Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

jak Węgry niemal wybrały członka Biura Politycznego na prezydenta

jezw

Niedawno miałem okazję porozmawiać z jednym z założycieli Węgierskiego Forum Demokratycznego (Magyar Demokrata Fórum), która to partia w 1990 roku wygrała pierwsze wolne wybory na Węgrzech a zarazem i w Europie Wschodniej. Zawsze ciekawie jest spotkać się z żywym świadkiem historii, zwykle można się czegoś nowego dowiedzieć, tym razem największe wrażenie zrobiła na mnie jego opowieść o Imre Pozsgayu.

Imre Pozsgay był działaczem partyjnym i to wysokiego stopnia: członek partii od 1950 roku, w trakcie kariery poseł, minister, przywódca Frontu Patriotycznego, członek Komitetu Centralnego a potem i Biura Politycznego partii. Nie przeszkodziło mu to zyskać tak wielką popularność by zostać w 1990 roku kandydatem MDF-u na prezydenta państwa, który, podobno, miał zwycięstwo w kieszeni.

Jak udało mu się zdobyć taką popularność? I dlaczego w końcu nie został prezydentem? O tym zaraz.

Pozsgay wsławił się tym, że jako pierwszy nazwał wydarzenia 1956 roku „powstaniem ludowym” w przeciwieństwie do obowiązującej publicznie tezy o „kontrrewolucji”. Swoje przekonania narodowe wyrażał od dłuższego czasu, to z jego udziałem w Lakitelek od 1987 spotykali się przedstawiciele orientacji, jak to się tutaj mówi, „ludowo-narodowej” (népi-nemzeti), z której powstał później MDF. Parasol ochronny, który zapewniał był ważny, niecieszące się nim inne odłamy opozycji były przedmiotem szykan.

Alternatywnym środowiskiem opozycyjnym byli dysydenci (opozycja demokratyczna) w rodzaju KOR-u (warto pamiętać, że węgierski disszidens oznacza coś innego od polskiego dysydenta, disszidens to ktoś kto po prostu wyjechał, legalnie bądź nie, na zachód i tam pozostał). Dziś chętnie zarzuca się im związki, rodzinne bądź ideologiczne, z komunistami. Jak to określił mój rozmówca, byli internacjonalistami a obecnie przedstawiają się jako kosmopolici.

To ważne, bo w ten sposób odtworzyła się jedna z kluczowych, najgłębszych linii podziału w węgierskiej polityce pomiędzy obozami narodowym (nemzeti) a miejskim (urbánus).

Co ciekawe, ówczesny Fidesz jednoznacznie identyfikował się z opozycją demokratyczną.

W trakcie kampanii przed wyborami planowanymi na styczeń 1990 roku Związek Wolnych Demokratów (Szabad Demokraták Szövetsége), który powstał ze środowisk dysydenckich, zainicjował referendum z czterema pytaniami

1. Czy wybory prezydenta powinny mieć miejsce dopiero po wyborach parlamentarnych?

2. Czy organizacje partyjny powinny opuścić zakład pracy?

3. Czy MSzMP powinny rozliczyć się z posiadanego majątku? [MSzMP to skrót nazwy partii komunistycznej]

4. Czy Straż Robotnicza powinna zostać rozwiązana? [Ta straż to rodzaj węgierskiego ORMO, utworzono ją po 1956 roku]

Do inicjatywy referendalnej przyłączyły się trzy inne partie, między innymi Fidesz, wezwały one do głosowania 4 razy Tak.

SzDSz odniósł sukces: referendum, mimo wezwań MDF-u do bojkotu, było ważne, a na wszystkie pytania padła odpowiedź Tak. Przy czym tak jak w przypadku pytań 2-4 głosów Tak było po około 95%, w przypadku pierwszego pytania było ich 50.07% czyli tu wygrana była minimalna. Jak podkreślił mój rozmówca, najważniejszym było to, że wyboru prezydenta miał teraz dokonać parlament, pozostałe kwestie straciły do tego czasu na aktualności.

Kiedy MDF wygrało wybory wydawało się to być formalnością. Posiadając najliczniejszy klub parlamentarny, partia miała prawo do zgłoszenia kandydata na prezydenta. Oczywistym było, że miał nim być Pozsgay.

Jednak ówczesny premier, József Antal, zawarł ze SzDSz-em pakt: w zamian za ograniczenie ilości ustaw wymagających większości dwóch trzecich, co ograniczało wpływy SzDSz-u będącego największą partią opozycyjną, ta partia miała zyskać prawo do zgłoszenia kandydata na prezydenta. Zgłosiła go w postaci Árpáda Göncza, uczestnika powstania 1956, skazanego za to na dożywocie, pisarza i tłumacza literatury (przełożył na węgierski m.in. Tolkiena). Został on też prezydentem, Pozsgay natomiast nigdy nie powrócił na pierwszą linię polityki.

Mój rozmówca był rozgoryczony. I dziś żałuje, że prezydentem nie został Pozsgay. Nie uważa, że problem, iż był on prominentnym komunistą, w jego oczach był on raczej jakimś przedstawicielem opozycji. Ważniejsze były jego przekonania narodowe od wysokiej pozycji w partii komunistycznej.

Do dzisiaj nie mogę zrozumieć do końca tego fenomenu popularności Pozsgaya. I sądzę, że jednak lepiej, że w 1990 w wolnych wyborach Węgry nie wybrały sobie na prezydenta członka Biura Politycznego ale uczestnika powstania 1956 roku.

Imre Pozsgay, prawie prezydent

źródło: Fortepan — ID 124978:  Autor: Urbán Tamás. - http://www.fortepan.hu/_photo/download/fortepan_124978.jpg, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=62345552

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • hanula1950

    Ciekawy z niego człowiek.
    Pozdrawiam.

  • Gość: [Adam] *.internetia.net.pl

    Bardzo ciekawa historia ciekawej postaci. Pewnie będę wracał po więcej takich historii.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci