Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Kogo dziś nienawidzić? część kolejna i zapewne nie ostatnia

jezw

Pisałem już w kwestii aktualnych wrogów publicznych, temat powrócił. Właśnie pojawiły się plakatym z Jean-Claudem Junckerem w towarzystwie samego szatana czyli George'a Sorosa, obaj się na plakacie wesoło śmieją. Tekst na plakacie głosi: Ma Pan/Pani prawo wiedzieć do czego szykuje się Bruksela. Mniejszymi literami podana jest informacja, że Komisja Europejska finansuje program, w ramach którego migranci mają dostawać kartę z kwotą zasiłku. To zgodne z pomysłami Sorosa, głosi plakat,

Juncker z Sorosem na budce telefonicznej ...

... i w bezpłatnej propagandowej gazetce Lokál

Smaczku sprawie dodaje fakt, że Juncker został szefem Komisji Europejskiej z rekomendacji Europejskiej Partii Ludowej (EPP), której Fidesz jest członkiem. Taki gest przed samymi wyborami europejskimi świadczy o tym, że Orbán liczy na to, że po nich nie będzie komu w tej partii by go za to ukarać.

Rzecznika Junckera Natasha Bertraud zaprotestowała. W tweecie napisała, że żałosnym jest, że takie teorie spiskowe na Węgrzech są w mainstreamie. Dodać warto, że pierwotna wersja plakatu sugerowała, że Komisja chce wprowadzić obowiązkowe kwoty migrantów do przyjęcia przez kraje członkowskie, że chce osłabić ochronę granic oraz że przy pomocy wiz migracyjnych promuje migrację.

pierwotna wersja plakatu

Juncker przypomniał, że Fidesz nie wsparł jego kandydatury na szefa Komisji. Ponownie wezwał też do wyrzucenia Fideszu z EPP.

WOŚP w Budapeszcie: ponad półtora miliona forintów

jezw

Tutejszy sztab WOŚP opublikował właśnie dane dotyczące rezultatów zbiórki. Wyszło 1 653 190 forintów (22 257.72 złotych): 1 3821 114 forintów w gotówce, poprzez paypala 159 068 forintów i przez eSkarbonki 112 008 forintów.

Rezultat jest tym bardziej imponujący, że to pierwsza okazja kiedy tutaj (przede wszystkim w Budapeszcie ale także w Debreczynie) zagrała Orkiestra. Imponujące było zaangażowanie sztabu a także wszystkich, którzy przyszli i w taki czy inny sposób się do sukcesu zbiórki przyczynili. Gratulacje!

Prezentacja sztabu WOŚP, na czele inicjatorka Marzena Jagielska

I, jak wszędzie, radość z finału zniszczyło zabójstwo Pawła Adamowicza. Wiele z osób zaangażowanych w zbiórkę spotkało się potem na milczącej pikiecie przed ambasadą, najpierw w dniu jego śmierci w poniedziałek a potem w ostatnią sobotę 19 stycznia.

świeczki przed ambasadą

Na szczęście jest Bułgaria

jezw

Osoby hojniej obdarzone pamięcią oraz wiekiem z pewnością przypomną sobie kiedy Węgry, zaraz po Jugosławii, jeśli ktoś w ogóle jeszcze pamięta taki kraj, odgrywały rolę wschodnioeuropejskiej ziemi Kanaan. Wszystko było lepsze, bogatsze i bardziej zachodnie niż w pozostałych częściach Europy Wschodniej. Dla tych osób, w tym i mnie, szokiem jest niedawno opublikowana informacja prasowa Eurostatu z grudnia zeszłego roku pod małodramatycznym tytułem Consumption per capita in purchasing power standards in 2017.

Dowiedzieć się można z niej nie mniej i nie więcej, że biorąc pod uwagę wskaźnik AIC (Actual Individual Consumption - Rzeczywista konsumpcja indywidualna) Węgry od ostatniej pozycji na liście krajów UE ratuje zaledwie Bułgaria.

źródło: Index.hu

Co to jest ten AIC? Eurostat wyjaśnia:

W skład Rzeczywistej konsumpcji indywidualnej wchodzą towary i usługi konsumowane przez osoby fizyczne niezależnie od tego czy są one kupowane przez gospodarstwa domowe, rząd czy organizacje społeczne. Wskaźnik ten jest preferowany przy porównaniach ponieważ szereg ważnych usług konsumowanych przez gospodarstwa domowe, jak na przykład służba zdrowia czy też oświata, znacząco różni się w poszczególnych krajach.  

Rzecz jasna, z danych można tworzyć dowolne statystyki i Węgry nie zawsze wypadają tak kiepsko. Spróbowałem przyjrzeć się klasycznemu dochodowi narodowego (GDP) na głowę mieszkańca wśród krajów wschodnioeuropejskich i tutaj kraj wygląda lepiej. Na oryginalnym wykresie (tu) warto pobawić się suwakiem, poniżej zamieszczam sytuację w różnych momentach. Widać, że od 1995 roku kiedy już są dane dla wszystkich krajów relatywna pozycja Węgier znacząco się obsunęła. W dodatku Łotwa i Rumunia zmniejszają swój dystans. Złośliwi wypatrzą, że od 2010 roku czyli przejęcia władzy przez Fidesz Węgry wyprzedziły zarówno Polska jak i Litwa.

1995

 

2010

 

2017

 

Te diagramy pomagają zruzumieć dlaczego dla Węgrów okres po 1990 roku oraz członkostwo w Unii nie mają tak pozytywnych konotacji jak wśród wielu Polaków.

W tej niewesołej sytuacji pociechę stanowi jedynie to, że jakiś czas na pewno Bułgaria nie zagrozi Węgrom, które unikną tak nieco żenującej ostatniej pozycji na liście.   

jaki on kosmonauta, to Cygan!

jezw

Film Lajkó - Cigány az űrben (Lajko – Cygan w kosmosie) to taka komedia, na której mało się człowiek śmieje. Opowiada groteskową historię wioskowego cygańskiego chłopaka, który marzy o zostaniu kosmonautą. Nie idzie mu to gładko: przypadkowo w kosmos wysyła wychodek, na którym akurat siedzi jego matka, skacze ze słupa telefonicznego na kopę siana, lata samolotem do oprysków miejscowego PGR-u („lepiej jak wszyscy piloci sąsiedniej jednostki lotniczej”), próbuje lotów balonem. Fanatycznie przywiązany do idei kosmosu nawet przy podtapianiu w trakcie przesłuchania przez węgierską ubecję dopytuje się tylko ile tym razem wytrzymał.

Lajkó ma swojego patrona, ciapowatego dyrektora PGR-u. Wyciąga on z więzienia (trafia tam po tym jak przypadkowo zrzuca ciężarek z balona na akurat wkraczającą na Węgry kolumnę wojska radzieckiego), bo jak się okazało wybrano go do programu kosmicznego. Jadą do Bajkonuru.

Tam dowiadują się, że kandydatów na pierwszego człowieka w kosmosie jest więcej, szczęśliwiec wybrany zostanie po szeregu wyczerpujących konkurencji. Im dalej posuwa się proces selekcji, odbywający się pod nadzorem obiecującego działacza komunistycznego Breżniewa, tym więcej podejrzanych rzeczy zaczyna się okazywać. Nie opisuję ich by nie odbierać przyjemności oglądania filmu tym, którym to będzie dane, dodam tylko, że oficjalnie pierwszym człowiekiem w kosmosie zostanie jednak Gagarin, który nota bene pojawia się w filmie.

Lajko to pierwszy film węgierskiego reżysera Balázsa Lengyela. Troszkę się to wyczuwa, choć film zrobiony jest sprawnie to nie wszystko jest w nim porywające. Konwencja czarnej komedii z elementami absurdu nie zawsze wywołuje, choćby wewnętrzny, uśmiech. Depresyjno-fatalistyczno-węgierski klimat to coś, co jednak tutaj rezonuje: co by Węgrzy nie próbowali zrobić (na przykład polecieć w kosmos) to i tak im nie wyjdzie bo zawsze więksi-silniejsi od nich ich, Węgrów, wykorzystają.

Zdecydowanie najbardziej spodobała mi się postać Breżniewa grana przez ukraińskiego aktora Bohdana Beniuka. Jego mógłbym oglądać godzinami. Ma spory potencjał komiczny, widać przy tym, że granie sowieckiego dyktatora sprawia mu wielką uciechę (jest działaczem partii Swoboda co potwierdza tę intuicję).

A co z tytułowym okrzykiem „jaki on kosmonauta, to Cygan!”? Tak woła kobieta na polu, na którym ląduje po udanym locie Lajko przedstawiający się przerażonym chłopom jako kosmonauta. To jeden z niewielu momentów, kiedy kino wybucha śmiechem. Taka to już węgierska smutna komedia, do wzdychania raczej niż chichrania, ale jak będziecie mieli okazję to sobie ją obejrzcie.

Ruben Brandt

jezw

Jeśli komuś się ze sztuką skojarzyło to jak najbardziej zgadza się. Film, którego pełny tytuł to Ruben Brandt, a gyűjtő czyli Kolekcjoner Ruben Brandt, to brawurowa kawalkada wiodąca przez sztukę, muzea oraz obsesje pewnego kolekcjonera.

Autorem tej pełnometrażowej animacji jest Milorad Krstić, urodzony w Słowenii Serb od 1989 roku mieszkający na Węgrzech. Głównym bohaterem jest Ruben Brandt (kombinacja imion Rubensa i Rembrandta), psychiatra specjalizujący się w leczeniu artystów. Przejawia on niezdrową fascynację niektórymi obrazami, które zdobywa pracująca dla niego superbanda rabusiów. Policja jest bezradna, wysiłki firm ubezpieczeniowych nie dają żadnych rezultatów, sprawą zaczyna się interesować półświatek. Jedynie prywatny detektyw z Nowego Jorku zdaje się zbliżać do rozwiązania zagadki serii niezwykle skutecznych rabunków w szeregu muzeów na całym świecie.

Animacja urzeka wyobraźnią twórców. Niezwykle charakterystyczne postaci nie dają się pomylić z niczym innym. Brak ograniczeń związany z tym gatunkiem pozwala na tworzenie dramatycznych scen osadzonych w dowolnej scenerii, choć w pewnym momencie twórcy filmu posuwają się nawet poza iluzję realności: jeden z rabusiów jest dwuwymiarowy i potrafi, na przykład przecisnąć się pod drzwiami, co mnie akurat mniej się spodobało bo wolę gdy film trzyma się jakiejś konwencji realności, która ma jakieś reguły niż kiedy wszystko wolno.

W wypadku tak wizualnie atrakcyjnych filmów pojawia się pytanie czy ich fabuła zdałaby egzamin w przypadku mniej widowiskowego języka. Za przykład może tu posłużyć Twój Vincent: gdyby zrobić go jako zwykły film fabularny moim zdaniem byłby to wówczas film co najwyżej przeciętny. Fabuła Rubena Brandta broni się dużo lepiej. Poza zaproszeniem do zabawy erudycjnej w rozpoznawanie obrazów, architektury czy filmów (autorzy filmu podpisali 110 umów o udostępnienie praw autorskich) niebanalna jest sama kwestia fascynacji sztuką u Rubena Brandta. Dociekliwszych zachęcam tutaj do przemyślenia roli ślimaka w filmie.

Film wykonano z myślą o światowej widowni. Dialogi nagrano od razu po angielsku, celem rabunków są obrazy o międzynarodowej sławie, akcja toczy się w szeregu muzeów rozrzuconych po całym świecie, rozbrzmiewają różne języki. Węgierskiego charakteru film wogóle nie ma, ale reżyser potrafi puścić oko do węgierskiej widowni. W pewnym momencie na ekranie pojawia się węgierski gangster w charakterystycznej budapeszteńskiej kocsmie, w trakcie seansu, na którym byłem, na widowni wybuchła wtedy wesołość.

Film miał w lecie (tajną) prapremierę w Budapeszcie. Poprzedziła ją kampania guerilla marketing, w ramach której w naszej siódmej dzielnicy na murach pojawiły się rysunki animacji filmu. Narobiły mi smaka na film, nic a nic się nie rozczarowałem gdy go w końcu zobaczyłem.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci