukończeniu książki pozostałem z pytaniem: a co na to wszystko Ewa, której Langosz jest dedykowany i która "była tam ze mną" jak pisze autor. Bardzo chciałbym przeczytać kiedyś jakiś wywiad z nią na temat jej wrażeń z tych podróży, włączając w to oczywiście wszystkie przygody kulinarne autora, o których pisze w liczbie pojedyńczej – a może po prostu ją samą o to wypytać.

A wyrażenie "wieprzowo-piwna ciąża" w odniesieniu do brzuchów robotników budujących drogę, na których natknął się Varga zostanie ze mną i zawsze będzie kojarzyć się z tą książką.

czwartek, 23 marca 2017, jezw

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2017/03/23 13:58:05
Langos. Tego lata i na urlopie znowu bede miala przyjemnosc posmakowac, na miejscu :) Ksiazke moze kiedys spotkam, poczytalabym, lubie Wegry, dlatego tam chetnie jade. Z jezykiem, hm, nie po drodze mi, na szczescie wiele Wegrów wlada niemieckim, to takie dziedzictwo po Sisi ;) a bywalam juz w szwabskich wioskach, gdzie kazdy posluguje sie troche przestarzalym, z silnym akcentem, ale poprawnym niemieckim. Kolo Pecs to jest. W Rudabánya jeszcze nie bylam.
-
Gość: Przemek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/03/23 21:11:11
W Rudabanya jest dość zjawiskowe turkusowe jezioro pokopalniane przypominające fragment fiordu: youtu.be/gcnnoahkp5s
-
2017/03/24 08:16:06
@Przemek: śliczne! poślemy tam Vargę następnym razem:)
-
Gość: Arry, 165.225.84.*
2017/05/10 14:49:04
Skoro już jesteśmy przy literaturze - wpadło mi w ręce (przy okazji poszukiwań tłumaczenia na polski słowa halandzsa) węgierskie tłumaczenie Cyberiady Stanisława Lema. Uważam, że węgierska tłumaczka świetnie poradziła sobie z zadaniem. Dla ciekawych - pod spodem - oryginał.

Stanisław Lem: Kiberiáda (Murányi Beatrix fordítása)
(Az Elektrubadúr első versei)

Gendelidér borzikamarszuk
Chrzęskrzyboczek pacionkociewiczarokrzysztofoniczny
----- ***** -----
Célbenőkör hédereg,
Mácsul gondorásznak.
Hibra gindő Léderek
Szunnya ferte nyászlag.

Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,
Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!
----- ***** -----
Szumaralla vindár
Csiverész a gárom,
Mérci kele csintár
Letörött a nyáron.

Trzy, samołóż wywiorstne, grezacz tęci wzdyżmy,
Apelajda sękliwa borowajkę kuci.
Greni małopoleśny te przezławskie tryżmy,
Aż bamba się odmurczy i goła powróci.
----- ***** -----
Cséllőte guvászat a fendeli bódor,
Umonka törédice gyállata...

Żądny młęciny brądnej, łydasty łaniele,
Samoćpaku mimajki...
----- ***** -----
Kóbor kaffer kószál királylány kertjében.
Királylány kacéran kacsint kéjvágyó kedvében.
Kapj karodba, kaffer! Király kinéz, kiált:
Katonák! Kürtszó, kivégzés. Királylány kacag kuszán.
Kegyetlen kor! Kicsapongó, koronás kurtizán!

Cyprian cyberotoman, cynik, ceniąc czule
Czarnej córy cesarskiej cud ciemnego ciała,
Ciągle cytrą czarował. Czerwieniała cała,
Cicha, co dzień czekała, cierpiała, czuwała...
...Cyprian ciotkę całuje, cisnąwszy czarnulę!!
-
2017/05/11 20:03:21
mocne!