moje zdziwienia budapeszteńskie
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
RSS
czwartek, 27 lipca 2017

O sprawie CEU dotąd nie pisałem. W gorącym okresie kiedy demonstracje odbywały się co chwila po prostu nie dawałem rady, teraz kiedy sytuacja się uspokoiła (choć sprawa wcale nie jest skończona) wreszcie zabrałem się żeby napisać coś na ten temat. W kontekście niedawnych protestów w Polsce pouczające może być analizowanie podobieństw i różnic.

Jak wiadomo, uchwaloną w kwietniu ustawą rząd efektywnie próbuje zmusić ten uniwersytet do wyniesienia się z Węgier. Całość, od pomysłu do przegłosowania przez parlament, zajęła Fideszowi (wymienne ze słowami rząd czy też Orbán) około tygodnia, prezydent też ochoczo podpisał szybko ustawę. Na rządzie jak dotąd wrażenia nie zrobiły ani protesty miejscowe ani napływające z zagranicy i na to wygląda, że Węgry są na najlepszej drodze do pozbycia się swojego najlepszego według wielu rankingów uniwersytetu, to robi wrażeme.

Sam jestem absolwentem CEU, studia na tym uniwersytecie należą do jednego z najwspanialszych doświadczeń edukacyjnych w moim życiu, ogromnie skorzystałem na nich pod wieloma względami. Zamysł  wyrzucenia CEU z Węgier dotknął mnie poniekąd osobiście, staram się brać udział we wszystkich istniejących formach protestu. Poniżej zebrałem krótki przegląd tego co tu się pod tym względem dzieje.

Pierwszy protest został zorganizowany przez facebookową grupę 2 kwietnia. Wtedy ustawy nie podpisał jeszcze prezydent Áder. Na demonstrację wybraliśmy się licząc na obecność może kilkuset osób - iluż może obchodzić zamknięcie anglojęzycznego, elitarnego, małego, międzynarodowego uniwersytetu finansowanego w dodatku przez Sorosa, który ostatnio jest obiektem kampanii nienawiści? Kilkudziesięcznotysięczny tłum, który się pojawił zupełnie mnie zaskoczył. Hasłem demonstracji było "Wolny kraj, wolny uniwersytet" i czuło się, że chodzi tu o więcej niż samo CEU.

Logo a zarazem hashtag protestu stworzone przez CEU

IstanwithCEUJesuis242

Połączenie sprawy zamknięcia Népszabadságu, CEU oraz Charlie Hebdo

Następna demonstracja - łańcuch solidarności wokół budynków uniwersytetu, miała miejsce parę dni później. Mimo, że był to środek tygodnia znów pojawiła się masa ludzi.

W międzyczasie podpisywaliśmy się pod petycją na change.org, słaliśmy listy do Ministerstwa Zasobów Ludzkich, pod które podlega system edukacji oraz do posłów w parlamencie. Ministerstwo przysłało mi nawet standardową, ogólnikową odpowiedź, która, jak wykazał CEU, roiła się od nieścisłości i nieprawd.

Na kolejną demonstrację nie trzeba było długo czekać: odbyła się 9 kwietnia. Tym razem trasa prowadziła od ogrodów zamkowych na plac Kossutha i pojawiła się masa ludzi - według niektórych szacunków nawet 80 tysięcy. Widać już było jasno cechy charakterystyczne tej fali protestów: masowa obecność młodych ludzi, nawet licealistów (koledzy Chłopaka na demonstracje chodzili grupami), wielka ilość jednoosobowych transparentów robionych często chałupniczymi metodami, dużo humoru.

demo942017

Orbána trzeba zamknąć a nie CEU

demo9420171

Przerobiony motyw ówczesnej kampanii Zatrzymać Brukselę

Kolejna demonstracja (12 kwietnia) odbyła się w obronie organizacji społecznych: parlament rozpoczął prace nad ustawą zmuszającą je do publicznego deklarowania, że są "finansowane z zagranicy" (sam pomysł pochodzi "z zagranicy" - rosyjskiej - ale o tym Fidesz milczy) w przypadku gdyby dostały ponad kwotą równoważną 10 000 złotych z zagranicznych źródeł. Ta demonstracja pełna była haseł związanych z CEU. W jej trakcie uczestnicy uformowali wielkie serce z napisem Civil (po węgiersku słowo to oznacza NGOsy), które media fotografowały ze specjalnie ustawionego dźwigu. 

civil1

Nowa wersja "Krzyku" Muncha, takich kreatywnych transparentów było dużo więcej

civilserce1

Serce, źródło: Vaol.hu

Po demonstracji tłum ruszył pod pobliską siedzibę Fideszu, którą obrzucano papierowymi samolotami w odpowiedzi na wypowiedzi polityków rządowych iż uczestnicy protestów przysyłani są tutaj z zagranicy właśnie  samolotami.

Potem tłum przeniósł się na Oktogon, który zablokowano siadając na jego środku. Tak narodziła się tradycja blokowania tego ważnego skrzyżowania po kolejnych demonstracjach. Policja uprzejmie kierowała ruch w boczne ulice, z bluetoothowych głośniczków rozbrzmiewała goa, która z czasem stała się symbolem protestów ("rewolucja techno").

civil21

Blokada Oktogonu. Transparent głosi "Wąsate gówno": w tym momencie (wąsaty) prezydent Áder podpisał już ustawę o CEU mimo demonstracji domagających się jego sprzeciwu. 

Demonstracja grupy Nie będziemy milczeć (Nem maradunk csendben) została zorganizowana 15 kwietnia - w Wielką Sobotę. Nie przeszkodziło to tłumowi wypełnić plac Szabadság. Charakter manifestacji był zdecydowanie młodzieżowy: DJ puszczał muzykę, wystąpił aktywista-muzyk reggae, dużo, młodych, demonstrantów tańczyło.

Gwiazdami wieczoru byli dwaj aktywiści Márton Gulyás i Gergő Varga, których sąd dopiero co skazał na prace społeczne za próbę obrzucenia pałacu prezydenckiego pojemniczkami z (wodnymi) farbami w czasie spontanicznego protestu po podpisaniu przez prezydenta ustawy o CEU. Gulyás ogłosił powstanie ruchu na rzecz sprawiedliwego systemu wyborczego.

Sama demonstracja przebiegła spokojnie ale po niej pobito wracającego do domu Arka Karskiego, polskiego aktywistę mieszkającego w Budapeszcie za to, że w niej wziął udział.

 

Tłum tych co nie chcą milczeć

Kreatywność przechodząca w absurd: jeden z, hmm, pewnie obiektów raczej niż transparentów na demonstracji

Dwaj bohaterowie

Charakterystyczny dla nastroju demonstracji był taniec z flagami w wykonaniu dwojga punków

Potem nadszedł Pochód pokoju Partii Psa o Dwóch Ogonach (Magyar Kétfarkú Kutyapárt - było o nich tu i tu) czyli współczesnej węgierskiej Pomarańczowej Alternatywy. Pochód pokoju to nazwa prorządowej demonstracji zorganizowanej przez nadworne GONGO Fideszu CÖF. Partia Psa wyszydziła ideę jak trzeba przebijając w szyderczym wiernopoddaństwie największych wielbicieli Fideszu.

Demonstracja (22 kwietnia) była bardzo prorosyjska (nie chcemy euro - żądamy rubla!) i gorliwie popierała rząd we wszystkich jego aktualnych kampaniach. Tak na marginesie, opozycja zaczyna się definiować na linii Rosja-Europa, gdyby ta dychotomia stała się głównym tematem przyszłorocznych wyborów byłoby ciekawie. Marsz przeszedł przez śródmieście i zakończył się wysłaniem e-maila wypowiadającego wojnę "Brukseli" na placu Erzsébet.

Czoło pochodu, nawiązanie do pochodów prorządowych

Towarzysze, zaczyna się! - nawiązanie do kultowego plakatu sprzed ponad 25 lat

Propozycja nowego godła oraz, świetnie zrozumiałe dla Polaków, hasło "Rower to pojazd diabła"

No i na końcu mój ulubieniec: Nie kupuj u CEU

Nie dałem rady wziąć udziału ale muszę wspomnieć proeurpejską demonstrację zorganizowaną 1 maja przez, obecnie przynajmniej, młodzieżową partię Momentum. Ta partia swoją inicjatywą referendum w sprawie olimpiady w Budapeszcie doprowadziła do rezygnacji przez rząd z planów jej organizacji. Taki sukces to rzadka rzecz na Węgrzech, podobnie jak i masowa demonstracja organizowana przez partię opozycyjną. Momentum warto obserwować. 

W wartki rytm kolejnych demonstracji wpisał się protest przeciwko przemocy, której poddano dziennikarkę portalu 444 podczas lokalnego forum Fideszu. Demonstracja odbyła się 6 maja przed jednym z budańskich biur tej partii, którego przewodniczący zabrał jej telefon i próbował skasować tam zdjęcia podczas tego forum.

Jedno z przemówień, na plecaczku chłopaka zestaw opozycyjnych plakietek

Oklejanie drzwi biura materiałami krytycznie odnoszącymi się do rządzącej partii

Demonstracja 21 maja w obronie organizacji społecznych oraz CEU okazała się być ostatnią w serii (jak dotąd). Rozpoczęła się przed Politechniką.  Jednym z mówców była Katalin Lukács, była posłanka Fideszu (chadeczka), która krytykowała rząd właśnie z pozycji chrześcijańskich. Rzadkie jest zarówno opuszczanie obozu Fideszu jaki i ten rodzaj krytyki więc warto sobie tę polityczkę zapamiętać zwłaszcza, że zdaje się, że trwale zagościi ona w kręgach opozycyjnych. Przemarsz zakończył się na placu Kossutha.

opozycyjna deskorolka

zbiórka na koszt demonstracji

Goebbelsi: Rogán Antal (z prawej), jeden z przywódców Fideszu, oraz Árpád Habony, formalnie nie pełniący żadnych funkcji w partii ale faktycznie bardzo wpływowy doradca

Na razie na Węgrzech panuje spokój choć partia Együtt ogłosiła demonstrację w święto narodowe 20 sierpnia. Jeśli chodzi o CEU to rząd formalnie prowadzi negocjacje ze stanem Nowy Jork, gdzie uniwersytet jest zarejestrowany. Tempo tych negocjacji jasno wskazuje na to, że rząd nie szuka rozwiązania a po prostu przeciąga czas: jeśli problemu nie uda się rozwiązać do października-listopada, kiedy trzeba ogłaszać nabór, CEU wyniesie się najprawdopodobniej, zapewne do Wiednia. Protesty wtedy znów mogą się zacząć. Choć może pojawi się w międzyczasie dla nich jakiś inny pretekst.

wtorek, 25 lipca 2017

Moja siódma dzielnica żyje w sławie dzielnicy rozrywki (bulinegyed) jako że mieści się w niej masa romkocsm, barów, restauracji, itp. To magnes przyciągający do Budapesztu wielu turystów, część których jednak doprowadza stałych mieszkańców dzielnicy do wściekłości.

Są to grupki, głównie młodych facetów, przylatujące tu tanimi liniami w celu schlania się. Bywa, że jest to wieczór kawalerski lub panieński, bywa, że tak po prostu, bez okazji. Nocują w tanich hostelach lub mieszkaniach do wynajęcia (u nas w domu są dwa takie, w jednym stoją piętrowe, żelazne łóżka), noc spędzają na jakimś pub crawl oferowanym przez szereg specjalizujących się w tym firm. Na ulicach widać takie duże, kilkudziesięcioosobowe grupy prowadzone z pubu do pubu przez przewodniczki (zwykle to kobiety). Są miejsca, w których za określoną kwotę można pić przez godzinę ile się chce. Ofertę rozrywkową uzupełniają dilerzy i prostytutki.

W efekcie ulice nocą rozbrzmiewają nie tyle od szumu rozmów ile od ryku pijanych (mieliśmy kiedyś o północy okazję wysłuchać Marsyliankę w wykonaniu pijanej w trupa francuskiej ekipy słyszalną znakomicie przez zamknięte okna), walenie w kubły na śmiecie, itd. Mimo upału nie da się otworzyć okien. Pijani „turyści” skaczą po samochodach, łamią lusterka, zdarzyło, że jeden przewrócili. Sikają gdzie się da. Ale nie tylko: sąsiadka znalazła kiedyś na klatce schodowej spodnie z gaciami i kupą w środku, biedna, wyniosła je do kubła na kiju. Na ulicach rano jest masa śmieci i śladów rzygania. A trzeba dodać, że poza naszą dzielnicą na Węgrzech pijanych spotykam niezwykle rzadko – rzadziej jak w Polsce.

Reakcji policji czy służb porządkowych w zasadzie nie ma. Dzwonienie w nocy o pomoc nie za bardzo przynosi efekty. Część barów (te normalne, które nie żyją z tego rodzaju turystyki) wystawia tablice „No stag parties” („Nie obsługujemy wieczorów kawalerskich”). Niektóre bary, te głośne, oferują pobliskim mieszkańcom opłacenie okien z izolacją akustyczną tak to było rozwiązaniem a nie zaprowadzenie ciszy na ulicy w nocy. Samorząd stać było na zakazanie beerbike-ów, które zatykały wąskie uliczki, poza tym umywa ręce. Mieszkańcy dzielnicy żyją w coraz większej frustracji, część się wyprowadziła, inni o tym myślą.

Ostatnio jednak coś się ruszyło. W dzielnicy powstała facebookowa grupa Élhetőbb Erzsébetváros (Erzsébetváros lepszy do życia), która poza zwyczajowym utyskiwaniem w internecie zajęła się działalnością na rzecz ukrócenia powyższych zjawisk. Zorganizowali sprzątanie dzielnicy po jednym z upojnych weekendów a worki ze śmieciami złożyli przed wejściem do budynku samorządu. Zwołali forum dla mieszkańców, na które przyszło 150 osób, zabrakło tylko burmistrza lub jego przedstawicieli. A na 27 lipca w nocy ogłosili demonstrację protestującą przeciwko braku spokoju w nocy.

Bardzo ciekawa inicjatywa, kibicuję jej. Poznawszy zaangażowanych w nią ludzi wierzę, że nie chodzi im o serię zakazów: zmianę chcą osiągnąć we współpracy trójkąta samorząd-mieszkańcy-właściciele barów. A że wybory samorządowe już blisko (jesień 2018) jestem przekonany, że samorząd obudzi się i w jakiś sposób zareaguje.

To może być koniec dzielnicy rozrywki jaką znamy - choć zarazem na pewno początek, mam nadzieję, czegoś ciekawszego.

erzs1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


plakat z zaproszeniem na forum mieszkańców, niestety, nie zauważył go burmistrz

erzs22

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Dość tego - demonstracja już tuż

poniedziałek, 24 lipca 2017

Dzisiaj rano na facebooku przyszło zaproszenie na "Spacer przed polską ambasadą w Budapeszcie" o 20. W końcu i Budapeszt przyłącza się do protestów. Niezwykle skutecznie: może godzinę później pojawiła się wiadomość, że prezydent Duda zawetował dwie z trzech ustaw sądowych PiSu. Aż nie śmiem myśleć, że stało się pod wpływem informacji o tutejszym proteście.

Na demonstrację przyszło około 30 osób, w większości Polaków choć byli i Węgrzy a także cudzoziemcy: wiem o przynajmniej jednej Rosjance i Norweżce.

Pojawiły się, jak w Polsce, świeczki, białe róże a także kreda, którą porobiliśmy napisy na chodniku przed ambasadą (Wolne sądy, Solidarność, 3xNIE i ich węgierskie odpowiedniki). Organizatorzy (aktywiście partii Razem) wygłosili krótkie przemówienia po angielsku by były dla wszystkich zrozumiałe, poskandowaliśmy Solidarność naszą bronią oraz Jeszcze jedno (weto) i paru Węgrów shackowało plakat z Orbánem - efekt poniżej. 

Jak trzeba będzie to znów się zbierzemy.

demonstrantki

Świeczki, białe róże

wolnesady21

Świeczki

wolnesady11

Może nie tłum ale grupa uczestników

wolnesadyprzemowienie1

Przemówienie

wolnesadyorban
Shackowany Orbán z plakatu