Menu

Jeż Węgierski

moje zdziwienia budapeszteńskie

Wpisy otagowane : Critical-Mass

ostatnia Masa Krytyczna

jezw

W kręgach rowerowych szok wywołało ostatnia deklaracja dwóch głównych organizatorów Masy Krytycznej Gábora Kürti i Károlya Sinka [HU], że wrześniowa demonstracja zostaje odwołana a wiosenna będzię ostatnia. To ich własna decyzja, która wszystkich totalnie zaskoczyła.

Uznali, że dalsze organizowanie CM nie ma sensu bo swój podstawowy cel - popularyzycję rowerów jako środka komunikacji - osiągnęła, obecnie natomiast trzeba wzmocnić organizacje społeczne reprezentujące rowerzystów, przede wszystkim Węgierskie Klub Rowerowy (Magyar Кеrékpáros Klub - MKK) bo to one, mimo, że mniej widowiskowe niż CM, mają największą rolę do odegrania. MKK powinien mieć więcej członków - ma ich tylko 1316 - by starczało mu pieniędzy na działalność. (Z Chłopakiem od lat jesteśmy członkami, jeśli ktoś chciałby wstąpić to proszę o kontakt, chętnie pomogę.)

W wywiadzie [HU] jakiego Kükü i Sinya, bo tak są ci dwaj organizatorzy szerzej znani, udzielili blogowi Kerékágy, padło interesujące stwierdzenie, które odnotowuję. Powiedzieli, że uznają swój cel za osiągnięty gdy znikną rowerzyści a w ich miejsce pojawią się uczestnicy ruchu. Chodzi tu o zmianę subkulturowego charakteru jazdy na rowerze na mainstream.

Ponadto dowiedziałem się, że podnoszenie rowerów w trakcie CM to wynalazek węgierski, który stąd rozprzestrzenił się po innych miejscach. Jakby ktoś chciał sobie rzucić okiem na takie podnoszenie to może to zrobić na przykład tu.

Pozytywna Masa Krytyczna

jezw

Wczoraj wzięliśmy z Chłopakiem udział w Masie Krytycznej. Trudno znaleźć godne zaufania dane dotyczące liczby uczestników, gdzieś trafiłem tylko na liczbę dwadzieścia tysięcy. Co by nie było, jak zawsze, sporo.

I jak zawsze zadziwia dzwoniąca w uszach cisza w mediach. W najlepszym wypadku małe wzmianki, najczęściej jednak brak jakichkolwiek informacji o demonstracji. A do znudzenia można przypominać, że nie ma drugiej takiej sprawy, dla której ludzie od lat dwa razy do roku zbierają się tak tłumnie na demonstrację. Że jest to demontracja całkowicie apolityczna i wolna od jakiejkolwiek przemocy. Że organizowana jest zupełnie oddolnie siłami wolontariuszy, że nie stoi za nią żadna poważna organizacja. Taki codzienny cud, którym nikt się nie potrafi zachwycić i ucieszyć.

A byłoby czym. Masa Krytyczna to niesamowicie pozytywne zjawisko. Ludzie zbierają się nie przeciw czemuś ale dla czegoś. Atmosfera, dla pamiętających, jak za Solidarności czy wizyt papieża. Radość, uśmiechy, przyjazne uczucia, porządkowi, których ludzie się słuchają, spontaniczny autorytet organizatorów, zaangażowanie zwykłych ludzi (przyłączyliśmy się z Chłopakiem na miarę naszych możliwości do organizacji i pewnego ranka przez godzinę rozdawaliśmy ulotki przy ścieżce rowerowej).

I to wszystko na słynących z negatywizmu Węgier. Nie zapominajmy, że Węgrzy są zdolni i do tak pozytywnych wibracji.

***

Parę obrazków z demonstracji. Przejazd przez tunel pod zamkiem. W momencie wjazdu zaczyna się hałas. Dzwonki dzwonią, róóne klaksony wyją, ludzie krzyczą, gwiżdzą. Z radości, a echo w tunelu tak ładnie niesie głos.

Na łące na końcu przejazdu czekamy na podnoszenie rowerów. Koło nas facet, na oko koło pięćdziesiątki. Wysportowany, markowy dres, hełm. Rower też typowa kłasa średnia. Po podnoszeniu zwraca się do mnie, żebym mu zrobił zdjęcie jak podnosi rower. Strzelam trzy cyfrowe klatki, uśmiecha się na wszystkych.

Na tejże łące. Zamyka ją niewielkie wzniesienie, gdzie gra DJ radia Tilos, stoją głośniki, co jakiś czas mówią coś organizatorzy. Nie ma sceny, ochroniarzy, kontroli wstępu. Wokół przywódców CM nie ma nawet typowego wianuszka podkomendnych. Każdy kto chce może też tam sobie usiąść czy stanąć.

Po demonstracji jedziemy powoli w tłumie rowerzystów. Widzę, jak dwóch facetów pakuje rowery na bagażnik na Lexusie. Najwyraźniej przywieźli je na demonstrację autem, teraz wracają, pewnie gdzieś daleko, do domu.

***

W tym roku nie dałem robić zdjęć. Wklejam za to, nie moje, wideo z podnoszenia rowerów na początku ...

... i na końcu Masy.

Polecam też dobre zdjęcia reportera HVG (szczególnie fajne jest podnoszenie małych dzieci!), szereg portretów rowerzystów z klasą na blogu Cyclechic oraz serię zdjęć z Indexu.

kidical mass i nie tylko

jezw
Tym razem miałem być w Budapeszcie na Masę Krytyczną. Problemem był tylko fakt, że miał być közlekedés czyli włączanie się do ruchu w przeciwieństwie do przejazdu zamkniętymi ulicami więc martwiłem się, że nie będę mógł zabrać Chłopaka. Aż się dowiedziałem, że obok Critical Mass będzie też Kidical Mass pomyślana dla dzieci!



Odlot, pomyślałem. Kidical Mass, w przeciwieństwie do Critical Mass, będzie się przemieszczał po określonej, zamkniętej dla samochodów, trasie. Bezpiecznie, można spokojnie zabrać dzecko. Wspaniale.

Na demonstrację, która za miejsce zbiórki miała park przy placu Deáka, dotarliśmy, z powodu wywiadówki w szkole, dopiero o wpół do siódmej. Do tej pory tłum zdołał już objechać urząd burmistrzowski. Tym razem hasłem było "Többen tekerünk, töbet akarunk" czyli "Jest nas więcej, więcej żądamy". Głównym żądaniem była ścieżka rowerowa na dużym körúcie.

Zaraz po naszym przyjeździe masa ruszyła. Początkowo faktycznie jechaliśmy wśród dzieci i rodziców ale zanim dojechaliśmy do Andrássy okazało, się z nami ruszyli wszyscy i tłum był taki jak zawsze z gdzie niegdzie tylko pojawiającymi się dziećmi.



dzieci jeszcze dominują



a tu już nie



w wózku niemowlę, na rowerze - wiem, bo podsłuchałem - Holender

Przy Oktogonie skręciliśmy w körút i zaczęła się zabawa. Najpierw zauważyłem piktogramy ścieżki rowerowej wymalowane poprzedniej nocy na asfalcie. Podobne pojawiły się wcześniej na mostach Szabadság i bodajże Margit. Czysta nielegalka.



W miarę jak jechaliśmy coraz więcej robiło się rowerzystów, i to po obu stronach ulicy, a coraz mniej samochodów, w dodatku nie tylko ilościowo ale i przestrzenie. Rowerzyście gwizdali, dzwonili, nawoływali się - pełna fiesta. Policjanci i porządkowi Critical Mass pilnowali głównie by masa stawała na światłach. "Zatrzymajcie się" mówili porządkowi, "Proszę państwa o zatrzymanie się" mówili policjanci. Przy czym pełen spokój, zero spięć, awantur, pyskówek.







Nawet nie zauważyliśmy gdzie się podziała Kidical Mass, nagle uświadomiliśmy sobie, że obok nas tu i ówdzie jadą samochody. Wycofaliśmy się z Chłopakiem - jeżdzenie rowerem wśród aut na kürúcie nie jest rzeczą dla ośmiolatka - i chodnikami wróciliśmy do parku na podnoszenie rowerów.

Podnoszenie - tradycyjne zwięczenie masy - miało być o ósmej, koniec końców odbyło się o wpół do dziewiątej. Chłopak też podnosił swój rower tyle ile mógł ale nie chciał mojej pomocy.



szef demonstracji Gábor Kürti "Kükü" podnosi



podnoszą bezimienni bohaterowie dnia



podnosi nawet załoga rikszy

Strasznie energetyzująca jest taka demonstracja. Potem długo jeszcze się widuje naklejki CM na rowerach w mieście. I jeszcze bardziej się pedałować - szczególnie po körúcie:)

PS. W demonstracji udział wzięło między 10 a 20 tysięcy ludzi.

ubi zabiera głos w obronie rowerzystów

jezw

Chciałbym przedstawić wam my new hero, ubiego. Ubi wygląda on tak:

ubi

Ubi jest rowerzystą. Do mego serca trafił przez swój niesamowity post (220 komentarzy) na blogu tutejszej Critical Mass. Post przetłumaczyłem, do przeczytania poniżej ale najpierw parę słów wprowadzenia.

Parę dni po wiosennej masie krytycznej, o której pisałem wcześniej, miała miejsce dużo mniejsza "prawdziwa" masa krytyczna, "prawdziwa" bo dokładnie wypadająca w Dzień Ziemi czyli 22 kwietnia a nie jak oficjalna masa w najbliższą niedzielę. W przeciwieństwie do demonstracji, w której uczestniczyliśmy z Chłopakiem i która miała zezwolenie, ta druga masa krytyczna zorganizowana została bez zezwolenia i policja potraktowała ją jako nielegalne zgromadzenie. Do tego nawiązuje właśnie Ubi.

Zafascynowany jestem ruchem rowerzystów bo jest to bodaj najpopularniejszy ruch społeczny na Węgrzech, gdzie dominującą postawą jest zamknięcie się w sobie i zajmowanie się swoim dobrobytem. Jest to w dodatku ruch grassroot operujący i popularny zarówno w internecie jak i na ulicach. Kto wie, ten ruch może kiedyś wydać z siebie nowe pokolenie polityków z Ubim na prominentnym miejscu. Ale oddajmy głos samemu Ubiemu:

Naruszenie prawa o zgromadzeniach w Dzień Ziemi - dylematy komunikacji miejskiej

Dostałem zadziwiający list od komisariatu policji z szóstej dzielnicy. Wzywają mnie jako świadka wykroczenia (naruszenie prawa do zgromadzeń) popełnionego 22 kwietnia 2008 (Dzień Ziemi).

Próbuję przypomnieć sobie o jakie zgromadzenie może to chodzić, ale mi jakoś to nie wychodzi choć jedna ciekawa rzecz miała miejsce w czasie tegorocznego Dnia Ziemi.

Zatrzymał mnie samochód policyjny na ulicy Andrássy, ja na rowerze, on z włączonym kogutem. Pytam, czemu legitymują rowerzystę na ulicy w Dzień Ziemi a oni, że to tylko normalne kontrola dokumentów. Pytają, czy gdzieś tu mieszkam, ja, że nie, tylko tędy przejeżdzam. Na to oni pytają w jakim celu “tak sobie” jadę na rowerze, na to ja, że nie “tak sobie” ale po prostu “jadę” na rowerze, to znaczy poruszam się po mieście. Potem pytają czy mam coś wspólnego z tymi tam rowerzystami, którzy jeżdzą po okolicy. Mówię, że nic, nie znam ich, oni też z pewnością po prostu poruszają się po mieście.

Wydaje mi się, że te dwa zdarzenia, wylegitymowanie mnie oraz wykroczenie, jakoś się łączą. Pojęcia nie mam czego policja chce się ode mnie dowiedzieć, ale przygotowałem sobie z góry parę pytań.

  • Ilu kierowców w trakcie kontroli dokumentów policjant pyta w jakim celu jadą?

  • Ile kierowców policjant pyta czy tu mieszkają czy też akurat tędy przejeżdzają?

  • Ilu kierowców stojących w korku policjant pyta czy mają coś wspólnego z samochodami stojącymi przed i za nimi?

  • Ile spraw w sprawie naruszenia prawa do zgromadzeń wszczyna policja wobec stojących razem w korku kierowców?

Moim zdaniem trzeba szybko zmienić sposób myślenia!

Nie do przyjęcia jest, że policja uważa rower za narzędzie rekreacji a nie komunikacji i to w dodatku nawet w Dzień Ziemi. Nie do przyjęcia jest, że jeśli jadę na rowerze wśród samochodów to oczywiście ja jestem “winien” bo jestem “przeszkodą w ruchu”. Przecież:

  • Ruch uliczny: jest ruch sanmochodów, ruch rowerów, itd., to słowo samo w sobie oznacza wspólny ruch tych pojazdów

  • “Przeszkoda w ruchu”: każdy, kto bierze w ruchu jednocześnie przeszkadza w nim gdy uczestników ruchu jest wielu.

  • Rower przeszkadza bo jest bezbronny, bardziej trzeba na niego uważać, zwykle jedzie z prędkością zaledwie 20-40 km/h (a nie do 40-50km/h, więcej i tak, prawda, nie wolno w mieście)

  • Auto też przeszkadza bo jest od roweru dużo większe, gorzej manewruje, śmierdzi, jest głośne, zajmuje cały pas ruchu, w dodatku albo szybko jedzie i jest wtedy niebezpieczne albo wolno i powoduje korek.

Mamy zamęt co do podstawowych pojęć. Pemieszane są proporcje i relatywna waga rzeczy. Kiedy mówimy o korku spowodowanym przez rowerzystów przez dzień czy dwa to zapominamy, że korki spowodowane przez samochody wypełniają pozostałe 364 dni w roku. Kiedy sześciu rowerzystów w dwóch rzędach jedzie obok siebie to naruszają przepisy, ale kiedy auto z jednym jedynie kierowcą w środku zajmuje tyle samo miejsce to wszystko jest w porządku.

Ciekaw jestem jaka będzie rozprawa i oczekuję od policji, że udzieli odpowiedzi na powyższe i im podobne dylematy.

Critical Mass - rekord świata

jezw

Dziś cały dzień z Chłopakiem na rowerach. Przedpołudnie na welodromie Millenáris, popołudniu udział w projekcie artystycznym Park! przekształcanie małego körútu w park, a potem masa krytyczna, na której padł rekord światowy uczestnictwa w tego typu imprezie: osiemdziesiąt tysięcy ludzi.

Millenáris (nie mylić z budańskim parkiem o tej samej nazwie) to stary welodrom leżący koło stadionu Puskása, który lata swojej świetności ma już za sobą, chyba, że grupie entuzjastów, prowadzącej kampanię na rzecz odnowy obiektu, uda się doprowadzić do jego renowacji. Dzisiejszy program tam urządzony jest jednym z elementów tej kampanii. W przeciwnym razie Millenáris zostanie zburzony a na jego miejscu powstanie jakieś centrum handlowe czy też garaż.

Na welodromie miało miejsce dziś szereg zawodów rowerowych. Oprócz klasycznych sprintów odbył się dość niesamowity wyścig rowerzystów jadących w tunelu powietrznym za specjalnie przystosowanymi motocyklami. Po węgiersku nazywa się to stréher biciklizés, po polsku - nie wiem (ktoś wie?) Pierwszy raz w życiu też widziałem polo rowerowe. Reprezentacja Węgier pobiła Austrię, bardzo dużo (nie pamiętam dokładnie ile było tych goli) do jednego. Całość w bardzo nieformalnym stylu, na przykład wyniki losowania kolejności startowej jednego z wyścigów podawał raper improwizując na bazie listy nazwisk ku wielkiej radości zebranych.

darmowy hosting obrazków

Trybuny

darmowy hosting obrazków

Sprint. Zawodnicy są w lepszym stanie niż tor.

darmowy hosting obrazków

Wskazówka jak omijać dziurę w betonie.

darmowy hosting obrazków

Oryginalna, bez wątpienia tablica, działa.

darmowy hosting obrazków

Stréher biciklizés. Motory są mniej więcej w wieku welodromu.

darmowy hosting obrazków

Reklamy przy torze. Założę się, że są nieco tańsze niż reklamy na formule 1.

darmowy hosting obrazków

Polo rowerowe.

Popołudniowy projekt artystyczny poprzedzał masę krytyczną. Chodziło w nim o zaaranżowanie zdjęcia lotniczego placu Deáka, tak aby wyglądał z góry jak park. Zazieleniony miał zostać przez tłum w zielonych koszulkach. Autorem projektu jest Jason Howkes specjalizujący się w artystycznych zdjęciach z powietrza. Wszystko udało się znakomicie: tłum przebrał się w t-shirty, helikopter krążył i robił zdjęcia, wszyscy machaliśmy. Zdjęcia nie ma, niestety, jeszcze w internecie.

darmowy hosting obrazków

Rozdawanie koszulek.

darmowy hosting obrazków

Efekt: plac zrobił się zielony.

Masa krytyczna ruszyła strasznie wolno. Z placu Deáka do Ásztórii dotarliśmy - rowerami! - dopiero po upływie jakiś dwudziestu minut. Potem poszło już, na szczęście, łatwiej. Tłum jechał zdyscyplinowanie, nie widziałem żadnych incydentów czy to typu kierowca-rowerzysta czy też, co jest rzeczą godną uznania obecnej sytuacji, o politycznym charakterze. W zasadzie nie było flag ani transparentów, całość była fiestą raczej niż demonstracją i to mimo, że oficjalnym hasłem przejazdu było "Mindenütt Minden út bicikliút!" co oznacza "Wszędzie ścieżek rowerowych Ścieżka rowerowa przy każdej ulicy!"

Końcem trasy był Városliget, gdzie odbyło się tradycyjne podnoszenie rowerów. Nie wiem, czy jest to również zwyczajem w innych krajach, tutaj jest to zawsze szczyt celebracji. Tłum podnosi rowery, macha nimi, podnosi straszny hałas - to trzeba zobaczyć.

darmowy hosting obrazków

Ruszamy z placu Deáka.

darmowy hosting obrazków

Erzsébet híd.

darmowy hosting obrazków

Regulacja ruchu przy pomocy rowerów.

darmowy hosting obrazków

Városliget

darmowy hosting obrazków

Podnoszenie rowerów.

darmowy hosting obrazków

Okazało się przy tym, że tym razem, jak już pisałem, było nas osiemdziesiąt tysięcy, i to mimo tego, że masę krytyczną się organizuje stosując wyłacznie metody guerilla marketing czyli internet i vlepki w miejscach uczęszczanych przez rowerzystów. Jest to rekord światowy, poprzedni rekord - pięćdziesiąt tysięcy - również należy do Budapesztu. I ciekawe jak bardzo to zupełnie nie obchodzi tutejszych polityków. Gdyby przyszło osiemdziesiąt tysięcy obojętnie kogo - pielęgniarek, przedstawicieli skrajnej prawicy, związkowców, czy studentów - mielibyśmy temat dla mediów i polityków na parę tygodni, ale rowerzyści domagający się ścieżek rowerowych to coś, co można sobie odpuścić bez konsekwencji.

Na zakończenie wideo promujące jeżdżenie rowerem zrobione przez Ministerstwo Gospodarki i Transportu. Węgierski nie jest potrzebny, żeby je zrozumieć: jeżdżenie rowerem jest, dosłownie, sexy!

© Jeż Węgierski
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci