Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

lista "agentów Sorosa" z polskim nazwiskiem

jezw

Przed wyborami Viktor Orbán parę razy mówił o dwutysięcznej “armii Sorosa” działającej na Węgrzech. “Dokładnie wiemy, znamy ich z nazwiska, kto to taki i w jaki sposób pracuje po to by utworzyć z Węgier kraj imigrantów” powiedział w jednym z wywiadów. Zabrzmiało to jak cieńko zawoalowana groźba.

W poprzedni czwartek w bliskim Fideszowi tygodniku Figyelő ukazała się próbka tego co nas czeka. W artykule, podpisanym nota bene przez nieistniejącego dziennikarza, wymieniono około 200 nazwisk agentów Sorosa. Wśród nich pracownicy kilku nielubianych przez obecny rząd NGO-sów oraz wykładowcy CEU. Wśród nazwisk tych ostatnich jest i Polak: profesor Jacek Rostowski.

Ten fakt jest zdumiewający. W Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim trwa obecnie dyskusja co zrobić z Fideszem, który jest członkiem tej rodziny partyjnej wraz z, między innymi, Platformą Obywatelską. Powodem tych dyskusji są antysemickie tony a także ksenofobiczna retoryka, do których Fidesz uciekł się w kampanii wyborczej. Antagonizowanie PO, a przypomnijmy, że profesor Rostowski jest jej prominentnym członkiem, wydaje się być w tej sytuacji, hmm, taktyczną niezręcznością, pominąwszy już wogóle trącącą Orwellem całą koncepcję walki z wyimaginowanym wrogami.

Sama lista w Figyelő to na pewno nie koniec ścigania sorosowskich „wrogów ludu”. Fidesz zapowiedział, że pierwszą rzeczą, jaki nowy parlament zrobi będzie uchwalenie ustawy Stop Soros uniemożliwiającą działalność niewygodnych NGO-sów (nieco szczegółów tu). A temat listy wróci pewnie w innej formie.



Artykuł w Figyelő, źródło: index.hu

końcówka kampanii wyborczej

jezw

Dziś już wybory, ostatnia chwila więc by napisać coś o kampanii wyborczej zanim przestanie ona kogokolwiek interesować.

Była ona szczególna pod wieloma względami. Zatrzymam się nad trzema, które wydają mi się naważniejsze: straszenie migrantami, brutalnymi atakami na konkretne osoby a także próbami zbudowania współpracy opozycji.

O migrantach jako ulubionym ostatnio straszaku Fideszu pisałem już nie raz (na przykład tu). Trzeba powiedzieć, że do końca był to temat numer 1 dla tej partii, w zasadzie nie mówiła o niczym innym. Po ośmiu latach rządzenia, przed, jak się zdaje, kolejną kadencją w tematach gospodarki, służby zdrowia, oświaty, roli Węgier w EU, itd. Fidesz nie miał do powiedzenia nic.

Jasno i krótko: "Kandydaci Györgya Sorosa popierają imigrację. Kandydacji Fideszu obronią kraj."

Taki sam w zasadzie plakat był używany w kampanii brexitowej

Plakat z doklejką: Stop władzy

Odpowiedź rządowa na krytykę ze strony ONZ-tu sposobu w jaki Węgry traktują uchodźców: "ONZ chce byśmy w sposób ciągły przyjmowali migrantów. Węgry decydują, nie ONZ!"

Dowcipne choć niestety niepodpisane ulotki, które znalazłem w skrzynce na listy: "Szukam mieszkania do kupna ewentualnie wynajęcia w okolicy, hasło: Allah Akbar!" Nie udało mi się ustalić co to za numer telefonu.

Inna mocna, również niepodpisana, ulotka: "Pamiętajmy - dworzec Keleti 2015. Chcemy tego znowu? Pamiętajmy co było na dworcu Keleti w 2015 roku. Wiemy co jest stawką 8 kwietnia 2018 roku!"

Tak negatywnej kampanii jak dotąd jeszcze nigdy tu nie mieliśmy. Począwszy od ataków na liderów opozycji po niepodpisane ulotki dziwnie trafiające do skrzynek pocztowych razem z podobnymi w wykonaniu ulotkami Fideszu było tego dużo, mniej niż zwyczajowego zachwalania swoich kandydatów.

Plakat "Razem zburzyliby ogrodzenie graniczne" - klasyk kampanii - w formie ulotki. W oczy rzuca się przerażona mina Gábora Vony, lidera Jobbiku w towarzystawie, bądź co bądź, Żyda Sorosa. Zaciekawiony szukam na ulotce w jaki to też sposób ten skrajnie prawicowy polityk wyraził swoją wolę zburzenia ogrodzenia, znajduję cytat z jego wystąpienia w Turcji "Dla mnie islam to ostatni promyk nadziei". Acha.

Nasz lokalny kandydat doczekał się pięknej, kolorowej ulotki drukowanej na kredowym papierze choć niestety również niepodpisanej: "Lajos Oláh nie chodzi do pracy [jest obecnie posłem], raczej spędza czas na luksusowych wakacjach w Ameryce, Afryce, Azji i Europie."

"Według Lajosa Oláha migracja nie jest problemem. To nie do przyjęcia! Fakty są takie:
-w 2015 roku 2.4 miliona migrantów przybyło do Unii Europejskiej
-1 stycznia 2016 35.1 miliona migrantów urodzonych poza Europą mieszkało na terenie Unii Europejskiej
-w samej tylko Afryce w 2050 roku będzie 85 milionów potencjalnych migrantów
-w 2015 roku wiele dziesiątków tysięcy migrantów zalało dworzec Keleti
Nie wybierajmy polityka, który chce zburzyć ogrodzenie graniczne!"

Plakat innego kandydata - takie robótki ręczne na plakatach to obecnie raczej jednak amatorszczyzna

Nawet zwykłe korumpowanie wyborców mniej lub bardziej symboliczną kiełbasą wyborczą było w porównaniu ze straszeniem migrantami czy też atakowaniem oponentów niemrawe.

Taki list dostali wszyscy od Narodowych Zakładów Użyteczności Publicznej, a w nim informaja, że na podstawie decyzji rządu 23 marca 2018 obniża się nam rachunki za gaz o 12 000 forintów (160 złotych) "bo pogoda była zimna"

Bardziej dosłowna kiełbasa wyborcza: plakat zapraszający na koncert promujący kandydata Fideszu, w prawym dolnym rogu informacja, że trakcie rozdawana będzie zupa fasolowa na golonce

Opozycja, po przegranych przez Fidesz w swoim mateczniku, za jaki uchodzi miasto Hódmezővásárhely, wyborów uzupełniających na burmistrza, które wybrał popierany przez wszystkie partie opozycyjne kandydat niezależny, poczuła nagle wiatr w żaglach. Kwestia współpracy, dotąd rozważana tylko teoretycznie, stała się realną opcją.

Skąd jej potrzeba: na Węgrzech 106 ze 199 posłów wybieranych jest w okręgach jednomandatowych a wyborów jest jedna tura. Jak łatwo zrozumieć, w takich warunkach kandydat Fideszu może łatwo wygrać jeśli tylko opozycja wystawi kilku kandydatów, którzy podzielą głosy pomiędzy siebie choćby nawet razem reprezentowali większość wyborców.

Początkowo niemrawe próby koordynacji między partiami zostały ożywione szeregiem oddolnych inicjatyw wzywających do głosowania na tych kandydatów opozycji, którzy w danych okręgu mają największą szansę wygrać. Pojawiło się szereg list prezentujących tych kandydatów. Najważniejsza z nich to lista firmowana przez Pétera Márki-Zaya, zwycięzcę w niedawnych wyborach na burmistrza Hódmezővásárhely.

Odbity na ksero plakat nawołujący do "współpracy" - wszyscy wiedzą o co chodzi.

Jakie efekty kampania przyniosła dla wszystkich partii zobaczymy za chwilę. Publikuję te, często dość osobliwe, dokumenty by ocalić je od zapomnienia. Być może kiedyś trudno będzie uwierzyć, że tak wyglądała na Węgrzech kiedyś polityka.

Soros, Soros, Soros, Soros, Soros, ...

jezw

Terroryzm = islam = migranci = Bruksela = NGO = Soros = WROGOWIE. Prawda, że nietrudne? Tyle wystarczy by zrozumieć przekaz rządowy kilku ostatnich lat. Obecnie coraz prominentniejsze miejsce na tej wyliczance zajmuje Soros. Do tego stopnia, że w jednym z badań publicznych, w których zapytano o szanse partii Sorosa w nadchodzących wyborach (8 kwietnia) uczestnicy poważnie odpowiadali na to absurdalne pytanie (nie ma takiej partii), 2/3 z nich uważa, że wyborów nie wygra. Badanie skrytykowano za profesjonalne uchybienia, ale oczywistym jest, że w tej kampanii dla Fideszu Soros jest temat numer jeden.

Zacznijmy od listu, który dostałem, wraz z pozostałymi obywatelami Węgier, w styczniu:

list od premiera

Drogi Rodaku,

Chciałbym powiadomić Pana/Panią, że rząd na posiedzeniu 17 stycznia przyjął projekt ustawy Stop Soros.

W ramach narodowej konsultacji, która odbyła się w końcu ubiegłego roku, obywatele naszego kraju w zdecydowanej większości powiedzieli planowi Sorosa “nie”. Celem ustawy Stop Soros jest wyegzekowanie tego stanowiska. Musimy zapobiec temu by Węgry stały się krajem imigrantów.

Stawka jest ogromna. Ogrodzenie zbudowane na granicy zatrzymało migrantów, natomiast poplecznicy migracji przypuścili obecnie nowy atak na naszą ojczyznę. György Soros zburzyłby ogrodzenie graniczne, osiedliłby miliony z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Dla nas Węgry są najważniejsze. Domagamy się, byśmy tylko my, Węgrzy, decydowali z kim będziemy razem żyć. Dlatego obronimy ojczyznę przy pomocy ustawy Stop Soros a także wszelkich innych środków. Musimy się zjednoczyć by Węgry pozostały krajem Węgrów,

Czas nadszedł. Stańmy w obronie Węgier!

 

Pozdrawiam

Viktor Orbán

Premier Węgier

 

O zabawnych "konsultacjach" w sprawie "planu Sorosa", o których wspomina nasz premier, pisałem wcześniej tu.

W ustawie Stop Soros chodzi o szykany, którymi będą poddane organizujące pracujące z migrantami (w pierwotnej wersji było "nielegalnymi migrantami", obecnie pozostało po prostu "migrantami"): konieczność uzyskania zezwolenia na działalność, utrata 25% funduszy otrzymanych z zagranicy, możliwość wprowadzenia zakazu wstępu do strefy przygranicznej, i tym podobne – projekt ustawy pisano na kolanie i w wielu miejscach brak precyzji w sformułowaniach.

Plan Sorosa zagraża chrześcijańskiej kulturze Europy - Soros Stop! - propagandowa, rozdawana bezpłatnie, gazetka Lokál

Sama ustawa nie została uchwalona jeszcze, rząd ma ją przesłać do parlamentu po wyborach, bo do jej przyjęcia potrzebna jest większość 2/3, której Fidesz nie ma ale ma nadzieję mieć po wyborach.

Tak więc "Soros" odgrywa podobną rolę w dyskursie publicznym jak "pomidor" w popularnej grze. Ktoś pyta o podejrzenie zmowy korupcyjnej podniesione przez unijny urząd antykorupcyjny OLAF odnośnie szeregu przetargów wygranych przez firmę zięcia Orbána? Soros. Co tam ze służbą zdrowia? Soros. Co z oświatą (dopiero co miała druga już demonstracja uczniów szkół średnich (!) domagających się reformy, zapowiedziano już trzecią na 15 marca)? Soros. I tak dalej.

Soros zburzyłby ogrodzenia na granicy. Plan Sorosa zwiększa zagrożenie terrorystyczne. Soros Stop! z tego samego periodyku

Mamy rozmawiać o migrantach, myśleć o ich poplecznikach, martwić się zagrożeniem, które stanowią, bać się terroryzmu, który przynoszą, nienawidzić wrogów narodu – i głosować na Jedynych Obrońców Węgier.

Przyjdzie Soros i cię zabierze! okładka tygodnika HVG podsumująca antysorosową histerię

Strategia ta odnosi sukcesy. Wcześniejsze próby opozycji by wypromować wybory jako decyzję pomiędzy opcją prorosyjską a proeuropejską przepadły. Jobbik nie przebił się z narracją wszechorganiającej korupcji, którą promował swoją niedawną kampanią billoboardową (małoprzekonującą zresztą bo robioną na słupach ogłoszeniowych oligarchy, który pokłócił się uprzednio z Orbánem). Nikt nie próbuje mówić o tragicznej sytuacji w służbie zdrowia. Mówimy o migrantach.

Soros osiedliłby miliony z Afryki i Bliskiego Wschodu. Soros Stop! przekaz Fideszu dotrze do nas i na ulicy

Pastisz reklamujący program telewizyjny: Stop Somos? András Somos osiedliłby miliony przed telewizorami. To prawdziwy plan Somosa, pozwólmy by on śmiał się ostatni

Na jednym z plakatów Fideszu Soros stoi otoczony przywódcami partii opozycyjnych trzymających w rękach sekatory. Napis głosi "Razem zburzyliby ogrodzenie graniczne". No i teraz muszą udowadniać, że nie, Jobbik umieścił to ogrodzenie nawet na swoich plakatach wyborczych. Nikt wśród partii opozycyjnych nie śmie przeciwstawić się polityce migracyjnej Fideszu, pełen triumpf.

Razem zburzyliby ogrodzenie graniczne

Jobbik się nie zgadza. "Ogrodzenia i straży granicznej" domaga się na swoich plakatach z serii "My zwyciężymy, wy zyskacie"

W tym kontekście ciekawe jest zeszłoroczne badanie nad przedmiotem obaw Węgrów przeprowadzone przez Index i Závecz Research [HU]. Pięć pierwszych pozycji zajmują

  • terroryści
  • skorumpowani politycy
  • migranci
  • muzułmanie
  • oligarchowie bliscy rządowi

Usuńmy z tej list terrorystów, migrantów i muzułmanów (dla większości Węgrów to jedno i to samo) i co pozostanie? Coś o czym Fidesz bardzo nie chce byśmy rozmawiali.

Są jednak tacy, którym ta kampania się podoba. Źródło: blog CDN

PS Korzyści z kampanii antysorosowej są nie tylko polityczne. Jak napisało niedawno átlátszó [EN] w zeszłym roku rząd wydał na dwie "konsultacje społeczne" i łączące się z nimi działania ponad 40 milionów euro. Niemal jedna trzecia tej kwoty trafiła do węgierskiego geniusza biznesu Lőrinca Mészárosa. 70% tej kwoty rozdzieliło pomiędzy siebie pięciu oligarchów bliskich rządowi.

jak Węgry niemal wybrały członka Biura Politycznego na prezydenta

jezw

Niedawno miałem okazję porozmawiać z jednym z założycieli Węgierskiego Forum Demokratycznego (Magyar Demokrata Fórum), która to partia w 1990 roku wygrała pierwsze wolne wybory na Węgrzech a zarazem i w Europie Wschodniej. Zawsze ciekawie jest spotkać się z żywym świadkiem historii, zwykle można się czegoś nowego dowiedzieć, tym razem największe wrażenie zrobiła na mnie jego opowieść o Imre Pozsgayu.

Imre Pozsgay był działaczem partyjnym i to wysokiego stopnia: członek partii od 1950 roku, w trakcie kariery poseł, minister, przywódca Frontu Patriotycznego, członek Komitetu Centralnego a potem i Biura Politycznego partii. Nie przeszkodziło mu to zyskać tak wielką popularność by zostać w 1990 roku kandydatem MDF-u na prezydenta państwa, który, podobno, miał zwycięstwo w kieszeni.

Jak udało mu się zdobyć taką popularność? I dlaczego w końcu nie został prezydentem? O tym zaraz.

Pozsgay wsławił się tym, że jako pierwszy nazwał wydarzenia 1956 roku „powstaniem ludowym” w przeciwieństwie do obowiązującej publicznie tezy o „kontrrewolucji”. Swoje przekonania narodowe wyrażał od dłuższego czasu, to z jego udziałem w Lakitelek od 1987 spotykali się przedstawiciele orientacji, jak to się tutaj mówi, „ludowo-narodowej” (népi-nemzeti), z której powstał później MDF. Parasol ochronny, który zapewniał był ważny, niecieszące się nim inne odłamy opozycji były przedmiotem szykan.

Alternatywnym środowiskiem opozycyjnym byli dysydenci (opozycja demokratyczna) w rodzaju KOR-u (warto pamiętać, że węgierski disszidens oznacza coś innego od polskiego dysydenta, disszidens to ktoś kto po prostu wyjechał, legalnie bądź nie, na zachód i tam pozostał). Dziś chętnie zarzuca się im związki, rodzinne bądź ideologiczne, z komunistami. Jak to określił mój rozmówca, byli internacjonalistami a obecnie przedstawiają się jako kosmopolici.

To ważne, bo w ten sposób odtworzyła się jedna z kluczowych, najgłębszych linii podziału w węgierskiej polityce pomiędzy obozami narodowym (nemzeti) a miejskim (urbánus).

Co ciekawe, ówczesny Fidesz jednoznacznie identyfikował się z opozycją demokratyczną.

W trakcie kampanii przed wyborami planowanymi na styczeń 1990 roku Związek Wolnych Demokratów (Szabad Demokraták Szövetsége), który powstał ze środowisk dysydenckich, zainicjował referendum z czterema pytaniami

1. Czy wybory prezydenta powinny mieć miejsce dopiero po wyborach parlamentarnych?

2. Czy organizacje partyjny powinny opuścić zakład pracy?

3. Czy MSzMP powinny rozliczyć się z posiadanego majątku? [MSzMP to skrót nazwy partii komunistycznej]

4. Czy Straż Robotnicza powinna zostać rozwiązana? [Ta straż to rodzaj węgierskiego ORMO, utworzono ją po 1956 roku]

Do inicjatywy referendalnej przyłączyły się trzy inne partie, między innymi Fidesz, wezwały one do głosowania 4 razy Tak.

SzDSz odniósł sukces: referendum, mimo wezwań MDF-u do bojkotu, było ważne, a na wszystkie pytania padła odpowiedź Tak. Przy czym tak jak w przypadku pytań 2-4 głosów Tak było po około 95%, w przypadku pierwszego pytania było ich 50.07% czyli tu wygrana była minimalna. Jak podkreślił mój rozmówca, najważniejszym było to, że wyboru prezydenta miał teraz dokonać parlament, pozostałe kwestie straciły do tego czasu na aktualności.

Kiedy MDF wygrało wybory wydawało się to być formalnością. Posiadając najliczniejszy klub parlamentarny, partia miała prawo do zgłoszenia kandydata na prezydenta. Oczywistym było, że miał nim być Pozsgay.

Jednak ówczesny premier, József Antal, zawarł ze SzDSz-em pakt: w zamian za ograniczenie ilości ustaw wymagających większości dwóch trzecich, co ograniczało wpływy SzDSz-u będącego największą partią opozycyjną, ta partia miała zyskać prawo do zgłoszenia kandydata na prezydenta. Zgłosiła go w postaci Árpáda Göncza, uczestnika powstania 1956, skazanego za to na dożywocie, pisarza i tłumacza literatury (przełożył na węgierski m.in. Tolkiena). Został on też prezydentem, Pozsgay natomiast nigdy nie powrócił na pierwszą linię polityki.

Mój rozmówca był rozgoryczony. I dziś żałuje, że prezydentem nie został Pozsgay. Nie uważa, że problem, iż był on prominentnym komunistą, w jego oczach był on raczej jakimś przedstawicielem opozycji. Ważniejsze były jego przekonania narodowe od wysokiej pozycji w partii komunistycznej.

Do dzisiaj nie mogę zrozumieć do końca tego fenomenu popularności Pozsgaya. I sądzę, że jednak lepiej, że w 1990 w wolnych wyborach Węgry nie wybrały sobie na prezydenta członka Biura Politycznego ale uczestnika powstania 1956 roku.

Imre Pozsgay, prawie prezydent

źródło: Fortepan — ID 124978:  Autor: Urbán Tamás. - http://www.fortepan.hu/_photo/download/fortepan_124978.jpg, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=62345552

kiedy polscy i węgierscy żołnierze stali po dwóch stronach frontu

jezw

Był taki moment w czasie drugiej wojny światowej, tak konkretnie a nie w przenośni (tu państwa Osi, tam alianci), właśnie się o tym dowiedziałem.

Wiadomo powszechnie, że Węgrzy z Polakami w czasie wojny nie walczyli. Najpierw wspaniale pomogli uchodźcom, potem, w czasie powstania warszawskiego, zamiast, jak tego żądali Niemcy, ostrzeliwać miasto, na wiele sposobów pomagali powstańcom i ludności.

W tym samym jednak czasie węgierska 5 Dywizja Rezerwowa została rozmieszczona na liniach obronnych wzdłuż Wisły. Naprzeciw nich znajdowała się Dywizja Kościuszkowska i obie strony wiedziały o sobie. Do walk nie doszło na szczęście a Węgrów wkrótce stamtąd wycofano. Według wspomnień generała Béli Lengyela sytuacja wyglądała tak:

Sądzę, że to przypadek zrządził, że armią Kościuszkowską obsadzono odcinek Wisły naprzeciw 5 Dywizji Rezerwowej. Tak jak samo jak to miało miejsce z moją dywizją w Galicji, i tutaj korzystano z megafonów, płyt, a zwłaszcza odtwarzanej wieczorami muzyki cygańskiej, oraz wygłaszanych po węgiersku przemówień nawołujących do przerwania bezsensownej walki, poddania, przejścia na drugą stronę.

Tę ciekawostkę wyczytałem w książce Krisztiána Ungváryego pt. Magyar megszálló csapatok a Szovjetunióban, 1941-44 (Węgierskie oddziały okupacyjne na terenie ZSRR, 1941-44). Informacja znajduje się na stronach 391-392. Cytat pochodzi ze wspomnienia generała Béli Lengyela pt. Emlékeim, sygnatura TG 3028, 228/strona B znajdujących się w Archiwum Wojskowym (Hadtörtenéti Levéltár).



© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci