moje zdziwienia budapeszteńskie
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

 Creative Commons License
Jeż Węgierski is licensed under a Creative Commons Attribution 3.0 Poland License.
Based on a work at jezwegierski.blox.pl.
RSS
piątek, 11 sierpnia 2017

W kinie węgierskim nie ma w zasadzie filmów rozliczeniowych, nie znajdzie się tu odpowiednika Pokłosia, Idy czy choćby Wyroku na Franciszka Kłosa. Brak też filmów dotykających problemów społecznych jak weźmy Dług czy Cześć Tereska. W tym kontekście unikalny i dlatego (choć nie tylko) wart  zobaczenia jest film Ferenca Töröka pt. 1945.

Akcja filmu to parę godzin letniego dnia właśnie 1945 roku. Wojna dopiero co skończyła się we wsi położonej koło linii kolejowej. Atmosfera jest senna od upału. Wójt, a może burmistrz gdyż to może być małe miasteczko, szykuje ślub syna.

Na stację przyjeżdża pociąg, wysiada z niego dwóch Żydów. Wyładowują dużą skrzynię, wynajmują furmana i ruszają w stronę zabudowań prowadzącą polami drogą.

Ich przybycie elektryzuje mieszkańców:

-Wracają
-Ilu?
-Na razie dwóch

Ten dialog streszcza źródło napięcia. Bo stąd niedawno wywieziono Żydów, burmistrz przejął sklep najbogatszej rodziny, inni zajęli domy czy ruchomości żydowskie. Był kto aktywnie pomógł w wywózce pisząc donosy. Nikt nie ma czystego sumienia. Przybycie Żydów, którzy nic nie mówią i niczego od mieszkańców miasteczka nie chcą, samo w sobie budzi dotąd tłumione wyrzuty sumienia. Te wyrzuty sumienia niszczą ich - często dosłownie.

Końcowa scena na cmentarzu – Żydzi przywieźli pamiątki po swoich bliskich, którzy zginęli bez śladu i teraz te pamiątki grzebią zamiast ciał – kiedy burmistrz „uroczyście obiecuje pamięć o ofiarach” to program dla mieszkańców jak mają sobie radzić z tą niesłychaną zbrodnią, która miała miejsce tuż obok nich i z której nie wyszli czysto: pamięć (zdawkowa) tak, rozliczenia nie.

Film wciąga nie tylko swą fabułą ale i sposobem w jaki ją opowiada. Sam Holocaust przedstawiony jest pośrednio. Na filmie nie ma przemocy, wywózki, mordów ale i tak jest on przerażający, doświadczamy go poprzez wyrzuty sumienia mieszkańców, widzimy go w targającym ich szaleńczym strachu.

Nie bez znaczenia jest warstwa wizualna. Film jest biało-czarny, jakby przejmując tonację ubrań przybywających Żydów, obrazy z wioski są wysmakowane, każdy kadr to osobna kompozycja (dzieło László Rajka). Z lekka hiperaktywny główny bohater burmistrz (Péter Rudolf) nie pozwala oderwać od siebie oczu.

Idylliczny letni dzień zakłócony pojawieniem się żydów skrywa zresztą więcej problemów, z którymi żyją mieszkańcy. Po okolicy szwędają się żołnierze radzieccy, z osobą powracającego z niewoli żołnierza pojawia się zapowiedź nowego systemu. Choć są one w filmie tylko zarysowane widać, że w ich życiu nic już nie będzie jak było.

Węgry, których metaforą to filmowe miasteczko jest, po wojnie Holocaust traktowały właśnie w myśl programu "pamięć (zdawkowa) tak, rozliczenia nie". Jak dotąd żadne próby przeorania świadomości społecznej w tej sprawie nie wywołały katarktycznej reakcji, nie wydaje się by i ten film wiele tu zmienił: dyskusji porównywalnych do wspomnianej Idy nie było. Mimo to dobrze, że powstał.