Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : kosciol

Dobrowolna ofiara „maleńkiego robota”

jezw

O księdzu Jánosu Szerednyeim usłyszałem niedawno, w trakcie ostatnich wakacji. Umarł bardzo młodo – miał wszystkiego 27 lat – i niczego w życiu nie zdążył dokonać poza jedną rzeczą, za którą go pamiętają: w trakcie powojennych wywózek na maleńkiego robota jak się je nazywa na Węgrzech dobrowolnie dołączył do grupy wywożonych mieszkańców wsi, w której mieszkał.

O Szerednyeim trudno znaleźć informacje. W kościele w Tarcalu, bo stamtąd go wywieźli, jest tablica jemu poświęcona (stąd wiem o nim), trafiłem na dwie wspomnieniowe, dość hagiograficzne w charakterze, książki na jego temat. W katolickim piśmie Új ember kiedyś wydrukowano artykuł na jego temat – i tyle. Żadnych porządnych opracowań, nawet artykułu w wikipedii (postaram się napisać). Zbieram więc to co o nim udało mi się znaleźć.

Urodził się 26 maja 1920 roku w Szerencsu, miasteczku w regionie tokajskim. W tej okolicy zresztą przeżył całe swoje życie. Seminarium ukończył w niedalekich Koszycach (wówczas będących częścią Węgier) w 1944 roku, na pierwszą placówkę skierowano go do Tarcalu. Ze wspomnień wynika, że marzyło mu się życie wiejskiego proboszcza: sad, malowanie (był utalentowany artystycznie), spokój. Stało się inaczej.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej 25 stycznia 1945 zaczęto w okolicy zbierać ludzi. Z samego Tarcalu zebrano ich 120. Mówiło się, jak to w takich wypadkach, o kilku dnia pracy – stąd samo określenie maleńkij robot. Póki co trzymano ich w Szerencsu. Ksiądz Szerednyei poszedł prosić o ich zwolnienie do oficerów radzieckich. Ci mieli mu obiecać zwolnienie części ludzi jeśli on zgodzi się pojechać z pozostałymi. Szerendnyei zgodził się bez wahania. Poszedł tylko na plebanię zebrać najpotrzebniejsze rzeczy i stawił się ponownie.

Zebranych wywieziono dopiero pod koniec stycznia. Po miesięcznej drodze dotarli to obozu w Worosiłowce w donieckim zagłębiu węglowym (obłaść wołosiłowgradzka, rajon uspieńskij, kopalnia Vorosiłowa, obóz numer 7144/1223). Musieli pracować w kopalni węgla.

Według wspomnień ksiądze Szerednyei starał się podtrzymywać wszystkich na duchu i w tajemnicy sprawował praktyki religijne. Odznaczał się w pracy na tyle, że dostał nawet w nagrodę garnitur.

Zginął w wypadku 26 lipca 1947 roku. Wracając z szychty nie skorzystał – jak powinno się – z szybu dla górników, gdzie wchodziło się po stopniach na piechotę, ale usiadli z kolegami na wózkach wciąganych drugim szybem. Zaczepienie się urwało, on nie zdążył wyskoczyć i zginął po uderzeniu w skałę.

Władze obozu jako wyraz uznania za jego pracę zezwoliły na pogrzeb w trumnie, co było wydarzeniem bez precedensu.

Według danych na maleńkij robot z 1862 miejscowości wysłano 101 686 mężczyzn oraz 29 212 kobiet, w sumie więc 130 898 osób. Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do Polski, skąd w zasadzie wywożono ludzi związanych z podziemiem, tu brano jak leci, liczył się jedynie stosunkowo młody wiek, bo wywiezieni pracowali przy odgruzowywaniu, w kopalniach i przy odbudowie. Spośród wywiezionych nie powróciła ponad jedna trzecia. Maleńkij robot był w czasach komunizmu tematem tabu.

A i dzisiaj, przynajmniej w porównaniu z Polską, gdzie pamięć martyrologii jest intensywnie kultywowana, upamiętnienie ofiar wywózek wydaje się być skromne. W Tarcalu poza wspomnianą tablicą księdza Szerednyeiego w kościele postawiono niedawno krzyż upamiętniający wywózki. W dodatku, nie wiem dlaczego, zrobiono to na granicy wsi a nie w ramach stojącego w środku miejscowości pomnika upamiętaniającego ofiary wojen światowych.

pomnik powojennych wywózek, Tarcal

pomnik wywózek w Tarcalu

Tak jest też w całym kraju. Węgrzy do dziś mało mówią o drugiej wojnie światowej, nie tylko o maleńkim robotie. Masa tam bolesnych tabu.

Post zamieszczony również na stronie Blogerzy ze świata 

Bez prądu i ogrzewania. Co to jest? Biblioteka

jezw

I to jaka! Piękna, barokowa sala zachowana w nienaruszonym stanie w samym centrum miasta. Dosłownie w nienaruszonym bo latami była zamknięta i nikt do niej nie wchodził. Znajduje się w seminarium na ulicy Papnövelde, zaraz przy wydziale prawa uniwersytetu ELTE. No i w zasadzie nie bardzo jest jak się tam dostać bo zamknięta jest do zwiedzania, my trafiliśmy tam przez znajomości (przy okazji wielkie dzięki dla dobrego człowieka, który nas tam wprowadził!)

Klasztor paulinów zbudowano w początkach XVIII w okresie odbudowy kraju po wygnaniu Turków. Niedługo później jednak zakon poddany został kasacie zarządzonej przez cesarza Józefa. Bibliotekę opróżniono i książki, podobnie jak w wypadku pozostałych bibliotek klasztornych, przekazano do biblioteki uniwersyteckiej. Jakiś czas później w budynku otwarto seminarium duchowne i zbiór biblioteczny odtworzono korzystając z podwójnych egzemplarzy w bibliotece uniwersyteckiej. Były to wyłącznie książki po łacinie.

W XIX bibliotekę odnowiono zakupując do niej książki w językach świeckich. Nowy zbiór umieszczono gdzie indziej i stara sala biblioteki zaczęła popadać w zapomnienie.

W czasie wojny poza bardzo nieznacznymi uszkodzeniami biblioteka uszczerbku nie poniosła. Nie korzystano z niej jednak do tego stopnia, że nigdy nie zainstalowano tam ani elektryczności ani ogrzewania.

Dzisiaj biblioteka mimo swojej krasy nie jest używana do żadnych celów. Jak wygląda zobaczcie sami na zdjęciach, na własne oczy zrobić to trudno.

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

wejście

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

w środku

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

sklepienie z postaciami reprezentującymi różne dziedziny wiedzy

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

szafa z książkami

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

stanowisko do pracy, górna wysunięta szuflada służy do przechowywania atramentu, dolna do gęsich piór

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

schody na pięterko

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

podłoga

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

wszystko udekorowane jest piękną robotą snycerską

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

drabina, powiedziano nam, jest oryginalna, tylko kółka są nowe

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

książki

biblioteka seminarium duchownego w Budapeszcie

nasz ksiądz przewodnik objaśnia

różaniec polityczny

jezw

Wczorajsza Wyborcza napisała o interesującej Krucjacie Różancowej za Ojczyznę. Modelowana jest ona na przykładzie podobnej akcji różańcowej na Węgrzech. Zaczyna się wezwaniem

Weźmy przykład z Węgrów. Przemiany, które podziwiamy w ich ojczyźnie nie wydarzyły się same z siebie.Oni je sobie wymodlili.

Bo ostatnie zmiany polityczne na Węgrzech są, według organizatorów akcji, bezpośrednio rezultatem odmawiania różańca. W węgierskiej krucjacie wziąć miało udział dwa miliony ludzi.

Obliczono, że potrzeba dwóch milionów Węgrów, którzy zadeklarują, że codziennie modlą się za ojczyznę na różańcu. Rozpoczęto zachęcanie wiernych oraz liczenie. Nie było łatwo. Początkowo zgłosiło się ok. 200 tyś. osób. Bardzo długo nie można było osiągnąć podwojenia tej liczby. Sprawa wyglądała na beznadziejną. Potem nieoczekiwanie nastąpił szybki wzrost. Kiedy ilość modlących się przekroczyła milion, zabłysła nadzieja: damy radę.

Cztery lata trwało osiągnięcie stanu, żeby 10% społeczeństwa modliło się codziennie za ojczyznę. Dwa miliony Węgrów przystąpiło do Krucjaty Różańcowej w Intencji Ojczyzny.

I dalej.

Cud nie dał na siebie długo czekać. Jego skutki od roku z zazdrością podziwiamy.

Tak, skutki tego cudu też podziwiam, z bliska. Ale do rzeczy.

W Polsce, jak wyliczono, potrzeba sześciu milionów odmawiających różaniec by osiągnąć, no właśnie, w wezwaniu szczegółów brak, ale pewnie chodzi o podobną rzecz jak to co ma miejsce na Węgrzech.

Interesujące jest kolejne odniesienie do Węgier jako wzoru zachowań chrześcijańskich. Węgier, w których nie bardzo zauważam obecność kościołów w życiu społecznych (poza partią chrześcijańskich demokratów KDNP, satelitą Fideszu) ani chrześcijan w życiu codziennym. A tu tymczasem ostatnio coraz częściej słychać ze strony polskiej prawicy narodowej, że Węgry są modelem, na przykład w odniesieniu do preambuły do konstytucji.

Inną ciekawą rzeczy jest dokonujące się na naszych oczach przekształcenie pojęcia przyjaźni polsko-węgierskiej. Od zwykłej, codziennej apolitycznej życzliwości przechodzimy do ideologicznej solidarności prawicy narodowej. Troszkę szkoda byłoby gdyby ten niezwykły kapitał przyjaźni tak politycznie roztrwonić.

No i w końcu interesujące są same liczby. Gdy mowa o cudach zwykle mamy kwestię wiary, nie ma co się spierać, albo się wierzy i widzi w danej rzeczy cud albo nie, to nie jest materiał do racjonalnej dyskusji. W sprawy religijne można wierzyć lub nie, liczby można sprawdzić.

Według danych urzędu podatkowego w zeszłym roku składając zeznanie podatkowe 601 695 osób przekazało swój „kościelny” 1% podatku (na Węgrzech jeden procent podatku można przekazać na organizacje społeczne a drugi na jakiś kościół) na kościół katolicki. Pozostałe kościoły, z tego co wiem, różańca nie propagują.

Z 6.9 miliona osób w wieku 15-64 lat podatki zapłaciło 3.5 miliona czyli 51%. Jeśli ekstrapolować te liczby do całego społeczeństwa to uzyskamy 1.7m osób czujących na tyle silną więź z kościołem katolickim by, gdy są w stanie, przekazać mu 1% swojego podatku, co łączy się, przypomnijmy, z napisaniem na papierze raz do roku paru cyfr. To jeszcze nie 2 miliony aktywnie modlących się na różańcu, co wymaga nieco więcej zaangażowania. I to zakładając, że wszyscy katolicy bez wyjątku w pełnie popierają Fidesz i to co on robi.

Jeśli ktoś przypomni mi o Węgrach żyjących poza granicami Węgier to ja przypomnę, że na Węgrzech nie mieszkają wyłącznie Węgrzy i na przykład nie bardzo sobie wyobrażam jak Słowacy katolicy mają się modlić o zwycięstwo nacjonalistycznego Fideszu.

Dwa miliony są więc cudem ale raczej z gatunku propadandowego cudu na urną niż cudu metafizycnego.

Swoją drogą zaintrygowany ogromną mobilizacją społeczną (dwa miliony to nie byle co) zacząłem szukać w internecie jakiś śladów online organizacji węgierskiej krucjaty. Nie znalazłem niczego, co jest dość nieprawdopodobne jeśli faktycznie mamy krucjatę rzędu milionów uczestników. Rzecz jasna wyjaśnieniem może byś mój brak umiejętności wyszukiwania rzeczy w internecie, gdyby ktoś wiedział gdzie można coś znaleźć dajcie znać – dzięki!

Nuncjusz papieski tuszował skandal seksualny w kościele węgierskim

jezw
Poniższy tekst napisałem dla gazety, która go jednak nie puściła. Sprawa jest jednak ciekawa bo dotyczy hierarchy polskiego pochodzenia więc wrzucam go tutaj.

Nuncjusz papieski na Węgrzech sabotował doniesienia o nadużyciach seksualnych i finansowych, podał portal internetowym index.hu. Bp. Juliusz Janusz, który do niedawna jeszcze sprawował tę funkcję, nie tylko nie zajął się rozpatrzeniem przekazanych mu poufnie przez Watykan dokumentów na temat nadużyć ale w dodatku przekazał je dotyczącym ich duchownym.

Wszystko to wyszło na światło dzienne przy okazji procesu o zniesławienie jaki wytoczył osobie oskarżającej go o homoseksualne ekscesy i finansowe nadużycia Mihály Mayer, niedawno zmuszony przez papieża do ustąpienia ze stanowiska były biskup Pécsu. Osoba ta list z doniesieniami na temat homoseksualizmu biskupa Mayera uzupełniony dowodami w postaci zdjęć i nagrań dźwiękowych przesłała do Watykanu w 2009 roku. Poprzednie próby zainteresowania sprawą osobistości kościoła węgierskiego, w tym i nuncjusza, nie przyniosły żadnego rezultatu.

Policyjne śledztwo w sprawie biskupa Mayera i dyrektora do spraw gospodarczych diecezji księdza Gyuli Wolfa rozpoczęło się w październiku ubiegłego roku. Jego powodem było doniesienie na temat przestępstw gospodarczych, szantażu oraz molestowanie seksualne.

Nuncjusz przekazał tym duchownym list z oskarżeniami pod ich adresem w maju 2009 roku. W sierpniu tego roku napisał do autora listu, wobec którego biskup Mayer wszczął już wówczas proces, by nie przysyłał mu dalszych informacji ale przekazywał je organom śledczym.

Według artykułu w index.hu nie tylko bp. Janusz nie zareagował odpowienio na informacje na temat nadużyć w Pécsu. Arcybiskupa Egeru Csaba Ternyák redaktor kościelnego czasopisma János Wildmann informował o problemie już w 2006 roku. Arcybiskup nie uczynił niczego w tej sprawie poza poinformowaniem zainteresowanych o liście i osobie jego autora.

Biskupa Janusza 10 lutego niespodziewano przeniesiono na stanowisko nuncjusza w Słowenii. Spekuluje się, że łączy się to z jego zachowaniem w sprawie biskupa Mayera.

Nuncjatura odmówiła komentarza na temat informacji podanych przez index.hu.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci