Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Żałoba z okazji odzyskanej niepodległości

jezw

Na Węgrzech nie ma święta niepodległości mimo, że narracja niepodległościowa jest tu tak dominująca jak w Polsce. Podobnie jak Polska Węgry odzyskały niepodległość po pierwszej wojnie światowej ale, w przeciwieństwie do Polski, nikt tu tego nie świętuje. Co więcej, niewielu pewnie byłoby w stanie powiedzieć, kiedy właśnie ich państwo niepodległość odzyskało; wyjaśniam na wszelki wypadek: chodzi mi o uniezależnienie od Austrii i monarchii Habsburgów. Swoją drogą, w świadomości społecznej koniec komunizmu też nie jest traktowany jako początek wolności, to ciekawy ale inny temat.

Skąd to niedocenianie niepodległości każdy kto choć troszkę zna Węgry świetnie wie: bo niepodległość łączyła się z utratą terytoriów i ludności (Trianon) a poprzedzający ją okres Monarchii Austro-Węgierskiej mimo że nie zapewniający pełnej niezależności umożliwił Węgrom okres fantastycznego rozwoju.

Węgrzy chcąc uzmysłowić Polakom czym był Trianon chętnie odwołują się do analogii rozbiorów, tym razem ich przedmiotem były jednak nie Polska a Węgry. Mimo podobieństw Polakom rzucają się w oczy i różnice: Węgry były (stały się w pewnym momencie) częścią jednego z zaborczych mocarstw, którego upadek umożliwił powstanie Polski. Ponadto, wbijana polskim dzieciom w szkołach świadomość błędów polskiej szlachty i jej odpowiedzialności za osłabienie państwa, które umożliwiło rozbiory, nie ma żadnego odpowiednika na Węgrzech, gdzie dominuje narracja niesprawiedliwości i krzywdy.

Od lat dziwi mnie ten węgierski bezmyślny kult Trianonu, to zachłystywanie się swoją krzywdą i nie raz pokłóciłem się z kochanymi węgierskimi znajomymi na ten temat. Zarzucono mi, że ich nie rozumiem Trianonu i że nic o nim nie wiem. Nie jestem przekonany jak dokładnie oni sami znają ten temat ale postanowiłem o Trianonie dowiedzieć się więcej i przeczytałem książkę Ignáca Romsicsa pt. A trianoni békeszerződés czyli Traktat pokojowy Trianon. Oto notatki z lektury.

Monarchia Austro-Węgierska w okresie przed pierwszą wojną światową doświadczały sił odśrodkowych. Idee trializmu (wspólnego państwa Austriaków, Węgrów i Słowian) żywe były wśród Czechów, Chorwatów i Słoweńców. Wśród części Ukrainców pojawiały się koncepcje przyłączenia się do Rosji. Polacy marzyli o zjednoczeniu i odtworzeniu Polski. Wśród ludności niemieckojęzycznej szerzyły się koncepcje Wielkich Niemiec.

Koncepcje federalistyczne dające większy wpływ na państwo przedstawicielom mniejszości pojawiały się również (na przykład w programie chrześcijańskich socjalistów z 1905 roku), żywsze jednak były tendecje do zachowanie status quo.

Węgry w tym czasie traktowały się jako jednolite państwo Węgrów, żądania autonomii były odrzucane. Postępował proces madziaryzacji, zwłaszcza wśród Niemców, Słowaków i Żydów: ilość osób deklarujących się jako Węgrzy wzrosła w okresie 1880-1910 z 45% do 54% ludności. Pojawiały się marzenia o podporządkowaniu sobie sąsiednich narodów i przekształceniu monarchii Austro-Węgierskiej w Węgiersko-Austriacką.

W tym czasie we Francji i Anglii narastało przekonanie, że Austria nie jest już warunkiem koniecznym dla utrzymania pokoju w Europie.

Nad monarchią zbierały się więc czarne chmury. Nadchodząca wojna miała być wojną o przetrwanie.

Na samym początku wojny jednak brak było świadomości tego. Dyskutowano raczej o ekspansji terytorialnej. Premier Tisza wykazał się wobec takich koncepcji ostrożnością w obawie, że zajęcie zbyt wielu terenów słowiańskich uniemożliwi kontynuację dualizmu.

Wkrótce jednak okazało się, że kwestią ekspansji terytorialnej nie zajmują się jedynie politycy monarchii. Swoje żądania zaczęli zgłaszać jej sąsiedy. Ententa dała obietnice terytorialne Rumunii, Włochom, Serbii, te dwa pierwsze przeciąga na swoją stronę właśnie przy ich pomocy.

W dyskusjach pojawiły się argumenty przeciwko monarchii. Masaryk na przykład twierdził, że ze zniknięciem zagrożenia tureckiego straciła ona rację bytu, jest wasalem Niemiec i nie zwiększa bezpieczeństwa bo ułatwia ekspansję niemiecką. Używał też argumentu narodowego. Uczestnicy Kongresu Narodów Uciśnionych, który odbył się w Rzymie 9-11 kwietnia 1918, wielu z nich obywatele monarchii, domagali się własnych państw.

Wielu mniej prominentnych obywateli monarchii wyrażało swoje poglądy nogami: choć nie wiemy ilu z nich popierało separatyzm to właśnie w armii monarchii dochodziło do największej ilości przypadków poddawania się bez walki. Do jesieni 1917 poddało się tak 600 000 żołnierzy: 300 000 Czechów i Słowaków, 200 000 Słowian południowych, 100 000 Rumunów, wielu z nich przyłączyło się do walki przeciwko państwom centralnym.

Kraje Ententy początkowo jednak nie popierały ani separatyzmów czechosłowackiego czy polskiego ani też rozpadu monarchii. Takie myślenie pojawiło się później, w przypadku Francji dopiero w 1917 roku. Zaczęto wydawać wówczas deklaracje odnośnie niepodległej Polski, Czechosłowacji i państwa południowych Słowian.

W międzyczasie (marzec 1918) Niemcy zawarły z Rosją pokój w Brześciu Litewskim, co otwierało drogę do utwarzenia na wschodzie sieci państw zdominowanych przez Niemcy, co było nie do przyjęcia przez Ententę.

Rozpad monarchii wiązał się z kwestią wytyczeniem nowych granic. Już wtedy politycy byli świadomi złożoności czynnika etnicznego. USA Inquiry (komisja szykująca pokój) w raporcie zauważała, że nie da się wytyczyć granic tak by były one zarazem praktyczne oraz pokrywały się z granicami etnicznymi. Robert William Seton-Watson, wpływowy ekspert brytyjski zajmujący się monarchią, krytyczny wobec Węgier za politykę brutalizacji mniejszości, która jego zdaniem miała miejsce w tym kraju, przygotował w miarę sprawiedliwą koncepcję granic wzdłuż linii etnicznych, pozostawiając szare strefy, co których decyzje należało podnieść po dogłębnej analizie.

16 października 1918 cesarz Karol ogłosił Austrię państwem federacyjnym. Było to jednak już za późno i za mało.

Podejście „za późno i za mało” było też charakterystyczne dla Węgrów. Nowopowstały rząd Károlyiego (październik 1918) uznawał za nieuniknioną utratę Chorwacji ale poza tym opowiadał się za integralnością terytorialną kraju, jego podstawą ma być „związek braterski równych ludów”. Nie zmieniło tego ogłoszenie niepodległości 16 listopada 1918.

Podczas gdy Serbowie zajmowali południowe prowincje a Rumunii wkraczali do Siedmiogrodu, Oszkár Jászi, minister do spraw mniejszości w rządzie Károlyiego, zaproponował kantonalizację Siedmiogrodu, koncepcję, którą Rumuni odrzucili.

”Terytorium Węgier stanowi najdoskonalszą jedność geograficzną i gospodarczą w pełnej mierze skazaną na siebie na tyle, że nie można żadnej części oderwać nie powodując gospodarczej katastrofy zarówno w oderwanej jak i pozostałej części” pisał Károlyi w memorandum do amerykańskiego ministra spraw zagranicznych. Ten argument zostanie jeszcze nie raz użyty.

Károlyi przejawiał, raczej naiwną, wiarę w Ententę, której był zawsze zwolennikiem. Jego rząd był pacyfistyczny, sam Károlyi liczył raczej na sukces w negocjacjach pokojowych.

W międzyczasie Rumuni wkroczyli do Siedmiogrodu, ich cel to „by wszyscy Rumuni żyli w jednym potężnym państwie”. Jedynie Rusini (choć nie wszyscy) przyjmują ofertę autonomii, wcześniej odrzucili ją siedmiogrodcy Sasowie a także Słowacy.

Od 18 stycznia 1919 trwała konferencja pokojowa w Wersalu. W Komisji Terytorialnej prym wiedli Francuzi. Kraje, które przegrały wojnę nie zostały zaproszone do dyskusji. Z czasem Amerykanie, zniesmaczeni zachowaniem delegacji francuskiej i brytyjskiej, wycofali się zachowując dla siebie jedynie rolę obserwatora.

A Węgrzy nie cieszyli się popularnością. Jeden z dyplomatów brytyjskich powiedział „Na to turańskie plemię patrzyłem z głęboką odrazą (…) Węgrzy przez całe wieki uciskali swoich niewęgierskich poddanych. Nadeszła godzina wyzwolenia i kary.”

Są jednak i inne głosy. W Memorandum z Fontainebleau, za którym stoi Lloyd George, pada stwierdzenie, iż w tej części Europy nigdy nie będzie pokoju jeśli istotne grupy Węgrów i Niemców trafią do nowopowstających krajów. Każdy naród powinien mieć swój kraj a czynnik ludzki powinien przeważać nad innymi względami.

Na Węgrzech powstał rząd z udziałem komunistów (Republika Rad). Wiosną ruszyły ofensywy rumuńskie i czechosłowacka, które napotkały słaby opór Węgrów. Później jednak rząd utworzył wojsko, które z sukcesami poprowadziło ofensywę na północy. Nie udało mu się jednak zrealizować planów połączenia z ukraińską armią czerwoną.

Austriacy wówczas zgłosiły pretensje do pasa ziemi przy granicy węgierskiej zamieszkałego w większości przez Niemców (Burgenland).

Wkrótce Republika Rad upada, a z chaosu wyłanił się rząd, w którym większość mieli konserwatyści. Horthy stanął na czele państwa, 16 listopada wkraczył na białym koniu do Budapesztu.

Na przewodniczącego delegacji węgierskiej na konferencję pokojową wybrano Alberta Apponyego. Choć bardzo ceniony w kraju (nazywano go „największym żyjącym Węgrem”) za granicą był uznawany za przedstawiciela orientacji niemieckiej i zwolennika ucisku małych narodów. „Najlepszy sposób na zniszczenie popularności Węgier” tak skomentował to Frank Lyon Polk, przedstawiciel USA.

W ramach przygotowań z inicjatywy Pála Telekiego powstaje słynna mapa przedstawiająca stosunki etniczne na Węgrzech. Jej podstawą był spis powszechny z 1910 roku, później nie było możliwości aktualizacji danych.

Delegacja, która wyruszyła 5 stycznia, miała domagać się integralności terytorialnej ze względu na „prawa historyczne i prawa naturalne” lub też ze względu na prawo do samostanowienia narodów żądać referendum. Jeśli żadna z tych opcji nie zostanie przyjęta, miała negocjować co się da.

Mimo, że elita zdawała sobie sprawę z sytuacji, w oficjalnym dyskursie nie było o niej mowy, to wówczas miał początek rozdźwięk między dyplomacją a propagandą dominujący w okresie międzywojennym.

Żegnana przez tłumy na dworcach delegacja została chłodno przyjęta w Paryżu. Umieszczono ją w nienajlepszym hotelu, poddano ograniczeniom w poruszaniu się.

Apponyi rozsyłał dużo not dyplomatycznych przedstawiających rozmaite (gospodarcze, etniczne, geopolityczne, itp.) argumenty węgierskie. Zwracał uwagę, że na Węgrzech mieszkało wówczas 54% Węgrów, 16% Rumunów, po zmianach granic w Rumunii byłoby natomiast 61.5% Rumunów i 15% Węgrów, w Czechosłowacji, Jugosławii wymieszanie ludności byłoby jeszcze większe. Węgry były zawsze tolerancyjne a ci, którzy się domagają odłączenia od Węgier nie są reprezentatywni wobec mniejszości, które nie chcą secesji, głosiła nota.

W odniesieniu do Siedmiogrodu proponowano trzy opcje: ten region miał być częścią Węgier, niezależnym kraj lub częścią Rumunii. Trzeci przypadek byłby do przyjęcia gdyby poprzedziło go referendum. W Siedmiogrodzie mogłyby utworzone być kantony węgierski, rumuński, szwabski, saski i mieszany. Noty nie miały żadnego wpływu na propozycje konferencji pokojowej.

Apponyi spotkał się z przedstawicielami Rady Najwyższej (Francja, Wielka Brytania, Włochy, USA, Japonia). Jego mowa zawierała syntezę węgierskich argumentów przeciwko traktatowi.

Podkreślał w niej wagę zachowania integralności Węgier odwołując się do argumentu gospodarczego: to na peryferiach Węgier znajdują się zasoby naturalne konieczne dla funkcjonowania gospodarki. Użył też argumentu geograficznego: Węgry mają doskonałą formę bo kotlina Karpacka ze swoimi naturalnymi granicami idealnie pasuje dla jednego państwa.

Stwierdził, że Węgry zostały ukarane najbardziej a przecież nie miały nawet pełnej niepodległości.

Użył też argumentu geopolitycznego: Węgry historycznie odpowiedzialne były za bezpieczeństwo i pokój w tej części Europy zapewniając ochronę przed napaściami z zewnątrz.

Najważniejszy był jednak argument etniczny. Podkreślił, że 3.5 miliona Węgrów oderwanych zostanie od WęgierWęgier. Mówił, że zwycięskie mocarstwa nie stosują konsekwentnie zasad, które głoszą. Domagał się referendum na terenach, które Węgry mają utracić powołując się tu na Wilsona. Zwrócił uwagę, że kraje, które uzyskują terytoria od Węgier też nie są spójne etnicznie.

Nie obyło się bez argumentu szowinistycznego, który zapewne zadziałał kontrproduktywnie. „Chciałbym tylko po prostu stwierdzić ten fakt, że w rezultacie [wprowadzenia traktatu] hegemonia narodowa przejdzie na takie narody, które obecnie stoją w większości kulturalnie niżej [niż Węgrzy]” stwierdził Apponyi opierając się na danych dotyczących poziomu wykształcenia Węgrów i mniejszości żyjących na Węgrzech (danych dotyczących poziomu wykształcenia w krajach gdzie dana mniejszość była większością tytularną nie podał). Zagroził irredentyzmem: stojące wyżej kulturalnie mniejszości mogą zhegemonizować niżej stojącą większość.

Odpowiadając na pytanie Lloyd Georgea ilu Węgrów znajdzie się poza Węgrami blisko nowych granic Apponyi pokazał to na mapie. Lloyd George napisał potem w pamiętnikach, że gdyby wówczas Apponyi domagał się korekty granic by tereny z większością węgierską znalazły się w ramach Węgier pewnie odniósłby sukces ale on zanegował cały nowy system, do czego nie miał szansy nikogo przekonać. W sumie spotkanie przebiegło w chłodnej atmosferze.

Kolejna fala not dyplomatycznych nie przyniosła zmiany. Brytyjczycy okazali się być bardziej przychylni Węgrom niż Francuzi (Lloyd George: by Węgry nie pozostały wrogiem na zawsze trzeba odpowiedzieć na ich propozycje), którzy argumentowali, że statystyki węgierskie nie są godne zaufania bo Węgrzy są podstępni. Końcowy tekst traktatu pozostał niezmieniony.

Samo podpisanie traktatu odbyło się w ramach piętnastominutowej ceremonii 4 czerwca 1920 roku. Przeszła ona niezauważona we Francji. Na Węgrzech tego dnia opuszczono flagi do połowy masztu, w gazetach pojawiły się żałobne ramki, zamknięte zostały sklepy, szkoły i urzędy, przez miasta przeszły demonstracje protestacyjne. W Budapeszcie odbył przemarsz z Hősók tere pod pomnik Petőfiego, przed mszą w bazylice na pięć minut zatrzymał się ruch, bito w dzwony.

Marszałek parlamentu István Rakovszky wygłasił mowę. Zwracając się do ludności z terenów odłączonych powiedział „po wspólnych 1000 latach musimy się rozdzielić ale nie na zawsze. Od tej pory każdą myślą w dzień i w nocy każde uderzenie naszego serca będzie miało na celu byśmy mogli z wami żyć w dawnej chwale ponownie zjednoczeni.”

Prasa wszelkich odcieni politycznych bez wyjątku o traktacie pisała krytycznie („to nie prawdziwy pokój”), pojawiły się porównania do Jezusa na krzyżu.

Pojawiały się nadzieje na szybką rewizję terytorialną. Wojna polsko-sowiecka dała nadzieję na odzyskanie wschodniej Słowacji i Zakarpacia, dlatego udzielono Polsce militarnej pomocy posyłając amunicję.

19 czerwca Piłsudski przyjął ambasadora Csekonicsa, uzgodniono współpracę w walce z bolszewizmem. Polska miała wspierać starania o zmianę ustaleń traktatu odnośnie armii węgierskiej. W przypadku napaści Czechosłowacji na Polskę Węgry miały zaatakować z tyłu Czechosłowację. Polska zobowiązała się spróbować załatwić z Ententą by Węgry posłały trzydziestotysięczny legion do Polski (w przyszłości mógłby on wspierać działania rewizyjne). Francja i Wielka Brytania odrzuciły jednak ten postulat obawiając się skutków przemarszu wojsk węgierskich przez Czechosłowację czy też Rumunię.

Polskie zwycięstwo pogrzebało nadzieję na szybką rewizję. W latach 1920-21 powstała mała Ententa: umowy o wzajemnym wsparciu na wypadek napaści Węgier między podpisały Czechoslowacja i Jugosławia, Rumunia i Jugosławia oraz Rumunia i Czechosłowacja.

Traktat pokojowy został ratyfikowany przez parlament węgierski 15 listopada. Wszedł on w życie po ratyfikacji w innych krajach (Francja, Wielka Brytania, Japonia, Włochy) w 1921 roku. USA nie ratyfikowały traktatu, do którego odnosiły się krytycznie, podpisały za to osobny pokój z Węgrami.

W Burgenlandii w tym czasie operowały węgierskie nieregularne siły zbrojne wspierano po cichu przez rząd, któremu w zamian za obietnicę ich rozbrojenia udaje się doprowadzić do referendum w Sopronie. W referendum tym 65% głosów padło za Węgrami.

Po drugiej, nieudanej próbie zajęcia tronu przez Karola IV 3 listopada parlament zdetronizował Habsburgów.

W efekcie traktatu w okresie międzywojennym tylko Albańczyków mieszkało więcej poza granicami kraju ojczystego (44%) niż Węgrów. Zasada państw narodowych nie wprowadzona tak jak by na to pozwalały warunki demograficzne. Nowe Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców oraz Czechosłowacja przypominały Monarchię tyle, że w mniejszej skali. W regionie tylko Węgry i Austria, które przegrały wojnę były w miarę homogeniczne etnicznie. Nowe kraje nie wykazywały się poszanowaniem mniejszości, kultywowały raczej tradycje imperialne.

Nowopowstały system małych państw nie okazał się zdolny do tego do czego go powołano a mianowicie do powstrzymania ewentualnej ekspansji niemieckiej lub rosyjskiej.

Węgierska gospodarka szybko odbiła, w 1929 roku dochód na głowę był wyższy niż w 1913 roku, w 1913 roku dochód był 69% średniej europejskiej, w 1929 – 74%.

W ramach rewizji terytorialnych w okresie drugiej wojny światowej Węgry odzyskały ponad 1/3 utraconych terenów (nie licząc Chorwacji – ponad połowę) i ponad 5 milionów obywateli: 50% Węgrów, 20% Rumunów, 10% Rusinów, 8-9% Jugosłowian, a także mniejszą liczbę Niemców i Słowaków. Udział Węgrów spadł z 93% do 77%.

Paryski traktat pokojowy z 1947 roku przywrócił granice trianońskie. Węgrzy przyjęli go spokojnie. István Bibó napisał wówczas, że Węgrzy przyjmując granice trianońskie „fizycznie i duchowo” powinni skupić się na dwóch rzeczach: unikając spirali „wzajemnej bezdennej nienawiści” dawać przykład w „umiarkowaniu i wzajemnej lojalności małych narodów” oraz „czuć odpowiedzialność za los Węgrów poza granicami kraju”.

Autor kończy swoją książkę następującymi słowami: „Węgrzy mają pełne prawo uważań traktaty z Trianon i Paryski za niesprawiedliwe. Mają też bezdyskusyjne prawo by się domagać zgodnego z normami europejskimi prawa do samorządności dla siebie i dla mniejszości. Mieć nadzieję na więcej to, wszelkie znaki na to wskazują, iluzja, domagać się więcej to bezmyślność.”

***

Podsumowując (to już ode mnie), wydaje mi się, że z dwóch postulatów Bibó Węgrzy realizują tylko ten drugi. O Węgrach spoza Węgier faktycznie tu się pamięta i to zarówno na poziomie polityki państwowej jak i na poziomie kontaktów międzyludzkich. Dostali oni obywatelstwo, głosują w wyborach, na parlamenci wisi flaga seklerska jako demonstracja poparcia dla ich żądań autonomii. Na tereny zamieszkałe przez Węgrów, zwłaszcza do Siedmiogrodu, się jeździ, oni też tu przyjeżdzają, kontakty są na poziomie szkół, kościołów i rodzin.

Gorzej jest z unikanie spirali nienawiści. Argumenty wysunięte przez Apponyego są do dziś w obiegu, przedwojenna retoryka krzywdy ma się znakomicie, nic nie pojawiło się w miejsce narracji krzywdy. Brak jakichkolwiek prób pojednania z sąsiadami czy też choćby zrozumienia ich perspektywy. Uważam, że pod spokojną obecnie powierzchnią wszystkie demony nienawiści i rewizjonizmu są gotowe by nagle, choć niezaskakująco, wybuchnąć w sprzyjającym momencie.

Przygnębiające jest, że niemal sto lat nie starczyło na to by Węgrzy Trianon przepracowali, mimo że wiele innych narodów w krótszym czasie dało sobie radę ze swoimi traumami.



Jeden z nielicznych estetycznych pomników Trianonu (pisałem o tym tu) o nieco jednak makabrycznej symbolice dla wszystkich przywykłych do narracji o "rozczłonkowanej" ojczyźnie. Stoi w Debreczynie .

ewangelia według Yisroela Bessera

jezw

Pisałem kiedyś o cudownym rabinie Sájele (Yeshayah) Steinerze, który żył w Bodrogkeresztúr, a którego grób przyciąga obecnie coraz większe tłumy pielgrzymów w rocznicę śmierci (Jahrzeit). Wśród mieszkańców wsi te najazdy pielgrzymów wywołują przerażenie. Ta z jednej strony ogromna popularność rabina wśród Żydów a z drugiej obojętność Węgrów wobec jego osoby połączona z brakiem wiedzy o nim zainteresowały mnie (w wikipedii nie ma na jego temat artykułu w języku węgierskim, jest tylko po hebrajsku, w jidysz i po polsku), więc gdy okazało się, że sąsiad chasyd ma, angielskojęzyczną książkę na jego temat pt. Reb Shayele. The Warmth and Wonder of Kerestir, autor rabin Yisroel Besser, chętnie ją od niego pożyczyłem.

Książka ma podobny charakter do cytowanej w poprzednim wpisie na ten temat węgierskiej publikacji tyle, że jest znacznie obszerniejsza. Tekst zorganizowany jest w rozdziały, te w krótkie historyjki łudząco przypominające katolickie hagiografie. Rabin był dobry, mądry, skromny, pomagał innym, nie dbał o siebie a o potrzebujących, mówią nam te teksty.

Językowo interesujące się użycie masy słów z jidysz nawet wtedy gdy mają one oczywisty odpowiednik w dowolnym innym języku jak na przykład Yid czyli Żyd. Autor z jednej strony pewnie nie chciał pozbawiać słów w jidysz ich szczególnych odcieni znaczeniowych a z drugiej pewnie liczył na to, że czytelnicy, mimo że wybrali książkę po angielsku, będą te słowa jednak znali.

Co ciekawe, historyjki o rabinie Steinerze miejscami nabierają charakteru nie tyle hagiografii co wręcz ewangelii. Weźmy taką, w której cud dokonuje się za pomocą kostki cukru (pojawia się ona także w innych historyjkach) czyli kotzke tzuker.

Kostki cukru jako katalizator ozdrowienia i ocalenia

Mimo, że cotygodniowy Melaveh Malkah seudos przyciągał wszelkiego rodzaju uczestników, jeden z niż wyróżniał się tym, że nie był Żydem. Reb Naftali Yehudah Fogel był wówczas dzieckiem, który widział jak jeden z chasydów podszedł do obcego i zaoferował pomoc.

Gość przedstawił się jako doradca ważnego ministra. Minister chciał rozmawiać z Rabinem, czekał w samochodzie na zewnątrz. Chasyd powiedział Rabinowi, że czeka na niego minister, Rabin odpowiedział by wprowadzić dygnitarza do środka. Posadzono go koło Rabina. Korzystając z tłumacza opowiedział on bolesną historię swojej ukochanej córki, która cierpiała na chorobę jakiej żaden lekarz nie był w stanie wyleczyć.

Znajomy Żyd opowiedział ministrowi o tschude Rebbe i nie mając innych możliwości minister uznał, że musi spróbować. „Proszę” powiedział wśród łez, „pomóż mojej córce."

Rabin sięgnął do półki sefarim i zdjął z niej trzy kostki kotzke tzuker. Nalał na nie wody, zawinął w kawałek papieru i wręczył ministrowi. „Weź je i daj twojej córce. Kiedy skończy je jeść będzie zdrowa.”

Minister kręcił głową nad niezrozumieniem sytuacji przez Rabina. „Moja córka nie rusza się już od tygodni. Nie jest w stanie ruszyć nawet palcem, a co dopiero jeść cukier!”

Rabin nie odpowiedział. Powtórzył tylko instrukcje i życzył ministrowi wszystkiego dobrego. Ten pocałował Rabina w rękę i wyszedł.

Gdy wrócił do domu zobaczył, że córka siedzi czekając na jego powrót. „Tato, proszę, daj mi cukier od tchudde Rebbe”, powiedziała. Zjadła go i poczuła się lepiej.

Parę tygodni później minister powrócił, tym razem z córką. Przyszli podziękowaś Rabinowi a minister zastanawiał się jak mógłby zapłacić za nieocenioną usługę Rabina.

„Nie chcę żadnych pieniędzy”, powiedział Rabin. „Proszę tylko o to by kiedykolwiek miałbyś okazję pomóc Żydom pamiętaj co się tu stało.”

„I ty też”, wrócił się Rabin do córki. „Kiedy będziesz dorosła wyjdziesz za potężnego ministra. Pamiętaj, bądź dobra dla Żydów!

Przez lata ozdrowienie, którego dokonał Rabin przyniosło ocalenie dla Żydów, którym pomogli minister i jego córka.

Czyż nie przychodzi tu na myśl Jezus ozdrawiający syna urzędnika królewskiego? Czy kostka cukru nie przypomina błota, jakie Jezus zrobił splunąwszy na ziemię i poprzez które potem uzdrowił ślepego?

Zastanawiam się skąd te podobieństwa. Czy po prostu wpadła mi w ręce opisujące życie i czyny rabina Steinera ewangelia według Yisroela Bessera? Czy też ewangelie to takie same opowieści o cudownym rabinie Jezusie? Nie zdawałem sobie sprawy jak bliskie są sobie te żydowska i chrześcijańska narracje.

Film o gwałtach wojennych

jezw

Coś się dzieje w kinie węgierskim: po latach posuchy taniej, zwykle kiepskiej, komercji i różnej jakości filmów artystycznych coraz więcej pojawia się filmów, które próbują powiedzieć coś ważnego, czy to o teraźniejszości czy to przeszłości (wcześniej o interesujących filmach pisałem tu, tu czy tu). W ten nurt wpisuje się niedawno pokazany film pt. Aurora borealis (Zorza polarna), który porusza temat powojennych gwałtów na Węgierkach.

Ten temat to na Węgrzech tabu i to mimo tego, że przed laty ukazała się wybitna książka na ten temat pt. Asszony a fronton, która pojawiła się po polsku pt. Kobieta na froncie w Literaturze na Świecie (2014, nr 3/4, s. 339-373). Nie dziwi to o tyle, że na Węgrzech w ogóle mało mówi się o tym okresie, niewiele jest wspomnień, upamiętń, dyskusji. Wojenna trauma jest przemilczana.

Film dzieje się równolegle w dwóch okresach. Pierwszy to współczesność: stara kobieta, która robi przerażające lalki, traci przytomość i trafia do szpitala. Przyjeżdza do niej mieszkająca na stałe we Wiedniu córka. Otarcie się o śmierć matki powoduje, że kobiety zaczynają ze sobą rozmawiać. Córka powoli, krok po kroku, dowiaduje się strasznych rzeczy o przeszłości matki i o samej sobie. Rekonstrukcja tego to drugi plan filmu.

Matka uciekając z ukochanym z Węgier do Austrii natyka się na, wówczas radzieckich, strażników granicznych. Zostają ostrzelani, jej ukochany ginie, ona sama zostaje wielokrotnie zgwałcona. W Austrii ucieka swoim prześladowcom, ale że wówczas kraj znajduje się pod okupacją sowiecką nie oznacza to, że jest już bezpieczna i że jej przygody się zakończyły. Najdramatyczniejsze rzeczy dopiero tu się wydarzą – to o nich dowie się córka podczas rekonwalescencji matki. Nie opowiadam, dowiedzcie się ich razem z córką oglądając ten film.

Film jest mocny, zarówno przez temat oraz poprzez swoją niesamowitą historię. Świetna jest też rola matki (wielka aktorka Mari Törőcsik, która obecnie jest w szpitalu – być może to jej ostatnia rola w życiu), która niestety kontrastuje z bardziej przeciętnymi kreacjami pozostałych aktorów.

Szkoda, że psuje go szereg błędów: mieszkająca od urodzenia w Austrii córka mówi po niemiecku z akcentem węgierskim, zakonnica pracująca w szpitalu wygląda tak samo w 1953 roku jak i obecnie, ojciec, który rozmawia z synem po hiszpańsku pisze mu smsa po angielsku, itd. Rozpraszają one, psują iluzję opowieści filmowej

Tak czy siak Aurora Borealis należy docenić. I to tym bardziej, że to dzieło czysto węgierskie: w Polsce, owszem, powstała Róża, ale już film o gwałtach na zakonnicach (Niewinne) musiała Francuzka.

Ciekawostką jest, że w filmie głównej roli o mało co nie zagrała Agata Kulesza. Chciała jej bardzo reżyserka (Márta Mészáros) ale ponieważ film został sfinansowany w większości przez fundusze węgierskie musiała zaangażować aktorkę węgierską (Ildikó Tóth). Pojawili się w nim jednak polscy aktorzy (Ewa Telega i Lesław Żurek), którzy zagrali drugoplanowe role. Stanowią oni, obok operatora Piotra Sobocińskiego Jr., polski akcent w filmie. Może choćby dlatego film zostanie pokazany w Polsce – powinien.

dezerter

jezw

Byliśmy niedawno w Szekszárdzie a tam odwiedziliśmy, między innymi, muzeum Miklósa Mészölya. Na ścianie znajduje się powiększony tekst z obwoluty książki tego pisarza z 1979 roku pt. Szárnyas lovak. Po polsku brzmi on tak:

Urodziłem się w Szekszárdzie w 1921 roku. W Budapeszcie zostałem doktorem prawa; bywało, że później napisanie zwykłego podania potrafiło mnie wprawić w zakłopotanie. Jako młody aplikant ocaliłem mordercę przed wyrokiem śmierci, mnie natomiast – każdemu to, co mu się należy – zabrano na front. Uciekłem, schwytano mnie, na drodze łaski znów wysłano mnie na front, w Serbii trafiłem do niewoli, stamtąd uciekłem do domu. Dużo zajmowałem się sportem, mało brałem udział w zawodach. Pasjami polowałem, ale później wojna odebrała mi od tego ochotę. Byłem kontrolerem we młynie, robotnikiem, żniwiarzem, właścicielem prowincjonalnej gazety, dramaturgiem w teatrze lalkowym. Będąc bezdzietnym, do 1956 roku publikowałem wyłącznie bajki dla dzieci. Od lat jestem już jakby tylko pisarzem, i to (biorąc wszystko pod uwagę) to jakby więcej, jakby mniej, niż to, co było przedtem; niezdecydowane lata, młodość. Najwyraźniej starzeję się. Tak wyszło, że nigdy nie należałem do żadnej grupy, żadnego kierunku. Zawsze pociągało mnie pozostawanie na zewnątrz wspólnego kręgu; z tą naiwnością, że tak będę bardziej konsekwentnie zaangażowany wobec człowieka jakkolwiek by się nie prezentował na zewnątrz. Nie jest to naiwność, która się opłaca; ale gdybym i mógł to nie zrobiłbym niczego inaczej.

W tekście zaintrygował mnie fragment o dezercji z frontu. Nie ma tam tego, ale mowa jest o latach 1943-44 czyli to już raczej końcówka wojny a nie bardziej optymistyczne początki lat 40-tych. Tak czy siak, takie obnoszenie się z dezercją mnie zdziwiło.

W Polsce, nie żeby tam nigdy nikt nie zdezerterował, ale nie bardzo wyobrażalne jest takie się z tym obnoszenie. Dosyć pomyśleć o Gombrowiczu, któremu nigdy nie zapomniano, że w sierpniu 1939 roku nie wrócił do Polski walczyć ale pozostał w Argentynie. A na Węgrzech, tak mi się zdaje, nie jest to wstydliwym tematem. Jeden z najgłośniejszych filmów wojennych (A tizedes meg a többiék czyli Kapral i reszta) opowiada o szwejkowskiej bandzie dezerterów próbujących dociągnąć jakoś do końca wojny. Inna jest narracja historyczna, inna jest narracja o bohaterach (pisałem o tym już kiedyś). Kolejna różnica między tymi naszymi dwoma krajami.

Tak, żeby było jasne: nie chciałbym by ktoś zrozumiał, że chciałbym spostponować Miklósa Mészölya. Chodzi mi tylko o podejście do dezercji w węgierskiej narracji historycznej i różnicy pomiędzy nią a narracją polską.

 

dezerter węgierski w budapeszteńskim mieszkaniu, źródło: Wikipedia

narodowe konsultacje na temat planu Sorosa

jezw

Biskup wybierał się do Nowego Jorku. Przed wyjazdem przestrzegano go by uważał na amerykańskich dziennikarzy. Po wylądowaniu w porcie otoczyli go reporterzy, jeden pyta: Czy ksiądz biskup wybiera się do burdelu? Zmieszany biskup, pomny przestróg, próbuje wybrnąć: A czy w Nowym Jorku są burdele? Następnego dnia artykuł w gazecie: Pierwsze słowa biskupa na ziemi amerykańskiej: Czy w Nowym Jorku są burdele?

Ten stary dowcip chodził mi po głowie czytając kwestionariusz tak zwanych konsultacji narodowych na temat planu Sorosa, który właśnie dostałem od rządu, przesyłką priorytetową. To nie pierwsze zresztą takie "konsultacje", staram się o nich pisać (tu, tu i tu) bo to fascynujący przykład manipulacji i propagandy. Tłumaczę te kwestionariusze, to ważny dokument epoki.

Soros na ścianach domów

Ale do rzeczy. Rząd chce byśmy myśleli i rozmawiali o planie Sorosa, byśmy się go bali, byśmy byli nim oburzeni, byśmy rząd w walce z nim popierali i by nam nic innego po głowie nie chodziło. Więc jak w przypadku poprzednich takich kapanii kraj zalała propaganda antysorosowa, są duże plakaty, małe plakaty, są ulotki i reklamy w prasie, jest też pełno planu Sorosa w radiu i w telewizji.

Soros w bezpłatnej gazetce

Soros na słupie

 

Ulotka poświęcona Sorosowi

Centralnym elementem kampanii są te tak zwane konsultacje. Nie potrafię nazwać ich po prostu konsultacjami ze względu na ich manipulatorski charakter. Składają się z one z siedmiu pytań z rozwinięciem, po których nastąpuje pytanie: Czy popiera Pan/Pani ten punkt planu Sorosa?

Strona pierwsza kwestionariusza

I strona druga

Kwestionariusz przetłumaczyłem, by i polscy czytelnicy mogli z pierwszej ręki doświadczyć jak to się robi na Węgrzech - w Polsce czegoś takiego (na razie?) nie ma.

Narodowe konsultacje na temat planu Sorosa

Nie zostawmy go bez komentarza!

1. György Soros próbuje skłonić Brukselę aby co roku osadzała na terenie Unii Europejskiej, w tym i na Węgrzech, milion imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Soros od długich lat pracuje nad zmianą Europy i europejskich społeczeństw. Swój cel chce osiągnąć poprzez osiedlenie ludzi reprezentujących inne cywilizacje. Przedstawiając swój plan tak się wyraził: „w najbliższej przyszłości Unia Europejska powinna przyjmować co najmniej milion uchodźców rocznie.” (Project Syndicate 26.09.2015). Podobne stanowisko reprezentował także w Parlamencie Europejskim. Ciało to poparło program przesiedleń podobnie jak i utworzenie linii imigracji (2015/2342 (INI)).

 

2. György Soros, wraz z przywódcami z Brukseli, próbuje doprowadzić do tego by państwa członkowskie UE, w tym i Węgry, zburzyły ogrodzenia na granicach i otworzyły je przed imigrantami.

Dobrze strzeżone granicy stanowią efektywną obronę przed nielegalną migracją. Nie jest przypadkiem, że ważnym celem planu Sorosa jest zburzenie ogrodzeń granicznych i w ten sposąb otwarcie granic przed nielegalną migracją. Miliarder sformułował to w następujący sposób „celem naszego planu jest obrona uchodźców, granice stanowią tu przeszkodę.” (Bloomberg Business 30.10.2015). Niektórzy brukselscy przywódcy też ostro atakując zamknięcie granic. Komisarz ds. migracji oświadczył w czerwcu tego roku: nie jest dobrym rozwiązaniem kiedy kraje członkowskie stawiają ogrodzenia na swoich zewnętrznych granicach.

 

3. Częścią planu Sorosa jest by imigrantów, którzy zebrali się w krajach zachodnioeuropejskich Bruksela rozdzieliła na zasadzie obowiązkowej, zwłaszcza wśród krajów wschodnioeuropejskich. W tym musiałyby wziąć udział i Węgry.

György Soros w następujący sposób pisał o rozdziale imigrantów: „jeśli nie będzie on stałym i obowiązkowym elementem wspólnej unijnej polityki ds. uchodźców to się ona zawali.” (Financial Times 26.07 2015). W 2015 roku w Brukseli zdecydowano, że w pierwszej fazie Węgry mają przyjąć 1294 uchodźców. W 2016 roku Komisja Europejska złożyła już propozycję by imigrantów można było rozdzielać w nieograniczonych liczbach. (IP/16/1620). Zgodnie z propozycjami Györgya Sorosa powstała unijna Agencja ds. Uchodźców i Migracji, która dalej osłabia narodowe kompentencje odnośnie migracji. Jeśli kwoty wejdą w życie Węgrzy nie będą mieli nic do powiedzenia odnośnie tego z kim chcą razem żyć w przyszłości.

 

4. Na podstawie planu Sorosa Bruksela zobowiązałaby każde państwo członkowskie, w tym i Węgry, by każdemu migrantowi płaciły 9 milionów państwowej pomocy.

Zdaniem Sorosa na imigrantów trzeba poświęcić znaczące sumy. „UE powinna zapewnić azylantom 15 tysięcy euro na rok w ciągu pierwszych dwóch lat, co pokryje koszty ich zakwaterowania, usług zdrowotnych oraz nauki – dzięki temu przyjęcie uchodźców stanie się atrakcyjne dla państw członkowskich.” (Project Syndicate 26.09.2015) Miliarder uważa, że pieniądze na to trzeba uzyskać z kredytów. Do spłaty tych kredytów należy podwyższyć podatki: miliarder podniósłby VAT oraz podatek paliwowy i turystyczny. W zeszłym roku Soros proponował w Brukseli by UE w celu rozwiązania kryzysu migracyjnego zmniejszyła transfery dla rolników oraz fundusz spójności dla Europy Wschodnej.

 

5. György Soros chce doprowadzić do tego by migranci za popełnione przez siebie przestępstwa łagodniej byli karani.

György Soros wspiera znaczącymi kwotami organizacje, które wspierają migrację i bronią migrantów, którzy popełnili przestępstwa. Taką organizacją jest na przykład Komitet Helsiński, który w związku ze sprawą o nielegalne przekroczenie granicy argumentował, że „zastosowanie surowych konsekwencji prawnych wobec nielegalnego wkroczenia na terytorium Węgier napawa niepokojem.” Inna organizacja Sorosa, Amnesty International, wielokrotnie domagała się zwolnienia tego Ahmeda H., który atakował kamieniami węgierskich policjantów chroniących granicę, za co został skazany. Amnesty oczekuje, że państwo węgierskie zapłaci nawet za to odszkodowanie.

 

6. Celem planu Sorosa jest by język i kultura krajów europejskich zostały zmarginalizowane po to by integracja nielegalnych imigrantów nastąpiła jak najszybciej.

György Soros w książce pt. Otwarte społeczeństwo pisze: „uwiąd państw narodowych jest procesem, na który należy patrzeć z zadowoleniem.” Soros otwarcie mówi, iż nie wolno rezygnować z przekonania, że migracja dobrze zrobi Europie. Wezwał organizacje pozarządowe (NGO) oraz firmy by były sponsorami migracji. Mówi też, że kontynent powinien w końcu przedsięwziąć kroki by zbudować otwarte społeczeństwa. W niektórych państwach europejskich i firmach międzynarodowych już dzisiaj dobrowolnie usuwane są europejskie, chrześcijańskie symbole by nie raniły one „wrażliwości imigrantów”.

 

7. Częścią planu Sorosa jest atak na kraje sprzeciwiające się migracji i surowe ich karanie.

W realizacji planu Sorosa największą przeszkodą są rządy, które trwają przy niezależności narodowej i występują przeciwko nielegalnej migracji. György Soros dlatego nie jest w stanie dziś sprowadzić do Europy rocznie milion migrantów bo są rządy, które protestują przeciwko temu. Rząd węgierski dotrzymuje umowy schengeńskiej chroniąc swoje granice oraz budując ogrodzenie i w ten sposób utrudniając realizację planu Sorosa. Dlatego Soros i pozostaje brukselscy decydenci atakują nasz kraj. W myśl rekomendacji Komisji Europejskiej kraje, które nie wezmą udziału w programie osadnictwa będą musiały płacić za każdego imigranta 78 milionów forintów kary. (2016/0133. (COD)). To kwota, na którą węgierski zatrudniony pracuje przez lata.

 

Już sam sposób przedstawiania pytań tak by odpowiedź "tak" wskazywała na ostatniego idiotę w zasadzie jasno wskazuje na charakter dokumentu. Sporo jest tu też manipulacji dotyczących samej treści pytań.

Po pierwsze, samo istnienie "planu Sorosa" stoi pod znakiem zapytania. Soros faktycznie kilka razy zabierał głos co do problemu migracji i sformułowa szereg postulatów. Użył słowa "plan". Jednak jego opinia ewoluowała, np. odnośnie pożądanej rocznej liczby imigrantów w Europie początkowy milion spadł do 300 tysięcy.

Dalej, wielu rzeczy nigdy nie powiedział, na przykład, że jego celem jest odebranie Europie jej charakteru czy też, że do migrantów nie należy odnosić prawa w jego surowości. Pieniądze dla uchodźców w rzeczy samej trafiałyby nie do nich bezpośrednio ale do krajów przyjmujących przyjmowały jako zachęta by to robiły. System dystrybucji migrantów oparty powinien być na zasadzie dobrowolności.

Swoją drogą ataki na "Brukselę" doprowadziły do nazwania węgierskiego komisarza Navracsicsa (zresztą polityka Fideszu) przez członka rządu zdrajcą bo ten ośmielił się sprzeciwić konsultacyjnej propagandzie.

Nieprzypadkowo kwestionariusz w różnych punktach podaje różne źródła, rząd nie był w stanie przedstawić jednego dokumentu, który w sposób spójny przedstawiałby "plan Sorosa". To, co zawiera kwestionariusz to raczej produkt rządu a nie samego Sorosa. Biskup pozdrawia z Nowego Jorku.

Zainteresowanym analizą konkretnych punktów kwestionariusza polecam dwa artykuły w Indexie na ten temat (ten i ten). Są po węgiersku ale google translate powinien pomóc dać pojęcie o ich treści.

Szkoda przy tym wszystkim, że Fidesz tymi manipulacyjnymi "konsultacjami" uniemożliwia dyskusję na szereg ważnych tematów jakich dotykają. Którą z opcji wobec wyzwania migracji powinny wybrać Węgry? Co powinna zrobić wobec niego Europa? Jak mogłaby tu wyglądać współpraca? I tak dalej.

Ciekawe jest dlaczego Fidesz zdecydował by unijnej krytyce za swoją politykę antyimigrancką nadać twarz Sorosa. Przecież trudno sobie wyobrazić, że "Bruksela" czyli Komisja Europejska (z węgierskim komisarzem i urzędnikami), Parlament Europejski (z węgierskimi europosłami) czy też Rada Europejska (z Orbánem) siedzą mu w kieszeni i grają pod jego dyktando. Dla znakomicie umiejących mówić i czytać między wierszami wybór Żyda, międzynarodowego spekulanta jako poruszającego kukiełkami zza sceny to czytelna teoria spiskowa odwołująca się do najgorszych antysemickich stereotypów. Co czeka nas następnego?

Propagandowy plakat młodzieżówki Fideszu z Sorosem poruszającym politykami jak kukiełkami

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci