Ostatnie wpisy
Zakładki:
E-mail
Mistrzowie klawiatury z początku XXI wieku
Polęgrzy i Węglacy
Polityka
Świat
Techniczne
Węgry
Tagi
![]() Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License. Based on a work at jezwegierski.blox.pl. |
niedziela, 29 stycznia 2012
z Pavle Pál
Mój serbski kolega Pavle został obywatelem węgierskim w ostatni piątek i oficjalnie nazywa się Pál. Cieszymy się, przede wszystkim dlatego, że będzie miał paszport Schengen i łatwiej będzie mu podróżować. Mniej cieszą się pewnie ci, dzięki którym było to możliwe a mianowicie autorzy ustawy o obywatelstwie, która bardzo uprościła proces uzyskiwania obywatelstwa węgierskiego tak by mogli je otrzymywać Węgrzy mieszkający w krajach sąsiednich. Pavle uciekł z Serbii przed wojnami Miloszewicza i serdecznie nienawidzi wszelkich nacjonalizmów, w tym i węgierskiego. Jak to się stało? Ano tak: w ustawie prawo do obywatelstwa węgierskiego daje się wszystkim, których przodkowie mieli kiedyś obywatelstwo węgierskie (jakoś trzeba było prawnie określić kto jest Węgrem). Pavle pochodzi z Wojwodiny, jego dziadkowie obywatelstwo to przez jakiś czas mieli, więc się kwalifikuje. O tej nieco zaskakującej konsekwencji ustawy dowiedział się on od swojego kolegi Serba, któremu z kolei powiedzieli o niej pracownicy MSW, gdzie kolega uczy angielskiego. Ciekawostką jest, że gdy żona Pavle zadzwoniła do ich lokalnego samorządu posłano ją do wszystkich diabłów bo "co sobie wyobraża" natomiast w innym samorządzie (według ustawy papiery o obywatelstwo można składać w dowolnym samorządzie) przyjęto ich dużo przyjaźniej i udzielono pomocy w składaniu wniosku idącej dalej niż wymaga tego zawodowa uprzejmość, a przecież i tu i tu ta sama ustawa obowiązuje. Oczekiwanie na decyzję było krótkie, Pavle musiał tylko zademonstrować w międzyczasie znajomość języka węgierskiego. Sama ceremonia nadania obywatelstwa pozbawiona była patosu. Przy składaniu przysięgi można było jak kto chciał dodać "tak mi dopomóż Bóg" a prowadząca ceremonię urzędniczka w przemówieniu powiedziała, że może Węgry obecnie nie są krajem naszych marzeń ale co zrobić. Wspomniany kolega Pavle też, wraz ze swą rodziną, jest już obywatelem węgierskim. Ciekaw jestem ile jest takich wypadków, czy to zjawisko jednostkowe czy też jest tu jakiś trend.
sobota, 21 stycznia 2012
jak EU wzmacnia Orbána
Zirytowani skalą demonstracji opozycji prorządowi dziennikarze z czasopisma Demokráta (wersja oficjalna, plotkuje się, że to inicjatywa Fideszu) zorganizowali demonstrację poparcia dla rządu. Przechodzić miała niedaleko od miejsca gdzie mieszkam, poszedłem ją zobaczyć. Ledwo podszedłem do zebranych na trasie przemarszu ludzi podeszły do mnie dwie dziewczyny z pytaniem czy nie wiem co też takiego się dzieje. „Demonstracja” zaczynam chcąc dodać „prorządowa” ale uprzedza mnie jakiś facet z oburzeniem prostujący „to nie żadna demonstracja ale marsz pokoju!” (oficjalna nazwa wydarzenia). „Chodzi o”, kontynuuje, „protest przeciwko agresji Unii wobec Węgier”. Idę dalej więc nie słyszę co też dalej wyjaśnia, dopiero później docenię symboliczną rolę rozmowy, ale nie uprzedzajmy faktów. Tłum wielki. Nie umiem oceniać wielkości takich zgromadzeń ale tak na oko było sporo więcej ludzi niż na demontracjach opozycji (później w mediach na pewno pojawią się odpowiednie liczby). Ludzie idą ulicą Andrássy, jakiś czas stoję i oglądam sobie przechodzących. Normalsi, dużo flag węgierskich, nieco węgierskich gadżetów narodowych (czapki, kurtki Bocskai’ego, pary spieszonych huzarów), nieliczne tylko flagi z pasami Árpádów, ani jednego symbolu wielkich Węgier a nawet jeden transparent z obecnym kształtem Węgier jako tłem do napisu. Wielu ludzi z pochodniami czy zniczami. Tu i ówdzie, zgodnie z wezwaniem organizatorów, śpiewy patriotyczne. Tłum spokojny, żadnej agresji, nawet werbalnej. Sporo transparentów, większość mniej lub bardziej hand & home made, i to one są najciekawsze. Bo okazuje się, jak to miałem już okazję wyczuć w rozmowie, o której pisałem wcześniej, że jestem świadkiem ogromnej demonstracji antyunijnej. Przekazem większości transparentów, wykonanych w językach węgierskim, angielskim i niemieckim, jest właśnie sprzeciw wobec Unii. Jej „agresję” porównuje się do wcześniejszych okupacji Węgier przez obce mocarstwa, przypomina się pozostawienie Węgier samych sobie w 1956 roku, zauważam nawet gdzieś analogię do Trianonu. Jeden z transparentów głosi po prostu „Niepodległość”. Główne hasło demonstracji niesione na czele pochodu to „Nie będziemy kolonią”. Na jednym z transparentów czytam: European Union: 55 years old IMF: 67 years old USA: 236 years old Hungary: 1116 years old Nic dodać, nic ująć, wszystko jasne. Jasne jest, że Orbánowi udało się narzucić dyskurs, w którym na Węgry (znów!) napadają „obce mocarstwa/cudzoziemski kapitał” a on sam broni kraju przed agresją. I ci ludzie przyszli tak licznie go w tej walce wspomóc. A antyunijność czy też eurosceptycyzm zaczyna się zlewać z patriotyzmem i wchodzi szybko do mainstreamu. To nie od dziś Orbán gra kartą antyeuropejską, ta demonstracja pewnie go utwierdziła w przekonaniu, że to podejście przynosi owoce. I tak udało mu się wykorzystać krytykę EU pod adresem jego poczynań do budowania swojego poparcia. *** A tak poza tym to warto wspomnieć dwa elementy polskie na demonstracji. Jeden to transparenty z podziękowaniami za poparcie Polski dla Węgier (tu pozdrawiam Donalda Tuska). A drugi to polska flaga niesiona przez jednego z demonstrantów. Nie była ona przypadkowa bo przed demonstracją rozpowszechniano apel do węgierskich Polaków o udział w demontracji (poniżej). Odnotowuję to bo to chyba pierwszy przykład w ostanim dwudziestoleciu kiedy Polacy zaangażowali się bezpośrednio w walce politycznej po jednej stronie - wbrew temu co uważa Konrad Sutarski żadna z partii nie ma monopolu na reprezentację narodu bo składa się z jednostek o różnych poglądach.
Drodzy Przyjaciele: węgierscy Polacy z rodzinami i innymi osobami nam bliskimi! My, żyjący na Węgrzech Polacy – w imię naszej narodowościowej jedności – nigdy nie wchodziliśmy w żadne układy partyjne, nie opowiadaliśmy się po stronie żadnej opcji politycznej. Tak myślimy i dziś, teraz jednak nie o partie chodzi. Obecnie całe Węgry znalazły się w śmiertelnym niebezpieczeństwie zewnętrznym, będąc ściskane mackami globalnej, światowej finansjery i wywierany jest na nie niespotykany dotychczas nacisk, celem pozbawienia ich narodowej niezależności. Węgry w 2010 roku opodatkowały banki i wielkie firmy handlowe, które uprzednio od podatków były zwolnione, zaś zyski w dużej mierze wywoziły zagranicę. Wszystko to odbywało się kosztem coraz bardziej ubożejącego węgierskiego społeczeństwa, narodu. Stąd ów zmasowany atak, aby zmusić Węgry do uległości, do odstąpienia od racjonalnej, sprawiedliwej i pronarodowej polityki. Musimy pamiętać przy tym: dziś atakowane są Węgry, bo one – w sytuacji olbrzymiego wewnętrznego kryzysu i zadłużenia – pierwsze miały odwagę przeciwstawić się ciążącemu na nich światowemu złu. Jutro w analogicznej sytuacji może znaleść się tak samo jakikolwiek inny kraj, który też jest ograbiany, a któremu też – podobnie jak Węgrom - ważna jest wolność narodu i własnej historii, kultury. Takim drugim krajem może zresztą niedługo okazać się i Polska. Z tych powodów – w sobotę, 21 stycznia – my Polacy też bierzemy udział w wielkiej narodowej demonstracji narodu węgierskiego, która odbędzie się w Budapeszcie, w obronie Węgier i ich pronarodowej polityki, a organizowana jest przez związki organizacji cywilnych CET i CÖF i nosi nazwę „Pochód pokoju”. Demonstracja rozpoczyna się na placu Hősök. Tłum zbierać się będzie między godz. 15 i 16. My będziemy skupiać się od 15,30: na placu w pobliżu ul. Dózsy, naprzeciw al. Andrássyego (przy naszym dużym transparencie o trójjęzycznym haśle: „Polacy na Węgrzech są z Wami”, niedaleko samochodu ciężarowego organizatorów). Będziemy tam z polskimi sztandarami (Kto może niech też przyniesie!!! Można przynieść poza tym dodatkowo małe polskie chorągiewki. Węgierscy organizatorzy proponują też, aby uczestnicy mieli w miarę możności kryte, niekapiące woskiem kaganki). O godz. 16, po węgierskim hymnie narodowym, pochód – śpiewając - wyruszy aleją Andrássyego, skręci w ul. Bajcsy-Zsilinszkyego, a następnie w ul. Alkotmány, by zatrzymać się na pl. Kossutha przed Parlamentem. – My otrzymamy miejsce w pobliżu czołówki pochodu (zostało to już z organizatorami omówione). Trzeba liczyć się z tym, że całość będzie trwała do godz. ok.17,30-18. Demonstracja odbędzie w każdych warunkach atmosferycznych.Zostanie jedynie skrócona w przypadku bardzo złej pogody. Zapraszamy do wzięcia udziału w demonstracji wszystkie osoby, którym nie jest obojętny los Węgier, a także w imię tysiącletnigo braterstwa naszych dwóch, zawsze wspierających się w potrzebie, narodów.
W imieniu organizatorów: dr Konrad Sutarski
PS Parę zdjęć z demonstracji można obejrzeć na blogu Magiel Małgosi.
sobota, 07 stycznia 2012
robimy kiełbasę moszczową
Zrobiliśmy kiełbasę moszczową (o tym co to takiego można poczytać tu). W sumie jakoś nam wyszło i smak nawet ma ona dobry bo użyliśmy niezłego moszczu muskotály, ale nie obyło się bez problemów, przez co jesteśmy teraz nieco mądrzejsi. Lekcja pierwsza, mieszankę należy tak długo podgrzewać (mieszając cały czas) aż dobrze zgęstnieje. Powinna stawiać silny opór łyżce. Nasza mieszanka była za rzadka przez co kiełbasa nie bardzo chciała się formować. Lekcja druga, nanizane na nitkę orzechy czy migdały powinny zostać wyprażone potem bo inaczej, zwłaszcza jeśli są świeże, mogą zacząć pleśnieć, co nam się niestety przydarzyło. Co by nie było, wspólnie z naszymi znajomymi winiarzami z Tarcalu wskrzesiliśmy zapomnianą tradycję. W przyszłym roku mam nadzieję kiełbasę znów zrobimy i to lepiej. Parę zdjęć dokumentalnych.
Nanizane orzechy
Nanizane migdały
Zanurzanie w mieszaninie
Obciekanie półproduktu
Gotowe kiełbasy w spiżarce
piątek, 06 stycznia 2012
Budapeszt/Bukareszt nowa wersja
- Where are you from? - Budapest. - Bucharest? - No, Budapest, Chain Bridge, Gulash... - Ah, Viktor Orban! - No-no, Bucharest
wtorek, 03 stycznia 2012
ateistyczni miłośnicy krzyża
Jobbik znów naustawiał krzyży po mieście. Jak poprzednio chodzi zapewne o kontrę dla publicznych obchodów Chanuki oraz podkreślenie chrześcijańskiego charakteru kraju. Niby ok zatem, rzecz miła Bogu i kościołowi gdyby nie małe ale. Otóż z badań instytutu Tárki (omówienie w Népszabadság tu) wynika, że wśród węgierskich partii politycznych największy procent ateistów (jedna trzecia) jest właśnie w Jobbiku. Dla nich określenie "chrześcijański" ma konotacje przedwojenne i oznacza po prostu nieżydowski. Te badania obaliły zresztą parę innych mitów dotyczących tej partii. Wbrew powszechnemu mniemaniu nie przyciąga ona przegranych przemian, ludzi biednych, niewykształconych i mocno religijnych. 26%wyborców Jobbiku żyje w biedzie, dla porównaniu udział biednych wśród wyborców partii socjalistycznej jest dwa razy wyższy. Poziom wykształcenia zwolenników Jobbiku nie odbiega od innych partii oraz społeczeństwa w całości. Jobbik wyróżnia natomiast wysokie poparcie wśród ludzi młodych (40% w kategorii 18-35 lat, tylko LMP ma tu więcej zwolenników), silne oparcie w internecie (80% zwolenników to regularni użytkownicy sieci) oraz zdecydowana większość mężczyzn wśród zwolenników - dwie trzecie wobec zrównoważonego poparcia mężczyzn i kobiet wśród wyborców pozostałych partii.
PS z 4 stycznia. Poniżej zdjęcie dokumentalne z piątej dzielnicy. Zainteresowanym polecam przeszukanie strony Jobbiku na hasło "adventi kereszt" ("krzyż adwentowy"), znaleźć tam można informacje o innych takich krzyżach. A przy okazji wyszukałem wytłuszczone zdanie z deklaracji programowej partii: "A Jobbik Magyarországért Mozgalom értékelvű, konzervatív, módszereiben radikális, nemzeti-keresztény párt" (Ruch o Lepsze Węgry jest partią opartą na wartościach, konserwatywną, radykalną w metodach, narodowo-chrześcijańską), tak więc wygląda czasami chrześcijaństwo w polityce.
sobota, 24 grudnia 2011
studio filmowe w Etyeku
Pięknie położony podbudapeszteński Etyek do niedawna kojarzył mi się z winem, zmieniło się od naszej wizyty w studiu filmowym im. Alexandra Kordy. Studio, założone parę lat temu pod Etyekiem jest otwarte dla zwiedzających i tak tam trafiliśmy. Od strony Budapesztu studio jest za wsią. Leży na wzgórzu i widać je z daleka: parę hangarów, brama będąca zarazem symbolem firmy. Podjeżdzamy, okazuje się, że lepiej było się zarejestrować na zwiedzanie ale można i bez. Weekendowe bilety (zwiedzanie w ciągu tygodnia kosztuje mniej) nie są tanie: dorośli 3000ft, dzieci 2300, rodzinny 7400, ale wkrótce się przekonamy, że ot dobrze wydane pieniądze.
Zwiedzanie jest z przewodnikiem. Miła dziewczyna najpierw oprowadza nas po hangarze mieszczącym centrum dla zwiedzających (Látogatóközpont na zdjęciu powyżej). Zaczyna się od wystawy poświęconej życiu węgierskiego reżysera Alexandra Kordy, jednej z głównych postaci światowego kina pierwszej połowy dwudziestego wieku. Wystawa jest ok, dużo ciekawsza jest jednak część poświęcona technice robienia filmów. Przedstawione jest tam szereg optycznych sztuczek, które się tam wykorzystuje. Wystawa niby komercyjna ale poczucie jakby się było w Csodák Palotája czy też centrum Kopernik. A w dodatku wszystkiego można wypróbować i robić zdjęcia. Wprowadzamy więc pancernik do wejścia do portu co jakiś czas strzelając z niego do dział, Chłopak zawisa na ścianie jak Supermen a potem jedzie na motorze po bulwarach nad Dunajem. Dowiadujemy się jak się robi zdjęcia łodzi podwodnej a także jak w filmie ludzie podobnej wielkości mogą się różnić wzrostem. W pokoju Foleya dodajemy dźwięki do poszczególnych scen.
Ten Supermen leży a nie wisi ale jak się obróci obraz to jest przekonujący
Chłopiec na lewo jest niższy niż chłopiec na prawo, który zresztą nie stoi na prześle tylko na jego części kawałek dalej, co widać po cieniu. Iluzja powstaje z jednego tylko punktu obserwacji, wtedy oba elementy krzesła się dodają tworząc złudzenie całości krzesła.
Na lewo osoba dorosła, na prawo dziecko. Pokój, gdzie wszystko jest krzywe, obserwowany jest przez dziurę w ścianie, co dalej iluzję, że to normalne pomieszczenie. Wideo poniżej pokazuje jak powstaje to złudzenie. Na koniec przechodzimy do makiety Brooklynu, gdzie kręcono Hellboy 2. Na zdjęciach bardzo jest ona przekonująca, jak można się przekonać poniżej.
Kawałek dalej makiety do serialu Rodzina Borgiów, który kręci się między innymi tutaj, ale nie można ich zwiedzać ani fotografować tak długo jak serial jest wciąż robiony. Wolno mi sfotografować natomiast tabliczkę w stołówce dla ekipy pracującej przy serialu pokazującą gdzie jedzą.
W stołówce na ścianie zamieszczony jest wielki cytat z potentata fimowego George'a Cukora, również węgierskiego pochodzenia, przypominający jaką potęgą byli kiedyś Węgrzy w światowym przemyśle filmowym: Nie wystarczy być Węgrem, musisz mieć jeszcze talent.
Całość zwiedzania to trzy godziny. Warto było tu przyjechać. Zmykamy na obiad w Etyeku.
piątek, 23 grudnia 2011
głodówka za niezależne media publiczne
Od ostatniej soboty przed siedzibą telewizji trwa głodówka zainicjowana przez dwóch pracowników tejże, Balázsa Nagy Navarro i Arankę Szávuly. Bezpośrednim żądaniem strajkujących jest ukaranie winnych skandalu związanego z wypikselowaniem twarzy Zoltána Lomnici, byłego przewodniczącego Sądu Najwyższego w reportażu telewizyjnym ale ogólnie chodzi o niezależność mediów publicznych. Lomniciego wypikselowano gdy pojawił się w tle w trakcie wywiadu z inną osobą. Wypikselowanie stosuje się zwykle w odniesieniu do przestępców/podejrzanych pojawiających się na ekranie, więc miało one zdecydowanie negatywny charakter. Telewizja początkowo niczego w tej sprawie nie zrobiła, dwóch niższej rangi pracowników ukarano dopiero po rozpoczęciu strajku, w dodatku kara ta była względna bo polegała na przesunięciu na równoległe stanowisko. Wczoraj pojechaliśmy z Chłopakiem odwiedzić strajkujących z złożyć nasze wyrazy solidarności. Inicjatorów strajku nie było na miejscu bo pojechali na demonstrację pod radiem ale zastępowali ich aktywiści tutejszej Solidarności (Szolidáritás) Kati i Gyula. Oto parę zdjęć.
Kati i Gyula w temperaturze około zera stopni.
Solidarnościowa plakietka Kati.
Flaga Szolidáritás.
Przyczepa kempingowa wsparcia, napis "Strajk głodowy o godne media publiczne".
Kati i Gyula narzekali na głośną muzykę świąteczną walącą z głośnika. Gdy odeszliśmy trochę dalej zobaczyliśmy jej źródło: specjalnie zawieszony na linach głośnik (w czerwonym kółku), ot, taka mała szykana.
piątek, 09 grudnia 2011
Węgrzy w Polsce
Spokojnie, wpis nie będzie na temat Budapesztu w Warszawie ale nieco starszej historii. W artykule Włodzimierza Kalickiego w Wyborczej pt. Dama wraca w Warsie na temat obrazu Wyczółkowskiego "Portret młodej kobiety w pracowni malarza" znalazłem obszerny fragment dotyczący rabunków polskich dzieł kultury przez żołnierzy węgierskich stacjonujących w okolicach Warszawy w 1944. Zostawili wówczas po sobie głównie dobre wspomnienia (pisałem o tym tu i tu), tym ciekawsze było więc dla mnie przeczytanie o tym mniej chwalebnym aspekcie tego epizodu wojny. Jakby ktoś mógł przysłać jakieś linki do materiałów na ten temat to proszę bardzo - dzięki! Fragment z artykułu cytuję poniżej. Węgierski łącznik Zrabowano go podczas Powstania Warszawskiego lub jesienią 1944 r., gdy niemieckie oddziały grabiły i paliły miasto. Przeprowadzone przez nas w Berlinie oględziny obrazu ujawniły, że został on wycięty z ram bardzo ostrym narzędziem. Cięcia są równe, jak od linijki, niepostrzępione, więc nie zrobiono ich w pośpiechu. Wygląda na to, że "Młodą kobietę" wybrano nie tylko z powodu atrakcyjnego, nawet dla laika, wyglądu, ale też dla małego formatu. Potwierdzałby to brak ewidentnych śladów składania wyciętego obrazu.
wtorek, 29 listopada 2011
różaniec polityczny
Wczorajsza Wyborcza napisała o interesującej Krucjacie Różancowej za Ojczyznę. Modelowana jest ona na przykładzie podobnej akcji różańcowej na Węgrzech. Zaczyna się wezwaniem Weźmy przykład z Węgrów. Przemiany, które podziwiamy w ich ojczyźnie nie wydarzyły się same z siebie.Oni je sobie wymodlili. Bo ostatnie zmiany polityczne na Węgrzech są, według organizatorów akcji, bezpośrednio rezultatem odmawiania różańca. W węgierskiej krucjacie wziąć miało udział dwa miliony ludzi. Obliczono, że potrzeba dwóch milionów Węgrów, którzy zadeklarują, że codziennie modlą się za ojczyznę na różańcu. Rozpoczęto zachęcanie wiernych oraz liczenie. Nie było łatwo. Początkowo zgłosiło się ok. 200 tyś. osób. Bardzo długo nie można było osiągnąć podwojenia tej liczby. Sprawa wyglądała na beznadziejną. Potem nieoczekiwanie nastąpił szybki wzrost. Kiedy ilość modlących się przekroczyła milion, zabłysła nadzieja: damy radę. Cztery lata trwało osiągnięcie stanu, żeby 10% społeczeństwa modliło się codziennie za ojczyznę. Dwa miliony Węgrów przystąpiło do Krucjaty Różańcowej w Intencji Ojczyzny. I dalej. Cud nie dał na siebie długo czekać. Jego skutki od roku z zazdrością podziwiamy. Tak, skutki tego cudu też podziwiam, z bliska. Ale do rzeczy. W Polsce, jak wyliczono, potrzeba sześciu milionów odmawiających różaniec by osiągnąć, no właśnie, w wezwaniu szczegółów brak, ale pewnie chodzi o podobną rzecz jak to co ma miejsce na Węgrzech. Interesujące jest kolejne odniesienie do Węgier jako wzoru zachowań chrześcijańskich. Węgier, w których nie bardzo zauważam obecność kościołów w życiu społecznych (poza partią chrześcijańskich demokratów KDNP, satelitą Fideszu) ani chrześcijan w życiu codziennym. A tu tymczasem ostatnio coraz częściej słychać ze strony polskiej prawicy narodowej, że Węgry są modelem, na przykład w odniesieniu do preambuły do konstytucji. Inną ciekawą rzeczy jest dokonujące się na naszych oczach przekształcenie pojęcia przyjaźni polsko-węgierskiej. Od zwykłej, codziennej apolitycznej życzliwości przechodzimy do ideologicznej solidarności prawicy narodowej. Troszkę szkoda byłoby gdyby ten niezwykły kapitał przyjaźni tak politycznie roztrwonić. No i w końcu interesujące są same liczby. Gdy mowa o cudach zwykle mamy kwestię wiary, nie ma co się spierać, albo się wierzy i widzi w danej rzeczy cud albo nie, to nie jest materiał do racjonalnej dyskusji. W sprawy religijne można wierzyć lub nie, liczby można sprawdzić. Według danych urzędu podatkowego w zeszłym roku składając zeznanie podatkowe 601 695 osób przekazało swój „kościelny” 1% podatku (na Węgrzech jeden procent podatku można przekazać na organizacje społeczne a drugi na jakiś kościół) na kościół katolicki. Pozostałe kościoły, z tego co wiem, różańca nie propagują. Z 6.9 miliona osób w wieku 15-64 lat podatki zapłaciło 3.5 miliona czyli 51%. Jeśli ekstrapolować te liczby do całego społeczeństwa to uzyskamy 1.7m osób czujących na tyle silną więź z kościołem katolickim by, gdy są w stanie, przekazać mu 1% swojego podatku, co łączy się, przypomnijmy, z napisaniem na papierze raz do roku paru cyfr. To jeszcze nie 2 miliony aktywnie modlących się na różańcu, co wymaga nieco więcej zaangażowania. I to zakładając, że wszyscy katolicy bez wyjątku w pełnie popierają Fidesz i to co on robi. Jeśli ktoś przypomni mi o Węgrach żyjących poza granicami Węgier to ja przypomnę, że na Węgrzech nie mieszkają wyłącznie Węgrzy i na przykład nie bardzo sobie wyobrażam jak Słowacy katolicy mają się modlić o zwycięstwo nacjonalistycznego Fideszu. Dwa miliony są więc cudem ale raczej z gatunku propadandowego cudu na urną niż cudu metafizycnego. Swoją drogą zaintrygowany ogromną mobilizacją społeczną (dwa miliony to nie byle co) zacząłem szukać w internecie jakiś śladów online organizacji węgierskiej krucjaty. Nie znalazłem niczego, co jest dość nieprawdopodobne jeśli faktycznie mamy krucjatę rzędu milionów uczestników. Rzecz jasna wyjaśnieniem może byś mój brak umiejętności wyszukiwania rzeczy w internecie, gdyby ktoś wiedział gdzie można coś znaleźć dajcie znać – dzięki!
sobota, 26 listopada 2011
Budapeszt w Warszawie 2
Dziś w Gazecie zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego i choć widzę je po raz pierwszy jakoś znajome. Ach tak, przecież z taką ścianą flag narodowych w tle zwykle prezentuje się publicznie Viktor Orbán. Narodowych tylko, nie ma tam żadnych flag unijnych, na co zwróciła moją uwagę znajoma węgierska urzędniczka pracująca w Komisji Europejskiej. Czy Kaczyński i przedtem się tak prezentował? Także w okresie premierostwa? Czy też jest to element budowania "Budapesztu w Warszawie" poprzez ściąganie z Orbána? Kto wie niech pisze komentarz.
źródło: Gazeta Wyborcza
źródło: Hurriyet Daily News | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||