Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : graffiti

mural przyjaźni polsko-węgierskiej: 75 lat Instytutu Polskiego

jezw

Z ostatniej chwili: na ulicy Klauzála na odcinku placem Klauzála a ulicą Wesselényi powstał właśnie mural przyjaźni polsko-węgierskiej. Wykonany przez moją ulubioną grupę NeoPaint (było o niej tu i tu) przedstawia zrośnięte dęby i cytat z Worcella, czyli te same motywy co na pomnikach w Győr i Jarosławiu

Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich wystrzelił pniem osobnym i odrębnym, ale ich korzenie, szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi i splątały się i zrastały niewidocznie. Stąd byt i czerstwość jednego jest drugiemu warunkiem życia i zdrowia.

Mamy więc połączenie kanonicznego już motywu i nowatorskiej formy. Uliczka jest mała a coraz bardziej turystyczna więc ludzie mural zauważą.

Mural powstał z okazji 75-tych urodzin Instytutu Polskiego w Budapeszcie. Kolejny świetny pomysł i dowód, że Instytut wyczuwa wibracje miasta:) A mnie dodatkowo cieszy, że mural powstał w mojej siódmej dzielnicy i niemal codziennie będę miał okazję go sobie zobaczyć.

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

kiedyś była to zaropiała ślepa ściana, teraz wygląda tak

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

graficiarze to Węgrzy więc nie wszystko udało się z tymi strasznymi polskimi literami: wystrzeliL, odrEbnym, siE, Zycie

mural przyjaźni polsko-węgierskiej ulica Klauzála, Budapeszt

życzę sto lat!

Największy sukces rakosizmu

jezw

Co to jest: produkt komunizmu w jego najgorszym, rakosistowskim wydaniu, przedmiot niewysychającej dumy Węgrów, upamiętniony w filmie zrobionym już w wolnych Węgrzech a niedawno na największym muralu w Budapeszcie? Tak, chodzi o najsłynniejszy mecz piłkarskiej złotej jedenastki kiedy to Węgry rozbiły Anglię na Wembley 6:3 25 listopada sześćdziesiąt lat temu.

graffiti VII dzielnica Budapeszt

graffiti na ulicy Rumbach Sebestyén w siódmej dzielnicy, dzieło grupy Neopaint

Ach, co to był za mecz! Do tej pory Anglia na swoim terenie przegrała jedynie RAZ grając przeciw Irlandii w Liverpool w 1949 roku. A tu nie dość, że przegrała to w dodatku na Wembley i to jak wysoko. Że nie był to przypadek świadczy rezultat rewanżu w Budapeszcie, kiedy złota jedenastka zmiażdzyła rywali 7:1.

Węgierska drużyna była wówczas na topie. Jej sukcesy były w dużej mierze zasługą żarliwego Gusztáva Sebesa, komunisty i przyjaciela Mátyása Rákosiego. Wymyślił on, że reprezentacja narodowa powinna cały czas grać ze sobą i najlepszych w kraju piłkarzy przeniósł do i trenował ją w ramach nowostworzonego klubu wojskowego Honvéd, który dobrał sobie bez żadnych ograniczeń najlepszych graczy z innych klubów. Tam mieli wszystko co potrzeba, władze im niczego nie odmawiały. Jak pisze Rafał Stec w artykule w Wyborczej (niestety za firewallem)

Węgierską ''złotą jedenastkę'' - pod tą nazwą przeszła do historii - wyprodukował socjalizm, i to socjalizm w najmroczniejszym stalinowskim wydaniu. Piłkarze należeli do kasty uprzywilejowanych, wypuszczanych za granicę i obsypywanych podarkami, ponieważ ich triumfy były bezcenne dla rządowej propagandy. Dowodziły wyższości ustroju, a zarazem łechtały narodową dumę zwykłych ludzi, deptaną przez sowiecką dyktaturę.

Triumfy piłkarzy były sukcesem komunistycznej władzy. Popularność zespołu i w kraju i zagranicą przewyższała cokolwiek znamy obecnie. Ich przyjazd gdziekolwiek przyciągał tłumy na dworce, podejmowano ich jak najprawdziwsze gwiazdy. Na mecz z Anglią chciało wejść milion widzów, biletów niestety było zaledwie sto tysięcy.

Do dziś można spotkać ludzi, którzy z pamięci recytują cały skład legendarnej drużyny. We wspomnianym filmie (niezaskakujący tytuł "6:3") główny bohater zna przebieg meczu na pamięć, z pewnością było takich ludzi sporo. Kult drużyny jest jedną z niewielu rzeczy łączących Węgrów niezależnie od poglądów politycznych. I dziś często jedyną rzeczą jaka przychodzi cudzoziemcom do głowy w związku z Węgrami jest nazwisko Puskása, jednego z czołowych napastników drużyny (wideo z jego królewskiego w charakterze pogrzebu tu).

To taki paradoks z historii Węgier, że za jednym z największych triumfów narodowych stoją nienawidzeni przez nacjonalistów komuniści a sam triumf miał miejsce w czarnym okresie rządów „najlepszego ucznia Stalina”.

Post opublikowany również na stronie Blogerzy ze świata.

graficiarze malują mury, samorząd im płaci a wszyscy się cieszą

jezw

Chodzi o grupę Neopaint (szefem jest Barnabás Jankovits) złożoną z (byłych) graficiarzy, którzy zajmują się malowaniem zwykle dotąd odrapanych ścian budynków. Zaczęło się od ściany przy placu zabaw na rogu ulic Kisdiófa i Király. Wygląda to tak.

Neopaint, Kiraly utca

Polecam zwłaszcza namalowane drzewo, któremu trzeciego wymiaru dodaje drzewo stojące akurat tu przy murze.

Neopaint, Kiraly utca

Ciekawostką jest, że, jak widać powyżej, graficiarze zostawili malunek w spokoju. O tym, że nie jest to przypadek świadczy ściana obok, która zdrowo jest zasmarowana.

grafitti, Kiraly utca

Wtedy jeszcze grupa pracowała bezpłatnie i cieszyła się kiedy, zwykle po dłuuuuuuugich staraniach, dostawała zgodę na pomalowanie jakiegoś muru. Obecnie jest już im łatwiej, poza sponsorem (Trilak) samorządy płacą im honoraria za ich pracę.

Niedawno Neopaint zawitał w bliższe nam okolice malując ścianę przy ulicy Dob niedaleko placu Klauzála. Jest tam warzywniak, robotnik naprawiający dach, państwo na balkonie, rowerzystka, pies oraz kot polujący na gołębia.

Neopaint, Dob utca

Kiedy malowali jeszcze ścianę pani na balkonie i odpoczywający na rusztowaniu malarze zlewali się z elementami malunku.

Neopaint, Dob utca

A oto parę szczegółów. Państwo na balkonie.

Neopaint, Dob utca

Hiperrealistyczny pies i skrzynka na listy.

Neopaint, Dob utca

Sklepikarka z warzywniaka. Ona jest świetna bo wygląda zupełnie jak...

Neopaint, Dob utca

... pani Zsuzsa z warzywniaka (prawdziwego tym razem) naprzeciw. Warzywniak nazywa się Lumen i jest super. Niekiedy wieczorami jarzyny są chowane i odbywają się tam wernisaże. A w weekendy otwierają się niekiedy jednodniowe restauracje.

Lumen Klauzal ter

Do października Neopaint ma pomalować jeszcze pięć ścian w naszej dzielnicy. Największą ochotę mieliby na mur przy rondzie Ádáma Clarka, ale jak dotąd nie udało się im uzyskać na to zgody.

"Besarabia to Rumunia"

jezw
Będąc niedawno w Bukareszcie moje wytrenowane na kształcie Wielkich Węgier oko (zobacz tu, tu i tu) spostrzegło na ulicy następujące graffiti:



Besarabia, czyli Mołdawia, to Rumunia. Znajoma Mołdawianka, której pokazałem zdjęcie zdziwiła się. "W Bukareszcie? Ciekawe. To malują głównie w Mołdawii. Na pewno zrobił to jakiś student stamtąd".

Muszę powiedzieć, że nieco odetchnąłem. Więc nie tylko Wielkie Węgry ale i Wielka Rumunia. Więc nie tylko tutaj mamy takich fajnych miłośników zabaw kartograficznych (inna sprawa, że razem nie powinni się bawić bo zabrakłoby miejsca, żeby wszystkich zaspokić), są oni też gdzie indziej. Choć szkoda, że już tylko tak muszę się pocieszać.

Pies o dwóch ogonach

jezw

Kolega Arek Bernaś zwrócił moją uwagę na Kétfarkú kutya, po polsku właśnie psa o dwóch ogonach, czyli najsłynniejszego pewnie węgierskiego graficiarza z Segedynu. Tak się złożyło, że niedawno przestudiowałem sobie album Banksyego, najbardziej z kolei znanego graficiarza na świecie, i podobieństwo ich obu bardzo rzuciło mi się w oczy, pies o dwóch ogonach zresztą linkuje do niego. Banksyego lubię, polubiłem więc też i psa. Różnica między nimi taka, że Bansky, mimo wielu triumfalnych ogłoszeń na ten temat, do tej pory nie został zidentyfikowany, podczas gdy cywilna tożsamość psa o dwóch ogonach jest znana: nazywa się on Gergő Kovács.

A oto ilustracja podobieństwa tych graficiarzy. Proszę zgadnąć kto jest autorem której pracy.

Banksy flower

Kétfarkú kutya Ördög

Pies o dwóch ogonach operuje na ulicach korzystając z szeregu sposobów ekspresji: plakatu, tablicy ulicznej. billboardu, szablonu, obiektu, ogłoszenie choć nie stroni też od pospolitego napisu ręcznego farbą.W każdym przypadku inspiracje bierze z zastanej sytuacji ulicznej. Może to być plama na murze, znak drogowy, miejsce, gdzie wiesza się ogłoszenia drobne czy też betonowy słupek przy chodniku. Widać, że lubi humor, absurd, ceni sobie okazje do zadziwienia przechodniów, nie lubi natomiast reklam, komercji i powagi. Swoje poczucie humoru przejawia też na stronie internetowej Węgierskiej Partii Psa o Dwóch Ogonach, której jest przewodniczącym. Mnie z tego wszystkiego najbardziej podobają się jego szablony.

Poniżej mały subiektywny przegląd twórczości psa o dwóch ogonach. Więcej na jego stronie internetowej

Kétfarkú kutya Dohányozni tilos

Zakaz palenia i używania otwartego ognia - tablica

Kétfarkú kutya Fagyokér

Korzeń drzewa

Kétfarkú kutya Fal

Ściana

Kétfarkú kutya Googol utca

ulica Googola

Kétfarkú kutya Grafiti eltávolítás

Usuwanie grafiti

Kétfarkú kutya Kentaur

Przystanek kentaurowy

Kétfarkú kutya Magalomániás

nawet nie tłumaczę

Kétfarkú kutya Útfa

drzewo drogowe

Kétfarkú kutya Kismagyarország

Mniejsze Węgry. Jak pies o dwóch ogonach rozwiązał problem przywiązania do kształtu tradycyjnych Węgier oraz realiów geopolitycznych.

Kétfarkú kutya Media Markt

Straszny bluzg, nawet nie tłumaczę. Też nie lubię chamstwa i agresji Media Marktu w reklamie. Tu wzięte do którejś tam potęgi.

Kétfarkú kutya Menekülő árnyék

Uciekający cień. Lubię tę serię z cieniami znaków drogowych. Dlatego poniżej dwa dodatkowe przykłady.

Kétfarkú kutya Piros árnyek

Czerwony cień

Kétfarkú kutya Szögletes árnyek

Cień kanciasty

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci