Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : internet

Kis Grofó na poważnie (?)

jezw

Kis Grofó nie trzeba na Węgrzech przedstawiać. Ten wykonawca muzyki lakodalmas czyli węgierskiego odpowiednika disco polo jest tutaj megapopularny. Jaka to muzyka można sobie łatwo wyobrazić, próbka poniżej (33,324,997 odsłon do dnia dzisiejszego):

Takie właśnie utwory wziął sobie na warsztat projekt Vers Mindenkié czyli Wiersz dla każdego internetowej telewizji Nuheadztv. W ramach projektu znani aktorzy, ze pełną powagą i wykorzystaniem swojego aktorskiego warsztatu, deklamują teksty takich utworów nadając im zaskakująco odmienny charakter. Tak więc czy jest to kretyński tekst tyle, że mądrze recytowany? Czy też głęboki tekst zaśpiewany w idiotycznej piosence? Każdy niech zdecyduje sam. Jak ktoś nie zna węgierskiego to tym lepiej, w pełni można poddać się działaniu iluzji wykonania.

Poniżej tekst powyższej piosenki w wykonaniu również popularnego, choć nie aż tak jak Kis Grofó, aktora Jánosa Gálvölgyiego (1,169,567 odsłon). 

Więcej wierszy do znalezienia na youtubie pod kategorią Vers Mindenkié (pod każdym wideo podany jest link to oryginalnego wykonania).

Dzięki Chłopakowi za wprowadzenie mnie do węgierskiego świata dramatic reading [EN]!

instagram

jezw

Postanowienia noworoczne: otworzyłem profil na instagramie. Wrzucać tam będę zdjęcia rzeczy, które mnie zaciekawiły czy zdziwiły, z krótkim komentarzem - dla odmiany po angielsku. Na początek takie zdjęcie:

To mój ulubiony i najśmieszniejszy odcisk stopy na alei gwiazd na ulicy Nagymező (przed Instytutem Polskim). Tak, Géza Hofi był humorystą:)

Zachęcam do subskrybowania mojego instagrama - będzie świetnie!

pedofil i alkoholik najpopularniejszym księdzem na Węgrzech

jezw

Ponad milion lajków na facebooku w dziesięciomilionowym kraju, że już nie wspomnę o takich drobiazgach jak kultowe koszulki, książka, czy też wino i dwie budapeszteńskie knajpy nazwane od niego: pozwólcie przedstawić sobie węgierską gwiazdę kleru, księdza Tibiego (Tibi atya). Ten menelowaty duchowny, pedofil i alkoholik, w typowo księżowskich, przyciemnianych brylach cieszy się tu ogromną popularnością zwłaszcza wśród młodych ludzi. Zaniepokojonych uspokajam: Tibi atya istnieje tylko wyłącznie w postaci memu internetowego.

Tibi atya powstał (na facebooku, jak wspomniałem, gdzie indziej nie istnieje) pod koniec 2012 roku. Jego poprzednikiem było blog Ex szakasz, działając w latach 2008-2012. Trzech młodych przedsiębiorców, którzy stoją za księdzem Tibim, czyli jak się nazywają w wywiadach, jego ministrantów, do dziś wolą pozostać anonimowymi. 

Siłą persony Tibi atya jest oparty na alkoholiźmie dość dosadny humor z rzadka tylko okraszony iskierką inteligencji. Na stronie księdza na fejsie codziennie pojawia się parę alkoholowych sentencji często w postaci graficznej z nieodłączną postacią w okularach z kieliszkiem. Na przykład taka:

Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Nie musiałem płacić rachunków

Są dwa rodzaje ludzi, ci, z którymi piłeś i ci, przez których pijesz.

Tak, takie mądrości zbierają po kilkanaście tysięcy lajków. Przeglądając facebooka spostrzegłem wśród lajkujących ładnych paru znajomych, których dotąd nie podejrzewałem o taki typ humoru.

Są też klimaty polskie, te mi się akurat podobają:

Naucz się swojego nazwiska po polsku! 1. Wypij litr palinki 2. Spróbu się przedstawić

Albo takie:

Wszyscy potrafią mówić po polsku. Tyle, że niektórzy trzeźwieją

Szanuję Polaków. Zbudowali cały język korzystając wszystkiego z ostatnich pięciu liter alfabetu.

I tak dalej. Czytałem o imprezie, na której grupa znajomych, gdzieżby indziej, w knajpie przez cały wieczór opowiadała sobie nawzajem ulubione dowcipy Tibi atya, balangę kończąc wspólnym "pochwalony!" Tak te żarciki funkcjonują w kulturze młodzieżowej a pewnie i nie tylko.

Twórcy Ministranci księdza Tibiego bronią się przed zarzutem rozpowszechniania alkoholizmu argumentem, że Tibi atya to krzywe zwierciadło podstawione pod twarz społeczeństwu. Na ile się zgodzimy z tym nasza rzecz, jednak głównym aspektem tibiatyawskiej przedsiębiorczości jest wino i knajpa.

Sikacz księdza Tibiego, źródło: Mandiner

No właśnie, knajpa a właściwie dwie knajpy. Pierwszą ministranci otwarli we współpracy z jakimś przedsiębiorcą na ulicy József Attila pod nazwą Fröccskocsma. Miejsce zrobiło się w mgnieniu oka szalenie popularne, tłum wylewał się aż na ulicę. Jednak współpraca szybko się popsuła, Tibi atya odżegnał się od knajpy w internecie a ministranci otworzyli nowe miejsce, tym razem na rogu körútu i ulicy Dohány. Tym razem knajpę nazwano Humbák művek (Zakłady Humbák).

Nazwa pochodzi od krainy, gdzie mieszka i pracuje Tibi atya. Pierwotnie jego historię osadzono w Máriakálnok, istniejącej miejscowości, ale na skutek protestów burmistrzyni, która sobie nie życzyła by miejscowość kojarzono z nieciekawą (jego zdaniem) osobą, księdza Tibiego przeniesiono do już fikcyjnego kraju Humbákföld.

Fröccskocsma

Już od wejścia jest z nami Tibi atya

Jak to było, chleb i wino?

W środku

Bar, malowidło przedstawia Humbákföld, uwagę zwraca rozlewnik fröccsa na barze z lewej

Tibi atya pomaga też wybrać coś do jedzenia

Są kwiatki księdza Tibiego jak ten: Alkoholizm to droga, którą nie da się iść ale ja ją wybetonowałem


Przestrzeń jest nasycona księdzem Tibi. Ten jego obraz oświetlony jest stale zmieniającym się światłem, naprawdę piękna rzecz (ten gif jest dziełem Chłopaka)

A to już druga _autentyczna_ tym razem knajpa Tibi atya: Humbák művek

Humbák művek widziane z ulicy

Tiby atya z okna zachęca przechodniów do wizyty



W środku. Playébános to po węgiersku proboszcz

Uwaga! Fröccs tylko czeka na to by się wyswobodzić z butelki

Mały krok dla człowieka, długi krok dla mnie (długi krok to nazwa jednego z gatunków fröcsa, wyjaśniam niezorientowanym)

Tibi atya w sztuce światowej. Swoją drogą pierwotnie twarzy naszemu bohaterowi, nieświadomie, użyczył amerykański franciszkanin Stephen Valenta skazany za przestępstwa na tle seksualnym. Później, ze względu na brak zgody na użycie jego wizerunku, Tibi atya uległ grafizacji i obecnie wygląda jak wygląda

Ale tu jeszcze w dalszym ciągu przypomina Valentę

"Pochwalony" to częsty motyw związany z ikonografią księdza Tibiego

Może jeszcze warto dodać, że popularność Tibi atya nie umknęła uwagi polityków. Ministranci dostali zaproszenia ze wszystkich stron politycznej palety do zaangażowania duchownego po stronie któregoś z politycznych obozów, według swoich deklaracji jednak ani nie skorzystali ani nie zamierzają skorzystać z tych zaproszeń.

Jest też wspomniana książka.

Lufka na każdy dzień. Kwiatki z życia księdza Tibiego. Ta dość umiarkowanie śmieszna publikacja wpisuje się w tradycję parodiowania wieśniaków (głupi i pijacy) przez ludzi z miasta. Ujęły mnie tam tylko piętrowe bluzgi, dajmy na to takie

Tak ich kopnę w dupę, że zaraz dogonią Voyagera 2, który przelatuje właśnie przez obłok Oortu już za układem slonecznym!

Strażnik zabrał nam kupione na wyprzedaży trzyprocentowe piwa, którym upłynęła data ważności ale klnę się na boga, że raczej napiłbym się na Saharze chorego na cukrzycę moczu Karesza Drótosa niż tego gówna ale i tak je nam zabrali.

Dla mnie dużo mówi o Węgrzech, że można sobie takiego Tibi atya stworzyć i nikomu to nie zdaje się przeszkadzać. W Polsce takie rzeczy byłyby nie do pomyślenia! 

Papierowy blog

jezw

W moje ręce trafił niedawno taki właśnie blog. Ma tytuł, nakład (200), numer ISSN i cenę (3 zł) a także stronę na facebooku. Nazywa się Magyazyn, wydają go studenci hungarystyki z Warszawy.

Przeczytałem go od deski do deski, co nie jest takie trudne bo chodzi o 59 stron. To klasyczne czasopismo studenckie, jednocześnie widać, że wszystkie teksty w zasadzie mogłyby się ukazać jako posty na jakimś blogu. Co więc tu mamy: tekst o metrze budapeszteńskim i warszawskim, historie De Hory'ego (znany fałszerz węgierskiego pochodzenia) i Járosy'ego (znany artysta kabaretowy węgierskiego pochodzenia mieszkający przed wojną w Polsce), relacje z wydarzeń na hungarystyce (wystawa fotografii oraz konferencja poświęcona Madáchowi), omówienie blogów o tematyce węgierskiej - w tym i mojego, a także recenzje filmów i płyt węgierskich, przepis na tort naleśnikowy (bardzo smakowity już przy czytaniu!) a także inne rzeczy.

Zdecydowana większość tekstów, choć nie wszystkie, była dla mnie ciekawa. Znalazłem tu parę nowych i interesujących rzeczy włączając w to blog piszący o filmach węgierskich Kociołek węgierski. (Zupełnie przypadkowo wczorej dowiedziałem o ciekawym i bardzo kompetentnym polskim blogu na temat win węgierskich NieWINNE podróże, oba linki dodane).

Cieszę się z odrodzenia tej inicjatywy, bo jak wiem Magyazyn to tradycyjny tytuł czasopism wydawanego już wcześniej na warszawskiej hungarystyce. Szkoda tylko, że cały ten, bardzo znaczący, wysiłek redaktorów dosięgnie zaledwie 200 czytelników. Może więc warto publikować Magyazyn równolegle jako blog lub przynajmniej gdzieś w formie pdfów? Wart jest tego! No i jak inaczej będę mógł go czytać?

Polonica.hu

jezw

Strona ma być zbiorem informacji na temat polskich miejsc na Węgrzech. Chodzi o tablice, instytucje, kościoły, pomniki, cmentarze itd. Autorzy projektu piszą o nim tak:

Serwis Polonica.hu powstał z inicjatywy Ambasady RP w Budapeszcie, ale chcemy by był to nasz wspólny projekt. Jego celem jest zebranie i skatalogowanie miejsc związanych z Polską i Polakami na Węgrzech. Nasze relacje i przede wszystkim przysłowiowa już przyjaźń polsko-węgierska mają piękną, tysiącletnią tradycję. Jej dowody coraz częściej nikną jednak w ludzkiej pamięci – projektem Polonica.hu chcemy zachować chociaż materialne pamiątki obecności Polaków na przyjaznych im Węgrzech.

Chcemy, by serwis Polonica.hu był bazą, może nawet swoistą encyklopedią polskiej obecności na Węgrzech. Każdą związaną z naszym krajem pamiątkę będziemy starali się umieścić na stronach internetowych z właściwym opisem i zdjęciem oraz lokalizacją na mapie. To zadanie ogromne i liczymy tu na współpracę wszystkich, którzy czują się z Polską związani – węgierskiej Polonii, Polaków mieszkających czy pracujących na Węgrzech, Węgrów darzących Polskę sympatią i wszystkich, którzy chcą z nami współtworzyć Polonica.hu.

Nasz serwis można nazwać wręcz społecznościowym i liczymy, że społeczność wokół niego powstanie. Mamy ambicję stać się swoistą Wikipedią polskich śladów na Węgrzech – nie uda się to bez Waszej pomocy, na którą bardzo liczymy.

Pomysł super. Wikipediowy, trochę podobny do projektu Otwarte zabytki, o którym pisałem kiedyś.

Póki co wersja beta więc jest nieco problemów. Nie można dodawać własnej informacji, mimo, że istnieje specjalna zakładka dla tego. Dalej, nie wszystkie przedstawione na stronie informacje są poprawne, na przykład tablica przy synagodze ma być ulokowana się w na placu Erzsébet, co jest jakieś pół kilometra dalej. Ikonka “wszystkie kategorie” opatrzona jest etykietą “wszysykie kategorie”.

Park przy synagodze na placu Erzsébet

Jak wspomniałem, to wciąż beta więc błędy mają prawo się zdarzyć. Liczę na to, że będą szybko poprawione. Projektowi życzę jak najszybszego oficjalnego odpalenia a potem długiego i owocnego życia!

A swoją drogą co by było gdyby powstała taka mapowa baza danych obejmująca cały świat?

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci