Ostatnie wpisy
Zakładki:
E-mail
Mistrzowie klawiatury z początku XXI wieku
Polęgrzy i Węglacy
Polityka
Świat
Techniczne
Węgry
Tagi
![]() Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License. Based on a work at jezwegierski.blox.pl. |
poniedziałek, 14 maja 2012
potrzebni polscy piłkarze
Schronisko dla bezdomnych Menedék organizuje charytatywny konkurs piłkarski 26 maja. Na razie nie ma polskiej drużyny, jakby ktoś miał ochotę ją skompletować niech się zgłosi u organizatorów. No i wtedy powodzenia w turnieju!
PS Dzięki Kasi S. za e-maila w tej sprawie!
wtorek, 08 maja 2012
noc fryzjerów i obce pióra
Coś z ulic Budapesztu. Najpierw noc fryzjerów (Fodrászok éjszakája), która będzie miała miejsce niedługo, 11 maja. Mieliśmy dotąd noc muzeów, noc naukowców, widać, że pomysł rozszerza się na inne dziedziny życia. Cieszę się i popieram.
Dalej, nowa okładka tygodnika HVG poświęcona zarzutowi plagiatu pod adresem Gyurcsánya, który wysunęła niedawno telewizja Hír TV. Miał skopiować większość dyplomu swojego szwagra obronionego cztery lata wcześniej. Oryginału pracy Gyurcsánya na razie brakuje bo tajemniczo znikła z biblioteki uniwersyteckiej, sprawa oparta jest na poszlakach wskazujących jednak wyraźnie na plagiat. HVG komentuje sprawę na pięknej okładce zatytułowanej Obce pióra. To już druga po niedawnej sprawie Schmitta afera plagiatowa w węgierskiej polityce.
niedziela, 06 maja 2012
Piłka nożna jednego dotknięcia
Co się dzieje kiedy gra się w piłkę nożną w parę (4-6) osób? Ano, człowiek szybko się śmiertelnie męczy. Bo trzeba ciągle biegać i nie ma ani chwili przerwy. Chyba, że się gra w wersję jednego dotknięcia (węg. egyerintős játék), która jest mniej męcząca za to bardziej techniczna. Rzecz polega na tym, że każda drużyna ma tyle dotknięć piłki ile ma zawodników, jeśli dwóch to dwa, jeśli trzech to trzy (z większą ilością zawodników tak się nie gra). Kiedy drużyna wykorzysta swoją ilość dotknięć traci prawo do dotykania piłki aż przeciwnicy nie dotkną jej choć raz. Jak łatwo zrozumieć, mniej tu jest biegania i wogóle nie ma kiwania się jak w zwyczajnej grze. Zamiast tego trzeba kombinować jak najskuteczniej doprowadzić piłkę pod bramkę i dobrze strzelić w ramach tego ograniczenia w liczbie dotknięć czyli, poza bramkarzem, kopnięć. Dobrze się gra w nią na sali gimnastycznej, gdzie piłki raczej nie da się wykopnąć poza boisko bo wraca odbita od ściany. Z taką grą spotkałem się dopiero tutaj. Czy jest znana również w Polsce?
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Pozytywna Masa Krytyczna
Wczoraj wzięliśmy z Chłopakiem udział w Masie Krytycznej. Trudno znaleźć godne zaufania dane dotyczące liczby uczestników, gdzieś trafiłem tylko na liczbę dwadzieścia tysięcy. Co by nie było, jak zawsze, sporo. I jak zawsze zadziwia dzwoniąca w uszach cisza w mediach. W najlepszym wypadku małe wzmianki, najczęściej jednak brak jakichkolwiek informacji o demonstracji. A do znudzenia można przypominać, że nie ma drugiej takiej sprawy, dla której ludzie od lat dwa razy do roku zbierają się tak tłumnie na demonstrację. Że jest to demontracja całkowicie apolityczna i wolna od jakiejkolwiek przemocy. Że organizowana jest zupełnie oddolnie siłami wolontariuszy, że nie stoi za nią żadna poważna organizacja. Taki codzienny cud, którym nikt się nie potrafi zachwycić i ucieszyć. A byłoby czym. Masa Krytyczna to niesamowicie pozytywne zjawisko. Ludzie zbierają się nie przeciw czemuś ale dla czegoś. Atmosfera, dla pamiętających, jak za Solidarności czy wizyt papieża. Radość, uśmiechy, przyjazne uczucia, porządkowi, których ludzie się słuchają, spontaniczny autorytet organizatorów, zaangażowanie zwykłych ludzi (przyłączyliśmy się z Chłopakiem na miarę naszych możliwości do organizacji i pewnego ranka przez godzinę rozdawaliśmy ulotki przy ścieżce rowerowej). I to wszystko na słynących z negatywizmu Węgier. Nie zapominajmy, że Węgrzy są zdolni i do tak pozytywnych wibracji. *** Parę obrazków z demonstracji. Przejazd przez tunel pod zamkiem. W momencie wjazdu zaczyna się hałas. Dzwonki dzwonią, róóne klaksony wyją, ludzie krzyczą, gwiżdzą. Z radości, a echo w tunelu tak ładnie niesie głos. Na łące na końcu przejazdu czekamy na podnoszenie rowerów. Koło nas facet, na oko koło pięćdziesiątki. Wysportowany, markowy dres, hełm. Rower też typowa kłasa średnia. Po podnoszeniu zwraca się do mnie, żebym mu zrobił zdjęcie jak podnosi rower. Strzelam trzy cyfrowe klatki, uśmiecha się na wszystkych. Na tejże łące. Zamyka ją niewielkie wzniesienie, gdzie gra DJ radia Tilos, stoją głośniki, co jakiś czas mówią coś organizatorzy. Nie ma sceny, ochroniarzy, kontroli wstępu. Wokół przywódców CM nie ma nawet typowego wianuszka podkomendnych. Każdy kto chce może też tam sobie usiąść czy stanąć. Po demonstracji jedziemy powoli w tłumie rowerzystów. Widzę, jak dwóch facetów pakuje rowery na bagażnik na Lexusie. Najwyraźniej przywieźli je na demonstrację autem, teraz wracają, pewnie gdzieś daleko, do domu. *** W tym roku nie dałem robić zdjęć. Wklejam za to, nie moje, wideo z podnoszenia rowerów na początku ... ... i na końcu Masy. Polecam też dobre zdjęcia reportera HVG (szczególnie fajne jest podnoszenie małych dzieci!), szereg portretów rowerzystów z klasą na blogu Cyclechic oraz serię zdjęć z Indexu.
czwartek, 12 kwietnia 2012
zemsta Cyganów
Tak tak, Cyganie mszczą się za rasistowskie poniżenia - przynajmniej w serii krótkich klipów zrobionych niedawno przez reżyserkę filmów dokumentalnych Eszter Hajdú. Zamysł każdego z czterech filmików jest prosty: na początku dany Roma natyka się na uprzedzenie rasowe, na które odpowiada zaskakującą zemstą. Zemsta, jak zobaczymy, nie jest sympatyczna, ale bohater filmiku wychodzi z sytuacji zwycięsko. Nie jest to typowe bo zazwyczaj Cyganie pozostają ofiarami w takich sytuacjach. Poniżej streszczam filmiki. Na przystanek tramwajowy, na którym czekają dwie dziewczyny, przychodzi Cygan. Te spostrzegwszy go odsuwają się przestraszone chwytając mocniej torebki. Nadjeżdza tramwaj, dziewczyny wsiadają a z ich rozmowy wiemy, że nie skasują biletu. Nasz cygański bohater okazuje się być kanarem, z zadowoloną miną naciąga na ramię opaskę kontrolera.
Rom przychodzi obejrzeć mieszkanie do wynajęcia. Gdy właścicielka widzi go nagle okazuje się, że mieszkanie już zostało wynajęte. Rom grozi wujkiem, który pracuje w urzędzie podatkowym i na pewno zainteresuje go niezdeklarowany dochód z wynajmu mieszkania i właścicielka zmienia ton i serdecznie zaprasza naszego bohatera do środka. Fryzjerka Cyganka myje klientce włosy. Ta, jak to bywa u fryzjera, zwierza się jej, między innymi opowiadając o swoim kochanku. Fryzura gotowa, klientka gotowa kiedy zauważa, że w torebce nie ma pieniędzy, która powinny tam być. Natychmiast oskarża fryzjerkę mówiąc, żeby się przyznała. Ta natomiast grozi, że opowie mężowi o kochanku. Klientce nagle przychodzi do głowy, że pieniądze mogła zostawić właśnie u kochanka, znów jest miła i cała rozpływa się w uśmiechach.
Przy barze siedzi elegancko ubrany Rom. Drogi zegarek, kluczyki od dobrego auta. Dalej przy stoliku odwalona dziewczyna, zła, bo właśnie się dowiedziała, że jej chłopak nie chce przyjść bo jest mecz. Spojrzenie jej pada na faceta przy barze i już z uśmiechem rusza do niego kiedy zauważa, że to Cygan, więc zmiana kierunku i rusza do drzwi. Pod bar podjeżdza rozklekotaną Ładą jej chłopak. W aucie emblematy nacjonalistyczne, chłopak popija piwo, jest grubiański w stosunku do dziewczyny. Rom przy barze dzwoni na policję by donieść o pijanym kierowcy. Filmy wywołały kontrowersję. Wiele osób odrzucało obraz mściwego Roma twierdząc, że wzmacnia on rasistowskie stereotypy. Z drugiej gdyby to nie Rom tak się mścił w podobnej sytuacji na ile przyjęlibyśmy to za normalne? Na ile taki, mało sympatyczny, rodzaj zemsty jest częścią naszej codzienności, nad którą się nigdy nie zastanawiamy? Tak więc filmy odniosły sukces przynajmniej w ten sposób, że nie pozwoliły przejść widzom obojętnie obok siebie.
środa, 11 kwietnia 2012
miłośnicy rowaszów
Niedawno wspomniałem na blogu rowasze i ciekawa dyskusja się wywiązała. I trzeba trafu, że niedługo później trafiłem na stronę miłośników i propagatorów rowaszy pod nazwą rovas.info, utrzymywanej przez Fundację Rowaszy. Jest tam wszystko dla osób zainteresowanych rowaszami. Zacznijmy od wiadomości. Można tam sobie przeczytać o biblii pisanej rowaszami przekazanej niedawno papieżowi. Jest notatka o klawiaturze komputerowej do pisania rowaszami - wygląda tak:
Jest informacja o zainteresowaniu rumuńskich tajnych służb kursami rowaszów. Przy okazji pojawia się urocza mapka Rumunii bez Siedmiogrodu nieco pogardliwie zatytułowana (oczywiście rowaszami) Oláhország:
Jest krótki artykuł na temat petycji do Unii Europejskiej w obronie tablic z nazwami miejscowości pisanych rowaszami w Rumunii. Przy okazji - rowaszowa flaga Unii.
I tak dalej. Co do nazw miejscowości pisanych rowaszami to okazuje, że strona rovas.info jest jednym z głównych jeśli nie głównym inicjatorem ich stawiania. Na stronie jest masa praktycznych informacji dotyczących ich stawiania od kwestii prawnych, po taktykę, do której można się uciec w przypadku oporu miejscowych władz, możliwość zamówienia tablicy czy też kwestie poprawnej pisowni tablic. Na stronie można poglądać sobie mapę z zaznaczonymi miejscowościami z takimi tablicami. Strona oferuje również możliwość kupna książek wydanych w pisowni rowaszowej, można ściągnąć sobie tablicę z rowaszami albo, co ciekawe, obejrzeć błędne tablice z rowaszami z wyjaśnieniem błędów. W sumie raj dla miłośników rowaszy - o ile są również zwolennikami skrajnej prawicy bo na stronie znalazłem pogardliwe odniesienia do Rumunii czy też bezkrytyczne wzmianki dotyczące Młodzieżowego Ruchu Sześćdziesięciu Czterech Komitatów (Hatvannégy Vármegye Ifjúsági Mozgalom), rewizjonistycznej i skrajnej organizacji. Tak to niestety jest, że tę część dziedzictwa kultury węgierskiej przejmuje skrajna prawica nadając mu odcień polityczny.
wtorek, 10 kwietnia 2012
krwiodawstwem obchodźmy przyjaźń polsko-węgierską
Przemówienie-msza-pomnik-wystawa-tańce ludowe. Tak w skrócie wyglądały obchody dnia przyjaźni polsko-węgierskiej w tym roku (szczegóły tu na stronie 9). W sumie dość schematycznie mimo obecności prezydentów Komorowskiego i, wówczas jeszcze, Schmitta. Zwykle zresztą mamy w takich sytuacjach nieco skromniejszą kombinację przemówień, mszy i pomników. Dla mnie to puste, choć rozumiem, że są ludzie, dla których takie symboliczne-rytualne obchody są potrzebne, ale przecież to nie oni muszą nadawać ton w takich sytuacjach. Można zrobić coś ciekawszego. Proponuję, żeby to święto obchodzić akcją oddawania krwi przez uczestników. Dlaczego? Oto parę argumentów za.
Krwiodawstwo-małe przyjęcie (krwiodawcy muszą coś zjeść po oddaniu krwi)-a potem choćby i przemówienia, msze, pomniki – czyż tak nie byłoby ciekawiej? A i Węgrzy na pewno by ten gest pomocy docenili.
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
budapeszteński spleen
Czysta melancholia, zauważyli moi znajomi gdy trafili na sklep z używanymi akcesoriami seksualnymi. Po węgiersku nazywa się to szexturkáló, w wolnym tłumaczeniu to seks-lumpex. Tak, ten sklep to jedna z osobliwości mojej dzielnicy.
czwartek, 29 marca 2012
Ph + D = (Ctrl + C)+ (Ctrl + V)
Tu rozwija się nam piękny skandal z plagiatem prezydenta a polska prasa w zasadzie na ten temat milczy. W Wyborczej nic, w Rzepie wiadomość sprzed dwóch dni, że plagiatu nie było i tyle. Spieszę nadrobić to gorszące zaniedbanie. W styczniu tygodnik HVG napisał, że większa część doktoratu Pála Schmitta, prezydenta Węgier, została skopiowana z pracy bułgarskiego historyka sportu Nikołaja Georgiewa. Tydzień później Index odkrył, że spory fragment doktoratu jest przekładem pracy niemieckiego naukowca Klausa Heinemanna. Schmitt zaprzeczył, że chodzi o plagiat, uniwersytet im. Semelweisa, który w międzyczasie wchłonął akademię sportową, na której Schmitt obronił doktorat, powołał komisję do wyjaśnienia sprawy i zapadła cisza. Komisja właśnie wydała swoje oświadczenie (to je relacjonuje Rzepa): co prawda Schmitt większość swojej pracy po prostu przetłumaczył z innych źródeł - w międzyczasie Index z pomocą czytelników odkrył dwie dodatkowe publikacje zużytkowane przez Schmitta - ale nie zauważyli tego ówczesni recenzenci, czyli oni są winni a Schmitt nie popełnił plagiatu. Badań opinii publicznej na ten temat nie widziałem ale czuje się, że większość ludzi odebrała to jako policzek. Tego samego wieczoru odbyła się demontracja pod parlamentem a grupa studentów spędziła noc w rektoracie domagając się by uniwersytet odebrał Schmittowi doktorat a on sam ustąpił ze stanowiska. W chwili gdy to piszę odbywa się posiedzenia senatu uczelni, które ma podjąć decyzję w tej sprawie. Komisja ds. doktoratów stosunkiem głosów 16:2 wcześniej zaleciła by doktorat Schmittowi odebrano. Czekamy. A lud w międzyczasie robi sobie ze Schmitta jaja. Internet zalała fala memów, poniżej ich mały wybór dla Waszej rozrywki.
Prezydenci: niektórzy przetłumaczyli Tolkiena, inni doktorat. Wyjaśnienie: ten na lewo to pierwszy prezydent Węgier Árpád Göncz, który przełumaczył Tolkiena na węgierski, ten na prawo to Schmitt.
Tytułowe równanie
Cieszcie się, że nie studiowałem na Akademii Medycznej
Dzień plagiatu
Plagiat, zalecone tłumaczenie: nic ważnego
Praca doktorska. Przypomnijmy: to z Klausa Heinemanna zżynał między innymi Schmitt
Copy General to popularna powielarnia w Budapeszcie. Napis na oknie Prace doktorskie na poczekaniu
I wpisaliśmy do raportu, że wszystko skopiował, ale odpowiadają za to jego recenzenci.
Plagiat? Nawet nie wiem jak się to pisze! Wyjaśnienie: Schmitt ma problemy z ortografią, co przejawia się niekiedy nawet w oficjalnych dokumentach (zanim ktoś to zauważy i zdejmie dany tekst z strony internetowej jego urzędu)
Praca doktorska. W śladowych ilościach zawiera własne myśli. PS 29 marca 21:25 Senat odebrał Schmittowi tytuł doktorski. Pytanie teraz czy ustąpi ze stanowiska czy nie. PS 2 2 kwietnia 12:25 Schmitt właśnie ustąpił ze stanowiska podczas przemowy w parlamencie narzekając, że "nie dano mu możliwości obrony."
poniedziałek, 26 marca 2012
Węgry a Unia jak to widać na ulicach
Coraz częściej słychać na Węgrzech retorykę antyunijną. Ostatnio wpadł mi w oko plakat koncertowy zespołu Kárpátia z logo przedstawiającym przekreślone EU. Kto wie, może to zapowiedź wizualnej ofensywy tego symbolu.
O Kárpátii warto wiedzieć, że to czołowy przedstawiciel narodowego rocka, który przez ostatnie dwadzieścia lat stał się istotnym składnikiem tutejszej sceny muzycznej. Politycznie jest blisko Jobbiku i innych skrajnie prawicowych ugrupowań. Ciekawostką jest nazwa zespołu pisana rowaszem (starym alfabetem węgierskim) zaraz pod Kárpátią pisaną alfabetem łacińskim. Do rowaszu, który zupełnie wyszedł z użytku, chętnie odwołuje się skrajna prawica podkreślając przez jego symboliczne używanie odrębność Węgrów. Jobbik na przykład prowadzi kampanię stawiania tablic z nazwą miejscowości pisanych właśnie tym alfabetem. O symbolicznym charakterze tej czynności próba postawienia takiej tablicy w Nagykőrös przez frakcję Jobbiku w miejscowym samorządzie. Kiedy wiceburmistrz pokazał przewodniczącemu frakcji Jobbiku trzy słowa napisane rowaszem z pytaniem, które jest zapisem nazwy miejscowości ten nie potrafił go pokazać - i w konsekwencji w Nagykőrös nie ma tablicy z rowaszem. Inną ciekawostką jest, że nastroje na Węgrzech nie są tak antyunijne jak można by wnioskować na podstawie oficjalnej retoryki. Jak pokazuje niedawne badanie Medianu poparcie dla członostwa w Unii jest nadal wysokie (67%) a jego niedawny spadek nie jest duży. Interesujące jest, że jest ono najwyższe wśród zwolenników Fideszu oraz LMP (Polityka Może być Inna). Nawet wśród wyborców Jobbiku wynosi ono ponad 40%.
źródło: http://www.median.hu/object.b6d77502-e6d7-4a47-99f2-c78752aaf1a6.ivy A na koniec ładna okładka najnowszego HVG. Węgierski cyrk.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||