Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

sylwester w Szerencs

jezw

Batyu to po polsku węzełek, zawiniątko, czyli batyubál powinno się tłumaczyć bal węzełkowy (a nie, jak sugeruje wikisłownik, piknik) ale tak przecież nikt nie powie – a jak powie to i tak go nie zrozumieją bo z takim rodzajem zabawy nie spotkałem się w Polsce, nie wiem czy ta forma tam istnieje. W batyubál to rodzaj potańcówki zrób to sam: każdy przynosi swoje jedzenie i napoje, kiedyś robiono to w zawiniątku (stąd nazwa), wspólna jest muzyka i tańce.

Z batyubál zetknąłem się w ostatniego Sylwestra. Kolega zaprosił nas byśmy się przyłączyli do jego grupy, która się wybierała na taką zabawę w Szerencsu, niedużym miasteczku w regionie tokajskim. Wstęp niedrogi, 3000 forintów czyli jakieś 40 zet, za co należało się miejsce przy stole, parówki o północy (tradycja) no i muzyka.

Zabawa pierwotnie miała odbyć w tutejszym zamku ale z powodu ogromnego zainteresowania przeniesiono ją do lokalnego katolickiego gimnazjum im. Istvána Bocskaia, które ma węgierski skrót BIG.

Kiedy przybyliśmy tam koło 22 budynek był już pełen. Stoły stały rzędami w auli na parterze i wzdłuż korytarzy na pierwszym i drugim piętrach: nic dziwnego bo bilety wykupiło 450 osób. Dekoracja sali jak na tanim weselu. Każdy miał tabliczkę z nazwiskiem na swoim miejscu, nas zaprowadzono na drugie piętro gdzie był nas stół. Te stoły to po prostu szkolne ławki przykryte obrusami, pod jedną z nich znaleźliśmy kupkę podręczników i zeszytów. Córka znajomych dziarsko wzięła się za poprawianie zadań w zeszycie do angielskiego, napisała to nieznajomej uczennicy długi list.

parter auli, każy je i pije swoje

Rozłożyliśmy swoje jedzenie, otworzyliśmy wino korzystając z korkociągu od uprzejmego balowicza z sąsiedniego stołu, obejrzeliśmy co tam na stołach u sąsiadów: głównie kanapki choć czasami kotlety mielone czy też panierowane, tu i ówdzie sałatki. Nad nami różne tabló/tableau szkolne, podziwiamy fryzury i marynarskie bluzki dziewczyn sprzed 10-15 lat a także zalotnie uśmiechniętej policjantki z tableau klasy policyjnej (są tu takie). Chodzi smutny gościu w czarnym garniturze i sprzedaje losy na loterię fantową.

Na dole tymczasem w pełni już rozkręciło się retro disco. DJ Titus puszcza stare kawałki, które wszyscy, poza mną, znają, i nawet nastolatki je podśpiewują razem z oryginałami. Lecą głównie węgierskie szlagiery dyskotekowe ale czasem zaplącze się jakiś kawałek Boney M (a także węgierska podróbka tego zespołu czyli kawałek Santa Maria Neoton Familii) czy też współczesny cygański lakodalmas rock, nieco bardziej dudniący odpowiednik disco polo. Na parkiecie tłok. Tańczących oświetlają obracające się światła dyskotekowe, kręci się kula lustrzana, na tłum spogląda dobrotliwie Jezus, którego figura stoi po ścianą (gimnazjum, jak wspomniałem, jest katolickie).

DJ Titus, z prawiej popiersie Istvána Bocskaia - uroki zabawy w szkole

Jezus na dole

kula na górze

Kreacje balowiczów dość prowincjonalne, miejscami taki faszyn from raszyn, kobiety zdecydowanie bardziej wystrojone, tu i ówdzie widać starannie zrobione fryzury. Faceci często po prostu w lepszych spodniach i koszuli. Niemal nie widać garniturów.

Nie widać też pijanych, nie ma agresji, wszyscy się uprzejmie w wielkim tłoku przepuszczają. Nigdzie nie zauważyłem żadnych scysji, co potwierdza moją opinię o spokojnym charakterze węgierskich zabaw.

O północy rozbrzmiewa hymn, tradycja, która nie przestaje mnie zadziwiać. Wszyscy wstają, choć niektórzy w trakcie zajmują się otwieraniem szampanów.

Wkrótce zabawa rusza dalej choć niedługo bo oto nadchodzi czas loterii fantowej. Pyszne wino tokajskie i bilet wstępu na festiwal czekolady, zestaw ręczników, zestaw kosmetyczny, kołdra, miker to jedynie przystawki, wszyscy czekamy, licząc na własne szczęście, na poważne fanty czyli piecyk do zapiekanek, mikrofalówkę, pralkę no i gwiazdę wśród wygranych czyli dwudrzwiową lodówkę Whirlpool. Niestety, niczego nie wygrywam, po wylosowaniu lodówki niewygrane losy lecą w górę, zabawa rusza na nowo. W bufecie wydają parówki z musztardą na tackach.

sąsiedzi z pierwszego piętra w trakcie loterii śledzą wyciągane numery wpatrzeni w swoje losy

My jednak mamy już dosyć, są z nami dzieci, wychodzimy. Do siego nowego roku Szerencs, do siego nowego roku wszyscy!

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci