Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : Slowacja

Przejęte na przechowanie

jezw
Mieszkając na Węgrzech chcąc czy nie chcąc uczy się człowiek mapy wielkich Węgier sprzed traktatu z Trianon. Wiadomo jakie miasta były wówczas węgierskie, jak się nazywały utracone później prowincje, wiadomo wreszcie, jakim krajom one przypadły.



Nigdy w tym kontekście nie pojawia się Polska i zawsze sądziłem, że węgierska tragedia Trianon i radość Polaków z odzyskania niepodległości łączyła jedynie zbieżność w czasie. Teraz jednak dowiedziałem się, że Polska była w zasadzie jednym z państw, które skorzystały terytorialnie z Trianonu.

Nie do końca, przekonuje Konrad Sutarski w napisanej wspólnie z László Domonkosem książce pt. Megőrzésre átvéve czyli tłumacząc tytuł (książka ukazała się po węgiersku) właśnie Przejęte na przechowanie.



Tematem tej książki są Spisz i Orawa (po węgiersku Szepes i Árva), które aż do traktatu Trianon były częścią Węgier. Sutarski i Domonkos podróżują przez te tereny szukając śladów ich węgierskiej przeszłości. W tekście pojawia się dużo informacji historycznych, anegdot i legend, z których najciekawsza chyba dotyczy zamku w Niedzicy. Mieszkać w nim miał mianowicie zbiegły przed hiszpańskimi kolonizatorami potomek Inków, pojawia się tajemnicze pismo Inków kipu, motyw skarbów itp.

Bardzo interesujące jest wprowadzenie napisane przez Sutarskiego. Przeprowadza on analizę węgierskich i polskich prac historycznych na temat tego okresu pokazując, że jak nikła jest w nich świadomość tego, że po pierwszej wojnie światowej część ziem uprzednio węgierskich trafiła do Polski. Przekonująco argumentuje, że Polski nie można uważać jednak za beneficjenta Trianonu. Po pierwsze, nie uczestniczyła w rokowaniach prowadzących do niego. Po drugie, nigdy go nie podpisała. Po trzecie, gdyby tych ziem nie przejęła przypadłyby Czechosłowacji a nie Węgrom (strony 11-12).

Tytuł książki pośrednio łączy się z trzecim z tych argumentów. Wyrażeniem "Przejęte na przechowanie" przywitała autorów dyrektorka zamku w Niedzicy (103). Co jednak w oryginale było żartem w kontekście książki przetwarza się w krzepiące poparcie dla antytrianonowskiego rewizjonizmu.

Bo książka nie jest - dla mnie niestety - tylko wyprawą w poszukiwaniu śladów historii węgierskiej Spisza i Orawy oraz związków polsko-węgierskich. Śladów prawie wyłącznie zresztą, jak to krok po kroku odkrywają autorzy, materialnych bo po dziewięćdziesięciu latach nie dziwi, że znikły one z pamięci ludzkiej. Książka, głównie poprzez część napisaną przez Domonkosa choć i Sutarski czasem powtarza węgierskie stereotypy nacjonalistyczne jak ten o młodości narodu słowackiego, nosi również cechy pamfletu politycznego z Wielkim Węgrami w tle.

Autorzy podchodzą do regionu w sposób specyficzny rozważając tylko jego cechy węgierskie bądź polskie. Słowacy są wielkim nieobecnym nie opuszczającym jednak kartek książki. Domonkos przy tym, sformułujmy to delikatnie, pisze o nich z pewną niechęcią, do wyrażenia której ucieka się niekiedy do wyszukanych formułowań.

W sumie rzecz interesująca, temat ciekawy, sporo świetnego materiału a jednak szkoda, że tak to wszystko opakowane. I pozostaje pytanie: czy by przyjaźnić się z Węgrami musimy przejmować ich fobie? Czy lubiąc Węgrów trzeba nienawidzić Słowaków (Rumunów, i Serbów, itd.)? Nie chcę w to wierzyć.

"Podwójne widzenie"

jezw
Nie tylko artykuł pod tym właśnie tytułem ale i złożone stosunki węgiersko-słowackie tak uroczo ilustruje najnowsza okładka HVG.


"biją Węgrów!"

jezw
Napisał do mnie Marcin, czytelnik tego bloga:

Drogi Jeżu

Jako czytelnik twojego bloga osmielam sie napisac maila do ciebie. Mianowicie w chwili obecnej pracuje z kilkoma Slowakami z którymi od czasu do czasu wymieniamy sie informacjami z naszych krajow. W chwili obecnej bardzo wzburzeni sa oni wypadkami podczas jednego z meczów ligi slowackiej. Gdzie zabity zostal / zmarł jeden z kibicow budapesztanskiego Ferancvarosu. Wiem również że w związku z tym pod słowacka ambasada  na  węgrzech odbywaja sie liczne demonstarcje.
Czy mogłbys wyjasnic jak wyglada to ze strony wegierskiej lub co w rzeczywistosci sie stalo?

Odpisuję na blogu bo być może więcej osób sprawa ciekawi.

Sytuację słabo rozumiem bo czytam tylko prasę węgierską a tam trudno oczekiwać obiektywnej informacji. Co jednak wiem mimo wszystko:
  • Mecz odbył się 1 listopada w Dunajskiej Stredzie (po węgiersku Dunaszerdahely) pomiędzy miejscowym klubem, jak rozumiem mającym głównie węgierskich fanów, a Slovanem Bratislava "reprezentującym" Słowaków.
  • Mimo, że był to mecz dwóch klubów słowackich na transparentach były flagi narodowe a Węgrzy dodatkowo wywiesili flagi z napisem "Byliśmy, jesteśmy, będziemy" oraz transparent w kształcie wielkich Węgier, przypomnijmy, zawierających w sobie Słowację.
  • Aczkolwiek na mecze klubu z Dunajskiej Stredy zawsze przyjeżdzają kibice z Węgier (w tym i silnie nacjonalistycznego Ferencvárosu) tym razem było ich więcej - mówi się o tysiącu.
  • Policja była brutalna i pobiła Węgrów choć biła też Słowaków (filmy poniżej). Nie wiadomo dokładnie czemu bito Węgrów. Na ostatnim filmie widać prymitywne zachowanie kiboli słowackich, znając kiboli węgierskich nie przypuszczam żeby oni zachowywali się grzeczniej.

  • Jeden z kibiców, miejscowy Węgier, został zabrany wprost z murawy helikopterem do szpitala, co było pierwszym takim przypadkiem na Słowacji. Mimo plotek o jego śmierci z tego co wiadomo, żyje.
  • Na Węgrzech podniósł się krzyk: biją Węgrów! Media bardzo zajmowały się tematem, pełno go było w internecie, w tym i na youtubie skąd pochodzą powyższe filmy.
  • Przed ambasadą słowacką odbyły się demonstracje, najpierw spontaniczna a potem zorganizowana. W czasie nich spalono słowacką flagę (dziś przeczytałem, że sprawca, którego zresztą o ile pamiętam, szukała policja, sam zgłosił się do ambasady mówiąc, że żałuje swojego czynu). Za zorganizowaną demonstracją stoi Młodzieżowy Ruch 64 Komitatów, (Hatvannégy Vármegye Ifjúsági Mozgalom), skrajnie prawicowe ugrupowanie organizujące regularnie zadymy w Budapeszcie
  • Pojawiły się komentarze, że zajścia były sprowokowane przez siły polityczne żyjące z napięcia między Słowacją a Węgrami. Stosunki pomiędzy oboma krajami są zresztą ostatnio złe.
  • Premier Węgier Gyurcsány miał nagadać premierowi Słowacji Fico podczas ostatniego szczytu wyszegradzkiego.

Tyle co wiem. Dla mnie to historia na temat jak stadionowa chuliganeria staje się bohaterem narodowym.

***

Spodobał ci się ten post? Przetłumacz go na inne języki na Der Mundo.

ach ci Słowacy (albo Węgrzy)

jezw

Pisałem właśnie, że spędziliśmy tydzień na Słowacji. Co ważne, w towarzystwie Węgrów. I ci Węgrzy cały czas powtarzali jak to Słowacy ich nie lubią i dlatego ich dyskryminują. Całe zachowanie Słowaków wobec nich miało być właśnie przez tę niechęć wytłumaczone. A dodać trzeba, że kultura obsługi na Słowacji jest koszmarna i Polska zarówno jak i Węgry w porównianiu wydają się być rajem pod tym względem, więc słusznie mogło się Węgrom wydawać, że są źle traktowani.

Problem jednak jest w tym, że nie tylko oni. Ze Słowakami mówiłem po polsku a nic się lepiej do mniej nie odnosili, i parę razu strasznie mnie w hotelu czy przy wyciągu objechali. Ale Węgrów to nie przekona: to dlatego, że jesteś z nami, tłumaczyli. Kiedy pytałem ich o konkretne przykłady jak to się to w stosunku do nich Słowacy mieli źle odnieść zawsze podawali mityczny dla mnie nieco przykład oplutego węgierskiego, choć nie ich akurat, samochodu. Ponieważ Węgrzy słowiańskimi językami zazwyczaj nie mówią a Słowacy po węgiersku też nie bardzo, więc pewnie ta opinia jeszcze przez dłuższy czas będzie się utrzymywała, może przy tym jako samospełniająca się przepowiednia.

***

Jeszcze ze Słowacji: w knajpie o nazwie Šopa w Martinie odkryliśmy ciekawą galerię słowackich bohaterów narodowych. Oto środkowa część z nich przedstawiająca księdza Jozefa Tito, Gustáva Husáka i Michala Kováča, przypomnijmy, przywódcę marionetkowej Słowacji z okresu drugiej wojny światowej, pierwszego sekretarza partii po interwencji 1968 roku i prezydenta demokratycznej już Słowacji. Po lewej stronie były jeszcze portrety Štefánika i Hlinki, po prawej Schustera i Gašparoviča.

Fantastyczna mieszanka. Nie liczy się, że Tisę powiesili komuniści, a byli nimi Husák, Schuster i Gašparovič, nie ważne, że miewali różne pogądy na demokrację, nacjonalizm czy komunizm, istotne jest, że wszyscy byli wysoko postawionymi Słowakami. Ot, taka jest logika nacjonalizmu nadrzędna wobec wszelkic innych porządków. 

bohaterzy Slowaccy

Schengen

jezw

Wczoraj pojechałem do Bratysławy. W niedużym kraju mieszkam, więc nic wielkiego, trochę ponad dwie godziny samochodem i to bez przekraczania prędkości. Bardzo czekałem jednak na granicę bo to było dla mnie pierwsze doświadczenie Schengen w Europie Wschodniej. Trzeba było nieco zwolnić ale i tak przejazd bez kontroli, i co może nawet zrobiło na mnie większe wrażenie, bez śladu strażników i celników, był wspaniałym przeżyciem bo granica to dla mnie zwykle dość traumatyczne przeżycie. Za dużo mam mniej lub bardziej strasznych wspomnień. Zrobiłem nawet dla uczczenia mały film:

Przyszło mi do głowy jak na początku lat dziewięćdziesiątych brałem udział w demonstracji na granicy polsko-czechosłowackiej domagając się jej otworzenia. No i proszę, doczekałem się tego w skali przekraczającej ówczesne marzenia.

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci