Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : Budapeszt

kilka sugestii dla szpiegów w Budapeszcie

jezw

Pamiętam jak będąc chłopcem jeszcze czytałem jakąś książkę historyczną, w której pojawiał się niemiecki szpieg próbujący działać w Londynie w czasie wojny. Nocne wyładowanie na brzegu z łodzi podwodnej przebiega bezproblemowo, nasz szpieg dociera też bez przeszkód do Londynu. Przygotowany jest perfekcyjnie. Język zna na tyle znakomicie, że potrafi rozwiązywać krzyżówki. Ubrania są angielskie, nawet metki bez zarzutu, pieniądze oryginalne. Wszystko powinno grać ale w końcu jednak wpada i to przez jakiś idiotyczny szczegół, którym zwraca na siebie uwagę a którego obecnie nie mogę sobie przypomnieć.

Ta historyjka przyszła mi do głowy kiedy niedawno uświadomiłem sobie dwa takie drobiazgi, które szybko wydają, jeśli nawet nie szpiegów to przynajmniej ludzi „nie stąd”, czyli spoza Budapesztu czy też Węgier.

Z nieznanych mi powodów podając nazwy paru ulic każdy szanujący się budapeszteńczyk poda nie tylko nazwisko ale i imię patrona. Odnosi się tylko do kilku, dalece nie wszystkich przypadków. Mówi więc tu się Petőfi Sándor utca, Paulay Ede utca, Frankel Leó utca oraz Blaha Lujza tér (a nie Petőfi, Paulay czy też Frankel utca albo może Blaha tér). Jednocześnie są Andrássy út, Bajcsy-Zsilinszky utca, Podmaniczky utca, Kossuth tér, itd. jak wspomniałem normą jest używanie tylko nazwiska patrona ulicy, wersja z imieniem to odstępstwo od reguły. Czemu tak jest nie wiem, praktycznego wyjaśnienia to nie ma. Nie ma innego Petőfiego żeby trzeba było odróżniać, nie ma drugiej Blahy a słów to wymówienia jest więcej.

Paulay Ede utca a nie, w żadnym wypadku, Paulay utca

Drugi taki zwyczaj kultywowany przez lokalsów to mówienie dzień dobry/dobry wieczór wszystkim ludziom spotkanym na klatce schodowej, nie tylko sąsiadom ale także nieznajomym, nawet jeśli oczywistym jest, że tu nie mieszkają. Tych samych ludzi już metr od wejścia zignorujemy przykładnie. Co więcej, jeśli jesteśmy w jakimś domu by odwiedzić znajomych też napotkawszy kogoś na klatce schodowej spieszymy z naszym dzień dobry/dobry wieczór.

A tak przy okazji, czy ktoś może potrafi podać więcej przykładów ulic, przy których podaje się pełną nazwę patrona? Zarówno ja jak i szpiedzy w Budapeszcie będziemy bardzo wdzięczni.

walka o Római trwa

jezw

Római part to po polsku wybrzeże Rzymskie czyli odcinek brzegu Dunaju w północnej Budzie nazwany tak od pobliskiego osiedla rzymskiego Acquincum. W Budapeszcie to ostatni nieuregulowany (czytaj: niezabetonowany) odcinek rzeki gdzie mieszczą się kluby wioślarskie, nabrzeżne bary z langoszami, tradycyjnym smażonym morszczukiem oraz piwem, ścieżka rowerowa prowdząca do Szentendre a także malownicza romkocsma Fellini. To unikalne w swoim klimacie jest dość popularne wśród budapeszteńczyków.

Nad Római wisi miecz Damoklesa w postaci planu zbudowania tam mobilnego wału przeciwpowodziowego. Ten tajemniczy termin oznacza sieć słupów betonowych, pomiędzy które w razie powodzi wstawia się płyty metalowe. Zbudowanie tej struktury łączy się z umocnieniem gruntu czyli praktycznie rzecz biorąc zabetonowaniem sporej przestrzeni na brzegu a przedtem wycięciem rosnących tam drzew. Plan popiera burmistrz István Tarlós a sprzeciwia się mu szereg organizacji społecznych i lokalnych inicjatyw. Dzisiaj zorganizowały one demonstrację w obronie wybrzeża. Powodem jest zbliżające się głosowanie nad planem w samorządzie miasta.

Demonstracja miała miejsce na placu Madácha. Mimo, że zebrało się kilkasest osób czyli zdawałoby się, że nie tak wiele to jednak wyczuwało się siłę inicjatywy. Greenpeace zapewnił profesjonalną organizację, na demonstracji rozdawano drugi już numer bezpłantnej gazety Helló Római, Lángos vagy beton (Langos czy beton) wydanej w nakładzie 15 tysięcy (!) egzemplarzy, pomyślano o przekazie wizualnym tradycyjnie już zachęcając uczestników do przychodzenia w niebieskich ubraniach i machania niebieskimi chustkami, zdjęcia zebranych robiono z dźwigu.

machający tłum, w tle dźwig

prowadzący demonstrację aktywista Greenpeace-u, w tle transparent "Ochrony przeciwpowodziowej bez niszczenia środowiska"

stoisko gdzie można dostać gazetę, zapisać się na listę adresową czy też dokonać wpłaty na koszty kampanii

czytelniczka Helló Római

Parę przemówień jeśli nawet nie charyzmatycznych było bardzo rzetelnych.

Socjolog miast Iván Tocsis rozpoczął szeregiem przykładów skutecznych protestów społecznych, które zmieniły decyzje władz dotyczących kwestii środowiskowych w szeregukrajów europejskich. Podkreślił brak jakichkolwiek konsultacji obecnego planu Tarlósa: burmistrz próbuje przepchać swoją konsekwencję nie zważając na to co uważają mieszkańcy, ani nawet na to co jest tańszym czy lepszym rozwiązaniem. To nie jest kwestia techniczna ale polityczna i jak najbardziej mamy prawo zajmować w jej sprawie stanowisko, zwrócił uwagę Tocsis. Według niego jedynym beneficjentem budowy mobilnego wału przeciwpowodziowego jest lobby deweloperskie, który tylko czeka aż szereg działek nad samym Dunajem uzyska ochronę przed powodzią (obecnie może ona wyglądać tak). Podkreślił, że protestujący nie są przeciwko samego wałowi ale jego lokalizacji: umieszczenie go na równoległych do rzeki ulicach Nánási i Királyok ma o wiele więcej sensu.

Iván Tocsis, warto zwrócić uwagę na mikrofony niewielkich opozycyjnach stacji telewizyjnych: telewizja państwowa, jak i zresztą większe stacje komercyjne, nie przybyły na demonstrację

Mocne przemówienie wygłosił András Lányi, filozof, pisarz i reżyser, w dawnych czasach dysydent. Zwrócił uwagę, że początkiem końca socjalizmu na Węgrzech były protesty przeciwko budowie zapory w zakolu Dunaju, w co zresztą był zaangażowany, tak więc problemy ekologiczne potrafią prowadzić do upadku reżimu. W związku ze zbliżającymi się wyborami (przyszły rok) przypomniał by nie głosować na polityków, którzy stoją za szkodliwymi dla środowiska decyzjami, których ludzie nie popierają.

András Lányi

***

To nie pierwszy protest w obronie Római. Pisałem kiedyś o demonstracji na samym wybrzeżu. Poprzednia demonstracja miała miejsce w marcu niedaleko urzędu burmistrzowskiego. Nie dałem rady o niej napisać, załączam teraz chociaż parę zdjęć.

drzewa na Római, wał na ulicy Nánási!

wtedy po raz pierwszy spotkałem się z powiewaniem niebieskimi chustami oraz niebieskimi ubraniami

wspólna sprawa: aktywistka broniąca parku Városliget teraz wspierająca sprawę Római

grupa mieszkańców bezpośredniej okolicy Római, zupełni normalsi, w czasie przemówienia

na lewo widać jak wygląda Római obecnie, jak będzie wyglądać w przyszłości nie wiemy

koniec dzielnicy rozrywki?

jezw

Moja siódma dzielnica żyje w sławie dzielnicy rozrywki (bulinegyed) jako że mieści się w niej masa romkocsm, barów, restauracji, itp. To magnes przyciągający do Budapesztu wielu turystów, część których jednak doprowadza stałych mieszkańców dzielnicy do wściekłości.

Są to grupki, głównie młodych facetów, przylatujące tu tanimi liniami w celu schlania się. Bywa, że jest to wieczór kawalerski lub panieński, bywa, że tak po prostu, bez okazji. Nocują w tanich hostelach lub mieszkaniach do wynajęcia (u nas w domu są dwa takie, w jednym stoją piętrowe, żelazne łóżka), noc spędzają na jakimś pub crawl oferowanym przez szereg specjalizujących się w tym firm. Na ulicach widać takie duże, kilkudziesięcioosobowe grupy prowadzone z pubu do pubu przez przewodniczki (zwykle to kobiety). Są miejsca, w których za określoną kwotę można pić przez godzinę ile się chce. Ofertę rozrywkową uzupełniają dilerzy i prostytutki.

W efekcie ulice nocą rozbrzmiewają nie tyle od szumu rozmów ile od ryku pijanych (mieliśmy kiedyś o północy okazję wysłuchać Marsyliankę w wykonaniu pijanej w trupa francuskiej ekipy słyszalną znakomicie przez zamknięte okna), walenie w kubły na śmiecie, itd. Mimo upału nie da się otworzyć okien. Pijani „turyści” skaczą po samochodach, łamią lusterka, zdarzyło, że jeden przewrócili. Sikają gdzie się da. Ale nie tylko: sąsiadka znalazła kiedyś na klatce schodowej spodnie z gaciami i kupą w środku, biedna, wyniosła je do kubła na kiju. Na ulicach rano jest masa śmieci i śladów rzygania. A trzeba dodać, że poza naszą dzielnicą na Węgrzech pijanych spotykam niezwykle rzadko – rzadziej jak w Polsce.

Reakcji policji czy służb porządkowych w zasadzie nie ma. Dzwonienie w nocy o pomoc nie za bardzo przynosi efekty. Część barów (te normalne, które nie żyją z tego rodzaju turystyki) wystawia tablice „No stag parties” („Nie obsługujemy wieczorów kawalerskich”). Niektóre bary, te głośne, oferują pobliskim mieszkańcom opłacenie okien z izolacją akustyczną tak to było rozwiązaniem a nie zaprowadzenie ciszy na ulicy w nocy. Samorząd stać było na zakazanie beerbike-ów, które zatykały wąskie uliczki, poza tym umywa ręce. Mieszkańcy dzielnicy żyją w coraz większej frustracji, część się wyprowadziła, inni o tym myślą.

Ostatnio jednak coś się ruszyło. W dzielnicy powstała facebookowa grupa Élhetőbb Erzsébetváros (Erzsébetváros lepszy do życia), która poza zwyczajowym utyskiwaniem w internecie zajęła się działalnością na rzecz ukrócenia powyższych zjawisk. Zorganizowali sprzątanie dzielnicy po jednym z upojnych weekendów a worki ze śmieciami złożyli przed wejściem do budynku samorządu. Zwołali forum dla mieszkańców, na które przyszło 150 osób, zabrakło tylko burmistrza lub jego przedstawicieli. A na 27 lipca w nocy ogłosili demonstrację protestującą przeciwko braku spokoju w nocy.

Bardzo ciekawa inicjatywa, kibicuję jej. Poznawszy zaangażowanych w nią ludzi wierzę, że nie chodzi im o serię zakazów: zmianę chcą osiągnąć we współpracy trójkąta samorząd-mieszkańcy-właściciele barów. A że wybory samorządowe już blisko (jesień 2018) jestem przekonany, że samorząd obudzi się i w jakiś sposób zareaguje.

To może być koniec dzielnicy rozrywki jaką znamy - choć zarazem na pewno początek, mam nadzieję, czegoś ciekawszego.

erzs1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


plakat z zaproszeniem na forum mieszkańców, niestety, nie zauważył go burmistrz

erzs22

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Dość tego - demonstracja już tuż

3 x veto - demonstracja w Budapeszcie

jezw

Dzisiaj rano na facebooku przyszło zaproszenie na "Spacer przed polską ambasadą w Budapeszcie" o 20. W końcu i Budapeszt przyłącza się do protestów. Niezwykle skutecznie: może godzinę później pojawiła się wiadomość, że prezydent Duda zawetował dwie z trzech ustaw sądowych PiSu. Aż nie śmiem myśleć, że stało się pod wpływem informacji o tutejszym proteście.

Na demonstrację przyszło około 30 osób, w większości Polaków choć byli i Węgrzy a także cudzoziemcy: wiem o przynajmniej jednej Rosjance i Norweżce.

Pojawiły się, jak w Polsce, świeczki, białe róże a także kreda, którą porobiliśmy napisy na chodniku przed ambasadą (Wolne sądy, Solidarność, 3xNIE i ich węgierskie odpowiedniki). Organizatorzy (aktywiście partii Razem) wygłosili krótkie przemówienia po angielsku by były dla wszystkich zrozumiałe, poskandowaliśmy Solidarność naszą bronią oraz Jeszcze jedno (weto) i paru Węgrów shackowało plakat z Orbánem - efekt poniżej. 

Jak trzeba będzie to znów się zbierzemy.

demonstrantki

Świeczki, białe róże

wolnesady21

Świeczki

wolnesady11

Może nie tłum ale grupa uczestników

wolnesadyprzemowienie1

Przemówienie

wolnesadyorban
Shackowany Orbán z plakatu

instagram

jezw

Postanowienia noworoczne: otworzyłem profil na instagramie. Wrzucać tam będę zdjęcia rzeczy, które mnie zaciekawiły czy zdziwiły, z krótkim komentarzem - dla odmiany po angielsku. Na początek takie zdjęcie:

To mój ulubiony i najśmieszniejszy odcisk stopy na alei gwiazd na ulicy Nagymező (przed Instytutem Polskim). Tak, Géza Hofi był humorystą:)

Zachęcam do subskrybowania mojego instagrama - będzie świetnie!

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci