Ostatnie wpisy
Zakładki:
E-mail
Mistrzowie klawiatury z początku XXI wieku
Polęgrzy i Węglacy
Polityka
Świat
Techniczne
Węgry
Tagi
|
niedziela, 14 marca 2010
Monarchia górą!
Olimpiada już dawno minęła i bardziej niż finałem biegów narciarskich kobiet na 30 kilometrów interesujemy się formułą 1 i Kubicą ale Chłopak uważa, że powinienem napisać coś o świetnych rezultatach Monarchii w Vancouverze - więc piszę. Serwis sportowy indexu przed olimpiadą jeszcze wpadł na pomysł by oprócz dość beznadziejnego w sobie śledzenia wyników węgierskich sportowców zająć się także wyobrażoną reprezentacją Monarchii Austriacko-Węgierskiej, w skrócie Monarchią. ![]() Pomysł świetny bo okazało się, że mamy najliczniejszą reprezentację ze wszystkich: 324 sportowców! Wśród nich 19 Chorwatów, 15 Węgrów, po dziesięciu Włochów z Trydentu oraz Seklerów, 9 Polaków urodzonych na terenach Monarchii, 6 Bośniaków, nie mówiąc już rzecz jasna o Austriakach, Czechach, Słowakach itd. Koniec olimpiady przyniósł triumf: w kwalifikacji medalowej okazaliśmy się nie do pobicia! ![]() Trzydzieści osiem medali w tym osiem złotych, lepiej niż USA, inni niech nam zazdroszczą! Zabawa urocza, tym bardziej, że relacje zmagań sportowych Monarchii podawane były z typowymi dla Indexu humorem i ironią. Weźmy tytuł relacji z finału biegów narciarskich kobiet na 30 kilometrów: Robotlányt győzött le a mi polák Jusztinánk czyli Nasza polska Jusztin zwyciężyła dziewczynę-robota. Humor tym ważniejszy, że Węgrzy samodzielnie żadnych medali nie zdobyli. ![]() Miło przypomnieć sobie, że oprócz Węgrów zgryźliwych, Węgrów smutnych i poważnych są też Węgrzy weseli i skłonni do autoironii. I miło spojrzeć na mapę Monarchii - na niej wielkie Węgry - i zamiast myślenia o Trianonie czy Jobbiku po prostu uśmiechnąć się. Bo Monarchia jest najlepsza na świecie!
czwartek, 11 marca 2010
komiks o 56-tym
Jałta Jałtą, Zachód mógł nas zdradzić wydać Ruskom, ale mimo wszystko w wielkim konflikcie Wschód-Zachód zawsze konsekwentnie staliśmy i stoimy po stronie Zachodu, no nie? Z Węgrami jest inaczej. Uświadomiłem sobie to czytając komiks autorstwa Attili Fazekasa i Móra Bána na temat powstania 56 roku pt. Tűzvihar 1956 (Burza ognia 1956) wydany przez wydawnictwo komiksowe Képes Kiadó. ![]() Całość to dość typowa publikacja mająca na celu przybliżenie młodzieży tematyki historycznej. Starsza kobieta spotyka w nocy na ulicy grupę mało ciekawej młodzieży. Zaczepki, na pytanie czy się boi kobieta odpowiada, że teraz już nie. Kiedyś się bała - i zaczyna im opowiadać historię powstania 1956 roku. Dalej już znajoma, przynajmniej dla mnie, historia. Z jednym wyjątkiem: rolą Amerykanów. Wiedziałem, że Radio Wolna Europe odegrało niechlubną rolę wzywając do walki i obiecując pomoc, która nie nadeszła, co do dzisiaj jest tutaj pamiętane. Ale zobaczywszy jak w komiksie Amerykanie przedstawiani są tak negatywnie jak Rosjanie unaoczniłem sobie nagle jak wygląda w przypadku Węgier ta ich skłonność do obierania trzeciej drogi, zachowywania dystansu do "obu stron", nie angażowania się po żadnej stronie. A także lepiej zrozumiałem tę nieoczywistą dla Polaków postawę i jej powody. Mimo wielu podobieństw tyle jest między nami różnic. ![]() scena bankietu w ambasadzie amerykańskiej we Wiedniu - środkowy obrazek na dole: -A - Węgrzy? Cóż, mogli być nieco ostrożniejsi. Prowokować Ruskich? Troszkę realizmu, drogi Herb, troszkę realizmu! -Ci chłopcy i dziewczyny liczyli na nas, a niech to! A my ich zawiedliśmy! *** Przy okazji - jak zostałem w internecie kobietą. Na stronie blogerownia zauważono mój blog i przedstawiono go w specjalnej notce. Szalenie mi miło i jestem wzruszony. Zdziwiło mnie tylko nieco, że zostałem przedstawiony jako kobieta: Pewna kobieta interesująca się tradycją oraz kulturą państwa
Węgierskiego postanawia tam zamieszkać. Pierwszą jej notką był tekst
opowiadający o tym, dlaczego postanowiła założyć blog i w jaki sposób
prowadzić będzie Jeza Węgierskiego. Uważam się trochę za feministę, może więc sposób w jaki piszę daje wrażenie, że pisze kobieta? Tylko czemu w takim blog nie nazywa się Jeżyna Węgierska?;)
poniedziałek, 08 marca 2010
węgierski w polskim
Na blogu lengyelmagyar znalazłem ciekawy wpis na temat wpływów węgierskich w języku polskim. Otóż te wpływy widoczne są w dwóch obszarach: wojskowości i pasterstwa owiec. Pierwszy ma swoje korzenie w wiekach XV i XVI a zwłaszcza w rządach Stefana Batorego. Oto lista:
Do tego dochodzi rzecz jasna jeszcze nasza wspólna kurwa. Ale jakoś wpis na blogu na ten temat milczy. Może dlatego, że napisno go na podstawie materiałów z sieci szkolnej sulinet.
środa, 03 marca 2010
gombfoci
Kolega Śliwki spytał mnie czy znam jakiejś federacji gry gombfoci w Polsce bo organizuje turniej i chciałby zaprosić Polaków. Gombfoci? Co to takiego? I jak się to po polsku nazywa? Jak mogę kogokolwiek znaleźć nie wiedząc tych rzeczy? Co to takiego udało mi się ustalić z pomocą internetu. Chodzi o grę stołową graną guzikami, którymi strzela się przy pomocy linijki. Oto stosowne dwa zdjęcia i wideo. ![]() Co ciekawe, wikipedia wspomina, że gra ma podobno korzenie w Europie Wschodniej i gdzieś w internecie mignęło mi, że podobno wymyślili ją Węgrzy. Niestety, nigdzie nic pewnego.
Pomóżcie więc może:
wtorek, 02 marca 2010
po ukazaniu się węgierskiego wydania Gulasza z Turula
Z pewnym opóźnieniem (wszystko przez te narty!) odnotowuję dyskusję jaka odbyła się tu po ukazaniu się węgierskiego wydania Gulaszu (tutaj: Turulpörkölt). Miała ona miejsce na książkowym blogu Könyves blog pod postem z wywiadem z autorem zatytułowanym Nem mernék a lengyelekről ilyen könyvet írni czyli Nie odważyłbym się napisać takiej książki o Polakach. Poglądy tam reprezentują oczywiście tylko swoich autorów ale i tak rzecz jest szalenie ciekawa. Taka konfrontacja polskiej i węgierskiej mentalności. Poniżej podaję co ciekawsze dla mnie punkty ze 142 komentarzy obecnie tam się znajdujących.
poniedziałek, 01 marca 2010
tekst o Sławiku w Tygodniku Powszechnym
Kolega ze bloga Raport z raju przesłał mi link do artykułu na temat Henryka Sławika, który ukazał się w Tygodniku Powszechnym. Tekst, zatytułowany "Herszele, który wziął skrzypce", przedstawia działalność Sławika z punktu widzenia jednego z ocalonych przez niego Żydów, Henryka Zimmermanna. Artykuł bardzo ciekawy jak i zresztą sama postać Sławika. Jeśli ktoś jej nie zna: ten działacz polityczny ze Śląska, znalazłszy się na Węgrzech w 1939 zajął się organizowaniem pomocy dla uchodźców z Polski. Jego węgierskim partnerem był József Antall, ojciec przyszłego premiera. Sławik nie czynił różnicy między Polakami i żydami pomagając im jednakowo jako "obywatelom polskim". Za jego działalność został aresztowany i zamęczony przez Niemców. Po wojnie długo zapomniany, odkryty został dopiero po upadku socjalizmu. Pisałem kiedyś o książce na jego temat, którą napisał Grzegorz Łubczyk. Artykuł polecam gorąco a Don Dario z Raportu z raju raz jeszcze dzięki!
środa, 17 lutego 2010
spotkanie z Krzysztofem Vargą w Alexandrze
Właśnie wróciłem ze spotkania autorskiego na temat węgierskiego wydania Gulaszu z Turula czyli Turulpörökölt zorganizowanego przez Instytut Polski w sklepie Alexandry przy dworcu Nyugati. Szedłem tam ciekaw głównie reakcji czytelników węgierskich. Książka jest dostępna w księgarniach już od jakiegoś czasu, jej fragmenty pojawiły się w internecie a w gazetach ukazało się parę recenzji. Wśród komentarzy w internecie pojawiło się szereg bardzo emocjonalnych reakcji przechodzących miejscami w bluzg, wszystkiego się więc można było spodziewać.
Zainteresowanie książką okazało się być spore. Salka na czwartym piętrze księgarni nabita tak, że nie dość, że część ludzi stała to niektórzy wręcz się nie zmieścili a słuchali rozmowy ze schodów. Ludzi było coś ze stu, co jak na dwutysięczny nakład książki oznacza jakieś 5% czytelników czyli sporo. Pojawiły się też dwie ekipy telewizyjne. Wszystkiego się więc można było spodziewać ale spotkanie przebiegło w bardzo zrelaksowanej atmosferze. Wypełniła je rozmowa, którą prowadził z autorem Balázs Lévai oraz przeczytane trzy fragmenty książki. Nie było pytań publiczności, których tak byłem ciekaw, choć i z reakcji na poszczególne pytania i odpowiedzi można było wyczytać, że jej nastawienie jest przyjazne. Już pierwszy przeczytany przez aktora fragment książki wywołujący co chwila chichranie publiczności nadał spotkaniu pogodny nastrój. Pytania, na które Varga odpowiadał często żartobliwie i z szerokim uśmiechem rozbroiły publiczność do końca. Swoją drogą, większość ludzi rozumiała po polsku, co widać było kiedy reagowali na na wypowiedzi Krzysztofa jeszcze zanim na węgierski przełożyła je tłumaczka. Na początku Lévai sprawdził znajomość Krzysztofa spraw węgierskich. Ten prawidłowo podał nazwy klubów piłkarskich, rodzai piwa, nazwiska winiarzy, padł tylko na pytaniu na temat jakiegoś filmu, o którym też nic nie wiedziałem. Później już mówiono tylko o książce, charakterze narodowym Węgrów, historii, turulu, kuchni węgierskiej i różnych zakamarkach Budapesztu. Zapadło mi w głowę co Krzysztof powiedział o historii: dla Węgrów jest ona coraz ważniejsza, dla Polaków coraz mniej. Zamieszki z jesieni 2006 roku Krzysztof przedstawił jako rodzaj reklamy zapowiadającej swojej książki. Po nich wszyscy zaczęli być ciekawi Węgier i w tej sytuacji nagroda czytelników Nike dla książki nie zaskakuje. Przejmująco opisał scenę z placu Kossutha gdy demonstracji i policjanci z kordonu zgodnie śpiewają hymn. -Aż mi ciarki przeszły po plecach, mimo, że nie jestem sentymentalny - mówi. Publiczność pod wrażeniem, cisza. - Ale dwa dni później znów się napieprzali na ulicach jak poprzednio - dodaje, i znowu wszyscy się śmieją. Krzysztof nie odpowiedział na pytanie kto mógłby napisać podobną książkę o Polsce a szkoda bo sam byłbym ciekaw kogo by widział w tej roli. Jakieś dziesięć lat temu ukazała się angielska zabawna instrukcja obsługi Polaków dla amerykańskich biznesmenów pt. Shortcuts to Poland ale to raczej rzecz dużo bardziej powierzchowna niż Gulasz. Ciekawy był przytoczony przez Krzysztofa fragment dyskusji z Warszawy. Na zarzut wobec książki, że jest czarnym PR-em zniechęcającym do odwiedzania Węgier ktoś odparł, że książka pisana z czystej miłości do Węgier - takich, jakie są. Ostatni przeczytany fragment dotyczył malarskiej panoramy z Ópusztaszer przedstawiającej honfoglalás czyli zajęcie ojczyzny jak to Węgrzy nazywają podbój Kotliny Karpackiej przez swoich przodków. Wychodząc mijałem jedną z ekip telewizyjnych i przechodząc koło nich podsłuchałem jak akustyk tłumaczył kamerzyście (lub odwrotnie) jak też to naprawdę z tym było. Rozmowy wysłuchali ale swoje i tak wiedzą:)
poniedziałek, 15 lutego 2010
na moich oczach rodzą się nowe Węgry
Niedawno byłam świadkiem jak rodzą się nowe Węgry. Rzecz dość dyskretna, w zasadzie konspiracyjna, spotkanie wyłącznie za zaproszeniami. Zwołał je, powiedzmy, Tibor, miejscem była kuchnia zakładowa pewnej szkoły w, powiedzmy, siódmej dzielnicy. Zeszliśmy się koło szóstej. Tibor poganiał, bo czasu mało, a miejsce mieliśmy dla siebie tylko do dziesiątej. Pomoc w kuchni opłacona, strażnik ugadany. Możemy zaczynać. Tibor jest kucharzem i naszym zadaniem było ugotowanie kolacji - a potem jej zjedzenie. Zeszli się mianowicie amatorzy jedzenia - gotowania, głównie ludzie w jakiś sposób z kręgów winnych: winiarze, dziennikarze kulinarni, handlarze winem, no i ja. Tibor kręci się jak fryga, przydziela zadania, tłumaczy, pokazuje, odpowiada na niezliczone pytania, popędza. Gotowanie odbywa się z miejscowych produktów choć nie jest to "tradycyjna" kuchnia węgierska, tzn. kuchnia oparta na słoninie, smalcu, panierce, śmietanie i smażeniu. Pieczemy w piecyku suma w kawałkach, gotujemy kaszę gryczaną - niektórzy widzą ją pierwszy raz w życiu, robimy piętrowy deser polany musem owocowym, i całą masę innych rzeczy, który otępiały potem od jedzenia zapomniałem. Po gotowaniu jedzenie, a jest tego wszystkiego, jeśli o mnie chodzi, dość na trzy a nie jedną kolację. Do jedzenia świetne wina przyniesione przez jednego z uczestników - co potrawa to inne. Po kolacji zrzutka na koszty i Tibora a także na dodatkową działkę dla strażnika, bo kończymy później niż uzgodnione i wszyscy pojedynczo rozchodzą się po domach zabierając resztki jedzenia w zapobiegliwie przyniesionych z domów pudełkach. Lubię ten nieformalny, amorficzny, undegroundowy ruch kulinarny. Ciekawe jest, że jest on efektem stałego polepszania się jakości win węgierskich. Ludzie, którzy piją je doznają coraz większego niedosytu jeśli chodzi i "tradycyjne" dania kuchni węgierskiej. Uczą się na różnych kursach jak komponować wina z daniami a tu przaśność kuchni węgierskiej aż skrzeczy, i stąd pojawia się w nich pragnienie nauki subtelniejszego gotowania. Niejednokrotnie słyszałem, że w czasach socjalizmu kuchnia węgierska spospoliciała, a bardziej złożone przepisy uległy zapomnieniu. W efekcie jeśli chodzi o gamę smaków a nawet ilość potraw kuchnia węgierska prezentuje się skromnie. Ruch odnowy kulinarnej powinien to zmienić na lepsze.
czwartek, 11 lutego 2010
co piąty Węgier chce dyktatury
Znów mnie zaintrygowały badania opinii publicznej. Według indeksu ekstremizmu prawicowego DEREX (informację znalazłem w HVG) wynika mianowicie, że zaraz po Turcji, Ukrainie i Bułgarii to właśnie na Węgrzech jest najwyższe poparcie dla autorytarnych, antysystemowych ideologii propagujących dyskryminację. W ciągu ostatnich sześciu lat udział potencjalnych prawicowych ekstremistów wzrósł z 10 do 21 procent. Nieźle. Dla porównania, w Polsce ten udział wynosi 6.5%, a jeszcze w 2003 podobno wskaźnik był podobny. Zestaw rezultatów do postudiowania tu. *** Z innej beczki: Instytut Polski podaje, że 17 lutego o 19-tej w księgarni Alexandra na Nyugati tér odbędzie się promocja węgierskiego wydania Gulasza z Turula Vargi, który na promocji będzie. Polecam tym bardziej, że Krzysiek Varga kiedyś się bardzo ładnie wyraził na temat mojego bloga w kontekście tej książki, co zresztą wykorzystuję obecnie do autoreklamy pod tytułem bloga. Ciekaw jestem jakie emocje przejawią ci co przyjdą na spotkanie. Mogą być równie ciekawe jak sama ksążka!
wtorek, 02 lutego 2010
nieco przerażających statystyk
Dwa źródła, różne badania, efekt podobnie niepokojący. Zacznę od materiału z Figyelő na temat poglądów młodych na tematy polityczne. Historia: 66% uważa, że za Kádára uczciwa praca cieszyła się większym szacunkiem niż teraz. Tyle samo młodych ludzi uważa, że był to bardziej ludzki system niż obecny. Kadaryzm był dyktaturą prześladującą inaczej myślących zaledwie według 35% respondentów. A tylko 40% sądzi, że kadarowski reżym służył obcym interesom. Nowy system: 73% zapytanych uważa, że potrzebna jest nowa zmiana ustroju łącząca się z pociągnięciem do odpowiedzialności polityków, którzy zaszkodzili krajowi. Obecnie Węgry służą obcym interesom według 65% respondentów. Węgry nie powinny pójść ani drogą krajów zachodnich ani innych krajów ale swoją własną według 82% zapytanych. 67% jest przeciwne prywatyzacji dużych zakładów pracy. Według 79% na Węgrzech powinny funkcjonować wyłącznie banki, w których większość udziałów ma państwo. Dane dotyczące systemu wartości Węgrów zebrane w ramach World Values Survey opublikował z kolei Instytut Tárki. Oto parę ciekawszych ustaleń.
*** Żeby nie kończyć tak smutno polecam dwa zakątki węgierskiego internetu przejawiające fascynację Polską. Pierwszy to strona fanów polskich fiatów. A drugi to blog miłośnika piękna polskich kobiet. Niech żyje przyjaźń p-w!
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||