moje zdziwienia budapeszteńskie
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
RSS
sobota, 02 stycznia 2016

Plakat na ulicy: na pozór nic takiego, koncert muzyki poważnej. Ale jak się przyjrzeć liście muzyków to uderza "Erdély" (Siedmiogród) pod nazwiskiem jednego z nich (dałem ramkę na zdjęciu).

Najwyraźniej, w odróżnieniu od pozostałych muzyków żyjących na Węgrzech, Tihamér Ferencz mieszka w Rumunii. Zamiast jednak napisać właśnie "Rumunia" napisane jest "Erdély". 

Węgrzy chętnie podkreślają odrębność Siedmiogrodu od Rumunii nie przyjmując do wiadomości, że region ten wchodzi w skład tego państwa. Taki cichy, codzienny rewizjonizm jest tu bardzo rozpowszechniony (było już o tym tu) i napisanie "Erdély" pod nazwiskiem muzyka tu nikogo nie dziwi.

A dla Polaków to tak jakby jakiś niemiecki muzyk ze Śląska miał podczas występów w Niemczech na plakacie "Schlesien" a nie "Polen". Może właśnie bycie z drugiej strony rewizjonizmu pozwala takie rzeczy zauważać.

piątek, 01 stycznia 2016

Dłuższy czas przekonany byłem, że w Budapeszcie w zasadzie socrealizm nie pozostawił śladów. Wielki pomnik Stalina obalono w 1956 roku, chodząc po mieście udało mi się tylko wypatrzyć budynek na ulicy (út nie utca) Váci oraz na Csepelu - jemu zrobiłem nawet kiedyś zdjęcia.

Dom mieszkalny na Csepelu, jak widać, żadna to orgia stalinowskiego baroku, jak to się tutaj mówi, nie jest.

Sprawa jest na tyle poważna, że znajomy historyk sztuki - specjalista od Csontváryego, ale jednak - sądził, że do socrealizmu zaliczając się bloki z wielkiej płyty, tak bardzo obce jest tutaj ten trend. 

Niedawno jednak odkryłem coś od czego mi szczęka opadła. Kolega zabrał mnie na bieganie niedaleko stadionu Puskása a tam okazało się, że tor stoi wśród kilkudziesięciu dużych socrealistycznych w większości posągów.

Całość znana jest tutaj pod grecką nazwą Dromosz co oznacza zawody. Kiedy prowadziła tędy droga od stacji metra na stadion, w zamyśle projektantów tłum udający się na zawody sportowe czy też uroczystości państwowe miał między tymi rzeźbami przechodzić.

Dromosz na mapie (tutaj jako Szoborpark albo park pomników), źródło index

A tak wyglądał w latach 50-tych - widać go tu w lewej, górnej części zdjęcia, źródło fortepan

Obecnie zespół posągów znajduje się na uboczu. Zamiast drogi dla tłumów znajduje się tam tor do biegania, na środku można grać w piłkę. Zagląda tam niewielu ludzi, najczęściej to miejscy biegacze kręcący kolejne kółka na torze.

Dromosz składa się z szesnastu grup posągów, które, mimo, że wykonane przez różnych autorów, łączy to, że każda z nich składa się z trzech postaci, oraz oddzielających ich kamiennych bloków. Posągi są spore, około czterometrowe, i mimo, że stoją na poziomie ziemi dominują nad widzem.

Całość powstała w latach 50-tych kiedy budowano stadion, duch czasu wyczuwalny jest zarówno w samej koncepcji jak i stylu - oraz tematyce. Stylistycznie rzeźby są albo topornie socrealistyczne albo klasycyzujące. Różnice widać dobrze jak się poszczególnym trojkom przyjrzeć.

Ciekawe jest to co one przedstawiają. Poza przewidywalnymi sportowcami - piłkarzami, biegaczami czy gimnastyczkami - są tam też tancerze, demonstranci, śpiewacy, studenci a także ćwiczący rzut granatem czy atak bagnetem. Tak, tak, to zdecydowanie lata 50-te. Co interesujące, ostatnie rzeźby ustawiono już po rewolucji 1956 roku kiedy socrealizmu już nie było.

Zadziwiające jest, że mimo upływu czasu zarówno posągi jak i oddzielające je bloki kamienne są w świetnym stanie. Poza jednym, w którym ułamany jest fragment rzeźby, wszystkie są kompletne, pokryte delikatną patyną, tu i ówdzie wyświecone gdzie bawią się na nich dzieci. Może dlatego, że rzeźby zrobione są, podobno, z aluminium a nie brązu i tak nie kuszą złomiarzy.

Ale do rzeczy, poniżej zamieszczam wybór zdjęć figur oraz informację o ich autorach.

źródło: szoborlap.hu

Słowniczek:

  • szuronyvívás - walka na bagnety
  • röplabdázok - siatkarki
  • főiskolások - studenci
  • birkozók - zapaśnicy
  • stafétafutók - stafeciarze
  • tornászlányok - gimnastyczki
  • természetjárók - turyści
  • népi táncosok - tancerze ludowi
  • felvonulók - demonstranci
  • lovácskázók - dzieci bawiące się w walkę na koniach
  • labdarugók - piłkarze
  • ökölvívók - bokserzy
  • énekló fiatalok - młodzi śpiewacy
  • mezőgazdasági brigád - brygada rolna
  • ipari tanulók (szerelő brigád) - uczniowie szkoły zawodowej (brygada monterska)
  • gránátvetók - rzucający granaty

ci od walki na bagnety - tutaj brakuje kawałka rzeźby, konkretnie kolby

siatkarki

ciężkawi studenci



zapaśnicy z sędzią

sztafeta z boku

sztafeciarze z przodu

klasycyzujące gimnastyczki

turyści



tancerze ludowi

demonstranci

a wśród nich ciekawa demonstrantka w niemal przejrzystej bluzce, inne postaci nie są tak frywolne

dzieci bawiące się w walkę na koniach

piłkarze, kiedyś grało się w takich czapkach

bokserzy

śpiewacy



z bliska

chyba najbardziej pancerna ze wszystkich rzeźb: brygada rolna

żniwiarze z bliska

subtelnie oddane kłosy z bliska

rzut granatem

W związku z przeprowadzanym remontem stadionu rzeźby mają być przeniesione, gdzie - jak dotąd nie wiadomo. Póki co warto miejsce odwiedzić by obejrzeć je w ich pierwotnej scenerii.

czwartek, 05 listopada 2015

Przechadzając się niedawno listopadowo po cmentarzu kolejny raz zwróciłem uwagę na niektóre napisy nagrobne. W Polsce standardem jest imię-nazwisko, data urodzenia i śmierci. Niekiedy pojawia się tytuł („artysta malarz” lub „prof. dr.” tak na przykład) lub bardziej osobistego jak „ukochany ojciec”. To taki indywidualny pomnik dla zmarłego, często tyle się o nim pamięta.

Nie tutaj. Pierwsza różnica to wiek, niejednokrotnie zamiast dat urodzin i śmierci pojawia się tylko „żył lat XX”. Szkoda, bo traci się na tym możliwość utrwalenia pamięci czy wręcz zachowania momentu początku i końca życia danego człowieka.

Gorzej jest jak podobny zabieg uproszczenia stosowany jest do imienia i nazwiska. Bywa to przerażające, spotkać można napis w stylu „ukochana mama”: dana kobieta nie była autonomiczną osobą wartą upamiętnienia jako sama w sobie a tylko w odniesieniu do roli jaką odgrywała do stawiającego ten nagrobek.

Mama, żyła 92 lata, Lajcsika, żył 8 lat

Nasza mama
Pál Kruták, syn
Pál Kruták

Jest też opcja z podaniem nazwiska po mężu, co w przypadku Węgrów wygląda tak: nazwiskomęża, imięmężazkońcówką”né”, na przykład Kowalski Janné. Wiemy więc, że dana kobieta była mężatką, wiemy jak się nazywał jej mąż ale jak sama miała choćby na imię nie wiadomo.

György Hudák i jego anonimowa żona, nie wiemy naet jak długo żyli, o datach urodzenia i śmierci nie mówiąc

Wdowa po Jánosu Magyarze (özv. to skrót od ozvégy czyli wdowa, co jest tu tytułem używanym na wizytówkach na drzwiach czy, jak widać, i grobach)

Smutna nieco ta cmentarna anonimowość.

niedziela, 01 listopada 2015

Co przyjeżdza jakiś znajomy do Budapesztu to chce to restauracji węgierskiej. Zupełnie zrozumiałe, też chcę spróbowalnej kuchni jak gdzieś pojadę. Problemem jest tylko jak rozumieć węgierskość takiej restauracji: jako to co tradycyjnie jadają Węgrzy czy też to co faktycznie obecnie jedzą.

Tradycyjna kuchnia to temat znany i dobrze opracowany, ciekawsze jest to drugie podejście. Bo Węgrzy jadają różne rzeczy, dalece nie zawsze tradycyjne. Popularne są bardzo tureckie gyrosownie, chińskie barki, modnie jest zjeść burgera, sporo jest barów z humusem, niemało jugosłowiańskich miejsc z czewapami. Wielu ludzi nie jada w restauracjach ale zamawia w jednej z niezliczonych firm dostarczających obiad do podgrzania w pudełku. Tu i ówdzie są restauracyjki főtelékowe.

W śródmieściu restauracje węgierskie w sensie tradycyjnym są w mniejszości. Jak mam coś polecić to jestem w kłopocie bo wybór jest nader ograniczony. Spróbowałem zrobić sobie listę takich miejsc w peszteńskim śródmieściu ku pamięci i na wypadek gdyby znowu ktoś znajomy szukał tradycyjnych smaków węgierskich. Nie jest to żaden ranking tylko subiektywna, przypadkowo uszeregowana lista.

  • Frici Papa. Bardzo bezpretensjonalne, niedrogie miejsce, z zalatanymi, zmęczonymi kelnerami. Mimo, że pojawiają się tam turyści jest to autentyk, jadają tam w większości przeciętni Węgrzy.
  • Pesti disznó. Bardziej eleganckie i designerskie miejsce niż Frici Papa. Jak nazwa wskazuje (Peszteńska świnia) jadłospis to wariacje na temat wieprzowiny. Dużo Smażonych Rzeczy.
  • Főzelékfaló. Pisałem już o tym, kuchnia węgierska dla odważnych czyli mało znane a tradycyjne, kojarzące się Węgrom ze stołówką szkolną, nieco mdławe dania jarzynowe. Sieciówka, prowadzi bary w kilku miejscach.
  • Városház Snack. W tym maleńkim barku jadają wyłącznie lokalsi, miejsce jest do tego stopnia retro, że nie ma nawet swojej strony internetowej, dlatego podaję adres: Budapest, Városház u. 16, 1052. Danie barowe, niemal wszystko w panierce, rodzinna atmosfera. Sporo ludzi kupuje na wynos.
  • Tüköry. Miejsce istniejące od lat w środku piątej dzielnicy. Dawno nie byłem tam więc szczegółów nie podam ale wspomnienia mam miłe.
  • Bohém tanya. Kolejna oaza tradycji, tym razem w szóstej dzielnicy. Też sporo miłych wspomnień.
  • Fatál. Nie chodzi tu o nic fatalnego ale o drewnianą miskę. Bardzo turystyczne miejsce (ulicy Váci tuż-tuż), podejrzewam, że poza przyprowadzającymi tu swoich gości albo obsługą Węgra się tu nie uświadczy. Ogromne porcje kiedyś tu dawali (obecnie nie wiem bo dawno nie byłem tam), w swoim czasie w troje osób zjedliśmy kolajcę składającą się z jednej zupy, jednego drugiego dania i jednego deseru – i było dosyć.
  • Belvárosi disznótoros. O tym miejscu napiszę więcej. Nazwa to dosłownie Śródmiejska świeżonka w nawiązaniu do żywego tutaj zwyczaju świniobicia. Całość to wariacja na temat sklepu mięsnego gdzie można – do dziś w paru miejscach jest tak – kupić pieczoną kiełbasę, kaszankę czy karkówkę z pajdą świeżego chleba, chlapniętą musztardą oraz ogórkiem czy papryką z octu (pycha). Tutaj ten model twórczo rozwinięto i poza wspomnianymi smakołykami podaje się również świeżo smażone różne rodzaje mięsa a nawet ryby, oraz codziennie zmieniane dania sezonowe jak leczo, kapusta z mięsem, itd. To prawdziwy węgierski fast food, dwa miejsca gdzie Belvárosi disznótoros ma restauracje (ulice Károlyi i Király) są zawsze pełne klientów-Węgrów. Takie połączenie tradycji i nowoczesności, polecam!

bezpretensjonalne logo ze świnką

 

węgierski McDonald's

 

wybór kiełbas pieczonych

do kupienia też wędliny na wynos

marynowane mięsa gotowe do smażenia

smażone i pieczone przysmaki - klasyki sklepów mięsnych

w takim miejscu nie może się obyć bez Krzepkiego Stefka

napoje

pyszne marynaty

Jakby ktoś miał dla mnie inne sugestie co do takich restauracji to niech śmiało poda swoich restauracyjnych ulubieńców w komentarzach!

sobota, 31 października 2015

Tak wyglądają wyniki wyborów w kraju, w którym wyborcy realizację hasła “Budapeszt w Warszawie” są sobie w stanie wyobrazić z autopsji. Podliczyłem dane z protokołu wyborów do Sejmu w okręgu w naszej ambasadzie. Procentowo wyszło tak:

  • PO 30.89%
  • PiS 22.01%
  • Nowoczesna 14.51%
  • Razem 13.31%
  • KORWiN 6.14%
  • Kukiz 5.80%
  • Zjednoczona Lewica 5.80%
  • PSL 1.19%
  • Ruch Społeczny RP 0.17%
  • Obywatele do parlamentu 0.17%


W sumie głosów ważnych byéo 586.

Rezultaty wyborów do Senatu prezentują się następująco:

  • Borys-Damięcka Barbara (PO) 56.34%
  • Anders Anna Maria (PiS) 29.22%
  • Pawlak Katarzyna Elżbieta (Obywatele do parlamentu) 14.44%


Głosów ważnych było 568 (protokół tu).


W ramach małej amatorskiej analizy politologicznej podliczyłem procentowy udział głosów w poprzednich wyborach do Sejmu i oto co mi wyszło:

2011

  • PO 60.08%
  • PiS 19.96%
  • Ruch Palikota 10.66%
  • SLD 4.65%
  • Polska Jest Najważniejsza 3.10%
  • PSL 1.55%


2007

  • PO 62.96%
  • PiS 23.09%
  • Lewica i Demokraci 8.14%
  • PSL 1.99%
  • Partia Kobiet 1.66%
  • LPR 1.16%
  • Polska Partia Pracy 1.00%


Polityczny plankton pominąłem w tych zestawieniach.

Widać, że Platforma utrzymuje dominującą pozycję, choć osłabła ona znacznie. W tym roku wydaje się, że znaczną jego część przejęła Nowoczesna, inną, można przypuszczać, lewica.

Poparcie dla PiSu jest zadziwiająco stabilne i to niezależnie od rezultatów innych prawicowo-nacjonalistycznych partii, które w tym roku w sumie zebrały rekordową ilość głosów.

Ciekawe, że w tym roku i poparcie dla lewicy również sięgnęło tak wysokiego pułapu jak nigdy.

PSL natomiast w Budapeszcie chyba już na dobre pożegnaliśmy. 

wtorek, 29 września 2015

Proszę się nie denerwować, tym razem nie będzie o polityce czy Orbánie a o języku. W translatorstwie mówi się o “fałszywych przyjaciołach tłumacza” czyli słowach, które choć wyglądają podobnie do jakiś słów w innym języku to mają jednak inne, bywa, że zupełnie odmienne lub nawet sprośne, znaczenie. Typowe przykłady to angielski pathetic (żałosny a nie patetyczny), rosyjskie брюки (spodnie a nie bruki) czy też, sięgając coś mniej przyzwoitego, czeskie šukat (pieprzyć a nie szukać).

Takich fałszywych przyjaciół mamy rzecz jasna także na styku polskiego i węgierskiego. Poniżej podaję te, na które się natknąłem.

  • Huj huj hajra! – okrzyk zachęty węgierskich kibiców, w węgierskim zupełnie niewinny a jednak zakazany podczas meczów z reprezentacją ZSRR
  • programok – słowo w węgierskim używane zawsze w liczbie mnogiej w znaczeniu wydarzeń (kulturalnych, sportowych, festynowych czy festiwalowych), pisałem o tym już tu
  • civil – pozarządowy. Słowo to w węgierskim oznacza też cywila ale w tym znaczeniu jest znacznie rzadziej używane.
  • pohar – kubek, zwykły kubek. Puchar po węgiersku jest inaczej – zobacz poniżej.
  • kupa – puchar właśnie a nie to co mieliście na myśli. Niekiedy trudno się Polakowi nie uśmiechnąć jak przeczyta o zaciętej walce drużyn o, na przykład, kupę puchar Budapesztu.
  • Cyc! cyc! - nic zdrożnego, to po węgiersku kici, kici, tak tu się woła koty. Śliwka wywołała entuzjazm wśród moich kolegów kiedy przy nich zaczęła tak właśnie przywoływać jakiegoś dachowca.
  • ruha – ubranie. Angol extra ruha to nic innego jak Super ciuchy z Anglii (typowy napis na szmateksie). 
  • cipő, cipó – podobnie nic takiego: to pierwsze to buty a drugie bochenek
  • puska (wym. puszka) - strzelba
  • dr – niby taki sam skrót tytułu “doktor” ale jednak coś troszkę innego: tutaj używają go wszyscy absolwenci medycyny i prawa, i to w dodatku nie jako tytułu naukowego ale jako części nazwiska czyli również w kontekście, w którym w Polsce nikt by go raczej nie użył, na przykład przy podawaniu nazwiska w pralni chemicznej (było o tym tu)
  • kutas – studzienny. Mój kolega o tym nazwisku nie mógł zrozumieć radości wopistów na granicy kiedy po raz pierwszy przyjechał do Polski.
  • bizony – z pewnością
  • tutaj - tratwa, may w Budapeszcie nawet taką tutejszą ulicę Tratwową
  • pipa – znowu proszę bez skojarzeń, chodzi o fajkę
  • baba - odwrotność polskiej baby: małe dziecko

 


źródło: wiocha.pl

Znacie jakiś innych takich fałszywych przyjaciół? Jeśli tak opiszcie ich w komentarzach!

niedziela, 27 września 2015

Piątego września w Kötcse Orbán wygłosił ideologiczne przemówienie dla intelektualnej elity Fideszu i zwolenników tej partii. Sądzę, że to było ważne wystąpienie (o innym takim przemówieniu pisałem wcześniej tu), istotny dokument epoki i dlatego warte jest uwagi.

Z pewną dozą mesjanistycznej megalomanii Orbán sięga poza Węgry i prezentuje swoją wizję dla Europy, w skrócie: koniec liberalizmu, powrót do korzeni chrześcijańskich. Liberalizm jest tu przedstawiony jako wciąż wpływowa ale żałosna, zbankrutowana ideologia, Orbán nadaje jej cechy, które znajduje wygodnymi.

Chrześcijaństwo przedstawione jest utylitarnie: odnosi się do jednostek, gdyby wymagania chrześcijańskie miały zaszkodzić gospodarce to należy je zignorować. Rzecz jasna mowa jest o pomocy uchodźcom, taki argument w dyskusji o zamknięciu sklepów w niedziele paść ze strony rządu w żaden sposób nie mógł. Co do bliźnich to obowiązki mamy wobec swoich najbliższych, potem swojej wsi/miasta, dalej wobec ojczyzny, dopiero potem można pomyśleć o innych (rzadko spotkać można jawniejsze uzasadnienie i usprawiedliwienie nepotyzmu i korupcji).

Uchodźców przyjmować nie trzeba z szeregu powodów. Po pierwsze to nie żadni uchodźcy bo ci siedzieliby dalej w Turcji ale gospodarczy migranci. Po drugie, to element islamizacji Europy a nie problem humanitarny, Po trzecie, Węgry nie chcą zmieniać swojego składu etnicznego.

W polityce zagranicznej Orbán prezentuje się jako zwolennik realizmu i egoizmu narodowego. Liberalizm (idealizm) jest hipokrytyczny, w końcu i tak liczą się tylko interesy.

W kontekście kryzysu uchodźców to przemówienie jest ewidentnie propozycją ideologicznego usprawiedliwienia dla ich nieprzyjmowania i dla ksenofobii, w dodatku opartych o argumenty nazwane chrześcijańskimi. Wizja ta odnosi się do Europy, widać, że Orbán próbuje wykorzystać obecny kryzys to szerzenia swoich poglądów.

Propaganda rządowa: "Ludzie zdecydowali: kraj należy obronić"

Całe przemówienie można przeczytać, po węgiersku, tu. Poniżej podaję wybrane fragmenty, całego przetłumaczyć nie dam rady.

Jeśli mogę pozwolić sobie na uwagę osobistą: nie jestem rzecz jasna jedyną osobą, która od czasu do czasu styka się z pytaniem lub stawia je sobie sama, jaki jest sens tego co się ze mną dzieje? Sądzę, że zdarza się to szczególnie często u ludzi, których często dotykają ataki, cierpienie, problemy, i którzy nie chcą przyjąć, że po prostu mają pecha, ale uważają, że wszystko ma wyższy sens, tylko go w danym momencie nie rozumiemy.

(...)

Jestem w sytuacji, w której często wydaje mi się, że znam odpowiedź na to pytanie a potem okazuje się, że byłem w błędzie. (szereg przykładów jak wcześniej rozumiał sens wydarzeń…) [Obecnie uważam], że prawdopodobnie to wszystko co się z nami działo w ciągu ostatnich paru lat miało miejsce, bo mamy, jak by to powiedzieli fundamentaliści, wojnę krzyżową, tacy jak ja bardziej umiarkowani problem mówią o “islamizacji Europy”, i ktoś musi nazwać to po imieniu, zatrzymać, ogłosić inny niż obecny kurs polityczny. Prawdopodobnie nie tylko Węgry ale i Europa oczekuje od nas, Węgrów, a osobiście od wybranych przywódców kraju, byśmy, skoro już w tylu rzeczach dopomógł nam dobry Bóg, byli łaskawi pokazać wszystkim co potrafimy.

Twierdzę, że to, czego doświadczamy to koniec pewnej epoki, pewnej ideologicznej epoki. Bez jakiejś chełpliwości, nazwijmy ją poprostu epoką liberalnego bla bla. Ta epoka kończy się, co zawiera w sobie wielkie ryzyko ale i daje nową szansę by ideologia, światopogląd, podejście narodowo-chrześcijańskie odzyskało dominującą pozycję nie tylko na Węgrzech ale w całej Europie

(...)

Sytuacja jest taka, że oni nie chcą statusu uchodźcy ale chcieliby być uchodźcami w Niemczech. To inna historia. Tak naprawdę nie szukają bezpieczeństwa w sytuacji zagrożenia życia ale chcą sobie zapewnić pewną jakość życia.

(…)

W mojej opinii zjawiska jakie opisałem to nic innego jak kryzys tożsamości. Na pierwszy rzut oka to zła wiadomość ale to pierwszy dobry kryzys tożsamości, który przeżywam. Wcześniej mówiliśmy już o kryzysie tożsamości: kryzysie tożsamości chrześcijaństwa, kryzysie tożsamości narodowej. Obecnie, szanowni Panie i Panowie, chodzi o kryzys tożsamości liberalnej. Cała ta sprawa uchodźców, cała ta wędrówka ludów, cały ten problem migracji ekonomicznej z odpowiedniej perspektywy to nic innego jak kryzys tożsamości liberalnej.

(…)

Jestem przekonany, że dalej w Europie nie da się żyć w dobrobycie i równocześnie uważać się, na sposób liberalny, za dobrego człowieka. Sformułuję to następująco: najbardziej niebezpieczna kombinacja znana z historii to sytuacja kiedy człowiek jest bogaty i słaby. Nie ma niczego bardziej niebezpiecznego. Tylko kwestią czasu jest kiedy ktoś zauważy twoją słabość i zabierze ci to, co masz.

(…)

Pomoc z własnej kieszeni może być nawet dobra dla gospodarki, ale jeśli oczekujemy jej od państwa, i chcemy państwowego podziału wtórnego dóbr, pragniemy użyć do niej dóbr z państwowej sfery produktywnej, z zasobów gospodarczych to nie może się to inaczej skończyć niż obniżeniem wydajności gospodarki.

Dlatego te wymaganie chrześcijańskie, które pojawiają się w obecnej sytuacji i z którymi się zgadzam, jeśli pojawiają się w odniesieniu do obywateli to są słuszne, jeśli w odniesieniu do państwa – już nie.

(…)

Na końcu zawsze okazuje się, że chodziło o pieniądze, ropę, surowce i wogóle o coś innego, i że tak naprawdę nie zrobili niczego dobrego, kiedy łaskawi byli zbomdardować Irak czy akurat Syrię, ale akurat to co najgorsze, co możliwe było tak, że w międzyczasie oczekiwali, że świat uzna ich z dobrych, za tych, co stoją po stronie dobra. To jest istota liberalnej polityki zagranicznej, wokół tego jest zorganizowana.

(…)

Tożsamość chrześcijańska moim zdaniem – choć są tu tacy, którzy teologicznie potrafią to dużo dokładniej sformułować – w sposób zupełnie jasny stawia przed nami priorytety. Przede wszystkim odpowiedzialni jesteśmy na nasze dzieci, potem za naszych rodziców. To jest ważniejsze od wszystkiego innego. Potem są ci, z którymi żyjemy razem w tej samej wsi lub mieście. Potem jest nasza ojczyzna, a dopiero potem są wszyscy inni.

(…)

Cóż wynika z tego wszystkiego, szanowni Panie i Panowie? Moim zdaniem cztery rzeczy.

Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że kraj, który nie ma granicy nie jest krajem.

(…)

Drugi wniosek. Należy obronić – i nie chcę tu wypowiadać się w imieniu innych krajów, ale życzę, by większość Europy tak myślała jak my – skład etniczny i kulturalny Węgier.

(…)

Trzecia rzecz, w międzyczasie należy odnosić sukcesy gospodarcze, bo w obecnych czasach na darmo ma człowiek rację, na darmo moralnie jesteś najbliższy ideałowi, jeśli nie masz sukcesów gospodarczych, zadepczą cię.

(…)

W końcu czwarta rzecz, która moim zdaniem wynika z tego wszystkiego. Proszę nie zrozumieć źle tego co powiem: codzienny patriotyzm. Nie chodzi tu o podejście intelektuane ale o instynkt życia, codzienną rutynę. Jeśli wejdę do sklepu to kupuję towary węgierskie. Jeśli zatrudniam człowieka, przyjmę Węgra.

(…)

Tej bitwy nie damy rady uniknąć, jeśli nie pójdziemy tam gdzie się toczy to i tak się odbędzie. Musimy tam pójść i zwyciężyć, szanowni Panie i Panowie!

sobota, 26 września 2015

Zobaczyłem plakat z okładką HVG (Ürügyminiszter=Minister Wykrętów, gra słów Külügyminszter minister spraw zagranicznych, nawiązanie do ostatnich potyczek słownych węgierskiego ministra spraw zagranicznych z ministrami krajów sąsiednich) i przyszedł mi do głowy dowcip, który słyszałem jeszcze w czasie wakacji.

W co grają Węgrzy na komórkach?

W Ę N G R Y B I R D S

 

Dzięki dla bratanka Piotrka za dowcip!

sobota, 19 września 2015

Mimo, że temat migrantów dominuje w mediach i rozmowach to trzy rzeczy, które – zdawałoby się - łączą się z nim ściśle w zasadzie nie są wogóle wspominane.

Pierwsza to węgierscy uchodźcy z 1956 roku. W okresie po zdławieniu powstania kraj opuściło około 200 tysięcy ludzi. Uciekali głównie do Austrii (180 tysięcy) ale także do Jugosławii (około 20-30 tysięcy). Uchodźców przyjęto, z czasem rozjechali się po całym świecie na podstawie imigracyjnych kwot zaoferowanych przez różne państwa.

Znalazły się wśród nich takie sławy jak piłkarz Ferenc Puskás, późniejszy zdobywca Nobla z chemii György Oláh, pisarka Ágota Kristóf (autorka książki A nagy füzet/Wielki zeszyt, na podstawie której powstał świetny film), operatorzy filmowi László Kovács i Vilmos Zsigmond (autor zdjęć między innymi do Łowcy jeleni i Bliskich spotkań trzeciego stopnia), producent filmowy Andy Vajna (ten od Rambo, Terminatora 2 czy Evity) lub też dziennikarka Kati Marton (było o niej tu). Poza powstańcami wśród uchodźców były osoby niezaangażowane w walki ale po prostu pragnące wyrwać się z komunistycznego kraju, znalazło się też tam kilkuset zbiegłych więźniów (dane liczbowe stąd [HU]).

Druga sprawa to polscy uchodźcy na Węgrzech w czasie drugiej wojny światowej. Przybyło ich wówczas 120-130 tysięcy, 70-80 tysięcy wkrótce udało się dalej walczyć we Francji. Główna fala, mówimy tu o grubo ponad 100 tysiącach uchodźców, przybyła na przestrzeni kilku-kilkunastu dni w drugiej połowie września. Po zakończeniu kampanii wrześniowej dużo mniej liczni uciekinierzy na Węgry dostawali się przez zieloną granicę.
Władze węgierskie specjalnie opóźniały rejestrację uchodźców tak by jak najwięcej z nich opuściło Węgry zanim dojdzie do spisu. Chodziło o zmylenie Niemców obserwujących pilnie wydarzenia na Węgrzech.

Warto tutaj uzmysłowić sobie kontekst tego pięknego gestu Węgrów, jakim była pomoc Polakom. Ci uciekali przed Niemcami, często po to by dalej z nimi walczyć. Niemcy natomiast byli wówczas głównym sojusznikiem Węgier, na którego państwo Horthyego liczyło w absolutnie wówczas kluczowej dla polityki węgierskiej kwestii rewizji terytorialnej. Można powiedzieć, że pomoc Polakom była sprzeczna z węgierskim interesem narodowym. Dodać warto, że podobnie pięknie zachowały się Węgry odmawiając Niemcom przepuszczenia ich oddziałów przez swoje terytorium by te zaatakowały Polskę od południa. (Zinteresowanym tematem polecam monumentalną książkę Krystyna i Grzegorza Łubczyków pt. Pamięć. Polscy uchodźcy na Węgrzech 1939-1946).

Ostatnia kwestia to uchodźcy węgierscy po przegranym powstaniu 1848-49 roku. Wielu z oficerów uciekło do Turcji, osiedliło się tam – i przeszło na islam. Wśród nich jest i węgierski (a także polski) bohater narodowy klasy A czyli Józef Bem lub też Murad Paşa. Innymi przykładami są Miksa Stein (Ferhad Paşa) czy też Richárd Guyon (Hursid Paşa).

Bohater narodowy, muzułmanin (Józej Bem/Murad Paşa), źródło: wikipedia

Takie przypadki miały miejsce również wśród Polaków, na przykład Michał Czajkowski (Sadık Paşa), Konstanty Borzęcki (Celâleddin Paşa), Antoni Aleksander Iliński (İskender Paşa), Władysław Kościelski (Sefer Paşa), Ludwik Bystrzonowski (Arslan Paşa), Seweryn Bieliński (Nihad Paşa). Władysław Czajkowski (Muzaffer Paşa) był gubernatorem Libanu a Ahmet Rüstem Bilinski ambasadorem w Waszyngtonie.

Ale wróćmy do Węgrów. Nie tylko osiedlili się oni w Turcji ale i podjęli służbę nowej ojczyźnie. Bem na przykład został generałem armii tureckiej, wsławił się obroną Aleppo (obecna Syria, wówczas Imperium Osmańskie) przed powstańcami arabskimi.

Trudno nie spostrzec analogii z obecną sytuacją. Rzecz jasna, wszystkie analogie mają ograniczone zastosowanie: okres zimnej wojny to nie czasy obecne, Polacy to nie Arabowie, a liczba Węgrów uciekających do Turcji po powstaniu w 1848 roku nie da się porównać z obecną rzeszą uciekinierów.

Mimo wszystko warto jednak pamiętać o tym kiedy Węgrzy byli uchodźcami i kiedy to im pomagano. I o węgierskiej wielkoduszności wobec nawały Polaków przekraczającej liczbowo obecną falę migrantów, pomimo tego, że ta pomoc była wówczas sprzeczna z ich krótkoterminowym interesem. I o tym, że nie zawsze ludzie uciekali z Aleppo na Węgry, bywało odwrotnie. O tym, że imigranci mogą zasymilować i ubogać przyjmujące ich kraje. W końcu i o tym że i Węgrzy, ba, węgierscy bohaterowie narodowi bywali muzułmanami.

niedziela, 13 września 2015

Taki tytuł dało HVG swojej okładce w tym tygodniu. Nawiązuje on do nowej ustawy przewidującej kary za nielegalne przekroczenie granicy a także uszkadzanie ogrodzenia tam się znajdującego.

W zeszłym tygodniu było to "ślepa uliczka historii" ale od tekstu wymowniejszy był o obrazek łączący budowane na granicy serbskiej ogrodzenie ze śmiercią w ciężarówce 71 uchodźców z Syrii.

Do ogrodzenia nawiązuje również okładka Magyar Narancs. Z drutu kolczastego pod nosem Orbána robi się znajomy wąsik.

źródło: Magyar Narancs

W końcu warto wspomnieć szeroko kolportowany na Węgrzech rysunek Hasana Abadi łączący incydent kiedy węgierska operatorka telewizyjna pracująca na granica kopnęła kilku biegnących uchodźców, w tym i dzieci i faktem zatonięcia trzyletniego chłopca z Syrii podczas próby przeprawy przez morze Śródziemne, zdjęcie  jego ciała na brzegu obiegło media światowe.