moje zdziwienia budapeszteńskie
| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
RSS
czwartek, 24 kwietnia 2014

Co by Krzysztof Varga na Węgrzech nie zobaczył to mu się to z jedzeniem skojarzy. Smakowicie opisana kuchnia węgierska, choć nie bez słowa ostrzeżenia przed jej potencjalnie zgubnymi skutkami dla zdrowia, jest tu kwintescencją węgierskości, którą próbuje opisać i pojąć.

Czardasz z mangalicą to pewnego rodzaju sequel podobnie nieco kulinarnego już w samym tytule Gulaszu z turula. I tu i tu autor opowiada o współczesnych Węgrzech, których szuka pod pokrywą stereotypów. Jeździ po kraju, opisuje co widzi, opowiada historyjki, filmy, no i zdaje szczegółowe relacje z tego co je. Wizyty w restauracjach, jadłodajniach, bufetach i rynkach to kolejne stacje tej specyficznej węgierskiej pielgrzymki. Nie mogę odmówić sobie ot takiego cytatu:

Gdybym był wielbicielem płucek, to myślę, że by mi smakowały, tyle że nie jestem i sam nie umiem zrozumieć, dlaczego zamówiłem to dziwaczne danie o konsystencji szarej brei, danie, które obiektywnie rzecz biorąc jest dobre, ale subiektywnie ohydne, i wydaje mi się, że zamówiłem je wyłącznie po to, żeby móc o tym napisać.

Ale książka to dużo więcej niż przygody kulinarne Krzysztofa (znamy się więc po imieniu będę go nazywał). To unikalna możliwość posłuchania jego gadania o Węgrzech. Tak, gadania - miejscami czytając ją czuję się człowiek jakby siedział z nim przy (trzecim co najmniej) piwie a on, miejscami nieco nieporządnie, ale zawsze ciekawie opowiadał o tym kraju. Weźmy taki rodział pt. Węgierskie morze. W kawalkadzie pojawiają się tam – by szybko zniknąć ustępując miejsca następnemu – natępujące tematy: wędkarze w Akasztó, film Attili Janischa pt. Másnap, opis Tokaju i tamtejszej restauracji, Szeged i budynki zaprojektowane przez architekta Magyara, pomnik bohaterów pierwszej wojny światowej w Szolnoku (było u mnie o nim tu) – pomniki Trianonu – pomniki drugiej wojny światowej, książka Chłopcy z placu Broni, opis ośrodka pamięci w Hódmezővásárhely, Kiskunfelegyháza, chińskie sklepy, miejscowość Makó, niesamowita historia grupy trucicielek ze wsi Tiszakürt i Nagyrév, pizze nazwane imionami wodzów węgierskich, historia bandyty Pipás Pista, który okazał się być kobietą, muzeum Sándora Petöfiego, znów pomniki, Szeged – Győr – Pannonhalma, dania nazwane od pisarzy, Tapolca, Székesfehérvár, muzeum Trianonu w Tapolcy, znowu pomniki – tym razem Trianonu, Orgovány aż wreszcie herbata. Tematy przechodzą jeden w drugi, jak to gadka przy piwie.

Są też bardziej skupione rozdziały jak ten o Danilo Kišu, który niemal w całości ma formę literackiego eseju, ale i tam znalazło się miejsce na inne tematy – w tym i katastroficzną przygodę kulinarną.

Czardasz z mangalicą to wielka mozaika i sam nie wiem co wśród masy ciekawych rzeczy podkreślić. Może to co Krzysiek pisze o węgierskim podejściu do ciała i starości pozbawionej wstydu, co widać w łaźniach:

Tutaj nikt nie wstydzi się swojego ciała umartwionego długimi dekadami życia, chudego jak rachityczny szparag albo wzdętego niczym wielka pomarańczowa dynia. Tu brzydkie ciało jest oczywistością, ponieważ tu nie dociera kultura masowa ze swoim tępym, bezrefleksyjnym zachwytem nad ciałem wytresowanym w fitness klubach, na siłowniach i w czasie joggingów, ciałem, które usiłuje sprawiać wrażenie, że nie poddaje się upływowi czasu, ciałem, które im starsze, tym młodsze udaje.

Wielkie wrażenie zrobiła też na mnie wspomniana historia kobiet-trucicielek, napiszę kiedyś o tym więcej. A jest tu takich zajmujących spotrzeżeń i opowieści dużo więcej.

Czytając książkę czuje się przyjaźń Krzysztofa z Andrzejem Stasiukiem. Chodzi mi nie tylko o ich przyjaźń w realu – to w końcu to oni razem mieli jeść kiełbasę, boczek i papryki, które Krzysiek jechał kupić do Miskolca kiedy miał wypadek – ale i powinowactwo między ich książkami. Jadąc do Badabag Stasiuka oraz Czardasz z mangalicą czytałem mniej więcej równolegle i uderzało jak bardzo te książki się dopełniają. Stasiuk pisze może o większej liczbie krajów a Krzysiek pisze tylko o Węgrzech/węgierskości ale za to wchodzi w temat głębiej. Ruszając w Europę Wschodnią zdecydowanie warto naczytać się ich książek.

Jest w Czardaszu pewien paradoks. Z jednej strony Krzysztof szuka prawdziwej, niestereotypowej węgierskości, która omija kodyfikację tańców ludowych, historycznych klisz, „bratanków” a z drugiej strony omija rzeczy nowe-kosmolityczne o szerszym niż tylko węgierski charakterze. Przyznaje się do tego pisząc na przykład o budapeszteńkim metrze:

Lecz mnie dzisiejsze podróże czerwoną linią nie przynoszą przyjemności, przemieszczam się tymi nowymi wagonami z taką mniej więcej emocją, z jaką jeżdżę metrem w Warszawie, czyli z żadną, za to smród i smutek niebieskiej linii pociąga mnie coraz mocniej. Zdając sobie w pełni sprawę ze swojego nostalgicznego skretynienia, z prawdziwą radością zanurzałem się ostatnio w groźne odmęty linii trzeciej, na której wciąż jeżdżą łysiejące i szczerbate składy radzieckie, zardzewiałe i prawie w moim wieku.

Czy te nowe metro to już mniej Węgry niż stare? Z pewnością też. Chętnie bym i o tym poczytał, choć wiem, że nie jest łatwo je opisać nie wpadając w kliszę blichtru nowoczesności.

W opisie Szegedu zabrakło mi historii Pisty Dankó, który ma tam pomnik. Może pojawi się w następnej książce. A co do kart węgierskich to zapraszam Krzyśka na partyjkę: na pewno Chłopak nauczy go jednej z gier, do których można je używaćJ

Krzysztof w jednym z rodziałów opisuje swoją nieudaną próbę napisania powieści dziejącej się w Budapeszcie. Zamieszcza to co zdołał wówczas napisać. Konkluduje:

Zrozumiałem, iż nie dojrzałem jeszcze do pisania prozą o Budapeszcie, do obleczenia moich budapeszteńskich doświadczeń w formę wiarygodnej fabuły, że umiem opisać to miasto w szkicu, eseju, może nawet czymś na kształt reportażu, ale w formie prozy nie umiem i jest to moje kalectwo.

Taniec z mangalicą to właśnie „coś na kształt reportażu”, rodzaj literatury podróżnej. Polecam? Absolutnie! Dla tych co chcą troszkę głębiej wejść w Węgry to fantastyczna okazja by posłuchać sobie (tę książkę się bardziej „słucha” niż „czyta”) kilku niesamowitych opowieści czy zaplanować indywidualną trasą przechadzki po którymś z węgierskich miast. A także wyszukać jedno z pewnie niezdrowych ale na pewno sycących dań do wypróbowania w jakiejś bardzo węgierskiej restauracji.

środa, 09 kwietnia 2014

No i okazało się, że nie miałem racji: Jobbik i Ruch Narodowy jednak wymienią się kandydatami w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Węgierskim kandydatem w Polsce będzie Ádám Mirkóczki (nie udało mi się znaleźć potwierdzenie jego ewentualnych polskich korzeni, które przy takim nazwisku są bardzo możliwe) a polskim na Węgrzech Jacek Misztal.

Tym ruchem obie partie wysuną się na czoło europejskiego federalizmu. Ale to nie koniec potencjalnie kłopotliwych kwestii. Ciekaw jestem mianowicie czy Ruch Narodowy podziela opinię Jobbiku, że Krym Rosji się należy – podobnie jak i Zakarpacie Węgrom. A także co Jobbik sądzi o tym, że w wyniku traktatu w Trianon w Polsce znalazły się Spisz i Orawa. Czy to polskie czy węgierskie terytoria? Do zwrotu czy możemy je zatrzymać?

Takie pytania mają sens jako że mowa jest o dwóch partiach nacjonalistycznych przedkładających nade wszystko interes czy też egoizm narodowy. Jobbik, który jeszcze jakiś czas temu współpracował z ukraińskimi nacjonalistami ze Swobody zerwał tę współpracę gdy uznał, Swoboda dybie na prawa ukraińskich Węgrów. Jak długo będzie polskim i węgierskim nacjonalistom po drodze?

źródło: jobbik.hu

poniedziałek, 07 kwietnia 2014

Polecam mój artykuł na temat wyborów, który napisałem wspólnie z Łukaszem Wójcikiem dla Polityki. Fragment:

Gospodarz przyjechał na targ kupić konia. Przebierał, zaglądał w zęby, w końcu mówi: Ten! Właściciel (w wersji prawicowej – Cygan) przeliczył gotówkę, pogratulował gospodarzowi i oddał mu wodze. Zadowolony nabywca, nie zwlekając, dosiadł konia i ruszył galopem. Zanim się jednak zorientował, koń poniósł go prosto na mur. Zwierzę nieprzytomne, jeździec zakrwawiony i wściekły krzyczy: Złodzieju, sprzedałeś mi ślepego konia! A sprzedawca na to: On nie jest ślepy, ino odważny.

A dzisiaj mam być w TOK FM w programie Post Factum o 18:40. Link tu (tytuł audycji Orbán znów wygrywa na Węgrzech).

środa, 02 kwietnia 2014

Gitarzysta jazzowy Ferenc Snétberger stworzył unikalny ośrodek kształcący muzycznie utalentowanych ale biednych Romów. Właśnie ukazał się mój artykuł na ten temat ilustrowany zdjęciami Piotra Wójcika. Sam jest tekst można przeczytać na stronie kwartalnika Dialog-Pheniben, który opublikował artykuł, wersja ze zdjęciami do obejrzenia tu (na stronach 56-73).

Piotr uprzejmie zgodził się bym zamieścił parę zdjęć z ośrodka na blogu - oto one. Dobrze oddają tamtejszą atmosferę.

ośrodek Ferenca Snétbergera w Alsóőrs

źródło: Piotr Wójcik/Picture Doc dla Dialog-Pheniben.

ośrodek Ferenca Snétbergera w Alsóőrs

źródło: Piotr Wójcik/Picture Doc dla Dialog-Pheniben.

ośrodek Ferenca Snétbergera w Alsóőrs

źródło: Piotr Wójcik/Picture Doc dla Dialog-Pheniben.

ośrodek Ferenca Snétbergera w Alsóőrs

źródło: Piotr Wójcik/Picture Doc dla Dialog-Pheniben.

ośrodek Ferenca Snétbergera w Alsóőrs

źródło: Piotr Wójcik/Picture Doc dla Dialog-Pheniben.

ośrodek Ferenca Snétbergera w Alsóőrs

źródło: Piotr Wójcik/Picture Doc dla Dialog-Pheniben.

sobota, 29 marca 2014

BUBI (Budapest Bicikli) to system wypożyczalni rowerów miejskich. Po latach gadania na ten temat i doniesień o kolejnych miastach na świecie, które system wprowadzają BUBI ma odpalić w kwietniu (trudno uwierzyć ale tak jest: mimo, że kwiecień już tuż-tuż dotąd nie ma konkretnego terminu).

Co warto wiedzieć na temat systemu:

  • W pierwszej fazie będzie 1100 rowerów dostępnych w 75 punktach. List punktów tu, mapa poniżej.

BUBI

  • Rowery wypożyczać będzie można na dwa sposoby. Jeden to rejestracja połączona z kupnem sieciówki na określony okres (dzień, trzy, tydzień, pół roku, rok). Drugi to rejestracja za pomocą karty bankowej w punkcie wypożyczeń, wówczas zapłacić należy również kaucję.
  • Pierwsze 30 minut jest bezpłatne
  • Podany cennik (uwaga: może się zmienić) podaje następujące ceny
    • Dzień – 500 forintów - 6.80 złotych
    • Trzy dni – 1000 forintów - 13.50 złotych
    • Tydzień – 2000 forintów - 27 złotych
    • Pół roku - ?
    • Rok – 18 900 forintów - 250.50 złotych
    • Przekroczenie limitu czasowego – do półtorej godziny 500/30 minut, potem koszt rośnie progresywnie - 6.80 złotych/30 minut
    • Kaucja – 25 000 forintów - 338 złotych
  • Sponsorem jest MOL stąd oficjalna nazwa MOL BUBI

Czy te ceny to dużo czy mało? Pojawiły się opinie, że będziemy mieli najdroższy system rowerów publicznych na świecie i faktycznie, wśród szeregu miast europejskich porównanych na blogu Kerékágy [HU] tylko Londyn przebija Budapeszt cenowo. Cała nadzieja w tym, że powyższy cennik, jak wspomniałem, nie jest ostateczny.

Strona internetowa BUBI napisana jest lekkim stylem. Na przykład, w sekcji poświęconej przedstawieniu argumentów za systemem pojawiają się takie stwierdzenia:

  • Korzystanie z roweru jest bezpłatne przez 30 minut i nie ma kontrolerów
  • Nie trzeba korzystać z zatłoczonego pojazdu, zawsze mamy miejsce siedzące, którego nie trzeba nikomu ustępować.
  • Przez całą drogę oddychamy świeżym powietrzem.

Mogliby dodać, że na rowerze nie stoi się w korku:)

Czekam aż system ruszy. Może wtedy ktoś zrobi wersję strony internetowej także w innych językach.

BUBI

Wypożyczalnia na placu Klauzála, zdjęcie zrobione dziś rano

BUBI

Ta sama wypożyczalnia w południe – pojawiły się pierwsze rowery!

BUBI

A oto i same rowery

BUBI

Informacja w wypożyczalni - po węgiersku i angielsku

czwartek, 20 marca 2014

Pisałem niedawno o mojej zmorze: Rosja proponuje Polsce, Rumunii i Węgrom „ochronę” swojej mniejszości na Ukrainie czy też odzyskanie „swoich” terenów tamże a któryś z tych krajów korzysta z oferty. Minęło parę dni i choć nie tak jak myślałem to pomysł został wrzucony, zrobił to właśnie Żyrinowski. Na Węgrzech równolegle zrobił to poseł Jobbiku Márton Gyöngyösi, wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych.

Formalnie stwierdził [HU] tylko, że Krym zwiększa szansę na autonomię terytorialną Zakarpacia ale pozostałe części jego wypowiedzi, dzięki często stosowanemu przez skrajną prawicę kodowaniu przekazu, dają zrozumieć, że chodzi mu o więcej. „Z Rosji możemy brać przykład w zdolności do walkę o swoje interesy”, stwierdził, kraj ten „z sukcesem stanął w obronie swojej mniejszości i tą lekcję Węgry powinny sobie przyswoić.”

W ramach wspólnoty euroatlantyckiej nie można liczyć na wspólpracę z Polską i Rumunią w sprawie mniejszości na Ukrainie, w obecnej sytuacji Rosja „może być sojusznikiem w realizacji naszej polityki mniejszościowej”. Referendum na Krymie jest rzecz jasna legalne. To wszystko powiedział, przypomnijmy, wiceprzewodniczący komisji spraw zagranicznych węgierskiego parlamentu reprezentujący partię, która w wyborach mających się odbyć za dwa i pół tygodnia ma szansę zdobyć 16% głosów i jest na fali wzrostowej.

Cytuję obszernie tego skrajnego polityka bo odnoszę wrażenie, że takie poglądy są podzielane szerzej niż tylko w ramach jego obozu politycznego. Wśród przyczyn pojawia się znów nieszczęsny Trianon.

W Polsce rewizjonizmu w zasadzie nie ma i samo pojęcie funkcjonuje jako zagrożenie zewnętrzne, w przypadku Węgier jest inaczej. Przed wojną stanowił on polityką państwową a i obecnie dla sporej ilości Węgrów jest on naturalnym stanem mentalnym. Retoryka ziemi, która „tak naprawdę nigdy nie była słowacka/rumuńska/ukraińska” (niepotrzebne skreślić), obrona mniejszości, wspominanie dawnej „należnej nam” wspaniałości jest znajome każdemu, kto spędził tu trochę czasu. Cała ta postawa ma korzenie w tragedii Trianonu. Nie trzeba wielkiego intelektu by dostrzec analogie z Rosją, dla której odpowiednikiem Trianonu był rozpad ZSRR.

W oficjalnym dyskursie w zasadzie brak głosów sprzeciwiających się trianońskiemu lamentowi, co pobudza poczucie krzywdy i wzmacnia głosy o prawie do odtworzenia poprzedniej sytuacji. Choć skrajności typu Żyrinowskiego i Gyöngyösiego to harcownicy sądzę, że ich wyczyny – a także reakcje na nie – uważnie są obserwowane z obozów politycznych sił głównych. Przy odpowiednio nakręconych emocjach rządzącym może być trudno oprzeć się pokusie rewizjonistych kroków. Zwłaszcza, że przynieść one mogą radykalny skok popularności jak w przypadku Putina [RU].

Obecnie aktywna polityka rewizjonistyczna na Węgrzech jest abstrakcją ale była nią też jeszcze niedawno aneksja Krymu przez Rosję. Mam nadzieję, że rewizjonizm węgierski nie nabierze wiatru w żagle ale dużo może się zdarzyć.

sobota, 15 marca 2014

Dziś węgierskie święto narodowe, nosi się wówczas rozetki. Obchodzi je też google:

środa, 12 marca 2014

„Ty, co dokładnie znaczy chrząszcz?” podsłuchałem fragment rozmowy (po węgiersku, sam chrząszcz natomiast był po polsku) w Gdańsku, czyli nowej polskiej księgarni i kawiarni otwartej miesiąc temu na ulicy Bartók Béla 46. Jak się dowiedziałem trafiłem na spotkanie członków projektu Szlávtextus bo Gdańsk przyciąga ludzi mających związki z Polską.

To maleńkie, urokliwe miejsce prowadzi Marzena Jagielska (pojawiła się już na blogu jako jedna z założycielek Kém Csoport) wraz z mężem Ákosem. Historia Gdańska jest krótka ale plany ambitne. Poza księgarnią i kawiarnią ma tu działać ośrodek informacji turystycznej, ma też się odbywać nauka polskiego w ramach jednodniowych kursów przygotowawczych przed wyjazdem do Polski.

Ale niech o miejscu opowie sama Marzena, oto filmik, który tam nakręciłem, no i parę zdjęć.

)

 

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

w nocy, rower przed Gdańskiem świadczy o tym, że miejsce jest cool

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

menu

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

jak księgarnia to i książki

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

więcej książek

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

Ákos, mąż Marzeny, w akcji (zaraz poda coś klientowi)

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

plakat wieczoru poświęconego Szymborskiej

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

dowód na polski charakter miejsca

księgarnia Gdańsk w Budapeszcie

a za oknem Bartók Béla út

poniedziałek, 10 marca 2014

Jak już pisałem wcześniej w tych wyborach, po raz pierwszy, wyborcy zarejestrowani jako mniejszość będą mieli możliwość głosować na kandydatów na posłów z danej mniejszości. Udało mi się właśnie znaleźć listę polskich kandydatów. Nie było łatwo - z jakiś powodów na głównej stronie polonii nijak na nią trafić nie mogłem, strona krajowej komisji wyborczej, gdzie listę w końcu znalazłem, też nie była w tym zakresie przyjazna. Sekret zatem odkryty, oto sama lista:

  1. Dr. Csúcs László Györgyné
  2. Dr. Biernacki Karol Franciszek
  3. Bátori Zsolt
  4. Rémiás István
  5. Buskó András
  6. Modrzejewska Ewa Krystyna
  7. Bárcziné Sowa Halina Dorota

W wideo zamieszczonym przez krajowy samorząd mniejszościowy 20 lutego jego przewodniczącza Halina Csúcs (pierwsza na powyższej liście, po węgiersku uzywa tradycyjnej formy nazwy mężatek stąd różnica) mówi, że spośród ponad 7000 osób, które podały narodowość polską w ostatnim spisie powszechnym do wyborów zarejestrowało się 194.

Znów odwołuję do mojego poprzedniego wspisu: wyborcy polscy zdają się zachowywać racjonalnie. Polacy na Węgrzech szansy na posła nie mają, rzecznika będą mieć w zasadzie w każdym wypadku. A o tym kto nim będzie od nich nie zależy bo głosować mogą na jedną jedyną listę samorządu krajowego. W takiej sytuacji zapewne wielu uznało, że lepiej zagłosować na wybraną przez siebie partię większościową.

sobota, 08 marca 2014

W wybranym w 2006 roku parlamencie było – na 386 – 43 posłanek (11%). Cztery lata później było ich już tylko 35 (9%). W nadchodzących wyborach ich liczba zapewnie będzie podobna.

Dla porównania: w ostatnich wyborach do parlamentu europejskiego trafiło 35% kobiet [HU] - i liczba ta od lat rośnie. W Szwecji posłanek jest niemal 45%, w Polsce 23,7%. Ze wszystkich krajów-członków EU najmniej kobiet w parlamencie mają właśnie Węgry.

liczba kobiet w parlamentach krajów członkowskich EU, źródło: Hol vannak, hol lesznek női képviselők? Intézet a Demokratikus Alternatíváért

Analizę kandydatów ze względu na płeć przeprowadzili niedawno Index [HU] oraz instytut Policy Solutions [HU]. Według Indexu w nowym parlamencie możemy oczekiwać pomiędzy 14 (7%) a 27 (13,5%) posłanek, realistycznie 16 czyli 8% (liczba parlamentarzystów zmniejszy się po tych wyborach do 199).

Z analizy Policy Solutiony wynika, że posłanek będzie 20, czyli 10%. Najwięcej procentowo wśród koalicji Összefogás (Współpraca), najmniej w Fideszie.

Ciekawostką w analizach jest to, że liczba kandydatek jest wyższa niż liczba oczekiwanych posłanek. Wystawiane są one po prostu w okręgach gdzie nie mają wielkiej szansy na zwycięstwo lub też na odległych miejscach na listach.

Kandydatka Fideszu w moim rejonie. Wejdzie? Nie wejdzie?

Index przypomina, że kobiet na Węgrzech jest 52,4%. Wesołego Dnia Kobiet!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91