moje zdziwienia budapeszteńskie
| < Wrzesień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
RSS
poniedziałek, 15 września 2014

Wrzucam ogłoszenie Polonii Novej i zachęcam wszystkich do udziału w grze.

Włącz się do gry! Ułóż strategię, wypełnij misję i bądź najlepszy!

Data: 28 września 2014

Godzina: 14:00-19:00

Rejestracja zespołów: do 24 września, na adres novapolonia@gmail.com

Język: polski i węgierski

Jeśli pociąga Cię konspiracja, tajemnica i tajni agenci a jednocześnie lubisz spędzać wolny czas w niestandardowy sposób weź udział w strategicznej grze miejskiej o kryptonimie „Operacja E.W.A.”, organizowanej w ramach projektu „Polskie ślady w Budapeszcie”.

Na ulicach Budapesztu rozegra się walka z czasem i wrogiem. Ty i Twój zespół, jako pracownicy organizacji konspiracyjnej ewakuującej do Francji polskich uchodźców przebywających na Węgrzech podczas II wojny światowej, macie ich przerzucić za granicę w niezauważalny dla III Rzeszy sposób i ocalić w ten sposób ich życie. Podczas całej akcji czyha na was wiele niebezpieczeństw a by ją zakończyć pomyślnie należy wykonać wiele ryzykownych zadań. Czy Wam się uda zależy od Waszej odwagi i przebiegłości.


Szczegóły:

Fabuła gry:

Budapeszt, koniec marca 1940 roku.

Na Węgrzech wciąż przebywa ponad 40 tysięcy polskich uchodźców, którzy uciekli z kraju jesienią 1939 roku. Skutecznie pomagają im powołane w tym celu polskie i węgierskie instytucje. Powstały również organizacje konspiracyjne utrzymujące kontakt z okupowanym krajem i Rządem Polskim we Francji. Równolegle trwa tajna ewakuacja polskich oficerów i żołnierzy z obozów internowania na Węgrzech do tworzącej się armii polskiej we Francji, szlakiem przez Jugosławię i Włochy. „Turyści Sikorskiego” – jak nazwa ich propaganda niemiecka – wyjeżdżają na ogół wyposażeni w legalne cywilne dokumenty i ubrania, bilety na pociąg i pieniądze na podróż. Akcję prowadzi Biuro Ewakuacyjne o kryptonimie „EWA”, powołane przy ataszacie wojskowym Poselstwa RP. Dzięki przychylności rządu węgierskiego, ludności cywilnej i pomocy Komitetu Obywatelskiego do Spraw Opieki nad Polskimi Uchodźcami dotąd udało się ewakuować z Węgier kilkanaście tysięcy osób. Niestety, masowa ewakuacja i związane z nią ucieczki wojskowych z obozów internowania nie uszły uwadze agentów III Rzeszy ani węgierskiego kontrwywiadu. Przygotowują oni akcję likwidacji „EWY”, śledząc każdy krok jej pracowników i współpracowników. Działalność Biura staje się coraz trudniejsza, każdy błąd może oznaczać wsypę i aresztowania. Czując zbliżający się koniec, członkowie Biura starają się wszelkimi sposobami jak najszybciej przerzucić przez granicę jak najwięcej polskich żołnierzy, nim  pętla wokół „EWY” ostatecznie się zaciśnie…

 

Mechanizm gry:

Gra jest zabawą strategiczną, nie ma jednej trasy ani wspólnego przebiegu. Do tego samego celu prowadzą różne drogi. Gracze układają własną rozgrywkę, starając się zdobywać narzędzia niezbędne do realizacji celu gry (tu: ewakuacja żołnierzy) i pozostać „żywym” (w tej grze gracze mogą „ginąć”). W trakcie gry wykonują zadania, podejmują ryzykowne misje, handlują, konspirują ,walczą…

 

Gracze:

2-4-osobowe zespoły w wieku 10+

Głównym zadaniem graczy jest przerzucenie jak największej liczby polskich żołnierzy z obozów internowania na Węgrzech do Francji.

Członkowie zespołu mogą grać razem lub oddzielnie, wykonując w tym samym czasie różne zadania (dzięki temu oszczędzają czas i mogą więcej osiągnąć).


Szczegółową instrukcję i opis przebiegu Gry, otrzymują Gracze po dokonaniu rejestracji na adres novapolonia@gmail.com do dnia 24 września.

piątek, 12 września 2014

Prośba o pomoc: pracuję nad krótkim wykładem na temat przejawów przyjaźni polsko-węgierskiej wśród kibiców piłkarskich (stąd też cisza na blogu:) i bardzo chętnie porozmawiałbym na ten temat właśnie z kibicami. Jeśli jesteś kibicem (albo kibicką!)  i mialbyś/miałabyś ochotę ze mną o tym pogadać to proszę o kontakt. A wykład potem wrzucę na bloga. Dziękuję!

wtorek, 09 września 2014

W lipcowym przemówieniu Viktor Orbán oświadczył, że liberalna demokracja się przeżyła i na Węgrzech będzie on wprowadzał nieliberalną demokrację. To ważne stwierdzenie, niedające się zakwalifikować jako prowokacja intelektualna bo Orbán takimi rzeczami się nie bawi, on wprowadza tego rodzaju prowokacje nie na poziomie dyskuty intelektualnej ale w realu. (Przy okazji, zachęcam do lektury tego prawdopodobnie historycznego tekstu, Budapeszter przetłumaczyła go w całości na blogu Codziennik węgierski, za co należą się jej szacunek i wdzięczność, oryginał mowy tu). Wspomniał tam o dwóch przeszkodach przy wprowadzaniu nieliberalizmu (chyba do takiego to słowa musimy się przyzwyczajać), jedną z nich są „opłacani z zagranicy przez określone koła aktywiści polityczni”. Powiało Putinem. Szerszy fragment poniżej, tłumaczenie moje:


Stosunki między zawodowymi politykami a aktywistami społecznymi. Państwo mianowicie trzeba organizować i nim kierować, powinien to robić ktoś, kto został do tego wybrany i upoważniony. Natomiast zawsze pojawiają się na skraju obszaru działalności państwa organizacje społeczne. Obecnie węgierski trzeci sektor przedstawia swoisty obraz. Aktywiści, w odróżnieniu od polityków, to ludzie, lub też wspólnota, która organizuje się od dołu, sama się finansuje i jest rzecz jasna oparta na wolontariacie. Obecnie jednak, jeśli spojrzeć na węgierski trzeci sektor, który często pojawia się w życiu publicznym – obecne dyskusje wokół Funduszu Norweskiego [rząd oskarżył go o finansowanie partii politycznych, przyp. Jeża W.] wyciągnąły to na powierzchnię – to widać, że mamy tu do czynienia z opłacanymi aktywistami politycznymi. W dodatku ci opłacani aktywiści opłacani są z zagranicy. Aktywiści opłacani przez określone koła zagraniczne, co do których trudno sobie wyobrazić, że traktują to jako inwestycję społeczną, znacznie bardziej uzasadnione jest przypuszczenie, że poprzez ten system próbują zdobyć wpływ w danym momencie i w danej kwesti na węgierskie życie państwowe.

Jeśli wtedy powiało Putinem retorycznie to wczoraj Putinem zaduło. Do biura atakowanej werbalnie (zarzut: finansowanie partii politycznych) i poprzez kontrolę podatkową fundacji Ökotárs w poniedziałek zawitała policja. Pojawienie się silnego oddziału, do którego potem dołączyło dziesięciu agentów w cywilu, wywołało w okolicy sensację ale wkrótce okazało się, że zamiast spektakularnej akcji przeciwko gangsterom chodzi o kontrolę dokumentów biurze NGO. Policja prowadziła rewizję do 18. W południe podobno kontrola odbyła się w innej organizacji rodzielającej fundusze norweskie Demnet.

Wieczorem odbyła się przed biurem Ökotársu demontracja protestująca przeciwko akcji policji. Wzięło w niej udział 400 osób.

Nieco tła: fundusz norweski rozdziela pieniądze dla organizacji społecznych poprzez cztery fundacje wyłonione na drodze konkursu. Jakiś czas temu rząd zaczął atakować ten mechanizm utrzymując, że pieniądze tak rozdzielane trafiają do partii politycznych, konkretnie LMP. Dowodów na to jednak nie przedstawiono. Rząd utrzymywał też, że te pieniądze to w zasadzie węgierskie fundusze publiczne i jako takie powinny trafić pod kontrolę państwową. Najnowszym zarzutem, na podstawie którego obecnie toczy się śledztwo, jest to, że Ökotárs prowadził nielegalną działalność gospodarczą poprzez udzielanie pożyczek dla innych organizacji pozarządowych. Ökotárs wyjaśnia, że chodzi o wsparcie tych organizacji, które zdobyly finansownie płatne z dołu i tylko dzięki tym pożyczkom mogły przeprowadzenie swoich projektów, oprocentowanie pożyczek było takie jakie Ökotárs dostałby na lokacie bankowej.

Rząd norweski ostro zaprotestował przeciwko temu co się stało. Napięte już stosunki węgiersko-norweskie pogorszyły się dalej.

Jeśli ktokolwiek interesuje się losem organizacji społecznych w Rosji to natychmiast dostrzeże analogię. Najpierw atak polityczny, potem przesadna akcja policji na wątpliwych podstawach, w efekcie zastraszenie aktywistów społecznych.

Nie lubię przesady w ocenach politycznych (“dyktatura”, “faszyści”, “komuniści”) bo zamyla ona obraz ale obecnie analogie do putinowej Rosji są jak najbardziej na miejscu. Powodem jest wspomniana mowa Orbána, w której wymienia on Rosję jako jeden ze swoich modeli i atakuje NGOsy. Akcja policji jest u logiczną konsekwencją.

Zgadzam się z Orbánem, że lepiej byłoby gdyby organizacje społeczne były finansowane przez ofiarnych obywateli. By to osiągnąć rząd mógłby jednak działać inaczej, wprowadzić ulgi podatkowe na darowizny, propagować te darowizny, itd. Zamiast tego mamy jednak atak na “aktywistów opłacanych przez określone koła z zagranicy”.

***

A tak przy okazji jeszcze jedna uwaga na temat mowy Orbána. Podaje on parę krajów, które jego zdaniem są przykładami jak ustrój niebędący liberalną demokracją może odnosić sukces: Chiny, Indie, Rosja, Singapur i Turcja. Ich wzrost gospodarczy za każdym razem ma inne podłoże - trudno do jednego worka wrzucać jedną ze finansowych stolic globalnego kapitalizmu, jaką jest Singapur z żyjącą z gazu i ropy Rosji oraz opartych o tanią siłę roboczą Chin – ale ważniejsze jest chyba to, że poza Indiami, które są raczej liberalną demokracją, pozostałe państwa są autorytarne i o to chyba chodzi najbardziej. Ciekawe, że szukając swojego modelu daleko Orbán jakoś nie chce zauważyć tego, co ma pod nosem, a mianowicie Polski. Będąc liberalną demokracją ten kraj, dużo podobniejszy do Węgier niż Chiny czy Indie, i tak nieźle się rozwija, i, co ważne, robi to dużo szybciej niż Węgry. Może więc demokracja liberalna nie jest tak straszna?

piątek, 25 lipca 2014

Książkę pod takim – w tłumaczeniu (w oryginale Krisztián Ungváry: A Horthy rendszer mérlege. Diszkrimáció, szociálpolitika és antiszemitimus Magyarországon, tłumaczenie podtytułu to Dyskryminacja, polityka społeczna i antysemityzm na Węgrzech) – tytułem właśnie skończyłem czytać. Lektura tej opasłej, ponadsześćsetstronicowej pracy świetnie się wpisała w żywy spór dotyczący pomnika okupacji niemieckiej. Streszczam więc co ciekawsze rzeczy, które się z niej dowiedziałem.

Ungváry Ksrisztián: A Horthy rendszer mérlege

Węgierski przedwojenny antysemityzm miał korzenie gospodarcze. Węgierscy żydzi byli dobrze zasymilowani ale majętni, w trakcie dziewiętnastego wieku pobudowali fortuny i zajęli prominentną pozycję w szeregu dochodowych zawodów takich jak lekarze, prawnicy, naukowcy. Ich bogactwo i pozycja były nieproporcjonalne do ich liczebności. To kłuło w oczy. Stąd też czerpał węgierski antykapitalizm, który głosił, że kapitalizm to rzecz żydowska, która tylko żydom służy.

Antysemityzm węgierski operował hasłem “zmiany warty” (węg. Őrségváltás), zdominowało ono politykę węgierską okresu międzywojennego. Ważny nurt tej zmiany warty tworzyły koncepcje polityki społecznej finansowanej z majątków żydowskich. Te trzeba było najpierw przejąć (odsyłam tu wcześniejszego postu na temat podobnej książki Grabież trupów).

Ówczesne społeczeństwo węgierskie, które Ungváry określa jako neobarokowe, cierpiało z powodu wielu napięć społecznych. Oprócz wielkich dysproporcji majątkowych – obok bajecznie bogatej arystokracji żyjącej na wielkich majątkach ziemskich wegetowały miliony nędzarzy (jedna z napisanych wówczas monografii o tematyce społecznej nosiła tytuł Trzy miliony żebraków) – istniał też problem uchodźców z terenów utraconych przez Węgry po pierwszej wojnie światowej, dla których często brakowało pracy. Majątków “chrześcijańskich” jak to mówiono nikt ruszać nie chciał, żydzi to była inna sprawa.

Antysemityzm był powszechny, funkcjonował on w polityce jako “lingua franca”. Kolejne ustawy antyżydowskie uchwalano bez problemów, rządy wydawały jeden za drugim antysemickie rozporządzenia, a do tego różne organizacje społeczne co raz domagały się kolejnych zaostrzeń. Ungváry podkreśla, że nie było tu mowy o nacisku niemieckim. Po pierwsze, węgierskie ustawodastwo było surowsze niż odpowiednik niemiecki. Po drugie, uchwalano je pod nieustannym oddolnym naciskiem. Po trzecie, przy jego stosowaniu władze zwykle stosowały możliwie najsurowszą interpretację przepisów.

Istotą tego ustawodastwa było utrudnienie bądź uniemożliwienie żydom prowadzenie działalności gospodarczej czy udziału w życiu publicznym i społecznym, przymusowa nacjonalizacja, numerus clausus w szeregu dziedzin, itp.

Bardzo nieliczne głosu oponentów dalekowzrocznie przewidywało, że jeśli dopuści się coś w stosunku do żydów nic nie powstrzyma zastosowania podobnych rozwiązań w stosunku do innych grup społecznych. I tak się to zresztą stało: powojenne represje wobec klas wyższych były przedtem przećwiczone na żydach.

Co ciekawe, ucierpiały nie tylko klasy wyższe. Powojenne wysiedlenia Niemców były dyskutowane dużo wcześniej razem z pomysłami wysiedlenia żydów (tak, tak, na Madagaskar), kiedy jeszcze system Horthyego stał mocno na nogach. Wielu antysemitów uważało Niemców, którzy również mieszkali na Węgrzech od setek lat, jako niebezpieczny dla Węgrów żywioł. Domagano się represji wobec nich, dyskutowano plany wysiedlenia podobne jak te, które snuto w odniesieniu do żydów.

Na tak przygotowany grunt trafił Eichmann ze swoim zespołem, który liczył mniej niż stu ludzi wliczając w to personel pomocniczy. I mimo tego wywózka 400 tysięcy żydów była najszybszą operacją tego typu w Europie. Gorliwość węgierskiej administracji, która zajmowała się realizacją Holocaustu poraziła Eichmanna, który ujrzał w niej dzikość z Azji rodem. Liczba pociągów do Oświęcimia wywoływała protesty Niemców, którzy nie byli w stanie “przerobić” tak wielkiej ilości ludzi.

Sprawność operacji umożliwiały wcześniejsze ustawodastwo antyżydowskie: żydzi i ich majątki byli spisani a aparat państwowy miał przećwiczone wprowadzanie kolejnych represji.

Ungváry podaje informację, że ze strony węgierskiej w organizację wywózek zaangażowanych było 200 tysięcy ludzi: urzędników państwowych, żandarmów, policjantów, nauczycieli, którzy spisywali przejmowane majątki, położnych, które dokonywały rewizji osobistych żydówek w poszukiwaniu ukrytych kosztowności, itd.

Ciekawe jest pytanie na ile za to wszystko odpowiadał Horthy. Ungváry uważa, że regent, który sam określał się jako antysemitę, prowadził w dużej mierze chwiejną politykę w tej dziedzinie. Węgierski nacjonalista czystej wody, nie przeciwstawiał się kolejnym represjom, choć czasem je przyhamowywał. Los żydów nie obchodził go na tyle, że nie interesował się losem wywożonych do Oświęcimia. Nie można jednak twierdzić, że nie wiedział co się dzieje, udokumentowane jest, że docierały do niego informacje o Holocauście. Potrafił jednak wypalić kiedyś Szálasiemu, że za sytuację dominacji żydów w gospodarce odpowiadają Węgrzy, którzy wszyscy chcieli być panami a nie zajmować się pieniędzmi.

Książkę mimo rozmiarów a miejscami technicznego charakteru (na ile mogą być interesujące szczegóły dotyczące państwowych kredytów dla spółdzielni Hangya?) czyta się z wielkim zainteresowaniem. Przeszkadzała mi tylko trochę jej jednostronna perspektywa: cała kwestia politycznego antysemityzmu przedstawiona jest z punktu widzenia Węgrów. Brak jest perspektywy żydowskiej, za wyjątkiem kilku cytatów żydowskiego przedsiębiorcy Chorina nic nie wiadomo o reakcjach czy inicjatywach żydowskich. Jak wyglądał opór przeciwko kolejnym represjom? Jak wyglądał udział żydów w życiu politycznym? W jaki sposób brali udział w dyskusjach publicznych? Dla pełności obrazu dobrze byłoby to wszystko również opisać. Może stanie się tak w kolejnym wydaniu – lub w kolejnej książce.

wtorek, 22 lipca 2014

Pamiętam kiedy odsłaniano pomnik Czerwca 56 roku w moim rodzinnym Poznaniu. Stawiał go społeczny komitet budowy, zbierano na to pieniądze, odbył się konkurs i wystawa prac. Kiedy główny element pomnika przewożono z Cegielskiego, gdy go wykonano, lawetę odprowadzał tłum ludzi. Samo odsłonięcie zgromadziło tłumy, nie tylko z Poznania ale i z innych części Polski a nawet zagranicy. Społeczna służba utrzymywała porządek. Były delegacje z innych miast, w których miały miejsce podobne bunty. Wielkie poczucie oddania sprawiedliwości ofiarom.Pod pomnikiem często widać było potem kwiaty, w stanie wojennym tam koncentrowały się opozycyjne demonstracje. Po upadku socjalizmu do widniejących na nim dat dodano 1981.

To wszystko przyszło mi do głowy kiedy w niedzielę wybrałem się zobaczyć świeżo ustawiony pomnik okupacji niemieckiej. Bo tu rzeczy układają się inaczej.

O kontrowersjach dotyczących decyzji o jego postawieniu pisałem już przedtem. Teraz miałem okazję oglądać jego realizację.

Pomnik przywieziono cichcem w nocy w bardzo silnej asyście policji. Plac jest zresztą do teraz silnie obstawiony, policjanci mają przypięte przy pasach hełmy z przyłbicami. Koło pobliskich budynków stoją dyskretnie kilkunastoosobowe oddziały, w każdym z nich jest policjant z kamerą wideo. Sam pomnik otoczony jest płotem, przed nim nadal stoi “żywy pomnik” rozbudowywany przez ludzi wcześniej.

Recenzje nowego pomnika, na które natrafiłem w internecie są krytyczne. Podkreślają jego wizualną niespójność z homoerotycznym aniołem zestawionym z komiksowem orłem (lub wroną). Spotkałem [HU] analogię ze strasznym budynkiem teatru narodowego, dzieła poprzedniego rządu Orbána, z estetyką są tu pewne problemy.

Wokół pomnika wciąż stoi trochę ludzi, wyczuwalnie negatywnie do niego nastawionych. Na pomniku widać ślady jajek, którymi go obrzucono, leżą wokół niego małe samoliciki z pomarańczowego papieru, koloru Fideszu. Nie wiadomo co będzie jak policja zmniejszy swoją obecność.

Myślałem, że o pomniku napiszę tu na blogu jak go odsłonią. Ciekawie byłoby się przyjrzeć temu kto na odsłonięcie przyszedł a kto nie. Tymczasem dziś ze zdumieniem wyczytałem [HU], że rząd może tego pomnika nigdy oficjalnie nie odsłonić. Postawiony został i już. Oficjalnie rząd chce uszanować społeczną dyskusję, którą pomnik wywołał, faktycznie zapewne chce uniknąć kompromitacji, jakiej by się nie dało uniknąć przy takiej uroczystości.

Inna zdumiewająca sprawa to hebrajski napis na pomniku. Jeden z budapeszteńskich rabinów zauważył [HU], że mimo iż tekst jest krótki i tak udało się w nim zrobić błąd. Do tłumaczenia słowa “ofiara” użyto terminu odnoszącego się do ofiar zwierzęcych zamiat zwyczajowego słowa używano w odniesieniu do ofiar Holocaustu. Albo google translate albo gigantyczna niedbałość, w każdym wypadku widać, że w pracach nad pomnikiem nie brał udziału nikt, kto by przyzwoicie znał hebrajski.

Płotki policyjne na prowadzącej na plac Szabadság, gdzie stoi pomnik, ulicy Október 6.

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

pomnik, widok z fontanną

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

pomnik, widok z policją, napis na transparencie głosi "Fałszowanie historii to zatruwanie duchowej studni"

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

Gabriel i glapa

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

ślady ataków jajeczno-papierowych

pomnik okupacji niemieckiej w Budapeszcie

najlepsza perspektywa na orła, nieco się poślizgnął

niedziela, 20 lipca 2014

Myśleliście, że Fidesz jest zagrożeniem dla wolnych mediów a pole działania mediów opozycyjnych się kurczy? Jeśli tak jesteście ofiarą prania mózgu przez wielokrotnie już zdemaskowanych wrogów Narodu Węgierskiego. Udowodnię wam, że jest inaczej.

Weźmy RTL. Taki kanał komercyjny, który uosabia zwyczajowe zarzuty przeciwko kanałom komercyjnym, mianowicie, że ludziom wodę z mózgu robi, że tylko głupia rozrywka, że bulwar. To się właśnie zmieniło dzięki działaniom rządu: wiadomość RTL zyskały polityczny kieł, stały się ostre, bezkompomisowe, radykalnie opozycyjne. Jak? Służę szczegółami.

W czerwcu rząd przyjął ustawę o podatku od reklam. Płacić go mają ci, co żyją z reklam czyli firmy medialne, wydawnictwa, firmy zajmujące się reklamą uliczną a także strony internetowe zawierające reklamy. Podatek ma charakter progresywny, do połowy miliarda forintów wynosi 0%, powyżej 20 miliardów wynosi już 40%.

Media od lewej strony do prawej zgodnie zaprotestowały. Szybko się przy tym okazało, że najgorzej na nowym podatku wyjdzie właśnie RTL: z planowanego zeszłorocznego zysku w wysokości 4 miliardów forintów dzięki podatkowi zrobi się 4,5 miliarda straty. Inny prywatny kanał komercyjny TV2, który przejęli niedawno biznesmeni “bliscy Fideszowi” jest w lepszej sytuacji bo do ustawy wprowadzono poprawkę, w myśl której jeśli dany kanał zakończy rok ze stratą, a taka jest akurat sytuacja w TV2, podatku płacić nie musi (hura).

Rząd, jak zwykle, nie zawiódł propagandowo. Dowiedzieliśmy, że wielkie firmy medialne żądają przywilejów a przecież każda najmniejsza nawet firma płaci podatki (to, że od dochodu a nie przychodu taktownie przemilczano).

No ale ja nie o tym chciałem ale o tym co zrobił-robi w tej sytuacji RTL. Otóż RTL w przeciwieństwie do innych firm i instytucji działających na Węgrzech, którym rząd zrobił krzywo (głównie zagraniczne banki, firmy handlowe, firmy komunalne, a także już czysto węgierskie organizacje społeczne, itd. itd. - sporo się tego dotąd zebrało) nie poddał się i walczy. Walczy przede wszystkim swoim programem informacyjnym, w którym zamiast tradycyjnych wypadków, katastrof, morderstw i owiec z dwoma głowami zaczął podawać informacje na bardzo niewygodne dla rządu tematy. Na przykład o nowym systemie wyborczym w Budapeszcie, który powinien zagwarantować zwycięstwo Fideszowi, o milionie ludzi, którzy żyją w nędzy, o Lőrincu Mészárosie, burmistrzu Felcsút (rodzinnej wsi Orbána) i jego fantastycznych sukcesach biznesowych odnoszonych w relacjach z państwem, o wysokich zarobkach nowomianowanego wiceministra, korupcyjnych problemach polityków rządowych, i tak dalej, bez końca.

Kierowany przez Dirka Gerkensa RTL, który używa publicznie sformułowań typu “plan działań wojennych przeciw rządowi”, zagroził też wstrzymaniem produkcji popularnego serialu Barátok közt (Wśród przyjaciół). W kraju powiało grozą.

Jak dotąd rząd się trzyma dzielnie. Minister finansów zarządził kontrolę podatkową w RTL ponieważ właśnie dowiedział się (z mediów) o podejrzanej tranzakcji finansowej firmy z 2011 roku. Inni ministrowie odgryzają się oświadczeniami i świeżymi pomysłami legislacyjnymi przy każdej możliwej okazji.

Pozostałe media z uciechą relacjonują tematy kolejnych dzienników RTL. Dokąd to wszystko doprowadzi nie wiadomo. RTL ma wsparcie potężnej firmy matki ale jak dotąd na podwórku węgierskim wszystkie firmy, nawet jeśli zgrzytając przy tym zębami, uznawały w końcu kto tu jest wodzem. Jeśli RTL uda się obronić przed podatkiem reklamowym (który firma nazywa podatkiem medialnym) to będzie to precendens bo dotąd Fidesz ustępował jedynie przed presją z zagranicy. Zobaczymy.

niedziela, 06 lipca 2014

Jak tłumaczy się Johnny Gold na węgierski? Tak, tak, János Arany, tak jak się nazywał ten wielki dziewiętnastowieczny poeta. Z tak intrygującym pseudonimem oczywistym jest chyba, że ukrywający się za nim artysta wart jest uwagi. I to bardzo.

Johnny Gold to bohater internetowego serialu pt. Johnny Gold. A magyar celeb (Johnny Gold. Węgierski celebryta), którego siedemnaście odcinków (z planowanych 24) powstało w 2011 roku. Serial to absolutnie oddolna, niefinansowana kultura - twórcy pracowali nad nim bez pieniędzy, dlatego zresztą nie dali rady dokończyć planowanej serii - istniejąca dzięki internetowi i w nim. Widać przy tym, że na tworzeniu filmów się znają, technika filmowa (zdjęcia, montaż, dźwięk) są bez zarzutu.

Johnny Gold to, krótko mówiąc, idiota, z którego jego manager stara się zrobić celebrytę. Johnny ma imponującą muskulaturę, którą wciąż rzeźbi w siłowniach, i mózg wielkości orzeszka. Nie ma też głosu ani talentu muzycznego ale tworzy teledyski i te są najlepszą częścią tego projektu. Johnny nie ma zahamowań i dzięku temu jest świetny, wykonując kretyńskie piosenki chodzi w obisłych majtkach po ulicy, w Wenecji śpiewa o Paryżu, błyszczy całym ciałem pod prysznicem, szokuje angielskim, przyjmuje kulturystyczne pozy, które są strasznie sexy, i tak dalej.

Zainteresowani serialem, niestety, polskich napisów brak, powinni zacząć tu. Miłośnikom muzyki polecam dwa klipy Johnniego.

Na początek Minden Jó Velem (Wszystko jest dobrze ze mną) - ponad milion odtworzeń!

Potem Paris, Paris (Not Canon C300) - nie tłumaczę

Jeśli komuś byłoby mało to niech sobie obejrzy, choćby dla tytułu, również Mellizmom túl czyli Poza mój mięsień piersiowy: Johnny we wszystkich klipach bardzo pięknie porusza tym właśnie mięśniem.

Nie jestem pewien jaką przyszłość filmową mają twórcy serialu, ale sam Johnny (w cywilu Tamás Tánczos) to spontaniczny talent, naturszczyk w rodzaju Himmilsbacha. Nie zdziwiłbym gdybym go znów zobaczył w jakimś bardziej profesjonalnym filmie. Póki co miłego oglądania!

PS Dzięki Waldkowi za zwrócenie mi uwagi na niecodzienną postać Johnny Golda

piątek, 23 maja 2014

Z ostatniej chwili: na ulicy Klauzála na odcinku placem Klauzála a ulicą Wesselényi powstał właśnie mural przyjaźni polsko-węgierskiej. Wykonany przez moją ulubioną grupę NeoPaint (było o niej tu i tu) przedstawia zrośnięte dęby i cytat z Worcella, czyli te same motywy co na pomnikach w Győr i Jarosławiu

Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich wystrzelił pniem osobnym i odrębnym, ale ich korzenie, szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi i splątały się i zrastały niewidocznie. Stąd byt i czerstwość jednego jest drugiemu warunkiem życia i zdrowia.

Mamy więc połączenie kanonicznego już motywu i nowatorskiej formy. Uliczka jest mała a coraz bardziej turystyczna więc ludzie mural zauważą.

Mural powstał z okazji 75-tych urodzin Instytutu Polskiego w Budapeszcie. Kolejny świetny pomysł i dowód, że Instytut wyczuwa wibracje miasta:) A mnie dodatkowo cieszy, że mural powstał w mojej siódmej dzielnicy i niemal codziennie będę miał okazję go sobie zobaczyć.

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

kiedyś była to zaropiała ślepa ściana, teraz wygląda tak

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

graficiarze to Węgrzy więc nie wszystko udało się z tymi strasznymi polskimi literami: wystrzeliL, odrEbnym, siE, Zycie

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

życzę sto lat!

środa, 21 maja 2014

Okrągła rocznica! Instytutowi, któremu nieustannie wdzięczny jestem za masę ciekawych rzeczy, co tu nam organizuje, życzę setki oraz by nadal tak udanie i kreatywnie jak dotąd ściągał na Węgry polską kulturę.

Poniżej zaproszenie na obchody oraz ich program.

***

Już 24 maja Instytut Polski w Budapeszcie świętować będzie 75-urodziny! Ten najstarszy zagraniczny instytut kultury na Węgrzech oraz – obok Londynu - jeden z dwóch pierwszych w sieci polskich placówek dyplomacji kulturalnej – został oficjalnie otwarty w 1939 roku, kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej.

Na ten wyjątkowy jubileusz Instytut przygotował 2-dniowy program kulturalny (23-24 maja). Pierwszy dzień rozpocznie się odsłonięciem wielkiego muralu na ścianie kamienicy niedaleko siedziby Instytutu. Mural, wspólna praca polskich i węgierskich artystów, nawiązuje do tradycji przyjaźni polsko-węgierskiej, wolności oraz polskiej kultury na Węgrzech. Wieczorem na placu przed Instytutem koncerty zagrają Dagadana oraz Krzysztof Ścierański, oglądać będzie można performance teatru tańca ulicznego i wystawy, jednocześnie degustując specjały polskiej kuchni. O dobry nastrój podczas afterparty zadba DJ Wika, znana animatorka polskiej sceny klubowej, nota bene rówieśniczka Instytutu.

Drugiego dnia pomieszczenia Instytutu zamienią się w warsztaty recyklingu, wycinanek i robienia chleba na zakwasie. Lektorzy poprowadzą pokazowe lekcje języka polskiego. Finałem będzie wręczenie nagród laureatom konkursu na artykuł o Polsce w węgierskiej Wikipedii oraz urodzinowy poczęstunek.

Wszyscy goście będą mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z powiększonym w drewnie i iluminowanym logo Instytutu, przygotowanym przez znaną węgierską pracownię architektoniczną.

Serdecznie zapraszamy!

wtorek, 20 maja 2014

Weź udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego!

Słoik z dziurką w wieczku wystawiony na blacie baru nie służy do zbierania napiwków. Wrzucać tam można pieniądze ale chodzi o coś innego: tu zbierane są pieniądze na coniedzielny obiad rozdawany na placu Klauzála wśród miejscowych bezdomnych i biednych. Ostatnio rozdano 200 porcji obiadowych.

Héti betevő

Takie słoiki stoją w dwudziestu okolicznych barach, sklepach i restauracjach (lista i mapa tu). Za zebrane pieniądze jednodaniowe obiady na zmianę gotują miejscowe restauracje. W niedzielę między 12 a 14 można do Kisüzem (plac Klauzála) przynieść ciasto i owoce, które również trafia do rozdziału.

Stająca za tym inicjatywa o nazwie Heti betevő (gra słów: tygodniowy dochód – tygodniowy wkład do garnka) działa od stycznia (strona facebookowa tu), obecnie jest w trakcie rejestracji. Niedawno odbył się w Kisüzem koncert na jej rzecz, na który wystąpili alternatywni wykonawcy.

Jakbyście trafili to jednego z miejsc gdzie zbierane są pieniądze koniecznie coś wrzućcie!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 94