| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            

Creative Commons License


Skopiuj CSS
Moje zdziwienia budapeszteńskie
RSS
poniedziałek, 16 listopada 2009
przyjaźń polsko-węgierska kwitnie na youtubie
Jakiś czas temu z zainteresowaniem odkryłem youtubowe filmy wideo poświęcone przyjaźni polsko-węgierskiej. Fascynujący gatunek i to bynajmniej nie marginalny.

Weźmy taki film pt. Polish - Hungarian Brotherhood, który doczekał się imponującej liczby 235 674 widzów. Na tle poważnej muzyki tłumaczy, po angielsku zresztą, powiedzenie Polak-Węgier dwa bratanki analizując różnice znaczeniowe słów bratanek i barát. Pojawiają się herby państwowe, flagi, jest słynny cytat z Worcella wraz z dębami, są stare obrazy o tematyce batalistycznej, pomniki, widoki Budapesztu i Warszawy i cytat z Béli Vargi, którego sens w skrócie oznacza "kto nie lubi Polaków nie jest prawdziwym Węgrem".



Podobny jest film zatytułowany Magyar Lengyel barátság - Polsko Węgierska przyjaźń + Polskie słowa są już dostępne (90 986 widzów). Na tle muzyki węgierskiego zespoły Kárpátia - tłumaczenie polskie w pasku na dole ekranu - pojawiają się patrriotyczne, głównie wojenne, zdjęcia i obrazy. Są żołnierze węgierscy, żołnierze polscy, a niekiedy także i niemieccy. Jest Polak-Węgier, są symbole narodowościowe, pojawia się na krótko mapa Wielkich Węgier.



Oryginalniejszy jest klip o tytule Magyar-Lengyel barátság/Polsko Węgierska. Zaczyna się jeszcze dość banalnie cytatem z Worcella, ale potem przechodzi w "connections in everyday life" i robi się ciekawiej. Pojawiają tort wegierski, szkoła im. Batorego w Warszawie, napisy po polsku w budapeszteńskim autobusie w Budapeszcie (muszę powiedzieć, że nigdy nie widziałem czegoś takiego), tablica pamiatkowa Antalla, tablica żołnierzy z drugiej wojny, Bolek i Lolek po węgiersku czyli Lolka és Bolka, restauracja Borpince w Warszawie, małe fiaty w Budapeszcie, Ikarusy w Wawie, napisy w Hajdúszoboszló - kto nie wierzył teraz już na pewno uwierzy w naszą przyjaźń, zwłaszcza, że w tle Zakopower wykonuje Gyöngyhajú lány. Film zrobił autor bloga http://lengyelmagyar.blog.hu/. 12 550 widzów.



Film Węgrom - A magyaroknak to klip do wiersza Herberta pt. Stoimy na granicy śpiewanego przez chyba Antoninę Krzysztoń. Ilustrację stanowią zdjęcia z 1956 roku. 26 513 widzów.



Warto też odnotować Lengyel himnusz  czyli Hymn polski. Pełna wersja tekstowa - cztery zwrotki, tłumaczenie na węgierski, widoki polskie, włączając w to Pałac Kultury w Warszawie i parę portretów "Dombrowskiego", jak to się to nazwisko pojawia w tekście tłumaczenia. 17 354 widzów.




Przeskakuję przez mniej interesujące Hungarian - Polish NS Brotherhood (6 968 widzów) czy też Poland Hungary Brothership (10 842) z angielską piosenką Friends forever w tle, omijam zręcznie słowianofilskie, fałszywie demaskatorskie This is the END of polish-hungarian "friendship" (9 015) i kończę zaskakującym To Hungarian brothers! Ten filmik zaczynając od szabli oraz szklanki, z szacunkiem wyrażając się o węgierskim futbolu, wzywa Węgrów do kibicowania Polsce w meczu z Niemcami (9 568).



Filmiki te mają zresztą interesujące towarzystwo. Na youtubie pojawiają się obok takich wideo jak wszystk obok wideo Hungarian-German eternal friendship, Bulgaria-Croatia-Hungary-Poland-United Forever, Török-Magyar Barátság / Türk-Macar Dostluk, Kárpátia-Csak egy nap az élet, Husaria / The Winged Hussars Vol. II, Polish History in 10 minutes, czy Melodie wegierskie (157 326 widzów). Nie sposób się od tego oderwać.
czwartek, 12 listopada 2009
Budapeszt potworny i piękny
Większość ludzi już nawet tego nie zauważa ale plastyk Gergely Fodor nie potrafi przejść do porządku dziennego nad wyglądem ulic Budapesztu i radykalnie przeprojektował wygląd witryn sklepowych na ulicy Kossutha, jednej z najważniejszych arterii miasta. Całość można oglądać na jego stronie internetowej, próbka poniżej.



Potworne (stan obecny) na dole, piękne (może kiedyś) na górze. Czuje się inspirację Wiedniem. Wszystko jest podobnie tüchtig ale przyznaję, że jak już miałbym wybierać to wolę nieco wylizany Wiedeń od dość bałkańskiego obecnie wizualnego rozgardiaszu.

O projekcie Fodora dowiedziałem się z zawsze zajmującego bloga Árpáda W.Tóty, który sam jest zresztą pesymistą co do możliwości zmiany. Fakt faktem, wolny rynek dotąd nie wymusił zmian na lepsze jeśli chodzi o estetykę mainstreamowych sklepów. Restauracje jednak i kawiarnie stoją o niebo wyżej, więc, kto wie, może kiedyś będzie miło spojrzeć i na zwykły butik.
wtorek, 10 listopada 2009
Węgrzy bardziej żałują socjalizmu niż Rosjanie
Siedemdziesiąt dwa procent Węgrów uważa, że żyje się im gorzej niż za socjalizmu, wśród Rosjan ten odsetek wynosi 45% (wśród Polaków 35%). Te i inne ciekawe rzeczy można wyczytać w wynikach badania opinii publicznej na temat okresu po upadku socjalizmu przeprowadzonych przez Ośrodek Pew w szeregu byłych krajów bloku.

Inne ciekawe dane: poparcie dla demokracji w ciągu ostatnich dwudziestu lat wzrosło w Polsce z 66 do 70% podczas gdy na Węgrzech zmalało z 74 do 56%. Liczba zwolenników kapitalizmu w Polsce spadła z 80 do 71%, na Węgrzech z 80 do 46%.

Liczba osób zadowolonych ze swojej sytuacji wzrosła w Polsce z 12 do 44%, na Węgrzech natomiast z 8 do 15%.

W Polsce z członkostwa w Unii zadowolonych jest 63% obywateli, na Węgrzech - 20%.

Zacytowałem tu trochę danych porównujących te dwa kraje, w badaniach natomiast uwzględnionych jest więcej krajów. Węgry dość systematycznie wypadają tam jako pesymiści. Nastroje są wyraźnie kryzysowe.
sobota, 07 listopada 2009
Jenő Rejtő w komiksie
Niedawno odkryłem wspaniałe komiksy na podstawie książek Jenő Rejtő (krótki kurs na temat JR można odbyć tu). Powstały one w latach 60tych i są dziełem węgierskiego grafika Pála Korcsmárosa, który jest zresztą znanym autorem również innych komiksów węgierskich. Könyves blog piszący na temat nowych książek nazwał parę Rejtő-Korcsmáros najgenialszym duetem węgierskiego przemysłu rozrywkowego.

Strona graficzna komiksów Rejtő świetnie pasuje do tekstów, można nawet odnieść wrażenie, że Rejtő pisał komiksy, które w końcu, ze sporym opóźnieniem, narysował Korcsmáros. W odróżnieniu od zwykłych adaptacji komiksowych, gdzie tekst oryginału jest skrócony i uproszczony, tutaj komiks jest stworzony na podstawie długich fragmentów tekstu oryginału w pełni zachowując jego unikalny urok.

Komiksy wydaje obecnie ponownie wydawnictwo Képes. W odróżnieniu od pierwotnego rysunkowego wydania komiksy obecnie podkolorowano, zrobili to Zsolt H. Garisa is Zoltán "Zerge" Varga. Od 2002 roku kiedy rozpoczęła się seria ukazały się sześć książek: Az elátkozott part, A három testõr Afrikában, Az elõretolt helyõrség, A 14 karátos autó, Piszkos Fred, a kapitány, i ostatnio Az elveszett cirkáló.

Poniżej próbka duetu Rejtő-Korcsmáros z A 14 karátos autó.




niedziela, 01 listopada 2009
tragiczny los węgierskich Indian
Indianie na Węgrzech? Oczywiście, od początku lat 30tych, kiedy zorganizowano pierwszy obóz indiański koło Nagymaros aż do dziś. Rzecz jasna chodzi o zabawę: Indianami byli/są Węgrzy, którzy poza okresami wcielania się w Indian żyją mniej lub bardziej normalnym życiem. Zabawa ta miała jednak tragiczne epizody, o czym, jak i zresztą i samym ruchu indiańskim, dowiedziałem się niedawno w teatrze Radnóti na przedstawieniu Apacze (Apacsok).

Spektal, wyreżyserowany przez Ferenca Töröka, reżysera kultowego filmu Moszkva tér, opowiada o losach węgierskich Apaczów w latach 60tych. Grupka młodych ludzi próbuje uciec od beznadziejnej rzeczywistości w zabawę w Indian ale ta rzeczywistość ich dosięga zamieniając ich życie w tragedię. Jeden z Indian zostaje zmuszony do przyjęcia roli agenta, dostarcza informacji na temat swojego przyjaciela - przywódcy plemienia, za którego późniejszą śmierć jest potem cynicznie przez bezpiekę obwiniany. Pozbawione wodza plemię idzie w rozsypkę, to już koniec jego historii.

Sprawa nie jest jednak zamknięta. Wnuk donosiciela odnajduje jego pamiętniki, które w sposób wyidealizowany i oczywiście pomijając aspekt współpracy z bezpieką, opisuje dzieje plemiona. Wnuk jest młodym reżyserem i chce zrobić film na ten temat, składa podanie o finansowanie do komisji, w skład której przypadkowo wchodzi wnuk zadenuncjowanego wodza plemienia znający historię zna z udostępnionych mu dokumentów bezpieki. Młody reżyser przeżywa szok. Wraca do domu, gdzie jego babcia - żona agenta, świadoma zresztą jego roli - nie chce rozmawiać z wnukiem na "te tematy". Pada znamienne zdanie: "to lepiej zapomnieć".

Tyle sama historia. W przedstawieniu jest znakomicie opowiedziana. Spektakl jest stosunkowo krótki, ale przebiegając w szybkim tempie z niemal teledyskowymi cięciami wciąga nie pozostawiając jakiegokolwiek poczucia niedosytu. Akcja skacze swobodnie w czasie przechodząc od teraźniejszości do przeszłości i potem znów do dnia dzisiejszego. Ci sami aktorzy grają role różnych postaci z przeszłości i z teraźniejszości ukazując jak wiele je łączy.

Animowane scenografie z rzutników są dziełem Árona Gaudera, jednego z twórców filmu Dzielnica. Muzykę do przedstawiania napisał Žagar. A sam tekst sztuki napisany został przez Gézę Bereményiego, autora wielu popularnych filmów i piosenek, Krisztinę Kovács, częściowo na podstawie osobistych doświadczeń: przyjaciel Bereményiego, piosenkarz Tamás Cseh, był jednym z wodzów indiańskich w latach 60tych (mnóstwo informacji na temat sztuki do wyczytania - po węgiersku - tu).

Podjęcie takiego tematu przez sztukę jest jak na Węgry dość zdumiewające. Tutaj mało i niechętnie mówi się o problemie agentów i łączącej się z tym wizji historii. Dziadek piszący wykastrowane dzieje Apaczów, babcia radząca by o przeszłości nie myśleć są bardziej typowi niż zszokowany wnuk.

Przyszło mi do głowy co dwa lata temu usłyszałem na wykładzie dyrektora Archiwum Historyczne Państwowych Służb Bezpieczeństwa. W tym archiwum, od grubo ponad dziesięciu lat, każdy może złożyć prośbę o udostępnienie zbieranych przez tutejszą bezpiekę materiałów na swój temat. Po węgiersku mówi się na to "odszkodowanie informacyjne" (információs kárpotlás). W trakcie wykładu dyrektor powiedział się, że dotąd zwróciło się do nich zaledwie 20 tysięcy osób mimo, że inwigilacją w sumie było objęte około dwóch milionów osób. Większość, wygląda na to, woli nie wiedzieć co tam jest.
czwartek, 29 października 2009
polskie palmy i prawicowe taksówki
Dwa plakaty z dzisiejszego łażenia po mieście. Pozdrowienia z Polski! (Üdvözlet Lengyelországból!) to praca Marcina Polaka zamieszczona na billboardzie na placu Lövölde, służącym jako uliczna galeria Stowarzyszenia Studio Młodych Plastyków (Fiatal Képzőművészek Stúdiója Egyesület) pod nazwą 1x1 tábla.



Jak podaje oficjalny komentarz do pracy, nawiązuje ona do palmy Rajkowskiej a także do kiczowatych palm coraz częściej pojawiających się w przestrzeniach publicznych w Polsce. A mnie  po prostu podoba się nieco absurdalny humor plakatu.

Zupełnie inny - znacznie poważniejszy - jest nieduży plakat reklamujący nową firmę taksówkarską Jobb Taxi.



Nazwa kojarzy się natychmiast ze skrajnie prawicową partią Jobbik, mniej rozgarniętym w zrozumieniu charakteru firmy pomoże dyskretnie umieszczony na plakacie kształt Wielkich Węgier.

Tekst na stronie internetowej firmy w nieco niejasny sposób przekonuje do konieczności jedności wśród Węgrów, nawołuje do wytrwałości w budowanie "piękniejszej przyszłości" (zawołanie piękniejszej przyszłości! - szebb jövőt! jest hasłem radykalnej prawicy jeszcze z czasów drugiej wojny) i do pokazania, że "zdolni jesteśmy do zmiany". Yes, we can!
niedziela, 25 października 2009
nowe pomniki w Budapeszcie
No, może nie całkiem nowe ale z pewnością tegoroczne.

Pomnik Żelaznej kurtyny postawiono w sierpniu przez Domem Terroru na ulicy Andrássy. Zaprojektował go laureat nagrody Kossutha, takie rzeczy się na Węgrzech skrupulatnie zawsze podaje, Attila F. Kovács. Ma postać kawałka ściany zbudowanej ze zwisających pordzewiałych łańcuchów. Mnie ta nachalna dosłowność znaczeniowa, jeśli można tak powiedzieć w przypadku dzieła wizualnego, nieco zniechęciła mimo, że łańcuchy same w sobie są mocne i niezłe.







Po bokach, zapewne by wszystko na pewno było jasne na wypadek, gdyby ktoś przekazu nie zrozumiał, tabliczki z napisami. Z lewej po węgiersku, z prawej po angielsku. Jest cytat z Petöfiego (będziemy wolni czy niewolnikami?) i poetycki przekaz nieznanego autora (nie podejmuję się przekładu, boję się, że nie dałbym rady właściwie oddać myśli poety):

It isolated the East from the West
It split Europe and the World in two
It held us in captivity and fear
It tormented and humiliated us
And finally we tore it DOWN



U podnóża biegnie fraza żelazna kurtyna  w szeregu języków wschodnioeuropejskich, na poniższym zdjęciu napis po polsku jest z prawej.



Żal mi, że tylko tak udało się upamiętnić tragedię Żelaznej kurtyny.

Odświeżający w porównaniu z tym pomnikiem jest pomnik Żydów służących w czasie drugiej wojny w oddziałach Służby pracy (Munkaszolgálat), będących czymś w rodzaju kompanii karnych. Służący w nich często ginęli, jak na przykład Jenő Rejtő, o którym kiedyś pisałem. Autorem tego pomnika są Tamás Baráz z zespołem.

Tutaj nie ma już przegadania. Pomnik jest oszczędny i prosty w formie. Zbiegające się ściany przywodzą na myśl spędzanie ludzi, betonowa ściana - bramę obozu czy ścianę do rozstrzeliwań. Jest też alegoryczne, bezlistne drzewo oraz gwiazda Dawida.








sobota, 24 października 2009
mr2
Państwowe radio muzyczne lepsze niż stacje komercyjne? Owszem. Nazywa się MR2 czyli Magyar Rádió 2, po polsku powiedzieliśmy program drugi. Gra muzykę i w zasadzie prawie wyłącznie muzykę. Co godzina są wiadomości, co jakiś czas reklama, zapowiedzi są krótkie - i tyle, reszta to już muzyka. Rozrywkowa i raczej ciekawa. Nie ma szlagierów (dodam, że od tego mamy tu Sláger Rádió - nazwy nie tłumaczę), są za to rzeczy nowe, których gdzie indziej się raczej nie słyszy. Starają się puszczać też węgierskich wykonawców ale nie przesadzają z nimi.

Słucha się (nam) tego radia świetnie i to zarówno Śliwce, Chłopakowi jak i mnie. W samochodzie ostatnio jest prawie tylko MR2. Doszło do tego, że Chłopak w trakcie jazdy z głowy mówi podaje częstotliwości, gdzie można je złapać.

Co jakiś czas coś z rzeczy, które usłyszymy nas bardziej zainteresuje. Śliwce na przykład wpadł w ucho The Age of Revolution wykonywany przez the Duckworth Lewis Method a mnie Jungle Drum Emiliany Torrini.

Swoim charakterem radio budzi kontrowersje. Powstaje bowiem pytanie czy publiczne media powinny się do tego stopnia zajmować rozrywką co MR2, czy nie jest nadużywaniem ich statusu albo nieuczciwą konkurencją z nadawcami komercyjnymi.

Tego interesującego pytania nie musimy jednak, na szczęście, rozstrzygać. Radio, ponieważ tak mało w nim gadają, świetnie nadaje się dla cudzoziemców i wszystkim je, zwłaszcza do samochodu, polecam. Częstotliwości można znaleźć tu, a jak ktoś chce sobie posłuchać w internecie to niech klika na Élő adás na stronie radia.
piątek, 23 października 2009
"od feminizmu w stronę faszyzmu" 1

Napisałem dla Wysokich obcasów artykuł o Krisztinie Morvai, liderce listy partii Jobbik w wyborach do Parlamentu Europejskiego, ale mimo, że początkowo go chcieli to jednak wydaje się, że nie chcą go jakoś opublikować. W takich wypadkach pozostaje blog. Miłej lektury!

***

PS Tekst usuwam bo się właśnie dowiedziałem, że się jednak ukaże za jakiś tydzień (hura), odsyłam więc do Wysokich obcasów
czwartek, 22 października 2009
polski wrzesień na Węgrzech
Z pewnym opóźnieniem odnotowuję "polski wrzesień" czyli cykl imprez organizowanych przez, o ile dobrze wiem, Instytut Polski i ambasadę z okazji siedemdziesiątej rocznicy przyjęcia przez Węgry polskich uchodźców wojennych (mało zorientowanym w temacie polecam artykuł na ten temat, który wyszperał dla mnie Don Dario autor świetnego bloga na temat Bułgarii Raport z raju). W swoim czasie na tym blogu ogłosiłem swój genialny pomysł w tej sprawie (duży koncert w Budapeszcie) ale organizatorzy polskiego września mnie nie posłuchali - i dobrze.

W ramach polskiego września niemal codziennie miejsce miały imprezy w różnych miejscowościach, które w czasie wojny przyjęły Polaków. W programie znajdziemy wszystko od Budapesztu i słynnego Balatonboglár po w zasadzie nieznane Fertőszentmiklós czy Mórahalom. Głównie odsłanianie pomników i tablic, banalne patrząc stąd ale w lokalnej perspektywie szalenie ważne.

Na tym jednak nie koniec. Jako wyraz wdzięczności w stosunku do Węgrów niedługo przyjedzie tutaj Dama z łasiczką jako jedna z głównych atrakcji wystawy Od Botticellego do Tycjana, która ma być otwarta 28 października w Muzeum Sztuk Pięknych. Obraz, który bardzo rzadko podróżuje, zostanie wypożyczony na zasadzie wyjątku i za niższą niż zwykle cenę. Szkoda, że tylko napomyka o tym artykuł w Wyborczej. Mam nadzieję, że na wystawie gdzie będzie pokazywany będzie o tym jakaś informacja.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60