Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : historia

"Odwaga i solidarność z Polską niewarte pamięci" - a jednak tak

jezw

Pisalem dopiero co o mojej frustracji związanej z niemożnością załatwienia odznaczenia dla zespołu Kontroll za ich wsparcie dla Solidarności w latach 80-tych. Rok starań i nic.

Przeczytawszy mój wpis kolega Gabriel Kurczewski (skąd inąd autor świetnego bloga Blisko Tokaju) napisał do Europejskiego Centrum Solidarności, które rozdaje Medale Wdzięczności domagając się informacji w sprawie zespołu. Odpowiedź nadeszła w ciągu paru godzin: odznaczenie zostało przyznane w lipcu, wręczone ma być pod koniec tego roku albo w 2018.

A więc happy end! Mam nadzieję, że sprawa jest już na ostatniej prostej. Jeśli tylko uda mi się trafić na uroczystość odznaczenia napiszę z niej relację.

A Gabrielowi osobne podziękowania za udaną interwencję.

Odwaga i solidarność z Polską niewarte pamięci

jezw

Pisałem kiedyś tutaj o węgierskim alternatywnym zespole rockowym Kontroll, który w latach 80-tych wykonywał piosenki popierające Solidarność. Proponowałem też by jakoś upamiętnić ten gest tym bardziej wart docenienia, że na Węgrzech wówczas było dużo więcej strachu niż w Polsce i dlatego wiele on kosztował.

Nie tylko napisałem post na blogu ale spróbowałem i wziąć sprawy w swoje ręce. Wcześniejsze sugestie robione wobec tutejszej ambasady oraz Instytutu Polskiego spłynęły po nich jak woda po kaczce, napisałem więc do Europejskiego Centrum Solidarności, które prowadzi program odznaczania osób zasłużonych dla Solidarności, z wnioskiem o odznaczenia dla zespołu. Był to lipiec 2016 roku.

Odpowiedź udało mi się dostać miesiąc później wykorzystując wszystkie moje kontakty mające jakiś związek z ECS-em. Okazało się, że powinienem napisać do innych osób, co natychmiast zrobiłem. Dostałem potwierdzenie, że mój e-mail doszedł i że przekazano go kapitule Medalu Wdzięczności.

W odpowiedzi na moje wrześniowe pytanie co z wnioskiem dowiedziałem się, że czeka na inne wnioski tak by kapituła mogła więcej ich rozpatrzyć hurtem. Powinno to nastąpić w nowym roku, dowiedziałem się

Mój styczniowy e-mail (życzę do siego roku, co z moim wnioskiem) nie doczekał się już odpowiedzi. Poprzez swoje nieformalne kanały dowiedziałem się, że osoba zajmująca się wnioskami już tam nie pracuje, innej nie zatrudniono. Kolejne próby dotarcia z moim wnioskiem do ECS-u już żadnych rezultatów nie przyniosły.

Poddałem się.

Podsumowując: wyszło na to, że jako Polacy nie jesteśmy w stanie podziękować tym co wyrazili z nami solidarność kiedy, by użyć dawnego wyrażenia, jeszcze nie było wolno. I to nie jest tak, że ktoś zdecydował, że po prostu nie zasłużyli, bo na medal trzeba było więcej zrobić i już. To jeszcze byłoby w porządku. Tu jednak mamy do czynienia z niemożnością, totalną indolencją, i to już w pełni nasza zasługa, nie ma tu czego zwalać na komunistów, zabory, PO czy PiS. Troszkę irytujące, by nie wyrazić się przy użyciu bluzgów.

A dla przypomnienia kawałek pt. Polak-Wenger wykonywany akurat przez inny zespół (Pál utcai fiúk) z tekstem w pełni po polsku.

Polsko-węgierscy dezerterzy

jezw

Nie miałem pojęcia, że ten dość kultowy film, na który natknąłem się ostatnio przypadkowo, to zapewne największa polsko-węgierska koprodukcja. I nie mam tu na myśli tylko faktu, że wystąpiło w nim wielu polskich i węgierskich aktorów (Marek Kondrat, Róbert Kóltai, Wojciech Pokora, Zoltán Bezerédy, Zbigniew Zapasiewicz, itd.), że był wyprodukowany wspólnie przez zespoły filmowe polski Zodiak i węgierską Hunnię ale przede wszystkim to, że, w przeciwieństwie do innych polsko-węgierskich koprodukcji koncentrujących się na jednym tylko z tych dwóch krajów, ten opowiada o czasie kiedy Polacy, nawet jeśli nie wszyscy, i Węgrzy żyli w jednym państwie – i służyli w jednej armii.

Komedia C.K. dezerterzy ten szczególny kawałek wspólnej historii opowiada w swoisty, szwejkowski sposób. Mamy końcówkę pierwszej wojny światowej i nikt w garnizonie w Sátoraljaújhely, poza nowoprzybyłym dowódcą kompanii, nie ma ochoty walczyć za kaisera i za monarchię. Tym bardziej, że żołnierze w większości pochodzą z innych nich konstytutywne narody państwa: Austriaków – Niemców czy Węgrów.

Międzynarodowa grupka żołnierzy planuje operację Pierzyna czyli dezercję, a w międzyczasie „rządzi” kompanią. Robi to w sposób przypominający skrzyżowanie bandy szkolnych urwisów z więzienną grypserą. Nadgorliwych przełożonych wykańczają trochę tak jak się wykańcza nieznośnego nauczyciela. Wszystko co ich kręci to możliwość napicia się – i złożenia wizyty w burdelu. Szwejkowską atmosferę potengują niektóre dialogi, jak choćby ten, w którym główny bohater Kaniowski wyjaśnia oficerowi za co dostał karę: w latrynie tłumaczył komuś, że oficerowie piją tyle kawy by ich kupy miały połysk „a nasze kupy stawały przed nimi na baczność”.

Udana ucieczka z koszar granych przez twierdzę w Modlinie prowadzi przez szereg miejscowości między innymi Budapeszt. Po drodze libacje, panienki i spotkania z innymi, niekiedy nadzwyczaj pomysłowymi, dezerterami. Ekipa uciekinierów zostaje jednak schwytana i stoi już przed sądem wojennym kiedy przychodzi wiadomość, że cesarz abdykował. Następuje chaos, wszyscy się rozbiegają, można wracać do domu.

Kończąca scena jest jakby doklejona na siłę z zupełnie innego filmu. Nad biegnącymi żołnierzami pojawiają się mianowicie flagi, w większości polskie ale jest i węgierska. Przetarłem oczy. A potem jeszcze raz. Czyż ci szwejkowie marzący o flaszce i panience, nieprzejawiającyc żadnego szacunku do przepisów, państwa i władzy mieliby okazać się o tak, nagle, patriotami jakiś innych krajów tylko dlatego, że wreszcie można? Za obce nie chcą walczyć ale za swoje tak? Nie bardzo jestem w stanie sobie to wyobrazić.

Węgierska flaga z lewej, polska z prawej

Ponadto gdzie w takim razie są przedstawiciele innych nacji, Czesi, Słowacy, Rusini, …? Czy oni też biegną za polskimi i węgierskimi flagami czy też może woleliby wznieść swoje – przeciwko Polakom i Węgrom? Szwejkowski pacyfizm miał potencjał łączący, nacjonalizmy już nie.

Dotąd nie słyszałem nigdy o wybuchach radości Węgrów z upadku monarchii – dla nich było to jednak ich państwo, które przyniosło im złoty okres. Oj, chyba ktoś niedocenił różnic w historii między Polakami a Węgrami. Ale film i tak warto zobaczyć.

ekstraklasa.hu

jezw

Dowiedziałem się właśnie, że polska piłka nożna ma na Węgrzech swój własny serwis informacyjny właśnie pod tytułem ekstraklasa.hu. Strona wystartowała 18 stycznia tego roku (przedtem przez pół roku funkcjonowała na facebooku) a robi ją Miklós Mitrovits, znający Język polski historyk, który doktoryzował się z Solidarności, a przy tym kibic Legii, wraz z Zoltánem Puskásem, Balázsem Szabó oraz Józsefem Szlezákiem.

Jest tam wszystko co węgierskojęzyczny miłośnik polskiego futballu mógły sobie wymarzyć: relacje z meczy, tabele, szczegółowe informacje na temat Węgrów grających w polskich klubach, teksty na temat historycznych meczy, itp.

Ekstraklasa.hu wydała też interesującą broszurę pt. Magyar-lengyel focitőrtenélem. Magyarok a lengyel labdarugásban (Węgiersko-polska piłkarska historia. Węgrzy w polskim piłce nożnej). To ponaddwudziesto stronicowe, bardzo estetycznie wydane opracowanie omawia całą historię polsko-węgierskich kontaktów piłkarkich. I tak dowiedziałem się z niego że

  • Pierwszy swój międzynarodowy mecz reprezentacja Polski rozegrała z Węgrami w 1921 roku
  • Także ostatni mecz przed wojną (27 sierpnia) rozegrano, w Warszawie, z Węgrami
  • W 1958 roku, dwa dni po egzekucji Imre Nagya, w trakcie meczu Ruchu Chorzów-Honvéd miejsce miała minuta ciszy dla uczczenia zamordowanego węgierskiego przywódcy.
  • W polskich klubach pracowało szereg węgierskich trenerów, najsłynniejszy z nich, János Steiner, poprowadził do mistrzostwa trzy kluby: Legię, Górnika oraz Ruch.
  • Polska i Węgry rozegrały 32 meczów, z czego Węgry wygrały 20, Polska 8 a w czterech przypadkach był remis.
  • Polska reprezentacja wygrała z Węgrami finał olimpiady w Monachium w 1972 wynikiem 2:1
  • Obecnie w polskich klubach gra siedmiu węgierskich zawodników – w żadnej innej zagranicznej lidze nie ma ich tylu.

Magyar-lengyel focitőrtenélem, polskiej wersji niestety nie ma ale i tak szacunek dla autorów!


***

Na niedawnym spotkaniu promocyjnym książki pt. Bratanki? w Instytucie Polskim, w której zresztą się pojawiam (przedstawia ona szereg osób działających na styku kultur polskiej i węgierskiej), mowa była o tym czym potrafiła kiedyś zafascynować Polska młodych Węgrów. W zależności od pokolenia był to autostop, jazz, kultura współczesna, a zwłaszcza teatr, muzyka rockowa a także serdeczność wobec Węgrów i ogólne doceniane przywiązanie do wolności. Młodzi Węgrzy pielgrzymowali do Polski, uczyli się polskiego, zachłystywali polskością. Polska była w pewnej mierze substytutem niedostępnego wówczas zachodu.

Obecnie ta wyjątkowość Polski i zainteresowanie nią wyparowały. Jak jeździmy samochodem do Poznania to mimo, że przejeżdzamy przez pół kraju zwykłe nie widzimy ani jednego węgierskiego auta. Więcej Polaków, zdaje się odwiedza Węgry: w Budapeszcie widać polskie autokary, po okolicach Tokaju jeżdzą auta miłośników wina, w kąpielach termalnych słychać zawsze język polski, ale jest to zainteresowanie raczej czysto turystyczne.

Czy pozostało dziś coś co nadal fascynuje Węgrów w Polsce, coś, przez co chcieliby poznać ten kraj, nauczyć się polskiego? Miklós uważa, że tym czymś jest właśnie piłka nożna. Zainteresowało mnie to bo przedtem tak nie myślałem, że mimo, że zajmowałem się trochę kibicowskim aspektem przyjaźni polsko-węgierskiej.

Czy zgadzacie się z tym? Czy jest coś poza piłką nożną czym Polska może dziś przyciągać Węgrów? Piszcie w komentarzach proszę.

Polacy a powstanie węgierskie 1956 roku

jezw

Wiedziałem zawsze o paralelach pomiędzy wydarzeniami w Polsce i na Węgrzech w 1956 ale niedawno dzięki linkom przesłanym mi w komentarzu przez Arryego (dzienx!) miałem okazję więcej poczytać sobie na ten temat, dzielę się tym czego się dowiedziałem.

Wydarzenia węgierskie i polskie wpływały na siebie wzajemnie. W obu krajach wspólne były dążenia: skończyć ze stalinizmen, odzyskać niezależność.

W przypadku Polski krwawy charakter wypadków węgierskich studził nastroje i pozwolił na konsolidację władzy Gomułki. Ten niemal bezpośrednio z więzienia trafił na szczyt władzy w rozgorączkowanym kraju i przy nieufnej postawie władz radzieckich. Przez pierwsze miesiące od przejęcia pozycji pierwszego sekretarza partii balansował tak by jednocześnie uspokoić rewolucyjne nastroje a zarazem wzbudzić zaufanie w ZSRR.

Powstanie na Węgrzech z jednej strony utrudniało mu to gdyż przez jakiś czas wydawało się, że taki zryw może się udać co prowadziło do radykalizacji nastrojów społecznych, w pierwszym rzędzie do żądań wycofania wojska radzieckich z kraju, z drugiej jednak, po drugiej interwencji radzieckiej, ułatwiało mu tonowanie nastrojów poprzez wskazywanie do czego doprowadzić może być radykalna polityka.

Wtedy zaczął używać wyrażenia “racja stanu” odwołując się do innego niż w przypadku Węgier położenia geopolitycznego kraju (dla ZSRR konieczne było utrzymanie prowadzących przez Polskę linii zaopatrzenia dla oddziałów stacjonujących w NRD) a także do konieczności sojuszu z ZSRR jako jedynej rękojmii polskich granic na zachodzie. Pojawiło się też hasło “polskiej drogi do socjalizmu” czyli utrzymywanie dystansu do modelu radzieckiego.

Dla Węgier polska odwilż i przekazanie władzy przez Ochaba Gomułce stanowiła inspirację dla sformułowania pierwotnych żądań i organizacji pierwszych demonstracji. Po wypadkach poznańskich w czerwcu 1956 roku polskie władze zaczęły poluźniać śrubę, czego kolejnym etapem była instalacja Gomułki, wcześniej uwięzionego za “odchylenie prawicowo-narodowe” na stołku pierwszego sekretarza. W tym czasie na Węgrzech szalał stalinista Ernő Gerő. Zastąpił przywróconego uprzednio na krótko do władzy Imre Nagya, z którym, podobnie jak w przypadku Gomułki, łączono nadzieje na odwilż. Hasłem pierwszej demonstracji w Budapeszcie było poparcie dla zmian w Polsce: „Idąc za polskim przykładem, podążajmy węgierskim śladem!” („Lengyelország példát mutat, kövessük a magyar utat!”). Koło Petőfiego, jeden z głównych ośrodków fermentu rewolucyjnego, nazywano “ideologicznym Poznaniem”.

Związek pomiędzy sytuacją w dwóch krajach doceniono i w ZSRR, Chruszczow traktował oba kraje łącznie.

Wydarzenia na Węgrzech wkrótce przybrały dramatyczny charakter: do demonstrantów strzelała lokalna ubecja a Gerő poprosił wojska radzieckie o interwencję.

W Polsce wówczas w trakcie nieustających demonstracji zaczęły się pojawiać węgierskie flagi, między innymi podczas wielkiego wiecu na placu Defilad. Flagi te wywieszano w wielu miejscach publicznych, zaciągano przed nimi warty honorowe.

W Olsztynie podczas demonstracji przemianowano plac Armii Czerwonej na Plac Powstańców Węgierskich. Później, na drodze kompromisu, nazwę zmieniono na Plan Józefa Bema, Armia Czerwona już nie wróciła.

W hucie aluminium w Skawinie obalono pomnik Stalina, który potem wleczono po ziemi.

Zaczęto oddawać krew dla Węgrów. Ilość chętnych do oddania krwi była bezprecedensowa i stacje krwiodawstwa nie były w stanie obsłużyć wszystkich. Krew oddawali również członkowie partii, w kwestii węgierskiej nie było podziałów. W sumie posłano 795 litrów krwi. Do wyjazdu na Węgry zgłaszał się personel medyczny.

Rozpoczęły się zbiórki pieniędzy na zakup środków opatrunkowych. Prowadzono je w zakładach pracy a także na ulicach. Na Węgry posyłano również odzież.

Przed warszawską Akademią Sztuk Pięknych studenci sprzedawali grafiki — między innymi wykonany przez Franciszka Starowieyskiego rysunek gołębia ze łzą w oku, który stał się w Polsce symbolem „węgierskiej tragedii” — a uzyskany dochód przeznaczyli na pomoc dla Węgrów.

Franciszek Starowieyski: Gołąb ze łzą

Osoby, które pojechały na Węgry z darami relacjonowały, że tamtejsi studenci domagali się by oddziały radzieckie zostały zmienione przez polskie jako bardziej wiarygodne.

Autobus z transportem sanitarnym - to mógł być transport z Polski, źródło: fortepan

Studiujący na Węgrzech polscy studenci aktywnie włączyli się w wydarzenia. Kiedy odwołano ich do kraju dwie studentki nie podporządkowały się tej decyzji, polski ambasador, Adam Willman, który sympatyzował z Węgrami, nie wyciągnął z tego żadnych konsekwencji.

W mediach niemal bez ograniczeń relacjonowano wydarzenia. Na Węgrzech pracowało wówczas polskich dwudziestu korespondentów, owocem pracy Wiktora Woroszylskiego był wydany później Dziennik węgierski. Cenzura osłabła w tym okresie ale zarazem wielu działaczy partyjnych wyrażało sympatię wobec wydarzeń węgierskich oraz Imre Nagya. Sam Komitet Centralny wydał deklarację 29 października (czyli po pierwszej ale jeszcze przed drugą interwencją), w której czytamy:

Znamy program Rządu Jedności Narodowej Węgier, program demokracji socjalistycznej, poprawy bytu, tworzenia rad robotniczych, pełnej suwerenności narodowej, wycofania wojsk radzieckich z Węgier i oparcia przyjaźni ze Związkiem Radzieckim na leninowskich zasadach równości. Dalecy jesteśmy od wtrącania się w Wasze sprawy wewnętrzne. Sądzimy jednak, że program ten odpowiada interesom narodu węgierskiego i całego obozu pokoju. (...) Myślimy, że program Rządu Jedności Narodowej Węgier odrzucić mogą tylko ci, którzy by chcieli zawrócić Węgry z drogi socjalizmu. (...) Wy i my jesteśmy po tej samej stronie, po stronie wolności i socjalizmu”

Po drugiej interwencji jednak podczas głosowania na potępiającą ją rezolucją w ONZ ambasador polski zagłosował, tak jak wszystkie inne kraje bloku, przeciwko jej co spotkało się z oburzeniem w kraju.

W tym czasie kontynuowano wydawanie apeli, deklaracji oraz przeprowadzanie zbiórek pieniężnych. W Tarnowie powstało wówczas działające do dziś Towarzystwo Przyjaciół Węgrów. Dla węgierskich dzieci organizowano wypoczynek w Polsce.

Dziesiątego grudnia w Szczecinie rozpoczęły się dwudniowe zamieszki rozpoczęte przez demonstrację poparcia dla Węgier (hasła “Szczecin-Poznań” i “Polska-Węgry”). Zniszczono wówczas konsulat radziecki.

Nastroje uspokajały się wraz z gomułkowską konsolidacją oraz zakończeniem walk na Węgrzech. Wydanie Nagya władzom po opuszczeniu przez niego ambasady jugosłowiańskiej wywołało jednak powszechne oburzenie, także wśród członków partii

Podobna fala oburzenie przetoczyła się po egzekucji Nagya w 1958. Gomułka, który niedługo wcześniej odwiedził Węgrzy, był wściekły bo uprzednio władze węgierskie obiecały mu, że nie będzie wyroku śmierci. Były to jednak prywatne emocje ponieważ niedługo w przemówieniu w Gdańsku przyjął kádárowską tezę o kontrrewolucji.

Mimo tego w Polsce, pomimo licznych prób ambasady węgierskiej, nigdy nie pokazano wystawy przedstawiającej właśnie “kontrrewolucję”. Wyrażano nieustające zastrzeżenia wobec jej różnych aspektów. Na przykład stronie polskiej nie przypadła do gustu umieszczona tam fotografia chłopca z bronią bo, argumentowano, w Polsce takie zdjęcie raczej kojarzy się z bohaterskimi czynami z powstania warszawskiego niż z kontrrewolucją.

Później o powstaniu nie mówiono już wiele.

***

Głębiej zainteresowanym polecam dwa źródła:

Janusz Karwat, János Tischler: 1956 Poznań, Budapeszt Media Rodzina, Poznań, 2006, link

János Tischler: "Lengyelek a magyaroknak" Beszélő 2007. november, Évfolyam 12, Szám 11, link

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci