Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : Amsterdam

na rowerze w Amsterdamie, na rowerze w Budapeszcie

jezw
Dopiero co wróciłem z Amsterdamu a Amsterdam, wiadomo, to miasto rowerów. A ja jako rowerzysta budapeszteński nie mogłem się powstrzymać, żeby nie porównywać. I oto co mnie uderzyło.
  • Rowery są w Amsterdamie inne. Są duże, ciężkie. Dużo z nich wygląda jak psu z gardła wyciągnięta, często są brudne lub podrdzewiałe. Lampy zwykle nie działają. Nie widać wyścigówek ani górali tak popularnych w Budapeszcie. Wszystko po to, by rowery nie były atrakcyjne dla złodziei, głównie, podobno, narkomanów.



    Tu też się boimy kradzieży ale rowery wyglądają lepiej.

  • Amsterdamskie rowery często występują w ciekawych wersjach. A to przyczepka, a to siedzenia dla dzieci, a to pleksi ochraniające dziecko na foteliku przed pędem powietrza. Skrzynki czasami dekorowane są sztucznymi kwiatami.







  • Parkuje się te amsterdamskie rowery na ulicach. Wszędzie stoją – lub leżą – ich wielkie ilości. Interesujące są zamki na tylne koła mocowane za siodełkiem, rzecz nieznana tutaj.



    Dużo jest stojaków na rowery, niektóre interesujące i nieznane mi w kształcie z Budapesztu.



  • Ciekawe jest też, że w Amsterdamie często rower się po prostu spina łańcuchem nie przykuwając go do niczego, czego w Budapeszcie nikt by nigdy nie zrobił. Tutaj rowerów na noc się nie zostawia na ulicy. W większości ludzie trzymając w domach, często nawet w mieszkaniach, na balkonach, itd.

  • Rowerzyści amsterdamscy to zwykli ludzie. Zero aury sportowości (widziałem tylko jednego kolarza), jak zejdą z rowerów to niczym się nie odróżniają od reszty ludności. Pomaga w tym uniesiona wysoko kierownica dzięki której jedzie się siedząc prosto a nie pochylonym. Ludzie wożą się nawzajem na ramie czy bagażniku, jadąc rowerem rozmawiają przez komórki, jedną ręką trzymają jakieś paczki.



    W Budapeszcie z kolei często widuje się specjalne ubrania rowerowe, torby kurierskie czy rękawiczki. Jazda rowerem to tu poważna sprawa. Rowerzysta nawet bez roweru jest rozpoznawalny.

  • Kontynuując, w Amsterdamie niemal nikt nie nosi hełmów rowerowych, co w Budapeszcie jest coraz bardziej przyjęte. Co ciekawe nie noszą ich też skuterowcy, w Budapeszcie natychmiast zapłaciliby za to mandat. Rowerem w Amsterdamie spokojnie wozi się dziecko – lub dwoje dzieci – albo nawet niemowlę (sam widziałem, w przyczepce wbudowanej w przednią część roweru).







    Nie ma strachu, że coś mu się stanie. W Budapeszcie rodzic wkładający dziecko do fotelika uważany jest za ryzykanta i osobę nieodpowiedzialną.

  • W Amsterdamie rowerem jeździ się spokojnie, na pełnym luzie. Mimo, że ścieżki są zapchane rowerami, że co raz to włażą na nie piesi nie ma tak powszechnego w Budapeszcie pieklenia się, najwyżej się bez gniewu dzwoni.
W Amsterdamie rowery są znacznie bardziej przyjętą częścią codzienności niż u nas. Nie ma wokół nich atmosfery nadzwyczajności. Nie ma walki z kierowcami i pieszymi o uznanie. Sądzę, że jest tak bo ludzie tam wzrastali z rowerzystami wokół nich. Sporo z obecnych rowerzystów (a pewnie też kierowców i pieszych) wożono pewnie jako dziecko rowerem więc dla nich rower na ulicy jest czymś naturalnym. Kiedy my do tego dojdziemy.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci