Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : turytyka

Na grzyby na Węgrzech

jezw

Jakiś czas temu dostaliśmy w prezencie worek z borowikami. DWA KILO NIEROBACZYWYCH BOROWIKÓW. Zrobiło to na nas mocne wrażenie. W Polsce takie coś byłoby sensacją a tu ofiarodawca zachowywał się jakby nic. Grzyby pochodziły z gór Mátra, gdzie, jak już wcześniej dostawałem sygnały, grzyby są. Poczułem, że chętnie bym się tu na grzyby wybrał.

Okazja nadarzyła się w październiku w postaci długiego weekendu. Postanowiliśmy z Chłopakiem wypróbować Mátrę. Pojechaliśmy tam 23 wieczorem, nocleg udało się nam znaleźć w Mátraszentimre u uroczych państwa w pensjonacie Tornácos ház.

Następnego dnia zerwaliśmy się przed świtem i ruszyliśmy do pobliskiego Bagolyirtás, gdzie pochodząca stąd koleżanka widziała grzybiarzy. Postanowiliśmy ruszyć zielonym szlakiem na południe. Było wcześnie i początkowo musieliśmy nawet trochę poczekać bo za ciemno było by cokolwiek widzieć. Las był, jak to na Węgrzech, bukowy i choć było tam trochę grzybów to niczego jadalnego nie widzieliśmy. Tu i ówdzie były jednak świerkowe plamy i tam było lepiej: znaleźliśmy sporo sów. Trafił się nam też jeden podgrzybek – niestety robaczywy i bardzo wilgotny – a potem, przy drodze piękny, zdrowiutki prawdziwek. Nie za dużo ale było już zdecydowanie po sezonie więc i tak uważałem, że mamy szczęście.

nasz największy sukces grzybiarski

też ładne, ale ich nie zbieraliśmy

Po paru godzinach wróciliśmy do naszego pensjonatu by spytać właścicieli o grzyboznawcę. Obiecałem Śliwce, że to zrobię, bo trzeba wiedzieć, że grzyby tutaj zbierają nie wszyscy jak w Polsce ale tylko ci nieliczni, którzy się “znają na grzybach” a i tak zbieracze rutynowo przynoszą grzyby do przebrania grzyboznawcom, którzy w sezonie bezpłatnie są dostępni na targach i w innych publicznych miejscach. Nasi gospodarze zadzwonili po mieszkającą parę domów dalej panią. Zapewnili nas, że ma egzamin z grzyboznastwa. Przyszła po paru minutach, przejrzała nasze grzyby, była supermiła i żadnych pieniędzy nie chciała, co więcej, zaoferowała, że da nam opieńki, które ma u siebie w domu w lodówce. Poszliśmy do niej, dostaliśmy coś z kilo opieniek – chciała nam dać dwa razy tyle – i kupiliśmy od niej dżem z dzikiej róży: przynajmniej za to przyjęła pieniądze.

W drodze powrotnej zajrzeliśmy jeszcze na Kékes ale wtedy już padał deszcz i była taka mgła, że widać wszystkiego było tyle:

Obiecaliśmy sobie, że w przyszłym roku znów pojedziemy na grzyby. Czy znacie inne miejsca grzybowe na Węgrzech poza Bagolyirtás, które polecam? Jeśli tak podzielcie się tą wiedzą w komentarzach – z góry dzięki!

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci