Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

WOŚP w Budapeszcie

jezw

W Budapeszcie zarejestrowano sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i tu też, po raz pierwszy, odbędzie się finał. Nowina to znakomita, gratulacje i respekt dla wszystkich zaangażowanych. Zachęcam do aktywnego udziału, zbierzmy jak najwięcej.

Ta inicjatywa, tak przy okazji, dała mi do myślenia odnośnie kwestii co to znaczy być Polakiem za granicą. Rzecz jasna chodzi tu zawsze o jakieś poczuwanie się do wspólnoty, zbyt często jednak moim zdaniem budowanej tylko na tradycjach kulinarnych czy ludowych (ach te tańce czy te stroje). Dalece ciekawsze są nawiązania do żywych, stających się dopiero elementów polskości jak kultura czy właśnie takei rzeczy jak WOŚP.

Gratulacje raz jeszcze, zachęcam do odwiedzania facebooka sztabu.

WOŚP po węgiersku!

wielka demonstracja poparcia dla Fideszu oraz manifestacja opozycji

jezw

Taka demonstracja owszem, odbyła ale zorganizowała ją MKKP czyli Partia Psa o Dwóch Ogonach (Magyar Kétfarkú Kutyapárt), taka nasza Pomarańczowa Alternatywa, więc niekoniecznie należy ją traktować jak wyraz społecznych odczuć wobec partii rządzącej. Zorganizowano ją w ostatni piątek w formie prorządowego Marszu Pokoju (Békemenet), MKKP zresztą zorganizowała taką demonstrację już po raz drugi (poprzednim razem pisałem o tym tu).

Marsz miał na celu wyrażenie wdzięczności Fideszowi za wszystko to czym ta partia obdarowała kraj w tym roku. Zaraz po nim odbyła się manifestacja opozycji protestująca przeciwko podpisaniu przez prezydenta Jánosa Ádera ustawy o nadgodzinach. W ramach tego protestu tłum przeszedł z placu Kossutha przed pałac prezydencki na zamku budańskim.

Poniżej trochę zdjęć z obu wydarzeń.

czołówka Marszu Pokoju, hasło: "Im gorzej tym lepiej"

Gergő Kovács, przywódca MKKP

"Chcę urodzić stadion" - nawiązania do rządowej polityki skłaniania kobiet do rodzenia dzieci a także manii budowania stadionów piłkarskich

"Precz z elitarnymi uniwersytetami, żądamy obowiązkowego kształcenia zawodowego!" nawołuje inny transparent w cienko zawoalowanej aluzji do zmuszenia CEU do przeniesienia się do Wiednia

Plakat Fideszu z 1990 - czy może być coś bardziej złośliwego od przypominania tej partii jej korzeni?

"Podejmiemy się wysprzątania parlamentu w ramach nadgodzin"

"Wracaj młody człowieku do domu" nazwa programu rządowego mającego na celu zachęcenia emigrantów do powrotu na Węgry połączona z ikonicznym zdjęciem Mátyása Rákosiego, węgierskiego przywódcy komunistów z lat 50-tych

"Sex, Drugs & Nadgodziny" - hasło, że Owsiak się chowa

"Żądamy bardzo wielkich Węgier!"


Oldskulowy alternatywny herb Węgier

Przerobiony na fideszowy plakat MKKP "Obiecamy cokolwiek"

America First, Polska jest najważniejsza, Magyarosząg az első ale zaraz potem plasuje się rozbudowa elektrowni atomowej w Paks (Paks 2), projekt o wątpliwej racjonalności gospodarczej

"Trzymaj się Wiktor" głosi z politycznego grobu Vladimír Mečiar

"2019 Rok rodziny" albo raczej "2O1G Rok rodziny" - skrót O1G ("Orbán egy geci" - wulgarny epitet byłego naczelnego oligarchy Lajosa Simicski, którym obdarzył Orbána po tym jak się pokłócili, w wolnym tłumaczeniu to "Orbán, ten kutas złamany" robiące ostatnio oszałamiającą karierę na ulicach

Inna wariacja na temat O1G: "Orbán to geniusz" sugeruje Geniusz Karpatów

kolorystycznie łudząco podobny do prawdziwego banknot dziesięciotysięczny z Sorosem, który, jak powszechnie wiadomo dzIęki wysiłkom rządu, finansuje demonstracje opozycji, takie pieniądze GARŚCIAMI rzucano w tłum

no i jego druga strona z migrantami, którymi, jak powszechnie wiadomo, Soros chce zalać Europę

rzucano też i takie banknoty o nieco wyższym nominale przedstawiające Gergő Kovácsa

na odwrocie przedstawiają stację kosmiczą w Felcsút, rodzinnej wiosce Orbána

A teraz parę zdjęć z manifestacji opozycji

Transparent MSzP na tle flag Jobbiku. To zdjęcie mówi wiele o tym co się zmieniło po stronie opozycji: widok tak zgodnie protestujących niegdyś śmiertelnych wrogów to rzecz niedawno jeszcze całkowicie niewyobrażalna

Przywódcy partii Momentum, głównego organizatora protestów, w środku, jedyny wyraźny na zdjęciu, András Fekete-Győr

tłum na moście Łańcuchowym

race przed pałacem prezydenckim, jeden z symboli obecnych protestów

no i drugi symbol: O1G, tu wyświetlane z rzutnika na budynek

Poniżej wybór zdjęć O1G pojawiających się w trakcie protestów

w poszukiwaniu głębokich znaczeń symbolu

nawiązanie do gigantów przemysłu

high-tech, widoczny już logotyp zbudowany na podstawie hasła

low-tech

nawiązanie do hasła #IStandWithCEU

led, ten transparent nieco migotał

ręczna robota

na odzieży, w postaci pełnej i skrótowej

pisane na samochodach

Jeszcze się tego hasła pewnie napatrzymy.

co nowego na demonstracjach

jezw

Obecna fala demonstracji związanych z ustawą o nadgodzinach jest zaskoczeniem. Niedawno jeszcze na wiadomość, że CEU wynosi się jednak do Wiednia jedyną reakcją była żałośnie skromne parę świeczek przed budynkiem uniwersytetu.

Teraz jednak czuć mobilizację i napięcie. Do czego to doprowadzi nie wiadomo, widać jednak już, że ostatnia seria manifestacji różni się od poprzednich opozycyjnych protestów. Opisuję te nowe i ciekawe zjawiska.

ustawa o nadgodzinach zyskała ludową nazwę "ustawa niewolnicza", co w sposób oczywisty pozwala na nawiązania do słynnego wiersza Petőfiego, w którym padają słowa "Będziecie niewolnikami czy wolnymi?"

  1. Obudziła się opozycja partyjna. Dotąd politycy opozycji byli na demonstracjach ulicznych w najlepszym razie tolerowani. Stali sobie pokornie w tłumie, do mikrofonu nie byli dopuszczani. Wszystko organizowały „grupy z facebooka”, mówcy nie byli politykami, finansowanie odbywało się poprzez zbiórkę do pudełek w trakcie demonstracji, proszono o nieprzynoszenia flag i transparentów partyjnych. Niejednokrotnie w przemówieniach ostro krytykowano polityków opozycji.

    Tym razem jednak, bo popisie w parlamencie, gdzie politycy opozycji zamiast grzecznie odgrywać rolę listka figowego (proszę, u nas działa opozycja!) zrobili ostry show ze zgłaszaniem tysięcy poprawek, blokadą pulpitu, gwizdami i okrzykami w twarz Orbánowi, wygląda na to, że przynajmniej część ich, bo są i tacy, którym, zdaje się, rola koncesjonowanej opozycji odpowiada, zdobyła szacunek ulicy.

    Co więcej, obecne demonstracje organizuje w dużej mierze pozaparlamentarna partia Momentum, a w dużej demonstracji w niedzielę w pierwszym rzędzie szły polityczki opozycji (o roli kobiet zaraz). To posłanki i posłowie stali na czele wydarzeń w gmachu telewizji, do którego weszli domagając się przedstawienie żądań opozycji, zostali stamtąd siłą wyrzuceni przez ochroniarzy.

    Opozycji też udało się narzucić tematy dyskursu publicznego. Nie mówimy już o migrantach czy Sorosu (fuj!) ale o tym, co władzy niewygodne czyli właśnie ustawie o nadgodzinach czy kłamstwie w mediach.

  2. Kobiety, które są silnie niedoreprezentowane w polityce (zobacz na przykład tu) stanęły na czele protestów. Były aktywne w parlamencie, prowadziły marsz w niedzielę. To kontrast wobec świata macho Fideszu, gdzie obecnie nie ma już w zasadzie żadnych kobiet na liczących się pozycjach. To daje opozycji nową i także w ten sposób różniącą się od Fideszu, twarz.



    Flagi, kobiety, opozycja

  3. Opozycja potrafiła się, po latach porażek na tym polu, zjednoczyć. Kto żyje na Węgrzech doceni widok tłumu ze zgodnie powiewającymi obok siebie flagami różnych partii (MSzP, Jobbik, DK, Párbeszég, Momentum, LMP). Na jednej scenie przemawiające po sobie przedstawicielki partii Gyurcsánya (DK) oraz Jobbiku, który zbudował się na wrogości do tego ostatniego to doprawdy coś niesamowitego. Doświadczenie wspólnie przebytej nocy w gmachu telewizji podczas bezskutecznych prób odczytania żądań podobno wzmocniło to doświadczenie jedności.



    Inna ciekawostka: demonstrant lub demonstrantka z flagą seklerską. Kiedyś Węgrów żyjących w krajach sąsiednich uważano za gwarantowanych zwolenników Fideszu, jak widać, nie można jest tego przyjmować za pewnik.

  4. Tłum się zradykalizował. Demonstracje antyfideszowe były zawsze spokojne i pogodne w atmosferze. Charakteryzowała je raczej ironia niż agresja. To się zmieniło. Choć w dalszym ciągu nie ma typowej dla skrajnej prawicy agresji (jeśli porównać wydarzenia przed gmachem telewizji w 2006 roku, kiedy gmach zaatakowano i podpalone z obecnymi różnicę jasno widać), to jednak wzmocniły się postawy konfrontacyjne. Pojawiło się obrzucane policji różnymi przedmiotami czy też, mniej lub więcej udane, próby przebicia się przez policyjne kordony. Pojawiły się też, dotąd nieznane tutaj, race, które zmieniają atmosferę demonstracji.



    to nie zamieszki 2006 roku ale ostatnia niedziela

  5. Policja, która od czasu słynnych zamieszek w 2006 roku, bardzo się sprofesjonalizował, miejscami wydaje się być zagubiona. Potrafi zaaresztować przypadkowe osoby czy też wykazać się niespodziewaną brutalnością. Nowością jest używanie gazu łzawiącego, który rozpylany jest z ręcznych urządzeń, nie ma strzelania grantami z gazami jak w 2006. Niektórzy demonstranci przychodzą w hełmach, z maskami oraz okularami do pływania czy też goglami, co dodatkowo zmiania nastrój protestów.

  6. Odezwał się kościół. Może niecały, może na razie tylko jeden biskup ale jednak. Na niedzielnej demonstracji odczytano popierające demonstrantów posłanie biskupa Miklósa Beera. Odnotowuję, dotąd kościół/kościoły lub jego czy też ich przedstawiciele, jeśli już wypowiadali się to raczej w formie wywiadu niż takiej listu.

  7. Karierę robi wulgarna uwaga na temat Orbána byłego już überoligarchy Lajosa Simicski, którą rzucił w okresie kiedy doszło między nimi do konfliktu w 2015 roku: Orbán egy geci co w wolnym tłumaczeniu brzmi mniej więcej tak: Ten kutas złamany Orbán (mówiłem, że to wulgarne). To hasło widać coraz częściej także w skrótowej formie O1G.



    demonstrant z swoim przekazem



    O1G na plakacie, widać z daty, już roku, hasło nie jest nowe, teraz zdobywa szerszą popularność

Czekamy co dalej. Ustawa czeka na podpis prezydenta. Zapowiedziano strajki jeśli to zrobi, na pewno będą też dalsze demonstracje.

kilka sugestii dla szpiegów w Budapeszcie

jezw

Pamiętam jak będąc chłopcem jeszcze czytałem jakąś książkę historyczną, w której pojawiał się niemiecki szpieg próbujący działać w Londynie w czasie wojny. Nocne wyładowanie na brzegu z łodzi podwodnej przebiega bezproblemowo, nasz szpieg dociera też bez przeszkód do Londynu. Przygotowany jest perfekcyjnie. Język zna na tyle znakomicie, że potrafi rozwiązywać krzyżówki. Ubrania są angielskie, nawet metki bez zarzutu, pieniądze oryginalne. Wszystko powinno grać ale w końcu jednak wpada i to przez jakiś idiotyczny szczegół, którym zwraca na siebie uwagę a którego obecnie nie mogę sobie przypomnieć.

Ta historyjka przyszła mi do głowy kiedy niedawno uświadomiłem sobie dwa takie drobiazgi, które szybko wydają, jeśli nawet nie szpiegów to przynajmniej ludzi „nie stąd”, czyli spoza Budapesztu czy też Węgier.

Z nieznanych mi powodów podając nazwy paru ulic każdy szanujący się budapeszteńczyk poda nie tylko nazwisko ale i imię patrona. Odnosi się tylko do kilku, dalece nie wszystkich przypadków. Mówi więc tu się Petőfi Sándor utca, Paulay Ede utca, Frankel Leó utca oraz Blaha Lujza tér (a nie Petőfi, Paulay czy też Frankel utca albo może Blaha tér). Jednocześnie są Andrássy út, Bajcsy-Zsilinszky utca, Podmaniczky utca, Kossuth tér, itd. jak wspomniałem normą jest używanie tylko nazwiska patrona ulicy, wersja z imieniem to odstępstwo od reguły. Czemu tak jest nie wiem, praktycznego wyjaśnienia to nie ma. Nie ma innego Petőfiego żeby trzeba było odróżniać, nie ma drugiej Blahy a słów to wymówienia jest więcej.

Paulay Ede utca a nie, w żadnym wypadku, Paulay utca

Drugi taki zwyczaj kultywowany przez lokalsów to mówienie dzień dobry/dobry wieczór wszystkim ludziom spotkanym na klatce schodowej, nie tylko sąsiadom ale także nieznajomym, nawet jeśli oczywistym jest, że tu nie mieszkają. Tych samych ludzi już metr od wejścia zignorujemy przykładnie. Co więcej, jeśli jesteśmy w jakimś domu by odwiedzić znajomych też napotkawszy kogoś na klatce schodowej spieszymy z naszym dzień dobry/dobry wieczór.

A tak przy okazji, czy ktoś może potrafi podać więcej przykładów ulic, przy których podaje się pełną nazwę patrona? Zarówno ja jak i szpiedzy w Budapeszcie będziemy bardzo wdzięczni.

spanikowana analityczka policyjna ratuje kraj

jezw

Kto widział w kinie Lisa, a rókandér (Lisa, lisica-wróżka) na ogół chętnie wybierze się na następny film tego samego reżysera Károlya Ujj Mészárosa pt. X – A rendszerből törölve (X – wymazani z systemu). Lisa to absurdalna opowieść o zagubionej w świecie służącej - miłośniczce japońskiej kultury, którą przed losem mitycznej lisicy gubiącej mężczyzn ratuje oddany policjant badający sprawę nagłych śmierci mnożących się wokół niej.

Operujący tymi samymi aktorami X – A rendszerből törölve ma zupełnie inny charakter i nastrój. To już nie jest czarna komedia jak Lisa, X to mroczny kryminał. Główna bohaterka, policyjna analityczna zmagająca się z zespółem lęku napadowego podejrzewa, że szereg przypadków zgonu, które bada to faktycznie zabójstwo upozorowane tylko na samobójstwo czy też wypadek. Historia jest mocno splątana i szybko się okaże, że schwytany podejrzany to zmyślnie poddany fałszywy trop a prawdziwego sprawcy trzeba szukać gdzie indziej.

Na tym poziomie cała historia to klasyczny kryminał. Nieco autystyczna analityczka to figura, która pojawiła się w węgierskich kryminałach jak np. w Nyomozó. Całość opowiedziana jest sprawnie, napięcie nie opada ani na chwilę, a w dodatku, z małymi wyjątkami, wszystkie szczegóły trzymają się kupy, co nie zawsze ma miejsce w węgierskich filmach. Zagrana jest dobrze choć żaden z aktorów nie zapada specjalnie w pamięć. Najbardziej uwagę przyciąga praca operatora, której efekty można smakować w kolejnych scenach. Odwrócone do góry nogami obrazy miasta kręcona z drona są fascynujące wizualnie choć miejscami robią wrażenie manierycznych.

Miłośnicy Lisy docenią na pewno osadzenie głównej pary aktorskiej w tym razem odmiennych rolach: aktor grający policjanta ratującego Lisę tym razem gra śledczego jest zagrożeniem dla głównej bohaterki X graną przez gwiazdę Lisy. Reżyser zdaje się też puszczać oko do publiczności kiedy na ekranie pojawia się lis obgryzający kości z budańskim zamkiem w tle.

Największe wrażenie zrobiła na mnie warstwa polityczna filmu. Tak – co raczej niezwykłe w kinie węgierskim ten film ma przekaz polityczny. Główna bohaterka zmagająca się z niespłacanym kredytem na mieszkanie, sprawiającą nieustanne problemy nastoletnią córką, niedającą jej spokoju traumą po śmierci męża oraz związany z tym zespół lęku napadowego, której przeciwnicy mają do dyspozycji wszystkie środki poniekąd symbolizuje kraj. Nie sprawia wrażenia kandydatki na bohaterkę ale jednak jej decyzja działania, którą podejmuje pod koniec filmu zmienia wszystko, zarówno kraj jak i, zdaje się, ją samą. Przekaz: można działać, trzeba pokonać paraliżujący strach bo najsłabsi nawet są w stanie doprowadzić do zmiany jest rewolucyjny w czasach kiedy wszystko zniechęca do aktywności i spycha w konformizm.

Negatywne recenzje w prorządowej prasie zdają się potwierdzać, że nie tylko mnie taka interpretacja się nasunęła.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci